cytaty z książki "Ecce Homo"
katalog cytatów
A po czymże poznaje się w zasadzie, czy ktoś jest udany! Po tym, że człowiek udany miło oddziałuje na nasze zmysły: że wyrzeźbiony jest z drewna twardego, delikatnego i zarazem wonnego. Smakuje mu tylko to, co mu służy; jego upodobanie i przyjemność zanika tam, gdzie miara tego, co sprzyjające, zostaje przekroczona. Odgaduje środki lecznicze na powstałe uszkodzenia, obraca złe przypadki na swoją korzyść: co go nie zabije, to go wzmacnia. Instynktownie tworzy ze wszystkiego, co widzi, słyszy, przeżywa, swoją sumę: jest zasadą wybierającą, wiele rzeczy odrzuca. Zawsze jest w swoim towarzystwie, niezależnie od tego, czy obcuje z książkami, ludźmi czy pejzażami: obdarza czcią, gdy wybiera, dopuszcza, obdarza zaufaniem. Na wszelkiego rodzaju bodźce reaguje powoli, z ową powolnością, jaką ukształtowała w nim długa przezorność i zamierzona duma, bada zbliżający się bodziec, jest daleki od wychodzenia mu naprzeciw. Nie wierzy ani w „nieszczęście”, ani w „winę”: potrafi uporać się ze sobą i z innymi, potrafi puścić w niepamięć, jest wystarczająco silny, aby wszystko musiało mu wyjść na dobre.
Wyrzuty sumienia wydają mi się, swego rodzaju złym okiem.
Moją formułą dla wielkości człowieka jest amor fati: że człowiek nie pragnie niczego innego, ani na przód, ani wstecz, ani na wieki. Nie jedynie godzić się na to, co konieczne, a już najmniej zatajać to - wszelki idealizm jest zakłamaniem wobec tego, co konieczne, ale je kochać...
Znam swój los. Kiedyś przylgnie do imienia mego
wspomnienie czegoś potwornego - przesilenia, jakiego zgoła nie było na ziemi, najgłębszego starcia się sumień, rozstrzygnięcia wywołanego przeciw wszystkiemu, w co dotąd wierzono, czego żądano, co święcono. Jam zgoła nie człowiek, jam dynamit.
Zła to wdzięczność dla nauczyciela, kiedy zawsze zostaje się jedynie uczniem.
Mój raj leży "w cieniu mego miecza"...
Nie znam zupełnie ateizmu jako rezultatu, a jeszcze mniej jako zdarzenia: on wynika u mnie z instynktu. Jestem zbyt ciekawy, zbyt wątpiący, zbyt niepokorny, ażebym zadowolił się prostacką odpowiedzią. Bóg jest prostacką odpowiedzią, nietaktem w stosunku do nas myślicieli, w gruncie rzeczy nawet samym prodtackim zakazem dla nas: nie powinniście myśleć!
W nałóg zmieniona, choćby najmniejsza gnuśność wnętrzności wystarcza zupełnie, by z geniuszu coś średniego, coś "niemieckiego" uczynić; już sam klimat niemiecki wystarcza, by silne i heroicznie uposażone wnętrzności zniechęcić. Tempo przemiany materii stoi w stosunku prostym do ruchliwości lub bezwładności nóg duchowych: sam "duch" jest przecie tylko rodzajem tej przemiany materii.
Nie umiem czynić różnicy między
łzami i muzyką.
Dziesięć lat poza sobą, w których właściwie odżywianie ducha próżnowało we mnie, w których nie douczyłem się nic potrzebnego, w których zapomniałem niedorzecznie dużo dla rupieci zapylonej uczoności. Przeciskać się przez metryków starożytnych z drobiazgowością i słabymi oczyma – do tegom doszedł! – Z politowaniem widziałem się zgoła chudym, zgoła zagłodzonym: rzeczywistości brakło właśnie wnętrzu mojej wiedzy, a"idealności" diabła były warte! – Chwyciło mnie po prostu palące pragnienie: odtąd w samej rzeczy nie zajmowałem się już niczym próczpsychologii, medycyny, nauk przyrodniczych – nawet do właściwych studiów historycznych powróciłem dopiero, kiedy mnie zadanie do tego rozkazodawczo zmusiło. Wtedy też odgadłem dopiero związek między sprzecznie z instynktem obraną działalnością, tak zwanym "powołaniem", do którego najmniej jest się powołanym – i swą potrzebą zagłuszenia uczucia czczości i głodu z pomocą sztuki narkotycznej – na przykład sztuki Wagnera. Rozejrzawszy się uważniej, odkryłem, że w takim samym złym położeniu znajduje się wielka ilość młodzieńców: jedna przeciwnaturalność wymusza formalnie drugą.
Jest we mnie cząstka niezaspokojona, cząstka, która nie może być zaspokojona. Ona chce stawać się coraz głośniejszą. We mnie jest pragnienie miłości, które wypowiada się językiem miłości.
To nie wątpienie, ale pewność doprowadza do szaleństwa. Ale do tego trzeba być głębią, otchłanią, filozofem, ażeby tak odczuwać... My wszyscy obawiamy się prawdy.
Bóg, który zszedłby na Ziemię mógłby czynić tylko niesprawiedliwość, wziąć na siebie nie karę, ale winę byłoby dopiero rzeczą boską.
Nie szukaliście jeszcze samych siebie: a oto znaleźliście mnie. Tak czynią wszyscy wierzący; dlatego tak niewiele warta jest wszelka wiara.
Z mojego piękna rośnie głod. Chcę sprawić ból tym, których oświecam, chcę okraść moich obdarowanych. Przepełnia mnie potrzena zła. Chcę cofnąć dłoń, w momencie kiedy wyciąga się już do niej druga dłoń. Podobnie do wodospadu, który waha się, czy ma spaść w dół. Przepełnia mnie głód zła. Taką zemstę wymyśla moja pełnia, taka złośliwość pęcznieje z mojej samotności.
Ale ja żyję w blasku mojego własnego światła, wypijam do wnętrza siebie płomienie, które wydobywają się ze mnie.
Ostatecznie nie może nikt z rzeczy, wliczając w to książki, wysłyszeć więcej niż wie. Do czego nie ma się dostępu na podstawie tego, co się samemu przeżyło, na to zgoła nie ma się ucha.
Przypuszczając bowiem, że jakieś zadanie, powołanie, przeznaczenie zadania znacznie ponad średnią wznosi się miarę, to nie mawiększego niebezpieczeństwa, jak spostrzec siebie samego razem z tym zadaniem. By stać się tym, czym się jest, tego pierwszym warunkiem, by nawet w przybliżeniu nie przeczuwać, czym się jest. Z tego punktu widzeniamają osobliwe swoje znaczenie i wartość nawet omyłki życiowe, chwilowe drogi uboczne i manowce, zwłoki, "skromności", powaga, trwonione nazadania, poza istotnym zadaniem leżące. Wyraża się w tym wielka mądrość, nawet mądrość największa: gdzie nosce te ipsum byłoby przepisem w celuzagłady, zapominanie o sobie, nierozumienie siebie, zmniejszanie, ścieśnianie, sprowadzanie do średniości staje się istotnym rozumem.Wyrażając to językiem moralności: miłość bliźniego, życie dla drugich i tak dalej może być środkiem ochronnym w celu zachowania najtwardszej samości: to jest wypadek wyjątkowy, w którym wbrew swej regule i przekonaniu, stoję po stronie popędów bezosobistych: pracują tu one w służbie samolubstwa, samohodowli. – Trzeba całą powierzchnię świadomości – świadomość jest powierzchnią – utrzymywać w czystości od wszelkiego wielkiego imperatywu. Strzeżcie się nawet wszelkiego wielkiego słowa, wszelkiej wielkiej postawy!Wszystko to niebezpieczeństwa, że instynkt przedwcześnie "się zrozumie". –Tymczasem rośnie i rośnie w głębi organizująca, do panowania powołana "idea" – zaczyna rozkazywać, zawraca z wolna z dróg ubocznych i manowców, przysposabia poszczególne właściwości i dzielności, które okażą się kiedyś, jako środki do całości, niezbędnymi – kształci kolejno wszystkie służebne władze, zanim da znać cokolwiek o zadaniu dominującym, o "celu","zamiarze", "sensie".
To był przecież sam bóg, który na końcu swej pracy położył się w postaci węża pod drzewem poznania. W ten sposób wypoczął od bycia bogiem. Wszystko uczynił zbyt pięknym. Diabeł jest po prostu próżniactwem boga siódmego dnia.
Niemcy nie rozumieją, jak są pospolici, i jest to pospolitość najwyższego stopnia. Oni nawet się nie wstydzą tego, że są Niemcami. Wypowiadają się na każdy temat, uważają, że mają decydujący głos.
Moje całe życie jest dowodem de rigueur tych zdań.
To nie ludzkość uległa wynaturzeniu, ale wyłącznie pasożytniczy rodzaj ludzkości, kapłani, którzy poprzez swoją moralność kłamstwem osiągnęli pozycję grupy wyznaczającej wartości, którzy w moralności chrześcijańskiej odnaleźli drogę do władzy.
Pojęcie "duszy", "ducha", wkońcu zwłaszcza jeszcze "duszy nieśmiertelnej" wynaleziono, by pogardzać ciałem, by je uczynić chorym – "świętym", by wszystkim rzeczom, które na powagę w życiu zasługują, zagadnieniom pożywienia, mieszkania, diety duchowej, pielęgnowania chorych, schludności, pogody przeciwstawić straszliwą lekkomyślność! Zamiast zdrowia "zbawienie duszy" – to znaczy unefolie circulaire między spazmem pokutnym i histerią zbawienia! Pojęcie"grzechu" wynaleziono wraz z przynależnym narzędziem tortury, pojęciem"wolnej woli", by zakłócić instynkty, by nieufność względem instynktówuczynić drugą naturą! W pojęciu "bezosobistości", "zaparcia się siebie",właściwa oznaka décadence, lecenie na lep szkodliwości, niemożność znalezienia już swego pożytku, samozagłada, uczynione znakiem wartości wogóle, "obowiązkiem", "świętością", "boskością" w człowieku! W końcu – co najstraszniejsze – pojęcie człowieka dobrego stanęło po stronie wszystkiego, co słabe, chore, nieudane, z powodu siebie cierpiące, wszystkiego, co zginąć powinno; pokrzyżowało prawo doboru, podniosło do ideału walkę przeciwko człowiekowi dumnemu i udanemu, przyświadczającemu, pewnemu przyszłości, przyszłość poręczającemu – ten zwie się odtąd złym... I w to wszystko wierzono jako w moralność! – Ecrasez l'infâme!
Kto zstąpił w te jaskinie, z których bije jadowite tchnienie tego rodzaju ideału – oczernicielstwa świata! – przede mną? Kto choćby tylko przeczuwać się ważył, że istnieją jaskinie? Któryż przede mną zresztą z filozofów był psychologiem, a nie przeciwieństwem jego raczej, "wyższym oszustem", "idealistą"? Nie było jeszcze zgoła przede mną psychologii. –Tutaj być pierwszym może być przekleństwem, jest w każdym razie przeznaczeniem: bo pogardza się także jako pierwszy... Wstręt do człowieka jest mym niebezpieczeństwem...
Każde osiągnięcie, każdy krok naprzód w kierunku poznania wynika z odwagi, z surowości względem siebie, z czystości wobec siebie...
Ponadto wydaje mi się, że najbardziej grubiańskie słowo, najbardziej grubiański list są bardziej uprzejme i uczciwe niż milczenie.
Moje człowieczeństwo nie polega na współodczuwaniu, jaki jest człowiek, ale na zniesieniu tego, że go rozumiem... Moje człowieczeństwo jest ciągłym przezwyciężaniem samego siebie.
Ja sam ciągle jestem jeszcze Polakiem na tyle, by za Chopina poświęcić resztę muzyki.
Opowiem teraz dzieje Zaratustry.
Zasadniczy pomysł dzieła,
pomysł wieczystego nawrotu,
ta najwyższa formuła potwierdzenia [...]
(Ecce homo. Dlaczego tak mądre
piszę książki, s. 85).
Jest nawet moją ambicją, by być uznanym za tego, który pogardza Niemcami par excellence.