cytaty z książki "Między nami. Wiersze zebrane"
katalog cytatów
Co nam hańba, gdy talary
Mają lepszy kurs od wiary!
Wymienimy na walutę
Honor i pokutę!
W baśniach śpią prawdziwe dzieje;
Woda Życia nie istnieje.
Ale zawsze warto po nią iść.
Niegodne śnić, gdy świat się kruszy
W rękach tych, co nie śpią nigdy.
Czyści - nie ujdą w nim katuszy,
Zbrukani - nie doznają krzywdy.
Ktoś musi swą uderzyć kopią
W zwodnicze, niewidzialne wrota,
Co zatrzaśnięte za Utopią,
Gdzie zwykła, ludzka drży - tęsknota.
Nie czas na swary, płaskie troski,
Owies dla osła, chamstwo plebsu;
Ci pragną pojąć zamysł boski -
Ci - zepsuć to, co mogą zepsuć.
A ty siej - A nuż coś wyrośnie.
A ty - to, co wyrośnie, zbieraj.
A ty - czcij, co żyje radośnie.
A ty - szanuj to, co umiera.
I pamiętaj - że dana ci pamięć.
Nie kłam sobie - a nikt ci nie skłamie.
Z tych, co jeszcze się chwieją na istnienia kładce,
Mało kto, zamiast gniewać się na to, co było,
Zęby ściśnie i powie - długi ojców spłacę,
A co ich ułomnością - naszą będzie siłą!
Ach, gdybyż narodów na świecie nie było,
Jak nam by się wtedy szczęśliwie tu żyło!
Dla dobra człowieka, dla szczęścia ludzkości
Złączonej w potężnym uścisku miłości,
Aż z trzaskiem pękałyby kości.
Bawcie się, pijcie, dzieci,
Jak się bawić i pić potraficie -
Są ludy, co dojrzały do śmierci
Z rąk ludów niedojrzałych do życia...
Lecz Ty wiesz dobrze, dlaczego tak zwlekasz:
Zastyga wicher, wstrzymuje bieg rzeka,
Nie kończy zwierz skoku i słońce nie gaśnie,
Zawiesza oddech łąka i pasieka.
I ta, co ciemność ma kłaść na powiekach
Przy której milknie gwar szczęścia i waśni,
Kruszą się twierdze zamiarów człowieka -
Trwa też bez ruchu, cicha i daleka
Bo i śmierć czeka
Na dalszy ciąg baśni.
- Na linie tańczysz - już podciętej z obu stron
Nad tłumem, uskrzydlony w chwale
Gdy spadniesz, zginiesz i nie zabrzmi nigdy dzwon
Nad twoją gwiazdą
Sowizdrzale!
- Gonimy czas
Czas goni nas
Chłoszcze po piętach raz po raz
I nie nadzieja każe pozbyć się wytchnienia.
Wśród drzew i chat
Od lat, od lat
Gna ludzi niewidzialny bat
I lęk przed snem, bo w czasie snu bat rytm swój zmienia.
Więc choćbym chciał -
Nie będę spał;
Tańcem i śpiewem będę rwał
Do góry dusze poduszone własnym ściskiem.
Stąd widzę, gdzie
Szukają mnie
I w całym świecie czuję się
Jak brzdąc w kołysce, gdy go ręce pieszczą bliskie.
Już mi płomień twarz osmalił,
Już się zbiera gwarna gawiedź,
Już się inkwizytor chwali,
Paląc ku poprawie.
Już do domu dymem wracam,
Szarpię drzwiami zhańbionymi,
Matka ściera łzy przy pracy,
Bo jej w oczy dymi.
Już i popiół wygasł w chłodzie,
Palenisko wymieciono,
Krąży plotka po narodzie,
Że heretyk spłonął.
W pustym raju czas przejął władanie
Stwórca czeka z rękami wzdłuż ciała
Panujący światu skazaniec
Dożywocie wyłącznej chwały
Życie Pana jest wiecznym czuwaniem
Wśród niewysłowionych problemów
W pustym raju cokolwiek się stanie
Zawsze stanie się przeciw Niemu.
Lojalni i do końca wierni będziemy marmur kuli dalej,
O czym melduje dziś, jak co dzień, starszy niewolnik - Trak Spartakus.
W sierocińcu po dziedzińcu
Chodzą dzieci wkoło,
A za siatką wróbli stadko bawi się wesoło.
Rzucisz śniegiem zamiast chlebem -
Wróbli sejm odleci,
A po lodzie znów, jak co dzień
Będą chodzić dzieci.
Śmiać się będą z nich współcześni,
A potomni - może kląć.
Lecz przetrwają w mrocznej pieśni,
Warto po to w wieczność brnąć.
Może nawet i pociecze
Płyn, na który ceny brak;
Może wieczne średniowiecze
Wreszcie kiedyś trafi szlag.
Przyszłość w niewidomych gwiazdach,
Spokój - niech się w każdym tli,
Kto nie raz na sobie zaznał,
Co kosztują cudze sny.
[Polak] Nie lubi stwarzać się - być chciałby,
Wszak Bóg rzekł: "Niech się stanie Polak";
A szatan w płacz - "Das ist unglaublich!
Nieszczęsna w Polsce moja dola!"
Słusznie się lęka Pan Ciemności,
Że ciężko będzie miał z Lachami;
W szczegółach przecież diabeł gości,
A Polak gardzi szczegółami!
Chłopczyk się nudzi. Ssie podpłomyk,
Namiastkę psoty i słodyczy,
Szczęśliwie jeszcze nieświadomy,
Że to proroctwo go dotyczy.
Patrzy na psa, co całkiem blisko
Na płaszczu pana siadł ospale
I - doświadczony fatalista -
Żyje na węch... nie słucha wcale.
Pachnie gniciem półmroku,
Pachnie wiatrem od rzeki,
Pachnie ludzki niepokój
Zwierzęciem kalekim...
By to, co słabością, bólem i kalectwem
Stało się modlitwą, światłem i świadectwem.
Mówią Czarnoksiężnicy, że świat pękł na dwoje
I jednym dane w słońcu żyć, a innym w mroku.
Stąd niechciana kamienność i czczość naszych rojeń
Na pradawnym i cudzym oparta wyroku.
Tak pić, by się picia nie zaprzeć,
Wierzyć zawsze w to co jest słabsze,
W beznadziei córkę - nadzieję.
Kochać to, co jest trudniejsze, lecz "prawsze",
Rozumiejąc to, co "nie nasze":
Wielbić wiatr - dlatego, że wieje.
Polityk przecież w ogóle nie zna słowa "zdrada". A politycznych obyczajów trzeba strzec...
Zło i dobro jest wieczne, lecz nie może być wieczny Babilon!
Ale rzeka to ledwie źródła płynne jest ciało,
A gdzie dusza? Gdzie źródło zostało?
W źródle siła i trwanie, ukojenie pragnienia,
Dźwięk daleki, a przecież jedyny!
Więc za dźwiękiem, pod prąd rzeki mętnej, zgubionej
trzeba czołgać się, pełznąć i płynąć,
Bo tylko się - ź r ó d ł o - nie zmienia.
Bije wodą przeczystą
Z głębin ziemi zrodzoną
I żyje
Wciąż wbrew
Rozlewiskom...
Lecz ujrzy przodek w grobie,
Na co nas jeszcze stać:
Bo się kochamy - w sobie!
Nie pragnąc - siebie - znać!
Nie mamy wiary, lecz złudy!
Za dzieje nasze - zbiór klechd!
Dlatego trwać będą trudy!
Nasz własny płacz i z nas śmiech!
Lody mórz i śniegi planet
Krzepną nad szaleństwem królów
Dalej nie ma już gdzie jechać
My przetrwamy ból i zamęt
Wypełnieni sobą czule
Zasłuchani w chórów echa.
Niech nienawidzi - kto nie umie sławić,
Niech łże - kto w pychy uwierzył bezkarność,
Świat niech opluwa - kogo gorycz dławi,
Życie niech trwoni - kto je ma za marność!
Niech się nie zdziwi - kto wciąż zbawców słucha,
Że będzie rabem kolejnych cezarów,
Którzy okręcą kikut jego ducha
W po stokroć sprane bandaże sztandarów.
Korsykanin zmywa z tronów
Zabobonów ciemną ciecz -
Grzebie w trzewiach wyzwolonych
Lepki od wolności miecz.
Słońce się nad sierrą toczy
I osusza czaszki z łez,
W nieme niebo wznosi oczy
Zakopany w piachu pies.
Żyjemy! - Dobra nasza!
Co z życia chcesz - za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz człowiek też.
Kto walczył, ten złotym pojony ukropem
Blach z kopuł cerkiewnych, z ksiąg ogniem topionych,
Zapada pomiędzy kopyta i stopy
Ze wzrokiem wlepionym
W zasnutą twarz Boga
I pyta - Jak kochać ma wroga?
Znów ciała spychaliśmy do wspólnych dołów
Znów drogi krzyżowe bez krzyża i chusty -
Po burzy, o zmroku, nad rzeką popiołów
Pogańskie odpusty;
Śmiech krwi i ciał gra.
Płomyki się łączą po dwa.