cytaty z książki "Rak to nie wyrok cz. 2"
katalog cytatów
,,Uzdatnianie wody'' brzmi dumnie, ale – w co trudno uwierzyć – całe to oczyszczanie polega głównie na prostym przefiltrowaniu i dodaniu chloru w celu wybicia bakterii. W niektórych zakładach ozonuje się wodę przez kilka minut. Jednak, by w pełni naozonować (bo tylko taka neutralizuje wszelkie chemiczne toksyny) niewielką ilość wody, należy ją ozonować przez dłuższy czas. Widzisz więc, że niemożliwe jest jej pełne oczyszczenie ze związków chemicznych w tak krótkim czasie, jak to się odbywa w zakładach uzdatniania! Na koniec uzdatniania dodaje się wapń w celu podniesienia PH. W żadnym razie nikt się nie fatyguje, by wyeliminować znajdujące się tam całe mnóstwo chemicznych toksyn. Co prawda ozon wybije bakterie, ale nie ma już czasu, by utlenił związki chemiczne. Resztę koktajlu dopełniają wspomniane tysiące substancji chemicznych zawartych w ściekach z zakładów przemysłowych, oczyszczane z grubsza, bardziej , dla oka'' niż wysoko efektywnie. Następnie z zakładu uzdatniania woda przepływa przez ciągle będące w użyciu całe kilometry rur ołowianych, azbestowych lub z PCV, z których uwolnione jony dodatkowo tę wodę zatruwają. Na koniec Ty ją wypijasz, będąc pewnym, że dołożono absolutnie wszelkich starań, by ta woda była dla Ciebie zdrowa. Zauważ więc, że ,,zdatna do picia'' wcale nie znaczy ,,zdrowa dla organizmu''.
Chlor jest rakotwórczy, co zostało wykazane ponad wszelką wątpliwość przez naukowców norweskich, którzy stwierdzili, że zwiększa on o 40% ryzyko raka jelita grubego. Badania potwierdzają wpływ substancji chemicznych na inicjowanie lub rozwój raka, a lekarze nadal ,,nie wiedzą'', skąd taka epidemia nowotworów, chociażby układu trawiennego...
Wiele osób po 1 – 2 - godzinnym pobycie na basenie dostaje wysypki lub ich skóra staje się sucha, łuszcząca się, inne mają zamglony wzrok. Może się to utrzymywać przez kilka godzin. Wymagajmy więc, piszmy petycje, aby przestano chlorować w basenach wodę, tak samo jak w wodociągach. Nieprawda, że to jest najskuteczniejsze – jeszcze skuteczniejsze jest ozonowanie wody czy naświetlanie jej promieniami ultrafioletowymi. To powoduje, że nie tylko nie rozwijają się bakterie, ale też zwiększa się zawartość tlenu, co dodatkowo utlenia toksyny w wodzie i jest o niebo korzystniejsze dla naszego zdrowia.
W oganizmie nadmiar bromu wywołuje problemy psychiczne, neurologiczne i hormonalne, bo jest neurotoksyną, zmniejsza możliwość koncentracji i uczenia się, zmniejsza masę płodu, ilość spermy, popęd seksualny, wchłanianie progesteronu, zwiększa ilość wchłanianego estrogenu.
O tym, co myśli i wie większość lekarzy na temat chemioterapii, niech świadczy badania na uniwersytecie McGil w Kanadzie, gdzie przeprowadzono ankietę wśród lekarzy stosujących terapię eksperymentalne, w tym chemioterapie, z pytaniem, czy zastosowaliby je na sobie. Ze 118 zapytanych odpowiedzi udzieliło 78, z których 58 stwierdziło, że są one nie do zaakceptowania, głównie z powodu braku efektywności, jak również podwyższonego poziomu toksyczności. Skoro stosujący tę terapię mają o niej takie zdanie, to myślę, że jest to wystarczająca wskazówka dla logicznie myślącego człowieka, czy jest stosować czy też nie!
Wydawałoby się, że leki chemioterapeutyczne są testowane ,,do bólu'', a następnie, jeśli są skuteczne i nieszkodliwe, dopuszczane do stosowania. Otóż do stosowania dopuszczane są leki chemioterapeutyczne, które powodują zmniejszenie guza do 30% w ciągu pierwszych 28 dni. Dlaczego tak? Z tego samego powodu, z jakiego Monsanto nie prowadzi oficjalnie badań nad żywnością GMO powyżej 3 miesięcy. Po 28 dniach stosowania chemioterapii zaczynają być zauważalne pierwsze efekty uboczne niszczące organizm, co prowadzi w konsekwencji do ułatwienia rozwoju tego lub innego rodzaju nowotworu! Logiczne więc, że lepiej jest dla zleceniodawców badań przerwać dalsze testy, zanim pojawią się skutki uboczne, i zatwierdzić nie tylko praktycznie nieskuteczny, ale i szkodliwy kolejny ,,lek''.
Po chemioterapii ryzyko zachorowania na raka wzrasta dwukrotnie! Nie jest to żadną niespodzianką, bo uczy się o tym studentów medycyny w zawoalowany sposób. U poddających się chemioterapii występuje 6-krotne wyższe ryzyko raka kości i stawów oraz aż 14-krotnie wyższe ryzyko białaczki. ,,Chemioterapia i naświetlania mogą podnieść ryzyko rozwoju drugiego raka aż 100-krotnie'' – twierdzi doktor Samuel S. Epstein. Leki stosowane w chemioterapii, jak 5–fluororacyl i gemcytabina, nie są wyjątkiem i też przyczyniają się do angiogenezy nowotworu!
Należy wiedzieć, że jesteśmy swego rodzaju mechanizmem elektrobiochemicznym i działamy na bardzo niskich częstotliwościach. Generowane sztucznie fale w swoim zakresie również mają bardzo niskie częstotliwości. Zachodzi więc nakładanie się fal sztucznych silniejszych, i wysyłanych ciągle, na nasze pulsujące częstotliwości i ładunki elektryczne. Taka sytuacja utrzymująca się przez dłuższy czas wymusza zmianę potencjałów i napięć w naszym układzie nerwowym i komórkach. Jest to równie groźne w wywoływaniu ciężkich chorób i raka jak toksyny środowiskowe, a nie wiem, czy nawet nie groźniejsze. Tym bardziej że, jak twierdzi dr Lubecki, to promieniowanie uaktywnia metale ciężkie w organizmie. Powoduje też większą produkcję wolnych rodników, zmiany w DNA i funkcjonowaniu mózgu, a nawet śmierć komórek.
Wiedz, że podczas pracy mikrofalówki promieniowanie ma zasięg około 30 metrów od strony frontowej i tyle samo od tylnej ścianki oraz około 5 – 10 metrów na boki! Każdy więc znajdujący się w tym zasięgu jest narażony na takie samo torpedowanie komórek w organizmie i niszczenie mikroelementów, jak to się dzieje w podgrzewanej żywności... Mieszkając w bloku i używając mikrofalówki, narażasz swoich sąsiadów na raka!
Teraz zastanów się, jakie szanse na wyleczenie chorych na nowotwór mają lekarze stosujący chemio – czy radioterapię, skoro dla nich guz to śmiertelny wróg, a nie przyjaciel pokazujący, że któryś z mechanizmów w organizmie, najprawdopodobniej pH, wymaga natychmiastowego zrównoważenia, i to w pierwszej kolejności. W drugiej kolejności owszem, jeśli guz jest duży, być może należy go wyciąć, ale to jest ,,być może'' – nigdy nie powinno się tego robić najpierw, ale dopiero w drugiej lub trzeciej kolejności.
Najefektywniejsze i najzdrowsze jest produkowanie energii ze zdrowych tłuszczów, dlatego powinny one stanowić około 60% naszego pożywienia, a nie – jak głosi propaganda medyczna- jak najmniejszą część.
Niedobór bakterii jelitowych powoduje gnicie cząsteczek pożywienia-sami bowiem trawimy około 20% żywności, resztę zaś czynią bakterie i enzymy. Gdy jest ich zbyt mało, wówczas nie mamy możliwości strawić tych resztek – zarówno wewnątrzkomórkowo, jak i wewnątrztkankowo-i chorujemy!
Nadwaga jest m.in. odpowiedzią organizmu na nadmierne zakwaszenie, w którego wyniku tkanka tłuszczowa wiąże ze sobą kwasy, by organizm mógł pełnić wszystkie swoje funkcje. Głównym organem usuwającym nadmiar kwasu są nerki. Jaka jest ich kondycja, łatwo sprawdzić za pomocą papierka lakmusowego zanurzonego w moczu. Jeżeli wynik wskazuje na zakwaszenie, to wiemy, że albo nerki są słabe, albo zasypaliśmy organizm taką ilością kwasotwórczego pożywienia, że codziennie wytwarzane przez nerki około 500 g sody neutralizującej kwasy jest zbyt małe, by sprostać zakwaszeniu. Jeżeli przyjmowałeś w życiu sporo antybiotyków, to Istnieje duże ryzyko, że nerki są mocno osłabione i po prostu sobie nie radzą z usuwaniem odpadów zatruwających nasz organizm. Te odpady- oprócz odpadów chemicznych (wspominam o tym po raz kolejny) – są doskonałym podłożem do rozwoju wirusów i bakterii (m.in. mikroplazmy, boreliozy, chlamydii, gronkowca), pasożytów (takich jak przywry, nicienie, płazińce, tęgoryjce, włosienie, tasiemce) oraz najgroźniejszego przeciwnika, czyli pleśni Aspergillus niger i innych jej odmian.
W kontekście raka już wiesz, że gromadzące się toksyny przyczyniają się do powstawania środowiska kwaśnego i niedotlenionego. Działa to również w drugą stronę: środowisko kwaśne sprzyja gromadzeniu się toksyn, co z kolei sprzyja wzrostowi zakwaszenia...
Przy niedoborze tłuszczów organizm, chcąc zneutralizować kwas, zabiera wapń z kości, co je osłabia i powoduje osteoporozę.
Powstające przed chorobą nowotworową guzki w organizmie są niczym innym ak skupiskami kwasów i substancji chemicznych, które nie zostały w 100% wyeliminowane z naszego organizmu, a także obcych dla nas organizmów – wirusów, rozwijających się na tych toksynach, i próbujących je rozłożyć bakterii, a na końcu śmiertelnej dla nas pleśni.
Włoch dr Simoncini, autor książki ,,Cancer is a Fungus'', leczy nawet bardzo trudne przypadki raka (czytaj: pacjentów, u których mocno rozwinęła się pleśń) za pomocą sody oczyszczonej podawanej dożylnie – i w zasadzie niczym więcej. Wynika z tego prosty wniosek, że ,,teoria'', że rak jest grzybem, już nie jest tylko teorią, ale potwierdzonym faktem!
Jakiekolwiek toksyny, w tym GMO, obniżają nasze pH, tak samo jak leki chemiczne i przetworzona żywność (w głównej mierze zakwaszająca organizm), oraz zmniejszając stężenie kwasu żołądkowego, poprzez ingerencję w mechanizm go wytwarzający. Taka sytuacja doskonale sprzyja rozrostowi bakterii szkodliwych, które tak naprawdę dostają sygnał, że homeostaza mocno się chwieje. Organizm jest wówczas coraz bardziej osłabiony, co ,,złe'' bakterie najprawdopodobniej uznają za powolne umieranie i sygnał do ich rozwoju. Istnieją one bowiem m.in. po to, aby rozłożyć martwy organizm, więc namnażają się na tyle, na ile mogą, by przygotować się na ,,ten moment''. Trudno mieć do nich pretensje o to, że właściwie wykonują swoje zadania. Powinniśmy raczej mieć pretensje do siebie, że źle wykonujemy swoje zadanie, a nie do reszty świata, który o nas nie dba. Tak długo, jak spożywamy zdrową, organiczną żywność bez dodatków i leków chemicznych, a także jesteśmy aktywni fizycznie i mamy dobry poziom energii, tak długo tzw. ,,złe'' bakterie w jelitach nam nie zagrażają. Zbyt duże spożycie węglowodanów doprowadza do oporności insulinowej, niedoczynności tarczycy, spowolnienia metabolizmu – a to już stanowi wystarczający sygnał dla bakterii, by namnażały się intensywniej. Dobrą wiadomością jest to, że sytuację tę możesz odwrócić w każdym wieku, jeśli się tylko postarasz.
Zadziwiający jest fakt, że to geny bakterii mówią ludzkim komórkom, co mają robić! Właściwy pokarm jest więc nieodzowny, aby nie wywoływać w jelitach stanu zapalnego, gdyż stan zapalny spowodowany nietolerancją pokarmową może wywołać ponad 100 rozpoznanych dotychczas chorób, w tym różnych zaburzeń psychicznych.
Czy jakikolwiek psychiatra słyszał o tej zależności? Nawet nie pytam, czy stosuje w związku z tym odpowiednie leczenie, bo znam odpowiedź... Bakterie w jelitach ważą mniej więcej tyle co wątroba, czyli około 1,5 kg. Od jakości flory jelitowej zależy, czy rozwiną się u Ciebie alergie, choroby skóry, reumatyzm, rak itp. W jednych z badań wysterylizowano zwierzętom przewód pokarmowy, co wykazało, że niemożliwa stała się regeneracja komórek, które w krótkim czasie zmieniały się w komórki rakowe.
Wyściółka jelit to tylko jedna warstwa bardzo delikatnych komórek, więc bardzo łatwo można ją uszkodzić. Praktycznie cały czas zachodzi tam proces oddzielania toksyn od mikroelementów i gdy toksyny systematycznie niszczą tę wyściółkę, wówczas część z nich przedostaje się w którymś momencie do krwi, co powoduje złe samopoczucie i choroby.
Terapeutka ta dokonała też niezwykle ważnego odkrycia, ponieważ zauważyła, że im gorszą florę jelitową mają kobiety w ciąży, tym większa szansa na autyzm dziecka.
Dysbioza, czyli zupełny brak równowagi we florze jelitowej, w zasadzie towarzyszy każdej poważniejszej chorobie, gdyż wpływa na około 90% komórek w naszym organizmie. Zaczyna się średnio około 30. roku życia i może się bardzo rozwinąć, dając przykre odczucia powyżej 50. roku życia.
Żywność pochodzenia zwierzęcego jest żywnością przede wszystkim odżywczą, zapewniającą nam wszystko, co potrzebne do wytwarzania hormonów. Osoby spożywające głównie produkty zwierzęce częściej cierpią na zaburzenia dwubiegunowości, schizofrenię i są bardziej kompulsywne.
W zasadzie wyleczenie chorób autoimmunologicznych jest dość łatwe, ale wymaga to sporej dyscypliny i samozaparcia pacjenta. Jeśli wiadomo, że to żywność powoduje dysfunkcję genów, to i żywność może je poprawić – dysfunkcje uważane przez lekarzy za wady genetyczne...
Alergie pokarmowe wynikają (pewno powiesz, że znowu się powtarzam) głównie z często chronicznie niskiego poziomu kwasu żołądkowego, zniszczonej flory bakteryjnej, jak również zniszczonej wyściółki w jelicie, gdzie zamiast kosmków są prawie gładkie ścianki, co prowadzi do stanu zapalnego. W związku z tym mikroelementy nie są wychwytywane w jelitach i przyswajane, ale w dużej części wydalane.
Codzienne intensywne zmywanie ze skóry warstwy ochronnej, złożonej z różnych substancji, w tym tłuszczu, zmienia pH skóry oraz niszczy korzystne dla nas bakterie, co może powodować reakcje alergiczne. Niestety, chcąc być zdrowymi, musimy być trochę... niedomyci. Pewnie w świecie porannego i wieczornego prysznica brzmi to trochę dziwnie. W jaki sposób można sobie zniszczyć zdrowie, niech posłuży nam mój przykład. Kiedyś bardzo intensywnie czyściłem uszy z woskowiny po każdym myciu; po kilku latach dostałem trudnego do wyleczenia zapalenia ucha środkowego - dopiero ta sytuacja zwróciła moją uwagę, czym grozi przesadne dbanie o czystość. Czy tego chcemy, czy nie, by być zdrowym, musimy mieć w organizmie odpowiednie kolonie bakterii – nie tylko w jelitach, ale też na skórze, w uchu, kroczu itp.
Do alergii pokarmowej dochodzi, gdy nasz organizm nie wytwarza enzymów mogących w 100% strawić dany składnik roślinny lub chemiczny – zawiadomiony o obcej substancji system odpornościowy ,,rzuca się'' na niego ze wszystkich sił, gdyż wie, że stanowi on zagrożenie życia, a przy okazji w swej furii atakuje też własne tkanki.
Przy silnej alergii możesz w ciągu jednego dnia, spożywając dany alergen, podnieść wagę ciała nawet o 2,5 kg, głównie dlatego, że zostaje wstrzymane wydalanie wody.
Chroniczny stan zapalny jest umiejscowiony w wyściółce naczyń krwionośnych, a to powoduje, że utleniony cholesterol i wapń przyczepiają się do ścianek naczyń i prowadzą do arteriosklerozy, zawału z serca oraz wylewów.
Zapalenie uszkada wyściółkę naczyń krwionośnych, a uszkodzenia te muszą przecież zostać zreperowane – służy temu właśnie podwyższony poziom cholesterolu.
Chroniczny stan zapalny jest umiejscowiony w wyściółce naczyń krwionośnych, ato powoduje, że utleniony cholesterol i wapń przyczepiają się do ścianek naczyń i prowadzą do arteriosklerozy, zawałów serca oraz wylewów.
Zapalenie uszkadza wyściółkę naczyń krwionośnych, a uszkodzenia te muszą przecież zostać zreperowane – służy temu właśnie podwyższony poziom cholesterolu.
Dlatego m.in. przepisywanie przez lekarzy statyn, obniżających cholesterol, jest wielkim nieporozumieniem, by nie powiedzieć - głupotą, i świadczy wybitnie o ich wiedzy i o tym, jak dobrze Cię leczą.