Opowiada o koszmarach dręczących go dotąd: tajny strach, że ktoś na mnie doniesie, tajny strach, gdy pukają do drzwi. Usłyszeć takie wyznanie śpiewane basem przy wtórze Orkiestry Symfonicznej ze sceny wielkiej sali konserwatorium Moskiewskiego w grudniu 1962 roku było szokiem.
Planując widowisko z VII Symfonią Szostakowicza, Stalin spodziewał się międzynarodowego rozgłosu. Nie omylił się. Nazajutrz po premierze symfonii w Kujbyszewie, informował o tym wydarzeniu +Times+. Zachodnim sojusznikom zależało na uczłowieczeniu oblicza bolszewików, których jeszcze niedawno prasa opisywała jako zbójów i barbarzyńców. Teraz należało przekonać społeczeństwo, że rosyjscy komuniści ramię w ramię z Anglią i Stanami Zjednoczonymi bronią przed faszystami wysokich wartości europejskiej kultury. Symfonia Szostakowicza +skomponowana w oblężonym Leningradzie pod ostrzałem wroga+ była świetnym argumentem.
Z zachwytem opisywano walkę o prawo do pierwszego amerykańskiego wykonania, która rozegrała się między czołowymi dyrygentami”: Siergiejem Kusewickim w Bostonie, Leopoldem Stokowskim w Filadelfii, Arturem Rodzińskim w Cleveland i samym Arturem Toskaninim w Nowym Jorku. W tej "królewskiej bitwie", jak nazwali ją dziennikarze, zwyciężył 75-letni Toscanini, ze swoją nieskazitelną opinią bezkompromisowego antyfaszysty.