cytaty z książki "Wszyscy zakochani nocą"
katalog cytatów
Czas, kiedy z nikim nie rozmawiam, wydawał się spokojny, ale w rzeczywistości był jak koszmar, który nigdy się kończy.
Noce zawsze są takie piękne! To zdumiewające.
Pewnie dlatego, że w ciemności widać tylko połowę świata...
Zaufanie jest trochę bezosobowe. Można ufać, że ktoś ci odda pieniądze, ale czy na pewno? To, czy zaufałaś, to trochę twoja sprawa, nie ma dużego związku z drugą osobą. Inaczej mówiąc, najpierw komuś ufasz, potem coraz mniej, aż w końcu wcale.
Muzyka płynąca ze słuchawek wypełnia moje uszy i całe ciało, staje się teraz wszystkim. To kołysanka fortepianowa. Cudowna. Myślę, że to najpiękniejszy utwór, jaki stworzył Chopin.
To poczucie wolności z każdym oddechem przenikało poprzez moje płuca do wszystkich zakamarków ciała. Nagły przypływ energii sprawił, że mogłabym tak iść przed siebie bez celu jeszcze bardzo długo, i pomyślałam, że na razie nie powinnam wracać do domu. Pojadę do Shinjuku, pooglądam sobie różne sklepy albo po prostu pochodzę po mieście, czemu nie? Taka ładna pogoda!
Leżąc na plecach, przewracałam kartki, aż znalazłam czystą i zapisałam: "Wszyscy zakochani nocą". Te słowa zwyczajnie wypłynęły z mojego wnętrza.
Aby przygotować książkę do druku, ktoś musi wielokrotnie przeczytać mnóstwo zdań, poprawić pisownię, uzupełnić brakujące słowa, wykreślić powtórzone, a jednocześnie sprawdzić, czy zawarte w treści książki fakty nie mijają się z prawdą.
Faktycznie, kiedy opuszcza nas wszechpotężna jasność dnia, połowa światła, która pozostaje, świeci z podwójną mocą, dlatego nocne światła są takie szczególne.
Trzy lata temu pod koniec kwietnia zwolniłam się z wydawnictwa, w którym pracowałam, odkąd skończyłam studia.
Oficyna była niewielka, zupełnie nieznana i wydawała książki, których chyba nikt nie czytał. Tylko nazwę miała imponującą.
Nie tylko nie lubiłam spotykać się z ludźmi, od najmłodszych lat nawet zwykła rozmowa sprawiała mu trudność, poza tym atmosfera małej firmy nieszczególnie przypadła mi do gustu.
To, że zawsze godziłam się, żeby przyjąć dodatkową pracę, i nigdy nie przekroczyłam terminu, też nie podobało się innym.
Kiedy zaczęłam pracować, miałam dwadzieścia dwa , a ona, o ile dobrze pamiętam, trzydzieści dwa lata. W takim razie musiała już przekroczyć czterdziestkę. Oczywiście miała kilka zmarszczek, ale one nie ujmowały jej twarzy witalności.
Odkąd zaczęłam pracować jako korektorka, wyłapywałam wszystkie błędy, jakie pojawiały się w podpisach na ekranie telewizora. Nie mogłam ich poprawić, więc irytowały mnie coraz bardziej i w końcu przestałam oglądać telewizję. Zwykle nie czytałam też książek ani nie słuchałam muzyki. Nie miałam przyjaciół, z którymi mogłabym się umawiać na kolację albo prowadzić długie rozmowy przez telefon.
Spotkałam ją po raz pierwszy na przyjęciu noworocznym zorganizowanym przez wydawnictwo. Zaproszone były zarówno korektorki zatrudnione na etat, jak i freelancerki, żeby te dwie grupy miały okazję się poznać.
Byłyśmy w tym samym wieku i obie pochodziłyśmy z prefektury Nagano, chociaż z dwóch różnych, odległych od siebie miejscowości. Poza tymi dwiema rzeczami oraz płcią nie znalazłam niczego, co by nas łączyło.
Do tej pory nie wyobrażałam sobie ani tego, ze zwalniam się z pracy, ani tego, że mogłabym sama decydować o tym, jak i kiedy pracować, ale - co było dość dziwne - im więcej razy powtórzyłam sobie to zdanie, tym wyraźniej czułam, że taka sytuacja jest realna i możliwa.
Wiesz... w naszej pracy choćbyśmy nie wiem jak się starały, nie wiem jak sprawdzały, zawsze przeoczymy jakiś błąd. Nawet jeśli tę samą książkę sprawdzi kilka korektorek, każda wiele razy, tyle razy, że po prostu nie da się więcej. Mimo to nie ma na świecie książki bez błędu.
Staramy się zrobić coś niemożliwego, chociaż, jak to mówią, z pustego i Salomon nie naleje, ale uważam, ze nasza praca ma sens. Nie znam się na literaturze ani na krytyce literackiej, ani na żadnej z tych trudnych rzeczy, ale jestem dumna z mojego zajęcia. Nie wiem, jak to wyrazić, jednak myślę, że w zawodzie korektorki jest coś ważnego.
Dziewięć lat temu, w swoje dwudzieste piąte urodziny, wyszłam na spacer o jedenastej w nocy.
Nie wiem, skąd przyszedł mi do głowy ten pomysł.
W grudniowym powietrzu działy się różne rzeczy - niby nie było wiatru, lecz gdy spojrzałam w górę, zobaczyłam, że chmury przemieszczały się z zawrotną prędkością. Przystanęłam, żeby się im przyjrzeć.
Nie wiedzieć czemu tej nocy wszystko miało najwyraźniejsze kształty i wyglądało tak, jakby chciało mi coś powiedzieć. Znajome domy, słupy telefoniczne i w ogóle wszystko lśniło dumnie w pełnej krasie.
Więc są wybitni pisarze, którzy się słabo sprzedają. I wielcy, którzy wcale nie są wybitni. Tym pewnie kieruje inna zasada. Ale tak chyba jest ze wszystkim. Weźmy na przykład kobiety. Jeśli jakaś pracuje i dobrze zarabia, to ludzie mówią, że jest wybitna. A jak nie zarabia, ale ma dzieci, to jest wielka.
We wróżbach nie ma konkretów, jest tylko to, co ludzie chcą usłyszeć. A najbardziej liczy się to, że ktoś pisze o nich. Ludzie uwielbiają czytać o sobie, nieważne co, ważne żeby to było o nich.
Kiedy zaczynałam pracować, często słyszałam, a to że jestem niemiła, a to że się stawiam, nie słucham nikogo i w ogóle źle się ze mną pracuje. Tego typu uwagi są tak wyświechtane, że wydają się jakimś rytuałem, więc nie należy się nimi przejmować. Paradoksalnie, jeśli słyszałam je od mężczyzn, nie robiły na mnie wrażenia. Czego się w końcu spodziewać po mężczyznach? Ale kobiety... Kiedy tylko opadnie maska, okazują się gorsze od nich.
Pijąc powoli jedną puszkę piwa lub w przypadku sake - jedną szklankę, nauczyłam się uwalniać od samej siebie.
Pierwszy łyk piwa czy sake zawsze mi smakował, ale natychmiast czułam ból głowy. Jeśli jednak zmusiłam się, żeby wypić więcej, ból przechodził. To trochę dziwne.
Lew nie przejmuje się różnymi sprawami, w przeciwieństwie do człowieka. Jest bardzo silny i odważny, dlatego inne zwierzęta schodzą mu z drogi. Pobiega, naje się do syta, potem położy w cieniu jakiegoś drzewa i zaśnie. I będzie spać, dopóki się nie wyśpi.
Poczułam się samotna.
Byłam sama od tylu lat, ze nie sądziłam, by moja samotność mogła się kiedykolwiek pogłębić, a tak się właśnie stało. Czułam się tak, jakbym była sama na świecie. Mimo że wokół mnie było tylu ludzi, nieskończenie wiele miejsc, dźwięków i kolorów, nie miałam do czego wyciągnąć ręki. I to by się nie zmieniło, dokądkolwiek bym poszła.
Ciekawe, dlaczego pozbycie się z ciała jednej czy dwóch łyżeczek łez albo spermy jest takie ważne i zarazem trudne.
Zaczęłam chodzić na spacery. Już nie tylko w dniu urodzin. Wychodziłam z domu w inne dni i noce, czasem w południe, a nawet rano.