cytaty z książki "Ostatni jednorożec. Wydanie rozszerzone"
katalog cytatów
Ten wybierać drogę musi,
komu wszelki szlak odcięło.
Utracone wiecznie kusi,
co minęło to minęło.
Wszystko, co śmiertelne, jest piękne. Piękniejsze od jednorożca, który żyje wiecznie i jest najpiękniejszą istotą na świecie.
Nieczęsto tym jest człek, co ma w twarzy, a rzadziej tym, co mu się marzy.
Mało kogo biorą za tego, kim jest. Świat roi się od fałszywych ocen. Popatrz, ja natychmiast rozpoznałem w tobie jednorożca i wiem, że dobrze ci życzę. A ymasz mne za łazna, gbura, może zdrajcę, i taki być muszę, skoro tak mnie widzisz. (...) Na mnie rzuciłaś urok fałszu i w twoich oczach już zawsze będzie mnie on obciążał.
A ona? Jest historią, która nigdy się nie kończy – ani szczęśliwie, ani smutno. Nie może należeć do kogoś, kto sam jest na tyle śmiertelny, że jej pragnie.
Za cenę cudzej wątroby nigdy nie uda ci się prawdziwy czar. Musisz wyrwać własną i nie liczyć, że ją odzyskasz. Prawdziwe czarownice to wiedzą.
Miłość jest chyba silniejsza niż wszelkie nałogi czy okoliczności. Chyba można bardzo długo dla kogoś się oszczędzać, a gdy ta osoba wreszcie się zjawi, pamiętać, że to właśnie na nią się czekało.
Jednorogini pojawiła się raptem niby gwiazda na niebie. Sunęła przed nimi jak żagiel w mroku. – Skoro Lir ma być bohaterem, to kim jest ona? – spytała Molly. – Z nią to co innego. Nędzor, Lir, Drinn, ty, ja – my wszyscy tkwimy w baśni i musimy iść, dokąd nas prowadzi jej wątek. Ale ona jest prawdziwa. Ona jest prawdziwa.
(...) nawet najwięksi czarodzieje są bezsilni wobec dwojga ludzi, którzy trzymają się razem...
Ale od pierwszego wejrzenia zrozumiałem, że ma w sobie coś, czego mój wzrok nie ogarnia. Gdybyś mi wtedy powiedział, że jest jednorożcem, syreną, lamią, czarodziejką, gorgoną, żadne z tych imion nie zdziwiłoby mnie ani nie przeraziło. Kocham tę, którą kocham, i już.
Śmierć zabiera, co człowiek rad by zachował(...) a zostawia, co chętnie by postradał.
Znów wyrośnie wyorane,
Żyje, co spłonęło,
Ocaleje zrabowane -
Co minęło, to minęło.
(...) naprawdę stałaś się człowiekiem. Wiem, co to miłość i lęk, potrafisz zabraniać światu, żeby był, jaki jest, i masz skłonność do afektacji.
Są jednak czarodzieje i czarodzieje; jest magia czarna i biała, a między nimi nieskończenie wiele odcieni szarości, i teraz już widzę, że to właściwie wszystko jedno.
Ludzie nie umieją się obejść bez bohaterów, lecz człowiek z krwi i kości zawsze będzie za mały, żeby zaspokoić ich pragnienie, więc legenda stopniowo narasta wokół ziarna prawdy, całkiem jak perła.
Na starość dobre jest wszystko, co nie zakłóca spokoju.
Wszystkie kobiety potrafią płakać nie lejąc łez, a większość z nich umie leczyć dotykiem. To zależy od rodzaju rany. Poprzestańmy na tym, że jest kobietą, bo to już wystarczająco zawiła zagadka.
Najbardziej profesjonalnie wykrakana, wywarczana czy wygrzmiana klątwa nie zaszkodzi czystemu sercu.
Oczy łatwo oszukać, bo i same z natury kłamią. (...) Ale czy naprawdę ufasz swiadectwu własnych uszu, nosa, podniebienia? Wszechświat okłamuje nasze zmysły, a one z kolei okłamują nas, jakże więc my sami możemy nie kłamać?
Jedna porządna kobieta warta jest wszystkich zaginionych jednorożców.
Mówiłem "kwadrans", "poniedziałek", jak o czymś, co można wziąć do ręki albo znaleźć na mapie; no i dawałem się gnać od minuty do minuty, od dnia do dnia, od roku do roku, i czułem się, jakbym naprawdę wędrował z miejsca na miejsce. Nie inaczej niż inni ludzie żyłem w domu, który zamiast cegieł miał sekundy i minuty, niedziele i dnie Nowego Roku, i nie ruszałem się zeń aż do śmierci, bo tylko ona znała wyjście. A teraz już wiem, że mogłem przechodzić przez ściany.
- No widzisz, uciekał - powiedziała Jednorogini. - Przed nieśmiertelnymi nie wolno uciekać, bo to tylko zwraca ich uwagę. - Jej głos brzmiał miękko i bezlitośnie. - W żadnym razie nie uciekaj. Idź wolno, udając, że myślisz o czym innym. Zaśpiewaj piosenkę, powiedz wiersz, rób te swoje sztuczki, ale idź wolno, to może za nami nie poleci. Idź bardzo wolno, czarodzieju...
- Pozory, nie czary - stwierdziła Jednorogini. - Ona nie umie stworzyć czegoś z niczego.
- Ani naprawdę zmienić - dodał czarodziej. - Ma smykałkę tylko do omamów. A i to byłoby za trudne dla takiej taniej jędzy, ale na jej szczęście te dudki, te pacany ochoczo wierzą, w co im najłatwiej. Nie umiałaby zmienić śmietany w masło, ale może ukazać lwa w postaci mantykory komuś, kto chce zobaczyć właśnie to monstrum, chociaż prawdziwą mantykorę wziąłby za lwa, smoka za jaszczurkę, Węża z Midgardu za trzęsienie ziemi. A jednorożca za siwą kobyłę.
- Naprawdę myślałaś, że bez mojej pomocy poznali się na tobie? Musiałam nadać ci taki wyraz, żeby te gapy pojęły, kim jesteś, i wyczarować róg, który byłby dla nich widzialny. Takie to już czasy, że bez jarmarcznej wiedźmy naród nie doceni prawdziwego jednorożca.
- A ja właśnie mam czas - z zadumą odparła czaszka. - Wcale nie jest tak miło go mieć. Pośpiech, szarpanina, rozpacz, jedno przegapić, drugie zawieruszyć, trzecie się nie zmieści, bo mu za ciasno... samo życie. Tak to już jest, że z czymś zawsze trzeba się spóźnić. Zanadto się nie przejmujcie.