cytaty z książki "Dziewczyny IT"
katalog cytatów
Bujne złociste włosy kilkulatki przelatywały to do przodu, to do tyłu i z każdym huśtnięciem na przemian zakrywały i odkrywały jej rozpromienioną twarz. Szeroki uśmiech nie znikał, nawet kiedy był niewidoczny pod roztańczonymi kosmykami. Mocniej, mocniej, wyżej, wyżej, do chmur!
Potem pojawiły się pytania. Czy uda mi się rozhuśtać aż tak wysoko? Czy mogę zeskoczyć z huśtawki i polecieć? A jeśli nie zeskoczę? Czy mogę zrobić obrót? A jak spadnę w połowie obrotu? A może muszę się przykleić? Tylko chyba nie mamy w domu takiego mocnego kleju. Kiedyś próbowałam przykleić do siebie skrzydła i odpadły. O, ptaszek, jaki śliczny! Dziewczynka zeskoczyła na ziemię i pobiegła za nim. Ale ty masz piękne skrzydła, ptaszku. Czy jak będę machała rękami, to polecę?
Schody, po których stąpała wciąż niepewnie i powoli, zbyt szybko się skończyły i wkrótce przyszła tancerka stanęła przed kolejnym wejściem – do samej szkoły. Na drzwiach był przyklejony ten sam plakat, co w oknie – szczupła blondynka, z włosami upiętymi w fantazyjny warkocz, wygięta w podobnie fantazyjny sposób, zwisała do góry nogami z połyskującej rurki. „Passion. Szkoła Pole Dance. Poczuj miłość do tańca i do swojego ciała!”. Niech tak będzie, spróbujmy poczuć się bardziej komfortowo i kobieco, pomyślała Roksana naciskając klamkę.
Uważała, że każdy kod, który oddają powinien być idealnie przetestowany i napisany tak, żeby za jakiś czas, jak będą musieli do niego wrócić, wiedzieli jak działa. A ponieważ nierzadko to jej przypadało szukanie błędów w starych fragmentach programu, tym bardziej irytowało ją niedbanie o jego nowe fragmenty.
Ale wytykanie błędów innym nie czyniło jej lubianym członkiem zespołu. Mimo, że starała się to robić w jak najbardziej dyplomatyczny sposób, swoje zdanie zawsze popierając przemyślanymi i wiarygodnymi argumentami. Czymże są jednak żmudnie wypracowane opinie w porównaniu do przebłysku geniuszu? A to jednak geniusz i kreatywność były tu bardziej cenione.
Nad wejściem do lokalu znajdował się kolorowy neon w kształcie koła, wokół którego wypisana była nazwa firmy – “Owocowo”. Palindrom, pomyślała z uśmiechem Roksana, i odprężyła się, gdy zauważyła, że nazwa baru jest w pewnym sensie symboliczna. Tak jak palindrom można było czytać zarówno od przodu, jak i od tyłu, jak na rurce można było się kręcić w jedną i w drugą stronę, tak i w życiu, choć dokonywała różnych wyborów, to jak stabilna oś obrotu czuwało nad nią przeznaczenie, które miała nadzieję, że zaprowadzi ją w idealne dla niej miejsce i że w ogóle je wreszcie odnajdzie. Choć wiedziała, że musi przeznaczeniu w tym trochę pomagać.
Talk Mirindy nie był tak pasjonujący, na jaki liczyła, ale rozjaśnił jej kilka rzeczy w głowie. Szefowa ich działu mówiła jak planować swoją karierę, żeby to miało ręce i nogi. Polecała zrobić sobie notatki ze swoich mocnych i słabych stron, żeby wiedzieć, co wykorzystywać jako swój atut, a nad czym pracować. Mówiła o potrzebie pytania współpracowników o feedback. O jasnym stawianiu swoich kolejnych celów i skrupulatnym ich realizowaniu. O ciągłym rozszerzaniu wiedzy. Mentoringu. Victoria chłonęła to wszystko i zapisywała. Miała nadzieję to wykorzystać w niedalekiej przyszłości. W swojej firmie, do której wraca. A może następnej?
Adrian Reys też miał całkiem interesującą prezentację. I w tym roku podobnie jak w poprzednim odpowiedział na kilka pytań od stażystów. Nie unikał nawet wątków o wpływie budowy kolejnego data center na ekologię. O Kotlinie nie dowiedziała się niczego nowego. Multithreading był ciekawy. Wykład o security standardowy. Po prezentacjach zamieniła kilka słów z prelegentami. Kiedyś miała nadzieję sama wygłosić prezentację na konferencji, więc próbowała dopytać o wskazówki na udany występ.
Ach, no i kanapki. Zjadła chyba siedem, aż ją zaczęło mdlić. Miała niesamowity apetyt. A kanapki były w istocie wybitne.
Takiego widoku się zupełnie nie spodziewała. Idealnie zsynchronizowane tancerki wykonywały wspólnie żywą choreografię, której przewodziła dziewczyna z warkoczem. Każda z nich była specjalnie wystylizowana. Mocny makijaż. Długie rzęsy i intensywnie czerwone usta. Wysokie buty, wycięta elegancka sportowa bielizna. Paski, gorsety, kokardy. Ochraniacze na kolanach. Płynne ruchy. Długie, smukłe nogi kręcące się we wszystkich kierunkach. Ciągłe stuk, stuk, stuk od energicznych skoków na podłogę. Nie mogła oderwać wzroku.
Teraz to już nie mam żadnej wymówki, żeby nie zrobić tego ćwiczenia – zaśmiała się. Wzięła łyk wody i spróbowała jeszcze raz wspiąć się na rurkę. Pomyślała o ostatnim porodzie, zaledwie trzy lata temu, z Maciusiem, i o tym jak podchodziła do skurczy, z odwagą, spokojem i pełną akceptacją. Odchyliła się do tyłu, zamknęła oczy i puściła ręce. Poczuła wolność. Otwarła oczy z powrotem i ujrzała w lustrze swoje odwrócone odbicie. Popatrzyła na brzuch, który był poprzecinany rozstępami, ale teraz ładnie wygięty. Popatrzyła na szerokie, ale silne uda. Popatrzyła na wymęczone karmieniem piersi. Popatrzyła na kobietę, która daje z siebie wszystko. I jest piękna i niezwyciężona.
Uśmiechnęła się szeroko.