cytaty z książki "Kiedy wykluł się Księżyc"
katalog cytatów
- Masz rację, rzeczywiście śmierdzisz.
- Pierdol się - wydyszałam, a on uniósł brew. -Jeszcze przed chwilą chciałaś mnie zabić. Nie nadążam.
Na wpół prychnęłam, na wpół się zaśmiałam.
- Nie martw się. Niewielu nadąża.
- To ma być wyzwanie? - spytał, wsuwając ostrze z powrotem do buta.
- Nie. Ale postawię ci inne: uwolnij mnie.
- Z całego serca odmawiam.
No oczywiście.
- A zatem, Raeve, możesz bić mnie, ile tylko zechcesz; udawać, że nie kochasz mnie tak mocno, jak ja kocham ciebie. Zniosę więcej blizn, nieważne, jak będą boleć. Ale nie uciekniesz ode mnie. - Pocałował mnie w czubek nosa tak czule, że kłóciło się to z ostrą wymową jego słów. - Właśnie na to się zgodziłaś.
Teraz musiałam poświęcić krótką wieczność na oglądanie się przez ramię i upewnianie, czy ta decyzja nie zajdzie mnie z boku i nie ugryzie w dupę.
-Kiedy jedyny raz próbowałem być wścibski, porównała mojego kutasa z rozmiarem mojego mózgu - odparowałem. -Na niekorzyść mózgu.
Zawsze mi się wydawało, że ten mały papierowy ptaszek trafił do mnie przypadkiem, ale może wcale się nie zagubił. Może przyleciał właśnie tam, dokąd miał dotrzeć...
- Nienawidzę cię - zaskomlałam, unosząc biodra przed kolejnym ostrym szturchnięciem.
- Wcale nie, Księżycowy Promyku. Kochasz mnie. Po prostu jesteś zbyt zajęta żerowaniem na moim sercu, żeby to zauważyć.
Chcesz umrzeć? – spytał kanclerz, nie próbując nawet ukryć zaskoczenia.– Nie – odparowałam, wyciągając kolejny półksiężyc brudu. – Ale tak mi się już chce rzygać od spoglądania na twój paskudny ryj, że śmierć zaczyna wydawać się przyjemniejsza.
W jego obecności... słowa niekiedy wydawały się niewystarczające".
-Twoje oko. Co się stało?
-Potknęłam się o kamień.
Przekrzywił głowę.
-Podskoczył i walnął cię w twarz?
Rzuciłam mu sztuczny uśmiech.
-Dziwne, co?
Na chwilę zapadła cisza, zanim podjął tak gładko i łagodnie, że zmroziło mnie do szpiku kości:
-Co chronisz, Księżycowy Promyku?
I właśnie tego użyłaś do połączenia poprzedniego kapturka aktywacyjnego z moim zębem? Skinęła głową. - Gówna cekinotki? Wypłukałam właściwe odchody, a potem wysterylizowałam rudę. Ale owszem. Została... wysrana. Na Stwórców.