Adam myślał jednak o niewypowiedzianej prawdzie, znajdowali się obaj na prostopadłych, nie równoległych ścieżkach, i w końcu będą musieli pójść w swoją stronę.
-Co za przerażająca myśl - zauważył Gansey nagle. -Ronan w tym tłumie.
Przez krótką chwilę Adam mógł to sobie wyobrazić: brokatowe zasłony w płomieniach, obwieszone ozdobami małżonki wrzeszczące spod klawesynu, a pośrodku tego wszystkiego Ronan mówiący:"Pieprz się, Waszyngtonie".
Z całowaniem jest w dużej mierze jak ze śmiechem. Jeśli dowcip jest śmieszny, nieważne, ile czasu minęło, odkąd słyszało się ostatni dobry.
Jedną z niezwykłych cech Ronana Lyncha było jednak to, że nikt nie spodziewał się po nim niczego miłego.
Zapadła taka ciężka cisza, która czasami ma miejsce, gdy do pomieszczenia wchodzi płatny zabójca.
W tym momencie Blue czuła, że po trochu kocha każdego z nich. Ich magię. Ich zadanie. Ich ochydę i dziwność.To byli jej kruczy chłopcy.
Chodzi nie o to, kim jestem, ale co robię.
- Nasze serca muszą być bardziej stanowcze, nasza dzielność większa, a nasze dusze potężniejsze, choć siły nam słabną - oznajmił Szary Mężczyzna.
Tu mam oczy, kochanie.
Jak dobrze, że Adam zgodził się pojechać. Taka impreza dobroczynna niosła ze sobą mnóstwo możliwości. Staże, przyszłe stanowiska, sponsorzy. Ważne nazwisko pod listem rekomendacyjnym do college'u. Można było zdobyć wiele pereł, jeśli było się w nastroju do otwierania ostryg.
Maura zerknęła przez ramię w kierunku, który wskazywał. Mały, podniszczony ford zaparkował właśnie za samochodem wypożyczonym przez Szarego Mężczyznę.
- Och, to Calla. Jedzie za nami do restauracji, aby upewnić się, że mnie pan tam zabierze, a nie zakopie w lesie.
- To niedorzeczne. - powiedział Szary Mężczyzna. - Nigdy nikogo nie zakopuje.
- Ale nie mieli koni - stwierdziła nagląco. - Nie mogli daleko zajść na nogach.
- Ludzie - powiedziała Calla - mogą zajść daleko, jeśli muszą.
Z magiem nie jest tak, że jest potężny, gdy ma rzeczy, i bezsilny, gdy ich nie ma (...) Mag widzi co istnieje, i odnajduje między tym powiązania. Mag może sprawić, że cokolwiek stanie się magiczne.
Ronan Lynch żył ze wszystkimi rodzajami tajemnic. Pierwsza z nich dotyczyła jego samego. Był bratem kłamcy i bratem anioła, synem snu i synem śniącego. Był wojującą gwiazdą pełną nieskończonych możliwości, (...).
Kiedy się odezwał, jego głos ociekał cyjankiem i naftą.
Istota - to było dobre określenie - pomyślał Ronan. - Czym, do diabła, jestem?
-Jestem rybą, która zapomniała, jak oddychać w wodzie.
To bomba. Zupełnie jak ty.
Wciąż szukał jedynej pary oczu w tym pomieszczeniu, która miała znaczenie. G d z i e był Gansey?
Przekąski były przepyszne, nie dlatego, że kuchnia je tak świetnie przygotowała, lecz dlatego, że wszystko, co jedzone jest w oczekiwaniu na pocałunek, jest przepyszne.
Proszę nie spać na plecach. Wszystkie miecze przebiją się na drugą stronę.
Był głodny niczym noc.
Drzwi do pokoju Ronana otworzyły się gwałtownie. Wisząc na framudze, Ronan wyjrzał, by spojrzeć za Ganseya. Wyglądał jednocześnie jak ten niebezpieczny Ronan, którym jest teraz, oraz weselszy Ronan, którym był, gdy się poznali z Ganseyem.
- Jest tam Noah?
- [...] A dlaczego miałby być?
- Bez powodu. Zupełnie bez powodu - Ronan zatrzasnął drzwi.
[...] Do środka wszedł zgarbiony Noah.
- Wyrzucił mnie przez okno! - rzekł zranionym tonem.
- I tak już nie żyjesz! - dobiegł zza zamkniętych drzwi śpiewny głos Ronana.