Nie znają drogi pokoju, prawości nie ma w ich postępowaniu. Uczynili krętymi dla siebie własne swoje ścieżki, kto nimi chodzi, nie zazna spokoju" Iz 59,7.
Zaciśnie pani zęby i przestanie oglądać się na innych. Zdrowy egoizm. Trzeba żyć dla siebie. Bo ostatecznie... wszyscy umieramy w samotności.
Lepiej kochać nieszczęśliwie niż nie kochać w ogóle. Lecz jeśli kochasz nieszczęśliwie, to... co potem?
Pamiętaj, kolego, że na każdym postanowieniu przystawiasz swoją pieczątkę. To twoje nazwisko, twoja decyzja, twoja odpowiedzialność" - poradził mu na początku kariery pewien doświadczony prokurator. "Więc niech nikt ci nie mówi, co masz zrobić w sprawie, ile numerków zaklepać. Bo ostatecznie sam jeden będziesz za to wszystko odpowiadać. I jeśli coś się spieprzy, nikt ci nie pomoże".
(…) życie bez miłości jest jedynie nieznośnym ciężarem, cieniem tęsknoty, ucieczką w szaleństwo.
Najważniejsze święta przypadają trzydziestego czerwca i trzydziestego pierwszego grudnia; dwa nieco mniej znaczące eventy to ostatni dzień marca i września. Patronką owych uroczystości jest naturalnie Święta Statystyka, błogosławiona wstawienniczka tabelek, opiekunka zestawień i podsumowań, wspomożycielka spisów, wykazów i repertoriów.
Większość śmierci przez powieszenie następuje nie z powodu przerwania rdzenia kręgowego, lecz na skutek uduszenia.
Wrzeszczański Garnizon był jednym z tych modnych osiedli, na których chciał mieszkać prawie każdy.
W bramie oddzielającej oba skrzydła gmachu wisiały ciała trzech uczniów.
Zawsze tak do nich mówiła. Do wszystkich, bez wyjątku. "Moje dzieci". Bo przecież w gruncie rzeczy byli tylko dziećmi. Zagubionymi, wrażliwymi, przeżywającymi najbardziej newralgiczny rozdział swoich nienapisanych biografii. U progu dorosłości, na skraju dzieciństwa.
Musiała wezwać pomoc. Obudzić woźnego, zadzwonić po pogotowie, wezwać policję, odwołać lekcje. Raz jeszcze spojrzała na ciała ofiar.
Wszystko, co widziała przez całe swoje życie, przez długie pięćdziesiąt osiem lat, czego doświadczyła jako dziewczyna, kobieta, zona i matka, nie dało jej siły, by stawić czoła tej śmierci, tym trzem odebranym życiom, tym trzem skrzywdzonym przez diabła duszom.
Liceum to nie przelewki. Nawet dobre liceum dla porządnej młodzieży. Właściwie takie szkoły są najgorsze.
Nic się tak dobrze nie klika jak cudze dramaty.
Nie można być mistrzem w każdej dziedzinie.
Kiedyś tego nie było. To jest pokolenie motyli. Dotkniesz skrzydełka i zaraz przestaje latać.
Sprawa potrójnego samobójstwa stała się najgłośniejszym tematem medialnym początku wakacji. Przynajmniej tak się wtedy wydawało. Bo przecież nikt nie wiedział, co miały przynieść kolejne tygodnie.
Każdy doświadczony pracownik organów ścigania zdaje sobie sprawę, że rozgłos w śledztwie cieszy równie mocno, jak śnieg w kwietniu.
No bo ja już, kurwa, nie wiem, o co ci chodzi. Ja ci w związku nie idzie, to bez kija nie podchodź; jak w końcu masz kogoś, kto ci nie rozwala życia, to też jesteś jak pierdolony szerszeń...
Lubili się uczyć, w podstawówce łapali same wysokie oceny. Ale rówieśnicy nie doceniali ich talentów.
Większość "starych" żyje w totalnie innym kosmosie; jakby zupełnie nie pamiętali, co to znaczy być nastolatkiem.
Idealnie złożone ubrania pasowały do siebie niczym klocki domina. Wojskowy dryl, którego nikt jej nigdy nie uczył. Dziewczyna lubiła porządek. To dlatego tak dobrze odnajdywała się w policji.
Ale w życiu nie zawsze musi być łatwo.
Był las, nie było was. Będzie las, nie będzie was.
Sara dłubała widelcem w ziemniaku. Typowo polskie warzywo. Z wierzchu brzydkie, wewnątrz nijakie. Żeby dało się je jakoś zjeść, trzeba wrzucić do wody i pół godziny gotować. Bo samo z siebie jest zupełnie niestrawne.
Dwóch złapało go za ręce, trzech trzymało nogi. Szósty wyciągnął marker i przytrzymując lewą dłonią głowę pierwszoroczniaka, zaczął rysować wąsy.
Sześciu oprawców i jedna ofiara. Jeden do sześciu. Pragnął się zemścić. Nie wiedział kiedy ani jak, ale wiedział, że musi ich ukarać. Jeden na sześciu. Jeden kontra cały świat.
Norbert leżał jeszcze chwilę na ziemi. Fizycznie nie stało mu się praktycznie nic. Ale ból upokorzenia nieprędko miał pożegnać.
Niemal wszystkie ulice w mieście stały, Trójmiasto w sezonie korkowało się gorzej niż kiedykolwiek. Turyści plus remonty.
W prawdziwym życiu nie ma wersji reżyserskich (...) I czy tego chcemy, czy nie, zawsze ktoś obcy pierdoli nam scenariusz.