cytaty z książki "Nowojorska bohema"
katalog cytatów
Romero pochodził z Indii Zachodnich, stąd też pewna niejednorodność rasowa jego baru: przychodzili tam czarni faceci oraz białe dziewczyny. (...) A czarni, którzy tam siedzieli, też nie wyglądali na takich, co to chcieliby tracić czas na głupstwa, to znaczy sprawiali wrażenie gotowych, by cię od razu roznieść na strzępy. Wyglądali na facetów prosto z Harlemu, którzy usłyszeli, że można gdzieś dorwać jakieś białe dupy i dlatego tam byli, ale nie obchodziła ich Village, czytanie książek i tym podobne rzeczy, nie obchodziło ich nic: byli tam dla kawałka cipy, i tylko w tym celu. Było to również jedno z kilku znanych mi miejsc, gdzie publicznie palono trawę. (...) Nigdy nie czułem się tam bezpiecznie, ale, jak wszystkich innych, ciągnęło mnie w to miejsce, bo było tam naprawdę inaczej niż gdziekolwiek indziej.
Babcine okulary Krima i jego wyważone zdania nadają mu charakter przedstawiciela bohemy intelektualnej. W swoich pismach buntował się on przeciw tej roli - a to z racji jej nieprzystawalności do kultury amerykańskiej.
Ludzie z kręgu cyganerii robią to, na co mają chęć.
Uśmiech na twarzach Pollocka i Kerouaca, kiedy akurat ich biją, to uśmiech perwersyjnej błogości, symbol przedarcia się do rejonów pierwotnej rozkoszy oddawania czy też poddawania się, porażki, zguby, klęski - mówiąc krótko, przeciwieństwa typowego dla lat pięćdziesiątych parcia wzwyż po drabinie sukcesu.
Siła atrakcyjna alternatywy kulturalnej bierze się stąd, że istotą tego ruchu jest zdecydowanie bardziej pogoń za tygrysem przyjemności niż powolny marsz w wołowym zaprzęgu obowiązku.
- Chciałem rżnąć baby, po prostu - ciągnie Smith. - Interesowały mnie takie, z którymi można było pogadać i które nie nosiły wypchanych, usztywnionych biustonoszy pod halką i swetrem. Wiedziałem już, że chcę tak pokierować swoim życiem, by trafić gdzieś w rejony sztuki, ale nie miałem pojęcia, w jakim dokładnie celu. Do Village przyciągnął mnie seks. Niektóre dziewczyny z tej dzielnicy nie nosiły nawet biustonoszy. Żadnych. Boże drogi, to było tak, jak gdyby teraz przeszło obok ciebie pięć zupełnie nagich modelek: wyczuwasz ten odjazd?
Był znany z pijaństwa i podczas oficjalnego spotkania w Narodowej Akademii Sztuki i Literatury zeszczał się publicznie; skutek był taki, że od razu wyleciał z Akademii.
Jackson Pollock został już namaszczony - mimo że tylko lewą ręką - przez "Life" w 1949 roku. Był to jednak dwuznaczny sukces. (...) Pollocka wziął pod swoje skrzydła "Life", Marka Rothko zaś - "Vogue", w jakim jednak celu? Pollocka lansowano jako skandalizującego wariata, który preparował swój surowiec malarski, mieszając piasek, rozbite szkło, a czasem nawet i martwe pszczoły, po czym wylewał to wszystko na płótno, Marka - jako najnowszy "krzyk mody", jeśli chodzi o dekorację nowoczesnego domu. (...) Ich renoma przypominała rozgłos, jakim cieszył się podówczas Henry Miller, sławny pomimo - a może właśnie dlatego - że jego książki były niedostępne ze względu na cenzurę.
Kręcą się tutaj handlarze narkotyków. Któregoś wieczoru na górze lokalu zaaresztowano faceta z funtem haszyszu. Inni działają na większą skalę; jeden z nich obsługuje pod tym względem gwiazdy, włącznie z Joplin, która często zgrywa się na żałosną, zaćpaną i zalaną osóbkę - samotną na dodatek i ciągle w tarapatach. (...) Z tego , co mówi Dean, wynika, że Joplin lubiła młodych chłopców; jeden z nich wyznał nawet Dean: „Nie mogę tak dalej. Jest zbyt wymagająca w łóżku”.
Warhol zawsze miał dużo pieniędzy, które zarobił na początku kariery jako pracownik branży reklamowej z Madison Avenue - a raczej nie był znany jako osoba o szerokim geście; ale zabranie ze sobą piętnastu czy dwudziestu ludzi do „Max's” w gruncie rzeczy nie stanowiło dla niego żadnego wydatku. Kręci więc, dajmy na to, jakiś film, a potem zabiera całą ekipę do „Max's”.
W efekcie zdumiewającego zwrotu w obyczajach seksualnych nie ja próbowałem podrywać kobiety, lecz one mnie. Nie tylko zresztą one. Pamiętam do dziś dziwny pedalski numer, jaki wyciął mi pewnego wieczoru roześmiany Andy Warhol, nim pozwolił mi przejść obok siebie; było to moje jedyne doświadczenie w kwestii zalotów homoseksualnych - do czasu gdy James Baldwin zaczął mnie ścigać w drzwiach obrotowych prowadzących do wydawnictwa Dial Press. Trudno doprawdy opisać panujące w tym czasie podniecenie erotyczne.
- Dlaczego ten typ przyczepił się do Kerouaca? - pyta Ginsberg.
- Bo Jack jest taki, jak ja, to znaczy obydwaj potrafimy wypowiedzieć to, czego wypowiedzieć się nie da. Poza tym czujemy się wolni.