Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast

Okładka książki Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast autora Jan Maciej Chmielewski, 9788372079077
Okładka książki Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast
Jan Maciej Chmielewski Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Politechniki Warszawskiej popularnonaukowa
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7207-907-7
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast

Średnia ocen
7,2 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast

Poznaj innych czytelników

63 użytkowników ma tytuł Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast na półkach głównych
  • 38
  • 22
  • 3
16 użytkowników ma tytuł Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast na półkach dodatkowych
  • 5
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast

Inne książki autora

Okładka książki Stulecie Towarzystwa Urbanistów Polskich 1923-2023 Barbara Bańkowska, Magdalena Belof, Jan Maciej Chmielewski, Małgorzata Havel, Janusz Korzeń, Tomasz Majda, Elżbieta Przesmycka, Anna Aneta Tomczak
Ocena 6,5
Stulecie Towarzystwa Urbanistów Polskich 1923-2023 Barbara Bańkowska, Magdalena Belof, Jan Maciej Chmielewski, Małgorzata Havel, Janusz Korzeń, Tomasz Majda, Elżbieta Przesmycka, Anna Aneta Tomczak
Jan Maciej Chmielewski
Jan Maciej Chmielewski
Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej 1964, doktorat 1975, habilitacja 1981, tytuł profesora 1992. Prodziekan WAPW 1981-1987. P.o. Dyrektora Inst. Urb. i Plan. Przestrzennego 1990-1991. Kier. Zakładu Proj. Urbanistycznego 1991-1995. Członek Senatu PW (1996 –2002). Kierownik Samodzielnego Zespołu Badawczego Urbanistyki COBPBO 1986-1990. Członek: Rady Naukowej IGPiK 1995-2000 oraz Kolegium Redakcyjnego Wydawnictw IGPiK i Rady Programowej kwartalnika \\\\\\\\\\\\\\\"Człowiek i Środowisko\\\\\\\\\\\\\\\" 1991-2000, Centralnej Komisji d/s Tytułów i Stopni Naukowych 1993-1996, Komitetu Architektury i Urbanistyki PAN od 1991, Centralnej Komisji Nagród MGPiK (nast. MSMiA i MI) od 1991 oraz GKUA 1995-2000, ZG SARP 1976-1981. Wiceprezes OW SARP 1984-1987. Sędzia konkursowy SARP. Prezes OW TUP 1993-2000. Wiceprzewodniczący Okręgowej Izby Urbanistyki od 2002. Członek Wojewódzkiej Komisji Urbanistów Architektów od 1999. Członek Izby Architektów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu Rem Koolhaas
Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu
Rem Koolhaas
Recenzowana książka stanowi ciekawe zjawisko: jej autor, słynny architekt holenderski, napisał manifest post-factum dla niebosiężnych wizji nowojorskich budowniczych! Manifesty były popularne w sztuce końca XIX oraz początku XX wieku i objaśniały ludziom, co dopiero zostanie stworzone. A tu do praktyki dorobiono teorię po wielu latach. Lecz jakaż wspaniała jest ta teoria..! Zacznę od ważnej uwagi: nie jest to historia urbanistyki Nowego Jorku. Wiele rzeczy zostało nieuwzględnionych lub pominiętych. Zamiast tego książka skupia się na paru obszarach, głównie Manhattanie i Coney Island. Dotyczy czasów, gdy tworzono głównie wieżowce w stylu Art Deco, a nie szklane prostopadłościany, którym początek dał Mies van der Rohe. Nie poświęcono w niej miejsca słynnym, wielkoskalowym i bardzo kontrowersyjnym reformom Roberta Mosesa i polemizowaniu z nimi przez Jane Jacobs. Autor nie pisze w kierunku chronologicznym, lecz raczej rozprawia o kolejnych obszarach. Zaczyna od organizowanych na Coney Island wesołych miasteczkach, by potem skierować uwagę ku szeregowi wieżowców, poświęcając każdej budowli osobne akapity zapełnione garścią głębokich uwag i rzucając światło na trudno dostrzegalne czynniki. Na sam koniec opisano wizyty Salvadora Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku oraz to, co z nich (nie) wyszło. Zarazem twórca dostrzega w owych wesołych miasteczkach zaczątki bujnego kapitalistycznego systemu dostarczania rozrywki, który nie spocznie i będzie się rozwijał wszerz i wzdłuż – hen wysoko, aż ku niebu! Oprócz nakreślenia historii obiektów czasem już nieistniejących Koolhaas wspomina niezrealizowane wizje. Możemy ujrzeć projekt wieżowca autorstwa Gaudiego (który wygląda, że nigdy nie był tworzony z myślą o realizacji – była to raczej wizualizacja, która deweloper chciał zaprezentować w celach autopromocji) oraz o zatrważającym projekcie „specyficznej Wenecji” Corbetta. W owej „Wenecji” miejsce wód zajęłyby drogi wypełnione samochodami i parkingi. Dla pieszych przewidziano specjalne platformy na pierwszych piętrach wieżowców. Celem architekta było odciążenie ruchu. Trzeba przyznać, że w swej wizji poszedł dużo dalej niż Moses… Miasta to nie tylko budowle; są one tworzone przez ludzi dla ludzi. Nie umknęło to autorowi. „Deliryczny Nowy Jork” to nie tylko książka techniczna, dużo uwagi poświęcono w niej kwestiom społecznym (choć ludzie są tu głównie rozpatrywani jako klienci). Wydaje mi się, że podejście Koolhaasa stanowiło inspirację dla Grzegorza Piątka. Książkę kończy opis wizyt Dalego i Le Corbusiera w Nowym Jorku. Ta część może zdać się nieco mniej zrozumiała wielu czytelnikom, ale wydaje mi, że autor chciał powiedzieć, iż Nowy Jork był na tyle dziwnym i sztucznym miastem, że prowokacje Dalego nie robiły na nikim wrażenia. Zaś Le Corbusier, gwiazda i samozwańczy mesjasz architektury snuł wizje „naprawy” miasta. Z jego pomysłów zrodził się gmach ONZ. Zbiegło się to z końcem projektowania wieżowców w dawnym stylu. Koolhaas wspaniale operuje piórem – jego dzieło doskonale się czyta, choć wymaga skupienia. Trzeba mocno zaprząc do pomocy wyobraźnię, by ujrzeć oczyma umysłu opisywane obszary. Z tego powodu lektura ta nie będzie każdemu odpowiadać, podobnie jak fakt, że traktuje ona tylko o części dziejów nie tak dużego fragmentu miasta. Jednak gorąco ją polecam miłośnikom architektury i urbanistyki oraz Nowego Jorku!
Zbyszek - awatar Zbyszek
ocenił na71 rok temu
Genialna maszyna. Biografia serca Stephen Amidon
Genialna maszyna. Biografia serca
Stephen Amidon Thomas Amidon
Gdy dwóch braci, z których jeden jest pisarzem a drugi kardiologiem, bierze się za pisanie książki – to musi wyjść z tego coś ciekawego. I nawet taki laik jak ja, generalnie dość tępy z biologii , zupełny ignorant z medycyny- zachwyca się i stroną merytoryczną i językową. Nie obawiaj się, trudny temat, że dla specjalistów, że Cię przerośnie. Zupełnie błędne podejście. Konstrukcja prosta i wręcz genialna. Każdy rozdział rozpoczyna historia osoby ,która boryka się z problemem zdrowotnym o nieznanej przyczynie. Zarówno bohater jak i jego historia osadzone są w konkretnej epoce. Poszukując ratunku dla siebie lub swojego bliskiego taki dzisiejszy pacjent trafia na lekarza, felczera lub pasjonata , który nie boi się zaryzykować życie doczesne lub wieczne w pragnieniu ulżenia cierpieniom petenta i rozwiązaniu jego problemów. Opisując zmagania pierwszych prekursorów badań na otwartym sercu , bardzo klarownie a równocześnie prosto autorzy przekazali stan wiedzy medycznej na daną epokę oraz podejście do problemu serca bądź to jako siedliska duszy , bądź mechanicznej pompy poruszającej organizm. Po zobaczeniu filmu o wybitnym polskim kardiologu – Relidze, dotarło do mnie , jak młodą dziedziną jest kardiologia i kardiochirurgia. Książka jeszcze mocniej pochyliła mi głowę z szacunku i uwielbienia dla tych cudotwórców. Jak ogromne bariery musieli pokonać, lekceważeni również we własnym środowisku, pokonujący etyczne , moralne i religijne przesądy brnęli w kierunku odkryć ,których efektów mogli tylko domniemywać, mając świadomość, że porażka będzie bardziej nośna i głośna niż sukces…. Warto przeczytać. Może inaczej spojrzymy na obecne zmagania lekarzy choćby w temacie In vitro? Serce przecież też do niedawna postrzegane było wyłącznie jako nienaruszalny „włącznik” w dyspozycji boskiego palca… To książka dla ludzi o szerokich potrzebach poznawczych, horyzontach, otwartej głowie i umiejętności analizy. Walory językowo- merytoryczne nie do przecenienia. Dla mnie cała ta seria ZNAK-u jest BEZCENNA. NIE MOGĘ NIE POLECAĆ !
Sal - awatar Sal
ocenił na107 lat temu
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Józef Tischner
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna
Józef Tischner Dariusz Czaja Ziemowit Szczerek Jan Sowa Filip Springer Hubert Francuz Marta Urbańska Monika Kozień Marta Miskowiec Marcin Smerda Jan Sowa
Made in Polonicum Czytając takie pozycje jak „hawaikum - w poszukiwaniu istoty piękna” nie sposób przeoczyć walorów estetycznych, zważywszy na jej znakomite wydanie. Począwszy od fotomontażu na okładce, przez gigantyczną ilość wysokojakościowych fotografii, które zajmują niemal połowę publikacji, aż po przejrzyście i sensownie zaprojektowane wnętrze — należy przyznać, że Wydawnictwo Czarne utrzymuje wysoki poziom swoich opracowań. Pod redakcją m.in. prof. Agaty Pankiewicz (wykładającej na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie) zebrano jedenaście esejów jedenastu różnych autorów z pogranicza sztuki, filozofii, historii oraz dziennikarstwa wszechstronnie pochylających się nad rodzimą egzotyką z importu. Książka ta, przeznaczona do czytania i oglądania, stanowi niewielki album nasycony koszmarkami, które tak sprytnie wtopiły się w nasz polski krajobraz i świadomość, że wydają się już ich stałym elementem. Każda wypowiedź podejmuje skomentowanie prowincjonalnej groteski z innej strony i niekoniecznie bezlitośnie. Znaczna większość artykułów odnosi się do niej wyrozumiale, z dystansem. Jedynie w kpiarskim rozdziale „Krytyka wydziaranego rozumu” pióra Marcina Smerdy, który zgryźliwie znęca się nad subkulturą blokowisk, przyrównując dresy do tubylczych ludów i nazywając ich Innymi, wyczuwa się raniący sztylet sarkazmu. Lecz jak pisze we wstępie Filip Springer: „okropna to lektura, ale niezbędna, by zrozumieć manowce, na jakie prowadzi nas takie koślawe skupienie się na Innym zamiast na sobie” (s.46). Filozoficzne wprowadzenie pomnikowym tekstem Józefa Tischnera może być dla niektórych zaskoczeniem, w końcu miało być o łabędziach z opon, o hotelu “Piramida” w Bolesławcu, domach-kostkach czy PGR-ach pomalowanych na jaskrawe barwy. Tropikalny bzik okazuje się mieć korzenie w melancholii. Tischner nazywa ją “sarmacką”, podkreślając swojskość oraz cień pozornej odwagi, z jednoczesną świadomością nadchodzącej porażki. Owa nastrojowość dzieli się na prozaiczną nudę smętnej codzienności i nieustanną tęsknotę do barwnej Utopii, której poszukiwania w części zostają poddane zgodzie na zastane warunki. Kolejne rozdziały poszerzone o taką perspektywę, wydają się następnymi etapami studium nad fantazmatycznym podejściem do upiększania przestrzeni, z podkreśleniem tęsknoty do jakiegoś nieosiągalnego absolutu. Tak oto, pochylając się nad brutalną architekturą realnego socjalizmu, który opanował polskie wsie, zasiewając krajobraz betonowymi domami z płaskim dachem, nie można przeoczyć inwencji mieszkańców w wyborze obłędnych pigmentów. To „jaskrawe kolory malowane w skali domów” jak pisze Marta Urbańska, omawiając agresywne barwy fasad budynków mieszkalnych na przykładzie obrazu Witkacego “Marysia i Burek na Cejlonie”. Ten drobny manewr jest oswobodzeniem spod dogmatu wszechobecnej szarości i sprzeciwem wobec kontynuacji codziennego banału. Podobnie ma się sytuacja z ogrodami, w których irracjonalne zabiegi estetyczne powołują do życia bajkowe scenografie, jak wspomniane wyżej, moje ulubione łabędzie z opon, gipsowe postumenty papieża wśród krasnali i jelonków czy wreszcie nieszablonowe żywopłoty stylizowane na pudle albo drzewka bonsai. Zresztą, nie tylko na wsi można wypatrzeć tę potrzebę egzotyki, której uosobieniem jest instalacja Joanny Rajkowskiej na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a w Warszawie. Podróżując po Polsce podobne palmy można znaleźć w przydrożnych zajazdach, będących przykładem brawurowego eklektyzmu w wydaniu przeskalowanych muchomorów, dobudówek w formie wieży z blankami, samolotów z demobilu pod banerem “Miami Laguna” czy niektórych domach weselnych w postaci neodworów. Kuszące tropiki szepczą nie tylko przez plastikowe daktylowce czy parapetowe orchidee i kaktusy, to niezaspokojenie rozbrzmiewa, chociażby w egipskim wystroju baru z zapieskami. O historii magnetyzmu ciepłych krajów możemy przeczytać w dowcipnym rozdziale Ziemowita Szczerka, który przytacza enigmatyczną opowieść o próbach skolonizowania przez rodaków zamorskich obszarów. Rozmyśla również nad Polską, która teoretycznie posiada kolonie, szczególnie uwiodła mnie wizja fiata cinquecento, zaparkowanego w buszu albo szyldy z odzieżą na wagę w orientalnym słońcu. Tsunami fantazji w wolności twórczej, nawet jeśli ma być brakiem umiaru i naiwną wrażliwością, nadal będzie trwać w naszej przestrzeni. Bo sztuka powinna być inkluzywna, nawet ta podwórkowa, jak mówił Hasior: „Proszę w tym domu nawet nie wymawiać słowa kicz. Nigdy! (...) To wyraz arogancji, oceny z pozycji salonów, zadufania. Słowo, które obraża, dyskwalifikuje, A co dyskwalifikuje? Zjawiska cudowne, najbliższe ziemi, wyrastające z potrzeby piękna. (...) prywatne światy (...) głośno mówiące do przechodnia, któremu ofiarują tę swoją wizję piękna".
Kaś - awatar Kaś
ocenił na83 lata temu
Koniec historii Francis Fukuyama
Koniec historii
Francis Fukuyama
Nieszczęściem dla tak fajnego tytułu, jaki ma ta książka jest to, że niestety zupełnie i dość bezrefleksyjnie przytaczany jest jako "literalnie" rozumiany koniec historii. Tymczasem w gruncie rzeczy nie o koniec dziejów chodzi. Autor omawia granice ewolucji ustrojów społeczno-politycznych w odniesieniu do kluczowych wartości. I tutaj jest tzw. pies pogrzebany. Jeżeli dla odbiorcy/czytelnika, wartości takie jak: wolność, prawo wyboru, równość wobec prawa, kadencyjność władz, poszanowanie życia, czyli sumarycznie: demokracja liberalna, są zupełnie inaczej rozumiane, to też przekaz tej książki będzie rozmijał się z oczekiwaniami. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę ewolucje systemów społeczno-politycznych od zarania oraz to, jakie reprezentują wartości, demokracja liberalna jest finałem. Historia się nie skończy, ale nic nie wymyślono lepszego w zakresie systemów politycznych dla "dobra człowieka". Żadne despotie, tyranie, autokratyzmy, teokratyzmy, fundamentalizmy, konserwatyzmy długo się nie utrzymały chyba, że ich agonie wymagają kroplówki przemocy. Wolności nie da się niczym lepszym zastąpić i to jest granica końca. Za nią niekoniecznie będzie lepiej, ale nie gorzej niż w cytowanych wcześniej "...izmach". Pytanie jest zasadnicze, którym pasowało by w tej książce się zaopiekować: co uczynić, aby demokracja liberalna nie zdryfowała w owe "izmy" i związane z nimi: populizmy, szowinizmy, fundamentalizmy.
Art - awatar Art
ocenił na816 dni temu
Ruletka nawyków. Jak przechytrzyć swój mózg? David McRaney
Ruletka nawyków. Jak przechytrzyć swój mózg?
David McRaney
Nie jesteś wcale taki/a mądry/a! Spokojnie, ja też nie, jesteśmy jak żuki, znaczy jak chrząszcze, australijskie jewel beetle, tak samo, jak one, gdy spotykamy PONADNORMALNE BODŹCE - uprawiamy seks z butelką. Dlaczego one to robią? Są to owady w czekoladowym kolorze, a ich korpusy błyszczą, są wielkie i długie. Samce chrząszczy mają wrodzone upodobanie do pewnych cech samic tego gatunku, lubią, gdy są duże, brązowe i błyszczące, podobnie jak puste szklane butelki po piwie w trawie, które wygrywają z samicami. Robimy tak samo, gdy bodziec z dobrego staje się nadzwyczajny, pojawia się okazja, coś niespotykanego, może to być nawet 2 w cenie 1 lub większy i cięższy talerz w uroczej restauracji. Dlaczego my to robimy? Bo nie jesteśmy tacy mądrzy, bo często decydując czy coś jest dobre dla nas, odpowiednie lub nie, ulegamy emocjom, targa nami HEURYSTYKA AFEKTU. Myślisz, czy też tak masz? Nie, nie przypominasz sobie takich sytuacji ze swoim udziałem, nie jesteś taki/a mądry/a, a twoja niedoskonała pamięć tworzy FAŁSZYWE WSPOMNIENIA, a nawet jak nie są fałszywe, często wymyślasz opowieści uzasadniające decyzje, emocje, twoje działania nie mając świadomości, że to KONFABULACJA. Nie, ja tak nie robię, spokojnie nie jesteś taki mądry/a, to pewnie ZAPRZECZENIE lub WYPARCIE. Dobra, dość tego, ten post Cię znudził, to nie DYSONANS POZNAWCZY co czujesz, skrolujesz dalej, o, ktoś napisał piękny post: kiedyś nie miałem, teraz mam, historia od zera do eksperta, zarabia 1000 PLN/H - pod postem komentarze: możesz wszystko, ciężka praca, wystarczy chcieć - nie, nie wystarczy! KONFIRMACJA sprawia, że historia wpisuje się w twój światopogląd, ulegasz ZŁUDZENIU AUTORYTETU, które zaspokaja twoje OCZEKIWANIA. A co z ekspertem? Może było tak jak napisał, a może nawet nie miał złej intencji? Nie, nie jest taki mądry, doznał pewnie ZŁUDZENIA KONTROLI, dokonując AUTOWALORYZACJI w OBRONIE EGO. Nie, nie, ja tak nie mam, może to prawda, ale to inni tak mają, te rzeczy działają na nich, na mnie nie. Nie jesteś taki/a mądry/a, ulegasz efektowi TRZECIEJ OSOBY, wierząc przez swój EGOTYZM ATRYBUCYJNY, że jesteś mądrzejszy/a od innych. Nie jesteś taki/a mądry/a, to na skutek ZWODNICZYCH TENDENCYJNOŚCI, BŁĘDÓW POZNAWCZYCH, HEURYSTYK czy BŁĘDÓW LOGICZNYCH, a dodatkowo, jeśli zbyt często będziesz im ulegać, wejdą ci w nawyk i wpadniesz w prawdziwą RULETKĘ NAWYKÓW. Nie jesteś wcale taki/a mądry/a, ale możesz być mądry/a, to znaczy nie na stałe, zwiększyć szanse, że częściej będziesz, wystarczy regularnie czytać o zwodzących nas nawykach. ,,Ruletka nawyków. Jak przechytrzyć swój mózg.'' - David McRaney - Wydawnictwo Naukowe PWN - to książka, która pozwala, wyzwolić się od złych nawyków i lepiej zrozumieć siebie i innych, dlatego wpisuje się idealnie w cykl #książkiantydychotomiczne 48 świetnie opisanych zwodniczych nawyków i ułomności naszego mózgu, z humorem, z bogactwem przykładów, opisanych mądrze. Musisz o nich poczytać. Dlaczego? Bo nie jesteś taki/a mądry/a!
Krzysztof Buda - awatar Krzysztof Buda
oceniła na81 rok temu

Cytaty z książki Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Teoria urbanistyki w projektowaniu i planowaniu miast


Ciekawostki historyczne