cytaty z książki "Przerwane milczenie"
katalog cytatów
Prawdziwa przyjaźń toleruje indywidualność i poszanowanie własnych sfer życia.
Patricia zawsze musi mieć rację. I nie może znieść, że ktoś kroczy własną drogą, a nie tą, która ona mu wyznaczyła. Kto nie postępuje zgodnie z jej życzeniami, ten nigdy nie będzie żył z nią w zgodzie.".
Potwór wśród potworów nie czuje się zapewne potworem.
Samotność zostawia cię samego. Ale jest to w rzeczywistości piekielnie wierna dusza, nie ucieka ot tak, po prostu.
Jak to jest, kiedy człowiek czuje się przekonany o słuszności swoich roszczeń, ale u nikogo nie znajduje posłuchu?
-(...) Myślę, że ogromny urok życia polega na wyzwaniach, które podejmujemy i którym następnie oddajemy się z całym zaangażowaniem. W końcu nie chodzi tylko o to, co jest nam nieodzownie potrzebne. Chodzi o posuwanie się do przodu, o to, żeby za każdym razem odrobinę wyżej podnosić poprzeczkę.
Zwodniczy spokój zawisł nad posiadłością, fałszywa sielanka. Wszyscy przebywali w ogrodzie, czytając albo oddając się innym rozrywkom, ale nie sprawiali wrażenia ludzi radosnych, którzy wspólnie spędzają słoneczny urlop. Było raczej tak, jakby niewidzialny reżyser kazał ustawić tę scenę pod hasłem: "Więcej luzu, nie spinajcie się tak! Rozkoszujcie się pięknym dniem!". Wszyscy starali się wypełnić to zadanie. Nikomu jednak nie udawał się przekonujący występ.
Łatwo widzieć upiory, kiedy człowiek jest absolutnie rozbity.
Gdy rozpada się jakiś związek, prawie zawsze jest ofiara- jest ktoś, kto dąży do jego zakończenia i jest ktoś, kto nie ma wyboru.
Zwodniczy spokój zawisł nad posiadłością, fałszywa sielanka. Wszyscy przebywali w ogrodzie, czytając albo oddając się innym rozrywkom, ale nie sprawiali wrażenia ludzi radosnych, którzy wspólnie spędzają słoneczny urlop. Było raczej tak, jakby niewidzialny reżyser kazał ustawić tę scenę pod hasłem: „Więcej luzu, nie spinajcie się tak! Rozkoszujcie się pięknym dniem!”. Wszyscy starali się wypełnić to zadanie. Nikomu jednak nie udawał się przekonujący występ.
Cisza w Stanbury była czymś szczególnym. Przypominała dziewiczość. Jakby świat został na zewnątrz za bramami, pełen respektu i wyzbyty natarczywości. Miejsce spokoju i zapomnienia. Brama się zamykała, całe przeszłe zło i wszystkie przyszłe zagrożenia odsuwały się w dal. Oczywiście jednak było to w rzeczywistości wyłącznie pobożne życzenie. Nic bowiem nie było w porządku, nic a nic, a stare mury, zaklęty park i bezkresna samotność służyły tylko przemilczaniu wszystkich dysonansów. Co ja mówię – dysonansów? To nie do końca prawda. Nie chodziło o dysonanse, tylko o najrozmaitsze obrzydlistwa, zło i nieprawości. O brutalność i ohydę. Tak, o to szło. Prawdopodobnie więc ta słynna cisza w Stanbury była jedynie zespołowym przemilczaniem tego, czego nie można byłoby znieść, gdyby chciano stawić temu czoła. Martwota i milczenie. Jak się dobrze zastanowię, to znacznie bardziej te pojęcia niż ciszę wiążę ze wspomnieniem o Stanbury.