-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać312 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać22 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać130
Cytaty z tagiem "samuel vimes" [32]
- Czy Wolność Jest Przerażająca?
- Ty to powiedziałeś.
- Mówisz ludziom: Zrzućcie Łańcuchy, A Oni Wykuwają Dla Siebie Nowe??
- Owszem, wydaje się, że to podstawowa ludzka działalność.
- To worek, sierżancie – zameldował Coates. – A w środku jest coś ciężkiego.
- Coś takiego… – Stuk wciąż wpatrywał się w Vimesa. – Otwórz go, mój chłopcze. Delikatnie. Nie chcemy przecież niczego uszkodzić, prawda?
Zaszeleścił jutowy materiał.
- Eee… To połówka cegły, sierżancie – oznajmił Coates.
- Co?
- Pół cegły, sir.
- Zbieram na dom – wyjaśnił Vimes.
Nie to, żeby lubił, jak strzelają do niego zamaskowane indywidua, chwilowo zatrudniane przez któregoś z jego rozmaitych i licznych wrogów, ale traktował to jak swego rodzaju wotum zaufania. Dowodziło, że irytuje ludzi bogatych i aroganckich, którzy powinni być irytowani.
Obrońcy znacznie przewyższali atakujących liczbą, w dodatku nie wszyscy byli mężczyznami. Vimes szybko odkrył naturalną mściwość staruszek, które – kiedy przychodziło do walki z żołnierzami – nie miały żadnego wyczucia reguł. Wystarczyło dać takiej babci dzidę i otwór, by mogła ją wysunąć, a młodzi ludzie po drugiej stronie mieli poważne kłopoty.
- Byłoby straszne, nieprawdaż, gdyby ludzie pomyśleli, ze mogą brać prawo we własne ręce…
- Nie ma obawy, sir. Za mocno je trzymam.
Trzeba było to zrobić, ale społeczeństwo - czymkolwiek jest - nie zawsze lubi tych, którzy robią to, co musi być zrobione, albo mówią to, co musi być powiedziane.
Każdy jest czegoś winny, a zwłaszcza ci, którzy nie są.
Jenkins usiłował odwrócić wzrok, ale spojrzenie Vimesa ściągało go z powrotem. Chwilowe drżenie wargi sugerowało, że szykuje ripostę, ale miał dość rozumu, by zauważyć, że uśmiech komendanta jest tak wesoły jak ten, który płynie bardzo szybko w stronę tonącego człowieka. I ma u góry płetwę.
Wrażenia bólu, które wykorzystały brak przytomności Vimesa, by wyskoczyć na metaforycznego papierosa, powróciły w pośpiechu.
Cały świat wyginał się jakoś i skręcał jak nierówne szkło, a wracał do zwykłej postaci tylko wtedy, kiedy oglądało się go przez dno butelki.