Jego sweter pachniał dobrymi męskimi perfumami. Ciepłe dłonie głaskały ją po włosach. Ten prosty gest przyniósł nieoczekiwaną ulgę, a jednocześnie uwolnił skrywane pokłady żalu. Roma przymknęła oczy. Pod powiekami poczuła łzy. Objęła Leona w pasie, położyła mu głowę na ramieniu i przylgnęła do niego mocno, jakby chciała przejąć od niego siłę i energię.
Roma kochała zachłannie i w systemie zero - jedynkowym, czyli albo wszystko, albo nic.
- Chyba powinnam mieć u ciebie szczoteczkę do zębów! - krzyknęła, by usłyszał ją w kuchni.
- Nie przesadzajmy - stwierdził dla zasady, ale zrobiło mu się cieplej na sercu. - A może jeszcze kluczyk do mieszkania, co?
- Nie przesadzajmy - zrewanżowała się. - Ale kod do domofonu możesz mi dać.
Siekiera otworzył ją, mogła w końcu dawać siebie, bez strachu, że dawanie oznacza ból. Czuła się przy nim jak dziecko uczące się chodzić. Piękna to była nauka. Spędzili ze sobą tylko tę jedną noc. Więcej nie zdążyli.