-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać13
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
Z okazji premiery „Święta Karkonoszy” Wydawnictwo W.A.B. przygotowało dla was konkurs, w którym do wygrania jest 5 egzemplarzy książki Sławka Gortycha.
Co trzeba zrobić, by zgarnąć jeden z nich? Nic prostszego. Wystarczy, że pod tym artykułem umieścicie odpowiedź na nasze zadanie konkursowe:
Wyobraź sobie, że bierzesz udział w rajdzie podczas Święta Karkonoszy. Kogo zabierzesz ze sobą na szlak i dlaczego właśnie tę osobę?
Konkurs trwa od 31 marca do 7 kwietnia. Regulamin dostępny jest pod tym linkiem.
Powodzenia!
odpowiedzi [176]
Zabrałabym kogoś, kto był tu przede mną sto lat temu – dawnego Laboranta z Karpacza. Chciałabym poczuć zapach zbieranych przez niego ziół i dowiedzieć się, które rośliny chronią przed spojrzeniem zła, a które otwierają oczy na to, co niewidoczne. Wybieram go, bo podczas rajdu nie interesuje mnie meta, lecz sekrety, które zostały pogrzebane pod warstwą czasu i mchu.
Zabrałabym kogoś, kto był tu przede mną sto lat temu – dawnego Laboranta z Karpacza. Chciałabym poczuć zapach zbieranych przez niego ziół i dowiedzieć się, które rośliny chronią przed spojrzeniem zła, a które otwierają oczy na to, co niewidoczne. Wybieram go, bo podczas rajdu nie interesuje mnie meta, lecz sekrety, które zostały pogrzebane pod warstwą czasu i mchu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMy byśmy pojechali całą rodziną:, czyli w sześcioro i jeszcze zabralibyśmy nasz psicę. Dobrze nam razem, a w Karkonoszach nie byliśmy, więc czemu nie?! Pewnie na szlak poszlibyśmy w 5, ale to nic, byłoby i tak bardzo dobrze
My byśmy pojechali całą rodziną:, czyli w sześcioro i jeszcze zabralibyśmy nasz psicę. Dobrze nam razem, a w Karkonoszach nie byliśmy, więc czemu nie?! Pewnie na szlak poszlibyśmy w 5, ale to nic, byłoby i tak bardzo dobrze
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Na rajd po Karkonoszach zabrałabym moją grupę ze studiów, bo kraina Ducha Gór to zbyt cudowne miejsce, żeby oczarować nim tylko jedną osobę. Na codzień siłą rzeczy spędzamy ze sobą dużo czasu, ale górski szlak stworzyłby nowe, wyjątkowe okoliczności, w których moglibyśmy spojrzeć na siebie z zupełnie innej strony. Nie wszyscy z nas są miłośnikami górskich wędrówek, ale myślę, że wystarczyłoby namówienie moich znajomych na wspólny wyjazd, a sceptyków Karkonosze same przekonałyby do siebie “od pierwszego wejrzenia”. Poza tym byłaby to doskonała okazja ku temu, żeby stworzyć własną tradycję, która pozwoli nam utrzymać kontakt, gdy już nasze drogi rozejdą się po studiach. Każdego roku moglibyśmy spotykać się, aby przejść razem któryś z karkonoskich szlaków, “nadrobić zaległości” z życia każdego z nas z ostatniego roku i powspominać wspólne przygody.
No i może, jak na studentów farmacji przystało, poczulibyśmy w tych górach duchy Laborantów.
Na rajd po Karkonoszach zabrałabym moją grupę ze studiów, bo kraina Ducha Gór to zbyt cudowne miejsce, żeby oczarować nim tylko jedną osobę. Na codzień siłą rzeczy spędzamy ze sobą dużo czasu, ale górski szlak stworzyłby nowe, wyjątkowe okoliczności, w których moglibyśmy spojrzeć na siebie z zupełnie innej strony. Nie wszyscy z nas są miłośnikami górskich wędrówek, ale...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejObowiązkowo, na szlak zabrałabym mojego narzeczonego. Jest pewnym siebie surwiwalowcem, więc czułabym się przy nim bezpieczne ❤️ z nim, żadne mary 🧟 kryjące się w ciemności i we mgle nie są mi straszne 🤗 a moja wyobraźnia po przeczytaniu wielu kryminałów i thriller'ów potrafi być wybujała 🫣.
Obowiązkowo, na szlak zabrałabym mojego narzeczonego. Jest pewnym siebie surwiwalowcem, więc czułabym się przy nim bezpieczne ❤️ z nim, żadne mary 🧟 kryjące się w ciemności i we mgle nie są mi straszne 🤗 a moja wyobraźnia po przeczytaniu wielu kryminałów i thriller'ów potrafi być wybujała 🫣.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Gdy myślę: szlak, przygoda, wędrówka, od razu wiem, do kogo zadzwonię z pytaniem: "Jedziesz?" Wiem też z całą pewnością, że moja starsza o 3 lata siostra Natka, miłośniczka outdooru i wysokości, po drugiej stronie słuchawki odpowie pytaniem na pytanie: "Gdzie i o której?"
Na szlaku przyda mi się nie tylko druga para sprężystych łydek do pokonywania wzniesień oraz para silnych ramion do dźwigania plecaków z prowiantem - potrzebuję przede wszystkim kompanki, z którą mogę pogadać o błahych i poważnych sprawach i z którą mogę pomilczeć, gdy złapie nas zadyszka lub zaduma (nad pięknem gór). Bo gdy idzie się w góry, w nowy teren, warto mieć pod ręką (dosłownie!) towarzyszkę, która wskoczy za mną w krzaki, wyciągnie drzazgę z dłoni, podzieli się czekoladą i co najmniej kilkadziesiąt razy powie: "jak tu pięknie!" :)
Gdy myślę: szlak, przygoda, wędrówka, od razu wiem, do kogo zadzwonię z pytaniem: "Jedziesz?" Wiem też z całą pewnością, że moja starsza o 3 lata siostra Natka, miłośniczka outdooru i wysokości, po drugiej stronie słuchawki odpowie pytaniem na pytanie: "Gdzie i o której?"
Na szlaku przyda mi się nie tylko druga para sprężystych łydek do pokonywania wzniesień oraz para...
Na szlak zabrałbym mojego starszego kuzyna — tego samego, z którym kiedyś ganialiśmy za piłką po blokowisku. Dziś obaj mamy inne życia, ale jego marzenia o wędrówkach górskich wciąż brzmią tak samo szczerze jak nasze dziecięce plany:D Może właśnie w Karkonoszach uda nam się odzyskać tamtą prostą, dobrą bliskość.
Na szlak zabrałbym mojego starszego kuzyna — tego samego, z którym kiedyś ganialiśmy za piłką po blokowisku. Dziś obaj mamy inne życia, ale jego marzenia o wędrówkach górskich wciąż brzmią tak samo szczerze jak nasze dziecięce plany:D Może właśnie w Karkonoszach uda nam się odzyskać tamtą prostą, dobrą bliskość.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNa rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałabym mojego Ojca, dzięki któremu pokochałam góry i z którym wielokrotnie wędrowałam także po Karkonoszach. Byłaby znów okazja podziwiać urodę tych pięknych gór, żartować z trudności i cieszyć się wspólną wędrówką. Niestety, to już niemożliwe, a na górski szlak zabrać mogę jedynie wspomnienie tamtych wspólnych chwil.
Na rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałabym mojego Ojca, dzięki któremu pokochałam góry i z którym wielokrotnie wędrowałam także po Karkonoszach. Byłaby znów okazja podziwiać urodę tych pięknych gór, żartować z trudności i cieszyć się wspólną wędrówką. Niestety, to już niemożliwe, a na górski szlak zabrać mogę jedynie wspomnienie tamtych wspólnych chwil. ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Na rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałabym samego Karkonosza.
Nie jako legendę, ale jako towarzysza drogi - kogoś, kto zna każdy kamień, każde ukryte jezioro i każdą historię, którą wiatr niesie między szczytami. Może nie prowadziłby mnie najłatwiejszą trasą, ale na pewno najciekawszą. Ufam, że podołałabym takiej wędrówce ;)
Chciałabym zobaczyć Karkonosze jego oczami. Nie tylko jako piękne góry, ale jako miejsce pełne sekretów, które odsłaniają się tylko tym, którzy naprawdę potrafią słuchać i patrzeć bardziej sercem, a mniej oczami.
Może pod koniec wędrówki zrozumiałabym, że Duch Gór wcale nie jest kimś, kogo można spotkać… tylko kimś, kim na chwilę się stajesz, kiedy naprawdę poczujesz te góry.
Na rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałabym samego Karkonosza.
Nie jako legendę, ale jako towarzysza drogi - kogoś, kto zna każdy kamień, każde ukryte jezioro i każdą historię, którą wiatr niesie między szczytami. Może nie prowadziłby mnie najłatwiejszą trasą, ale na pewno najciekawszą. Ufam, że podołałabym takiej wędrówce ;)
Chciałabym zobaczyć Karkonosze jego oczami....
Szłam powoli leśnym duktem, odstając od grupy. Nie miałam ochoty bratać się z resztą
przypadkowych ludzi. Powinnyśmy być dwie, ale byłam sama, bo Gośka mnie
wystawiła. Zadzwoniła z rana i oświadczyła, że jednak nie jedzie na rajd. No i
zepsuła mi humor i chyba cały dzień. Skupiona na ponurych myślach niemal nie
zauważyłam faceta, który nagle wyłonił się z zarośli. Wyglądał jak zagubiony
turysta. Moją uwagę przyciągnęły jego dziwne kwadratowe okulary i krzywo zapięta
kraciasta koszula.
- Pomóc w czymś? – zagadnęłam.
- Nie, właściwie nie. – odpowiedział niepewnie. – Jestem tylko nieco zdezorientowany. Wyszedłem na spacer po lesie i … – dopiero teraz spojrzał na drzewo z oznaczeniem szlaku. – A! Już wszystko wiem. Szlak na Śnieżne Kotły.
- Tak. Właśnie tam idziemy. Moja grupa jest z przodu …
- A wie pani, że tamtejsze schronisko ma bardzo ciekawą historię?
Niespodziewanie zaczął wykład, który od pierwszych zdań mnie zaciekawił. Widać było, że ten gość miał sporą wiedzę i do tego umiał opowiadać.
- Może pójdzie pan ze mną? – przerwałam delikatnie.
Zastanowił się i po chwili odparł:
-Właściwie to czemu nie.
Poprawił mały plecak na ramionach i dodał:
- Gdzie moje maniery? Nie przedstawiłem się. Jacek Węglorz. Historyk.
Uśmiechnęłam się i podając mu rękę dodałam w myślach:
- I mój osobisty przewodnik.
Szłam powoli leśnym duktem, odstając od grupy. Nie miałam ochoty bratać się z resztą
przypadkowych ludzi. Powinnyśmy być dwie, ale byłam sama, bo Gośka mnie
wystawiła. Zadzwoniła z rana i oświadczyła, że jednak nie jedzie na rajd. No i
zepsuła mi humor i chyba cały dzień. Skupiona na ponurych myślach niemal nie
zauważyłam faceta, który nagle wyłonił się z zarośli. Wyglądał...
Na Rajd zabrałabym męża, uprzednio zostawiając dzieci u dziadków :) To jak randka, lubię takie wypady, kiedy możemy pobyć we dwoje.
Na Rajd zabrałabym męża, uprzednio zostawiając dzieci u dziadków :) To jak randka, lubię takie wypady, kiedy możemy pobyć we dwoje.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNa Rajd podczas święta Karkonoszy zabiorę ze sobą Roberta z naszego uczelnianego PTTK. Jestem pewna, że zabierając go ze sobą, uśmiech nie będzie schodził z mojej twarzy. Robert na każdy Rajd uczelniany zabiera ze sobą suszone owoce oraz zioła ogrodowe z których powstają pyszne napary z dodatkiem cytryny lub imbiru. Zna się na pasmach górskich, jest niezwykle rozmowny i pozytywnie nastawiony do drugiego człowieka. Potrafi rozbić namiot, rozpalić ognisko a nawet zaśpiewać piosenkę.
Na Rajd podczas święta Karkonoszy zabiorę ze sobą Roberta z naszego uczelnianego PTTK. Jestem pewna, że zabierając go ze sobą, uśmiech nie będzie schodził z mojej twarzy. Robert na każdy Rajd uczelniany zabiera ze sobą suszone owoce oraz zioła ogrodowe z których powstają pyszne napary z dodatkiem cytryny lub imbiru. Zna się na pasmach górskich, jest niezwykle rozmowny i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGdybym miała wziąć udział w rajdzie podczas Święta Karkonoszy, bez wahania zabrałabym ze sobą Sławka Gortycha – pisarza, którego twórczość od dawna mnie fascynuje. To nie tylko autor przenoszący czytelnika w tajemnicze zakątki tych gór, ale też mój sąsiad z okolic Jeleniej Góry. To sprawia, że nasza wyprawa zyskałaby dodatkowy wymiar bliskości. Chciałabym spędzić ten czas razem, by poznać bliżej jego proces twórczy i dowiedzieć się, skąd czerpie inspiracje. Wyobrażam sobie naszą wędrówkę po malowniczych szlakach i rozmowy, przy których każdy zakręt staje się nową opowieścią, a każdy szczyt – momentem refleksji. Rajd ze Sławkiem Gortychem byłby dla mnie szansą, by odkryć te pasma jego oczami. Miejsca znane z powieści stałyby się teraz tłem naszej wspólnej przygody. To doświadczenie pełne inspiracji pozostawiłoby we mnie ślad nie tylko literacki, ale i osobisty. Taka wędrówka stałaby się prawdziwą podróżą w głąb historii i wyobraźni – mojej, autora i samych Karkonoszy, które tworzą niepowtarzalną, magiczną atmosferę.
Gdybym miała wziąć udział w rajdzie podczas Święta Karkonoszy, bez wahania zabrałabym ze sobą Sławka Gortycha – pisarza, którego twórczość od dawna mnie fascynuje. To nie tylko autor przenoszący czytelnika w tajemnicze zakątki tych gór, ale też mój sąsiad z okolic Jeleniej Góry. To sprawia, że nasza wyprawa zyskałaby dodatkowy wymiar bliskości. Chciałabym spędzić ten czas...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Na rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałbym moją przyjaciółkę, z którą od dawna odkładamy wspólną wyprawę na później.
Chciałbym w końcu zamienić plany w rzeczywistość i ruszyć razem na szlak, gdzie rozmowy przychodzą same, a cisza nie jest krępująca. W górach łatwiej być naprawdę obok siebie, bez pośpiechu i zbędnych rozproszeń.
Jeśli droga zniknie gdzieś we mgle, wiem, że z nią nawet chwile niepewności staną się dobrą historią, do której będzie się wracać.
Na rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałbym moją przyjaciółkę, z którą od dawna odkładamy wspólną wyprawę na później.
Chciałbym w końcu zamienić plany w rzeczywistość i ruszyć razem na szlak, gdzie rozmowy przychodzą same, a cisza nie jest krępująca. W górach łatwiej być naprawdę obok siebie, bez pośpiechu i zbędnych rozproszeń.
Jeśli droga zniknie gdzieś we mgle, wiem,...
Na szlak podczas Święta Karkonoszy zabrałabym osobę, która potrafi iść obok mnie w ciszy, a jednocześnie zamieniać zwykłą drogę w opowieść. Kogoś, kto nie liczy kilometrów, tylko chwile – kto zatrzyma się przy widoku, przy wietrze, przy czymś zupełnie niepozornym i powie: „zobacz, jakie to piękne”.To musiałaby być osoba z lekkim sercem i odwagą do gubienia się – bo najlepsze wspomnienia zaczynają się właśnie tam, gdzie kończy się plan. Ktoś, kto zamiast pytać „daleko jeszcze?”, zapyta „a co jest za następnym zakrętem?”.Zabrałabym ją, bo w górach wszystko smakuje inaczej – rozmowy są prawdziwsze, śmiech głośniejszy, a cisza bardziej znacząca. I wiem, że z tą osobą każdy krok byłby nie tylko drogą na szczyt, ale też małą przygodą, którą chce się pamiętać długo po powrocie.
Na szlak podczas Święta Karkonoszy zabrałabym osobę, która potrafi iść obok mnie w ciszy, a jednocześnie zamieniać zwykłą drogę w opowieść. Kogoś, kto nie liczy kilometrów, tylko chwile – kto zatrzyma się przy widoku, przy wietrze, przy czymś zupełnie niepozornym i powie: „zobacz, jakie to piękne”.To musiałaby być osoba z lekkim sercem i odwagą do gubienia się – bo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdybym tylko mógł nieco cofnąć czas - na rajd tylko z... Chuckiem Norrisem! To nie my pokonywalibyśmy rajd - to rajd musiałby pokonać nas! Chuck wskoczyłby gdzie trzeba, jednym półobrotem połamałby świerk na opał, a po wszystkim najlepsze byłyby historie typu:
- Weszliśmy do jaskini i słyszymy złowrogi pomruk. Mówię wtedy: uważaj, jest rozsierdzony, powoli się wycofaj, nie panikuj i nic ci się nie stanie...
Po tych słowach niedźwiedź wstał i powoli wyszedł.
Wiem, że w Karkonoszach nie mamy niedźwiedzi! Nie mogłem się po prostu powstrzymać :) Wesołych, poczytnych Świąt dla wszystkich!
Gdybym tylko mógł nieco cofnąć czas - na rajd tylko z... Chuckiem Norrisem! To nie my pokonywalibyśmy rajd - to rajd musiałby pokonać nas! Chuck wskoczyłby gdzie trzeba, jednym półobrotem połamałby świerk na opał, a po wszystkim najlepsze byłyby historie typu:
- Weszliśmy do jaskini i słyszymy złowrogi pomruk. Mówię wtedy: uważaj, jest rozsierdzony, powoli się wycofaj, nie...
Na rajd podczas Święto Karkonoszy zabrałbym przewodnika górskiego. Nie takiego „z folderu turystycznego”, który tylko pokazuje trasę i opowiada ciekawostki. Tylko takiego, który zna te góry naprawdę — z mgły, z wiatru, z ciszy i z błędów ludzi, którzy myśleli, że wiedzą lepiej. Dlaczego właśnie jego? Bo przewodnik nie widzi szlaku jako kreski na mapie. Widzi go jako system decyzji. Wie, gdzie ludzie tracą siły, gdzie przyspieszają za wcześnie i gdzie krajobraz potrafi rozproszyć bardziej niż zmęczenie. Podczas gdy inni uczestnicy rajdu skupialiby się na tempie, ja miałbym obok siebie kogoś, kto co jakiś czas mówiłby krótkie, konkretne rzeczy: „Tu zwolnij — nie wygląda groźnie, ale zabiera energię.” „Tu przyspiesz — większość ludzi tego nie wykorzystuje.” „A tu? Tu nie patrz pod nogi, tylko przed siebie.” I nagle okazuje się, że to nie kondycja robi największą różnicę, tylko sposób czytania trasy. Jest w tym jeszcze jeden paradoks: przewodnik nie bierze udziału w wyścigu, a mimo to daje największą przewagę. Bo kiedy inni walczą z górami, ja zaczynam z nimi współpracować. I właśnie dlatego zabrałbym jego — bo w Karkonoszach nie wygrywa ten, kto jest najsilniejszy. Tylko ten, kto rozumie, gdzie góry pozwalają wygrać.
Na rajd podczas Święto Karkonoszy zabrałbym przewodnika górskiego. Nie takiego „z folderu turystycznego”, który tylko pokazuje trasę i opowiada ciekawostki. Tylko takiego, który zna te góry naprawdę — z mgły, z wiatru, z ciszy i z błędów ludzi, którzy myśleli, że wiedzą lepiej. Dlaczego właśnie jego? Bo przewodnik nie widzi szlaku jako kreski na mapie. Widzi go jako system...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZdecydowanie na rajd zabrałabym moją drugą połówkę – Adama. Wyróżnia się niezwykłą intuicją i doskonałą orientacją w terenie, czego mnie często brakuje. To on prowadzi nas nie tylko przez górskie szlaki, ale i przez codzienne wyzwania. Dzięki niemu każda podróż staje się spokojniejsza i pełna pewności, dlatego nie wyobrażam sobie wyruszyć w żadną wyprawę bez niego.
Zdecydowanie na rajd zabrałabym moją drugą połówkę – Adama. Wyróżnia się niezwykłą intuicją i doskonałą orientacją w terenie, czego mnie często brakuje. To on prowadzi nas nie tylko przez górskie szlaki, ale i przez codzienne wyzwania. Dzięki niemu każda podróż staje się spokojniejsza i pełna pewności, dlatego nie wyobrażam sobie wyruszyć w żadną wyprawę bez niego.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNa rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałabym moją mamę, bo to jedna z niewielu osób, z którymi potrafię być długo i się nie zmęczyć, nawet ciszą. Na co dzień wszystko jest szybkie praca, obowiązki, rozmowy urwane w połowie, a w górach tempo samo się narzuca i w końcu jest czas, żeby po prostu iść obok siebie bez presji. Moja mama nie jest typem osoby, która robi wielkie przemowy, ale potrafi powiedzieć jedno zdanie w odpowiednim momencie i nagle wszystko się układa, dlatego chciałabym mieć ją obok właśnie tam, na szlaku, gdzie człowiek trochę się gubi i trochę odnajduje. Wyobrażam sobie, że idziemy, czasem gadamy, czasem nie, śmiejemy się z tego, że kondycja już nie ta, zatrzymujemy się niby dla widoku, a tak naprawdę żeby złapać oddech. I właśnie w takich momentach, bez wielkich słów, jest najwięcej prawdy.
Na rajd podczas Święta Karkonoszy zabrałabym moją mamę, bo to jedna z niewielu osób, z którymi potrafię być długo i się nie zmęczyć, nawet ciszą. Na co dzień wszystko jest szybkie praca, obowiązki, rozmowy urwane w połowie, a w górach tempo samo się narzuca i w końcu jest czas, żeby po prostu iść obok siebie bez presji. Moja mama nie jest typem osoby, która robi wielkie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKogo zabrałabym ze sobą na szlak w trakcie rajdu podczas Święta Karkonoszy? Toż to banalnie proste... zawsze i wszędzie Marysia i Aneta ❤️ na każdą propozycję wycieczki zawsze są na tak, nie pytają czy daleko jeszcze, nie próbują zrzucic w przepaść, kiedy zamiast lekkiego spacerku robi sie "delikatnie stromo". Poza tym kto jak nie Marysia będzie pilnował, żebym piła wodę, kto zarządzi postój??? A Aneta pilnuje żebyśmy trafiły tam gdzie trzeba, kiedy GPS się wiesza... jak wyprawa górska to tylko z tymi kozicami górskim 🤩
Kogo zabrałabym ze sobą na szlak w trakcie rajdu podczas Święta Karkonoszy? Toż to banalnie proste... zawsze i wszędzie Marysia i Aneta ❤️ na każdą propozycję wycieczki zawsze są na tak, nie pytają czy daleko jeszcze, nie próbują zrzucic w przepaść, kiedy zamiast lekkiego spacerku robi sie "delikatnie stromo". Poza tym kto jak nie Marysia będzie pilnował, żebym piła...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Cóż, dzisiaj bez zbędnego namysłu wybrałbym się w góry z moją przyjaciółką Alusią (nie Alą, Alusią!) - to jedyna osoba, przy której nawet brak kondycji zaczyna wyglądać jak świadoma strategia zwiedzania, a wszystko zawsze układa się dokładnie tak jak powinno ♥ Z Alusią szlaki mają tendencję do skracania się wtedy, kiedy są nazbyt męczące, a wydłużają się tam, gdzie widoki i humory są najlepsze! 😍 Przygody z nią kończą się śmiechem, nie zadyszką. I choć oficjalnie chodzi o zdobywanie szczytów, to prawda jest taka, że z nią nawet zawrócenie w połowie drogi potrafi smakować jak prawdziwy sukces.
Bo jeśli ktoś umie sprawić, że gubienie się wygląda jak plan, a zmęczenie jak przygoda, to właśnie z nim warto iść najwyżej, najdalej, najczęściej 😊 Alusia, uściski dla Ciebie! 😇
Cóż, dzisiaj bez zbędnego namysłu wybrałbym się w góry z moją przyjaciółką Alusią (nie Alą, Alusią!) - to jedyna osoba, przy której nawet brak kondycji zaczyna wyglądać jak świadoma strategia zwiedzania, a wszystko zawsze układa się dokładnie tak jak powinno ♥ Z Alusią szlaki mają tendencję do skracania się wtedy, kiedy są nazbyt męczące, a wydłużają się tam, gdzie widoki i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wyobraźcie sobie: Święto Karkonoszy, mgła, kamienie i ja, kurczowo trzymająca się krawędzi, z sercem w gardle. Kogo biorę? Mojego tatę, czyli mistrza żartów z mojego lęku wysokości. Już widzę jak pokazuje mi “łatwy skrót”, który wygląda jakby prowadził prosto do przepaści.
Każdy krok to jego komentarze: “Nie patrz w dół, patrz na chmury albo na mnie, bo ja trzymam się mocno!” A ja, przeklinając w myślach, śmieję się, bo z nim strach miesza się ze śmiechem. Niby pomaga, a tak naprawdę testuje moją równowagę i nerwy. Ale dzięki temu wspomnienia z Karkonoszy są niezapomniane. Dlatego w góry zabieram tatę, bo kto inny zrobi z mojego lęku wysokiego stand-up na żywo w górach?
Wyobraźcie sobie: Święto Karkonoszy, mgła, kamienie i ja, kurczowo trzymająca się krawędzi, z sercem w gardle. Kogo biorę? Mojego tatę, czyli mistrza żartów z mojego lęku wysokości. Już widzę jak pokazuje mi “łatwy skrót”, który wygląda jakby prowadził prosto do przepaści.
Każdy krok to jego komentarze: “Nie patrz w dół, patrz na chmury albo na mnie, bo ja trzymam się...
Długo się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że nie zabrałabym nikogo. Wyruszyłabym sama — nie z braku towarzystwa, lecz z potrzeby pełniejszego doświadczenia. Chciałabym poczuć Karkonosze całą sobą, zanurzyć się w nich bez reszty, chłonąć każdą chwilę, każdy odgłos, każdy powiew wiatru, każdy promień słońca, każdy znak od Ducha Gór. Pragnęłabym przeżyć rajd podczas Święta Karkonoszy najintensywniej, jak tylko się da — bez konieczności wchodzenia w rozmowy, które choć mogłyby być miłe ale mogłyby też odciągać mnie od tego, co najważniejsze: od ciszy, poczucia wolności i wewnętrznego skupienia i wyciszenia. W tej samotności mogłabym wracać myślami do książek Sławka Gortycha, pozwalając wyobraźni snuć wizje kolejnych tomów — pełnych emocji, napięcia i wzruszeń.
Długo się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że nie zabrałabym nikogo. Wyruszyłabym sama — nie z braku towarzystwa, lecz z potrzeby pełniejszego doświadczenia. Chciałabym poczuć Karkonosze całą sobą, zanurzyć się w nich bez reszty, chłonąć każdą chwilę, każdy odgłos, każdy powiew wiatru, każdy promień słońca, każdy znak od Ducha Gór. Pragnęłabym przeżyć rajd...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJak Karkonosze, góry, wędrówka to koniecznie muszę jechać z mężem. Jako Wrocławianka w Karkonosze witam bardzo często, a szlaki polskie i czeskie to mimo wielorazowych powtórzeń za każdym razem zaskakują. Inne widoki, rozpierające oddech górskie powietrze, tajemniczy Duch Karkonoszy, dawne historie i skrywane w schroniskach i na szlakach sekrety. Jednak wspólna małżeńska droga, gdzie nawet w ciszy odczuwa się wszechobecna radość i miłość, nigdy nie jest samotna, bo każdy napotkany turysta, tubylca, wędrowiec jest witany pozdrowieniem i częstowany tym co mamy. Pisząc tą odpowiedź, aż się rozmarzyłam i przeniosłam już na szlak na Szrenicę, czy moje ukochane Śnieżne kotły.
Jak Karkonosze, góry, wędrówka to koniecznie muszę jechać z mężem. Jako Wrocławianka w Karkonosze witam bardzo często, a szlaki polskie i czeskie to mimo wielorazowych powtórzeń za każdym razem zaskakują. Inne widoki, rozpierające oddech górskie powietrze, tajemniczy Duch Karkonoszy, dawne historie i skrywane w schroniskach i na szlakach sekrety. Jednak wspólna małżeńska...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Może mało oryginalnie, ale zabrałbym ze sobą moją żonę. Przede wszystkim dlatego, że świetnie się dogadujemy i uwielbiamy wędrówki po górach. Wspólne pokonywanie szlaku, zmęczenie, śmiech i podziwianie widoków Karkonoszy budują więź dużo bardziej niż zwykła codzienność. Mimo wielu lat spędzonych razem wciąż odkrywamy nowe miejsca, przeżywamy chwile zadumy, podziwiamy widoki i cieszymy się wspólnymi momentami – to coś więcej, niż może dać rajd po Karkonoszach z przypadkowymi ludźmi. Nawet jeśli nie udałoby nam się wygrać, najważniejsze byłoby to, że przeżyliśmy tę przygodę razem, a wyprawa pozostałaby wspólnym wspomnieniem, do którego wraca się przez lata.
Może mało oryginalnie, ale zabrałbym ze sobą moją żonę. Przede wszystkim dlatego, że świetnie się dogadujemy i uwielbiamy wędrówki po górach. Wspólne pokonywanie szlaku, zmęczenie, śmiech i podziwianie widoków Karkonoszy budują więź dużo bardziej niż zwykła codzienność. Mimo wielu lat spędzonych razem wciąż odkrywamy nowe miejsca, przeżywamy chwile zadumy, podziwiamy widoki...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejUdział W Rajdzie podczas Święta Karkonoszy odwołany ,szlaki pozamykane z powodu niebezpiecznych warunków, i groźby zejścia śnieżnych lawin. co tu więc robić gdy zawitało się w Karkonosze ,z odległej części Polski.W pewnej chwili do głowy wpadł mi pomysł na "Pisarski Rajd po Karkonoskich Górach wraz ze Sławkiem Gortychem,który to podczas pobytu w schronisku ,gdyż wypady w góry zabronione z powodu trudnych warunków pogodowych- podsunął mi pomysł napisania wspólnie powieści, o Górskiej Katastrofie,kiedy to podczas schodzenia ze szczytu zeszła lawina śnieżna zabierając ze sobą wszystkich uczestników Rajdu odbywającego się pod czas Święta Karkonoszy, i rzuciła w ten sposób klątwę na Karkonosze,Klątwę,która tak naprawdę nigdy nie została ściągnięta, a zakończona tragicznym wypadkiem górska wyprawa została nazwana "Czarną wyprawą przez nas piszących ze względu na duże straty w ludziach,którzy zostali zmuszeni do pozostania w górach na zawsze,ponieważ spotkała ich tam śmierć, pomniejszając rodziny o tych którzy zostali w ukochanych górach na wieki.
Udział W Rajdzie podczas Święta Karkonoszy odwołany ,szlaki pozamykane z powodu niebezpiecznych warunków, i groźby zejścia śnieżnych lawin. co tu więc robić gdy zawitało się w Karkonosze ,z odległej części Polski.W pewnej chwili do głowy wpadł mi pomysł na "Pisarski Rajd po Karkonoskich Górach wraz ze Sławkiem Gortychem,który to podczas pobytu w schronisku ,gdyż wypady w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejSiema. Zabrał bym Remigiusza Mroza, i sprawdził czy da radę napisać książkę w trakcie trwania rajdu ✌️🫣 miłego dnia dla wszystkich🤜🤛
Siema. Zabrał bym Remigiusza Mroza, i sprawdził czy da radę napisać książkę w trakcie trwania rajdu ✌️🫣 miłego dnia dla wszystkich🤜🤛
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGdybym miał wybrać jedną osobę, zabrałbym Wandę Rutkiewicz. Wanda dorastała we Wrocławiu i to właśnie w Rudawach Janowickich i Karkonoszach zaczęła swoją przygodę ze wspinaczką – te góry to jej dom, zna je jak własną kieszeń. Na trasie, szczególnie kiedy karkonoska bywa kapryśna, przyda się ktoś, kto się nie poddaje i potrafi szybko, logicznie myśleć.
Gdybym miał wybrać jedną osobę, zabrałbym Wandę Rutkiewicz. Wanda dorastała we Wrocławiu i to właśnie w Rudawach Janowickich i Karkonoszach zaczęła swoją przygodę ze wspinaczką – te góry to jej dom, zna je jak własną kieszeń. Na trasie, szczególnie kiedy karkonoska bywa kapryśna, przyda się ktoś, kto się nie poddaje i potrafi szybko, logicznie myśleć. ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa bym zabrała mojego Męża Sławka, bo takiego sceptyka jak On naprawdę trudno znaleźć 🙂 kiedy czytałam z zapartym tchem serię o Karkonoszach Sławka Gortycha to podpytywał, co jest aż tak wyjątkowego w Karkonoszach, żeby tyle o nich pisać? No to jak pojedzie ze mną to się przekona i wreszcie pozna Ducha Gór 🙂
Ja bym zabrała mojego Męża Sławka, bo takiego sceptyka jak On naprawdę trudno znaleźć 🙂 kiedy czytałam z zapartym tchem serię o Karkonoszach Sławka Gortycha to podpytywał, co jest aż tak wyjątkowego w Karkonoszach, żeby tyle o nich pisać? No to jak pojedzie ze mną to się przekona i wreszcie pozna Ducha Gór 🙂
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamSławkiem to sobie mogę być ja prywatnie -u pisarza brzmi to infantylnie.
Sławkiem to sobie mogę być ja prywatnie -u pisarza brzmi to infantylnie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamChciałbym móc zabrać siebie sprzed 45 lat. I spróbowałbym z sobą porozmawiać o tym, co się wydarzyło, że jestem jaki jestem. Może mały Ja odkryłby przed dużym Ja coś co dałoby mi odpowiedzi.
Chciałbym móc zabrać siebie sprzed 45 lat. I spróbowałbym z sobą porozmawiać o tym, co się wydarzyło, że jestem jaki jestem. Może mały Ja odkryłby przed dużym Ja coś co dałoby mi odpowiedzi.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam