cytaty z książek autora "Maciej Replewicz"
Stanisław Bareja niczym Alfred J. Hitchcok zagrał pierwszy raz na planie swojego filmu w odcinku Termos wrzuca list do skrzynki pocztowej.
Abstrahując od poziomu artystycznego, wszystkie filmy Barei przyniosły kinematografii wymierne dochody. Mimo, a może właśnie dlatego, nikt nie miał tak fatalnej prasy, jak on. Negatywny wizerunek reżysera z "bareizmem" w tle funkcjonował jeszcze długo po realizacji Misia, uznanego za najlepszy film w jego dorobku.
Bareizm to schlebianie gustom drobnomieszczańskim.
Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz piętnuje całe społeczeństwo, które nie potrafi funkcjonować bez krętactwa i kombinatorstwa.
Bareja nie negował sensu budowy domów mieszkalnych, szkół, czy nowych zakładów przemysłowych. Ośmieszał chaos, marnotrawstwo, trwonienie państwowego mienia, ludzkiego zapału i czasu oraz wszechobecną prywatę - społeczeństwo egoistów i kombinatorów.
Komedie Barei prowadzą ze sobą swoisty dialog, są interaktywne.
W komediach Barei "prawda czasu" była tożsama z "prawdą ekranu".
Pomysły wykorzystane w scenariuszu Misia oraz innych filmów Bareja czerpał wprost z życia. Inspiracją był aktualny numer gazety, zdarzenie widziane na ulicy lub zasłyszane u znajomych. Bareja obserwował i rejestrował to, co zwykle uchodziło uwadze innych.
Zmiennicy to serial komediowy, ale także najdłuższy, bo piętnastoodcinkowy film dokumentalny zrealizowany w PRL. Dzięki mobilności taksówki widz ma okazję podejrzeć życie we wszystkich sferach społeczeństwa PRL połowy lat 80.
Stanisław Bareja wiedział, że proste rozwiązania są najskuteczniejsze. Czasem dwa różne ujęcia powstawały w jednym miejscu.(…) Wiele osób zarzucało Barei prowizorkę i brak dbałości o detale.
Tadeusz Chmielewski:
Staszek nigdy nie cyzelował ujęć. Najważniejsze dla niego było ogólne wrażenie, jakie komedia wywołuje na widzu. Dużą rolę przywiązywał do dialogów, pozostawiając jednak aktorom swobodę w ich interpretacji. Film na tym zyskiwał. Pracował szybko. Szybciej i sprawniej od innych. Wzbudzało to zawiść w środowisku.
Pracował z najlepszymi specjalistami w kraju. W Brunecie wieczorową porą za kamerą stanął Wiesław Zdort. W Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz zdjęcia są dziełem Jana Laskowskiego. Andrzej Gronau, operator kamery w Brunecie wieczorową porą, miał w swoim dorobku Nóż w wodzie Polańskiego czy Zezowate szczęście Munka. Andrzej Ramlau (Nie ma róży bez ognia) pracował wcześniej z Hasem i Wajdą.(…) Na liście scenografów widzimy nazwiska Allana Starskiego i Haliny Dobrowolskiej.
Zwykle dysponował niskimi budżetami oraz skromnym zapasem taśmy. Zdjęcia trwały zazwyczaj około 2-3 miesięcy. Rzekomy prymitywizm warsztatowy Barei był mitem powielanym przez zawistnych "kolegów" - filmowców, którzy spędzali zwykle pół roku na planie.
Role aktorskie obejmowali technicy, dekoratorzy, autor muzyki. Nie był to kaprys, lecz konieczność związana z niskimi budżetami.
Wiedział, czego może oczekiwać od aktora w danym dniu, godzinie, minucie.(…) Nawet jeśli aktorzy bywają próżni, potrafią docenić to zaufanie.(…)
Przez lata budował dobre relacje. Bez zakłamanie, tanich pochlebstw czy szantaży, nieobcych innym filmowcom.
Realizacja komedii w PRL przypominała przyspieszony kurs ekstremalnego survivalu. Uznano ją za najgorszy gatunek. wielu reżyserów nie rozumiało trudności związanych z realizacją komedii, dopóki sami nie spróbowali tej konwencji artystycznej.
Po krytyce, jak spotkała go za "białe telefony" w "Żonie dla Australijczyka, reżyser już nigdy nie pozwolił scenografom upiększać rzeczywistości. Filmy Barei nie są wycyzelowane, ponieważ rzeczywistość PRL nie była ani gładka, ani miła.
Chyba bardzo często podkreślaliśmy, że przygody Klossa są bajką, że są one nieprawdopodobne, a tymczasem to wszystko, co widzimy w poszczególnych odcinkach, jest oparte na elementach autentycznych.
Kloss musiał być sympatyczny nawet na przekór tematyce i historycznemu tłu. I musiał być człowiekiem sukcesu. Co dalej się przekładało na to, że stał się bohaterem pokazującym, że walka Polaków podczas II wojny światowej miała sens. Ponieważ kraj był okupowany, Kloss musiał dostać wrogi mundur. Ale, żeby to zrównoważyć, powinien mieć coś polskiego w nazwisku. Podobno zostało wyciągnięte z książki telefonicznej Gdańska. Kloss brzmi jak Kłos.
Fikcyjny bohater noszący mundur wroga, pracujący dla innego, wrogiego mocarstwa, a jednocześnie pozostający nieskalanym patriotą, walczącym z okupantem nie był tak czczony w żadnym kraju świata. Kloss podziwiany był i w innych"demoludach" - od Albanii po NRD.
Tadeusz Zaorski mówił: „Zależy mi na tym, aby Kloss był odbierany, jako bohater, jako polski patriota i dlatego potrzebny jest jakiś odcinek, który by wyjaśniał jego biografię, żeby było wiadomo, z jakim bohaterem mamy do czynienia".