Nikt bardziej nie doceni poranka niż ten, któremu z trudem przyszło doczekać świtu.
Nigdy jeszcze groby nie wydawały mi się tak upiornie białe. Nigdy cyprysy, cisy i jałowce nie jarzyły się taką pogrzebową surowością. Nigdy trawa i drzewa nie falowały i nie szeleściły tak złowieszczo. Nigdy konary nie trzeszczały tak tajemniczo, a wycie psów w oddali nigdy nie rozbrzmiewało tak żałośnie w nocnym powietrzu.
Uczymy się na błędach, nie zaś na powodzeniach.
Cudzoziemiec na obczyźnie jest nikim; ludzie go nie znają, a nie znać, znaczy nie szanować.
My trochę ślepi byliśmy, jak to ludzie, bo kiedy my za siebie oglądamy się, widzimy to, co i wcześniej moglibyśmy zobaczyć, przed siebie spoglądając, gdybyśmy tylko umieli dojrzeć to, co ujrzeć byśmy mogli!
- Proszę tak nie nalegać na moje ostateczne poddanie się. Przyjmuję pańską teorię, profesorze. Jak pan chce to uśmiercenie martwej przeprowadzić?
- Odetnę jej głowę, włożę jej w usta czosnek, a jej serce przebiję olchowym kołkiem.
Stwierdziłem, że hrabia ma bardzo ciekawą fizjonomię. Jego twarz jest pociągła, nos cienki z wysoko wzniesioną nasadą i wydatnymi nozdrzami, czoło znaczne , a włosy - poza skroniami - raczej gęste. Podobnie gęste miał i brwi, niemalże łączące się nad nosem(...)Uszy zaś blade, w górze nieco spiczaste. Brodę miał szeroką i mocną, policzki raczej chude. Najbardziej rzucała się w oczy jego niezwykła bladość. Do tego momentu widziałem dłonie hrabiego tylko z wierzchu - tak jak trzymał je na kolanach. W świetle kominka wydawały się białe i delikatne, ale kiedy przyjrzałem się im nieco bliżej, zauważyłem, że w rzeczywistości są one szorstkie, szerokie, o chudych palcach.(...)Wrażenie wywierały także jego długie i ostre paznokcie. Kiedy pochylał się ku mnie i dotykał mnie ręką odczuwałem odrazę, połączoną z nieprzyjemnym mrowieniem.
... dawne stulecia tu i ówdzie utrzymują swoje władanie, a nasza współczesność jeszcze długo nie będzie w stanie im go odebrać.
Odetnę jej głowę, włożę jej w usta czosnek, a jej serce przebiję olchowym kołkiem.
Ta kobieta to prawdziwe dzieło Boże, które wyszło spod Jego ręki, aby pokazać nam mężczyznom i innym kobietom, że naprawdę istnieje niebo, do którego możemy się dostać i że tu, na ziemię, również dociera światło.
Pamiętaj, przyjacielu, że wiedza jest silniejsza niż pamięć, a nie wolno pokładać wiary w słabych.
Nikt, kto nie cierpiał nocą, nie może wiedzieć, jak drogi sercu i miły dla oka jest poranek.
Podejrzewam, że my kobiety jesteśmy takimi tchórzami, że myślimy, że mężczyzna uchroni nas od łez i dlatego zgadzamy się wyjść za mąż.
Życie to przecież tylko czekanie na coś innego, a śmierć to jedyna rzecz, która jest pewna.
Cień i mrok ukochałem, samotność mi nie wadzi i chętnie zostaję sam na sam ze swoimi myślami.
Druhny cieszą oczy tych, którzy wyczekują nadejścia panny młodej. Lecz gdy pojawia się ona - ich blask gaśnie.
Przeczytałem gdzieś, że w tym łuku Karpat nagromadziły się wszystkie znane na świecie przesądy, jak gdyby znajdowało się tam centrum jakiegoś ogromnego wiru zbiorowej wyobraźni; jeśli tak rzeczywiście jest, ta podróż może być bardzo interesującym doświadczeniem.
Ogarnęła mnie zgroza, kiedy pomyślałem, że takie imperatywy jak: na pewno, zawsze, nigdy - mało są praktyczne w życiu codziennym.
Wracając do żywych trupów trzeba wiedzieć, że razem z pierwszym haustem czyjejś krwi z żywego trupa, mało szkodliwego, lecz potępionego straszydła - powstaje kwalifikowany upiór czyli nosferatu. Takim nosferatu stałby się pan, Arturze, już wczoraj, gdyby pocałował skrwawione usta upiorzycy imieniem Lucy. Pańska ślina wymieszałaby się z krwią tego biednego dziecka. Przypuszczam też, że zostałby pan przez Lucy pogryziony, bo nie daliśmy jej dokończyć kolacji. Żywy trup, który upolował zdobycz i wyssał jej krew, osiągnął pierwszy stopień wtajemniczenia. Później przychodzą dalsze. Wyższym stopniem wtajemniczenia jest Mistrz, mający na usługach żywe trupy - straszydła, widma i pośledniejsze, początkujące upiory oraz wszelkie zjawy znajdujące się niżej w hierarchii(...) Mistrz zwie się wampir.
Prawdziwy Bóg zapłacze nad wróblem, który spadł z nieba, lecz Bóg zrodzony z ludzkiej próżności nie dostrzega różnicy między wróblem a orłem.
Tu stało chyba z pięćdziesiąt trumien i różnych skrzyń. W jednej z nich leżał hrabia Dracula! Trudno określić, czy leży martwy, czy tylko śpi. Jego oczy były otwarte, kamienne, ale nie trupio szklane; jego twarz - pomimo kredowej bladości - emanowała życiem, a jego usta jak zawsze rysowały się ostrą czerwienią. Tyle, że wcale się nie poruszał, nie oddychał, jak gdyby zatrzymało mu się serce. Nachyliłem się, chcąc odkryć jakikolwiek znak życia, lecz daremnie. Tuż obok skrzyni, w której spoczywał hrabia, leżało przedziurawione jej wieko.
Pamiętaj, że śmiech, który puka do drzwi z pytaniem, "Czy mogę wejść?" , nie jest prawdziwym śmiechem. Bynajmniej! Ten prawdziwy jest królem i przychodzi, kiedy chce. Nikogo nie pyta o zdanie ani nie wybiera chwili stosownej, tylko mówi: "Oto jestem".
Wiedza jest silniejsza niż pamięć, a na słabszym nie można polegać.
No to czy nie stanęłaby pani ze mną w jednym zaprzęgu, żeby razem pociągnąć ten wózek?
Niech zwyczaj sumiennego notowania pomoże mi ukoić nerwy.
Świat jest pełen dobrych ludzi, nawet jeśli zamieszkują go także potwory.
Jakby natura tworzyła złożoną z ciała obcego ochronną warstwę, która broni przed uszczerbkiem z zewnątrz. Jeśli mamy tu do czynienia z narzuconą formą egoizmu, winniśmy zastanowić się dwa razy, nim zarzucimy komuś obojętność, gdyż jej przyczyny mogą tkwić głębiej, aniżeli zdajemy sobie z tego sprawę.
Pamiętaj, przyjacielu, że śmiech, który puka do drzwi i pyta grzecznie, czy może wejść, nie jest prawdziwym śmiechem. Nie! Śmiech to król, który przychodzi, kiedy chce. Mówi po prostu: "tu jestem".
Dziewiętnasty już wiek, lecz - o ile moje zmysły mnie nie oszukują - dawne stulecia miały i mają moc, której zwykła "nowoczesność" zabić nie zdoła.