cytaty z książek autora "Wojciech Hrehorowicz"
Mężczyzna prawiący kobiecie komplementy jest interesujący i sympatyczny, dopóki się nie zagalopuje. W momencie gdy popada w przesadę, staje się po prostu budzącym zażenowanie pajacem, którego intencje są w najlepszym razie podejrzane, a efekty błazenady odwrotne do zamierzonych. Jego dusery zamieniają się w jawne szyderstwo, a skwapliwość, z jaką je serwuje, w nieznośną i odpychającą nadgorliwość.
Lecz on był cierpliwy, miał czas, mnóstwo czasu, teraz nigdzie mu się już nie spieszyło. Wszędzie już był, wszystko poczuł, wszystkiego doświadczył. W ciągu ostatniego półrocza przebył długą drogę, zwiedził kawał świata, i choć był to świat metafizyczny, jemu wydawał się aż nadto realnym, jako że wywoływane poznawaniem owego świata cierpienia metafizycznymi w żadnym wypadku nazwać nie można było. Były bowiem one realne do szpiku kości, rzeczywiste do utraty tchu, prawdziwe do krwi ostatniej, odtruwanej i oczyszczanej najpierw z przemieszanego z nią alkoholu, potem z jego resztek, z jego śladów i wreszcie - jakby tego było mało - nawet ze wspomnień o nim. Odwiedził Golgotę i Hiroszimę, Pompeję i Oświęcim, Ypres i Stalingrad. Wizytował sowieckie gułagi i labirynt Minotaura, był karmicielem wszy i pilotem kamikadze, wcielał się w świętego Szczepana i w Azję Tuhajbeja. Jakiekolwiek męczarnie i tortury były udziałem człowieka, on ich doświadczył. Poznał do samiutkiej głębi i ... przeżył.
Zamknął się na cztery spusty w mieszkaniu swoich drugich rodziców i spędził w nim cztery długie dni w mieszanym damsko-męskim towarzystwie. Płeć piękną reprezentowały Rozpacz, Beznadzieja i Gorzała, ich partnerami zaś poza Jakubem byli Żal oraz odziedziczony po chrzestnych Szwejk, który, choć głupie bydlę nikczemnej postury, serce miał zaiste psie: ogromne, wierne i gorące. W szóstkę urządzili Wielkie Rozpaczanie, wspaniałą, niczym nieskrępowaną żałobną balangę wszechczasów, pełną rozpasanie orgię wyuzdanego smutku takiego formatu, że wobec niej "Wielkie żarcie" Ferreriego było niewinną zabawą skautów.
Ale tak to już w życiu bywa, że z czasem więzi rodzinne zamiast zbliżać, oddalają. Powinowactwo krwi nie zawsze idzie w parze z powinowactwem dusz, a małżeństwo wcześniej czy później wydobywa z małżonków na wierzch najgorsze cechy, czyniąc ich wstrętnymi sobie nawzajem nieprzyjaciółmi, którzy budząc się rano i spoglądając na siebie z niedowierzaniem , coraz częściej zadają odwieczne pytanie: co ja w tobie widziałem/am?”.