cytaty z książek autora "Monika Wilgocka"
Na ułamek sekundy przeszył ją straszliwy ból, jakby ktoś chciał wyrwać duszę z jej ciała. Miała zaledwie chwilę, żeby pomyśleć. Dzieci. Co z nimi będzie, kiedy jej zabraknie? Nie miała pojęcia, co się stało, lecz dotarło do niej, że to koniec, że umiera.
Alicja od jakiegoś czasu czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Miała przebłyski, w których wydawało jej się, jakby po prostu była, a później znowu znikała. Jakby ktoś włączał światło w jej świadomości, a później je gasił.
Niedawno kupili mieszkanie. Tak naprawdę niczego jej nie brakowało. Musiała się tylko obudzić i żyć dalej swoim cudownym, zupełnie normalnym życiem, czerpiąc z niego garściami. Tylko się obudzić... Otworzyć oczy, uśmiechnąć się... Nie spodziewała się, że to takie trudne.
Marzyła o domu z ogrodem, w którym mogłaby uprawiać pomidory i marchewkę. Ale to plan na przyszłość, na kiedyś - na stare lata.
Zdawała sobie sprawę, że im głębiej w życie wkracza technologia i nowoczesność, tym bardziej ludzie oddalają się od siebie.
I nagle się obudziła, otworzyła oczy. Udało się. Na początku wszystko było rozmazane, jednak po chwili obraz się wyostrzył.
Cały czas jej powtarzano, że to dla jej dobra i że już niedługo. Tylko nikt nie mówił, co nastąpi później. Wszyscy byli mili i przekonywali, jaka była dzielna, ale nie powiedziano jej, co się z nią dzieje. Słyszała tylko, że miała wypadek i musi dojść do siebie. Tylko jak długo można dochodzić do siebie?
Nie miała pojęcia, ile to wszystko trwało. Nie czuła upływu czasu. Mimo że nad drzwiami wisiał zegar, który mogła dojrzeć, to godziny jej nic nie mówiły, nie wiedziała, jaki jest dzień tygodnia, nie była też pewna pory roku.
Lekarka nie była zaskoczona. Wiedziała, że nadejdzie taka chwila. Wszystkiego się spodziewała. Dla Alicji minęło kilka chwil, a dla reszty świata dziesięć. Czas leciał nieubłaganie. Ludzie się starzeli, a dzieci dorastały. Tylko ona została gdzieś w tyle, jakby zaklęta w czasie.
Gdyby mogła, cofnęłaby się w czasie. Nie ruszyłaby się wtedy z domu, na kolację zrobiłaby naleśniki albo zamówiła pizzę. Spędziłaby czas z rodziną i nie przespałaby kolejnych dziesięciu lat. Nie zrujnowałaby życia swojego i najbliższych jej osób. Gdyby tylko mogła cofnąć czas...
Czekała na normalne życie bez dolegliwości, tak jak kiedyś, ale czy to było w ogóle możliwe? Usilnie starała się wierzyć, że tak. Przecież pozytywne myślenie to połowa sukcesu.
Co za ironia losu - pomyślała. Spała dziesięć lat, a jej ciało wydawało się takie wyczerpane.
Zdawała sobie sprawę, że to nie było dla niego łatwe: żyła, a tak jakby nie żyła. Nie mógł zrobić nic sam. Nie mógł sprzedać ani ich mieszkania, ani domu po jej rodzicach.
Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego.
Alicja miała coraz większe wrażenie, że świat pod jej nieobecność stanął na głowie.
- Widzisz, znam się na nastolatkach - oznajmiła. - Za kasę zrobią wszystko.
- Bardzo to pedagogiczne - westchnęła Alicja, ...
Kluczem do sukcesu jest nieodzywanie się. Ludzie mówią, a później zawsze coś z tego wynika.
Cieszyli się sobą, stęsknieni jak nigdy przedtem. Żadne z nich nie spodziewało się, że będą przeżywać takie chwile. Z jednej strony tak cudowne i piękne, a z drugiej - takie ulotne.
Mimo że nie był laikiem, a doświadczonym lekarzem z tytułem profesora, który nie od dziś prowadził tę klinikę, nigdy w swojej karierze nie spotkał się z takim ozdrowieniem. Nazywał jej przypadek cudem, to słowo pasowało idealnie.
Tak wiele zawdzięczał tej kobiecie. Był pewien, że nie ma takiej rzeczy, którą mógłby odwdzięczyć jej się za te wszystkie lata. Za to całe dobro, jakim ich obdarzyła.
Życie albo po prostu zły los zadecydowały za nią. Nagle okazało się, że nie ma nic do powiedzenia.
Jaki dziwny to musiał być obrazek: rodzina stojąca nad stawem, przytulająca się chwilę po podarowaniu wigilijnej rybie drugiego życia. Dziwny, ale piękny i tak bardzo ważny dla nich.
Całował ją tak, jakby jutra miało nie być. Jakby zaraz miał skończyć się świat.
Jeszcze niedawno ją całował i to tak, jakby jutra miało nie być, mówił, że kocha, zapewniał o tym i prosił, żeby pamiętała. A chwilę potem przytulał swoją kochankę, szeptał jej na ucho czułe słówka, śmiał się i mimo wszystko zachowywał, jakby to ona była tą, którą tak naprawdę darzył uczuciem.
Nie dała się pokonać strasznej chorobie, wbrew pozorom to ona wygrała, a nie rak. Całe dorosłe życie robiła, co chciała, więc dlaczego miałaby umrzeć inaczej?
Tak wiele rzeczy działo się przez ostatnie lata obok niej, kiedy ona, nieświadoma niczego, leżała w szpitalnym łóżku. Świat się nie skończył, nie zatrzymał ani na moment, życie toczyło się dalej jakby nigdy nic, a ją to wszystko omijało.
A kiedy w końcu się obudziła, wygrała walkę z zaspanym ciałem, które od początku nie chciało jej słuchać.
Miała umrzeć w tamtym szpitalnym łóżku. Jednak życie znowu z nich zadrwiło. Los udowodnił, jak bardzo potrafi być przewrotny i nieprzewidywalny.
Wróciła. Wróciła i chciała odzyskać wszystko to, co zostawiła, to, co życie brutalnie jej odebrało. Wróciła. Była tam i żyła! I udało jej się, miała wszystkich tych, na których tak bardzo jej zależało. Tylko że nic nie jest nam dane na zawsze. Czasami los przydziela coś na kilka krótkich lub dłuższych chwil - i znowu odbiera.
Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, w którym momencie zmienia się wszystko. Coś, co było teraźniejszością, naszą codziennością, odchodzi w niepamięć. Staje się odległą przeszłością i musimy nauczyć się z tym żyć – albo próbować to zmienić.