Nie mam pojęcia, jak żyć inaczej niż w cieniu matki, zależna od jej zachcianek, potrzeb i aprobaty.
Leżę z zamkniętymi oczami i myślę o słowach mamy. Że jestem doskonała. Wiem, że przywiązuje do tego wielką wagę, choć nie jestem pewna dlaczego. Nie wolno mi mieć żadnych problemów.
Mama [...] podbiega i bierze mnie w objęcia. Uwielbiam zapach jej rozgrzanej skóry i perfum Wings. Jestem szczęśliwa, bo ona jest szczęśliwa.
[...] Ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką, Net. Jesteś najlepszą przyjaciółkom mamusi. Rozpiera mnie radość. Tak się cieszę, że jestem jej najlepszą przyjaciółką. Być dla niej najbliższą osobą na świecie. To mój cel. Czuje się spełniona.
Jesteś obrzydliwym potworem. Powiedziałam o tobie twoim braciom, i też nie chcą cię znać. Nie chcemy mieć z tobą nic do czynienia.
Pozdrawiam
Mama (...)
PS. Przyślij pieniądze na nową lodówkę. Stara się zepsuła.
To, co dla jednego jest dobrą inwestycją, niekoniecznie musi nią być dla drugiego.
Koła się obracają, a myśli zataczają kręgi, ale nie posuwasz się naprzód.
– Steven – mówię wreszcie, co wytrąca go z letargu. Patrzy na mnie.
Nie muszę nic mówić. Wie, co się święci. Zaczyna płakać. Ja też płaczę. Płaczemy i się obejmujemy, pedałując na zasranym łabędziu.
Mama obserwuje mnie bacznie, jakby oceniała, czy można mi wierzyć. – Pisarze są grubi i niechlujni, wiesz? Nie zniosłabym, gdyby twój aktorski tyłeczek zamienił się w wielkie dupsko pisarki”.
Może ludzie chodzą do kościoła, ponieważ chcą czegoś od Boga. Chodzą, gdyż pragną tych rzeczy i modlą się, żeby je dostać. Po czym, kiedy je dostają, dochodzą do wniosku, że już nie potrzebują Kościoła.
Dla większości zawsze pozostanę osobą, którą byłam w dzieciństwie. Osobą, z której dawno wyrosłam. Ale świat nie pozwala mi z niej wyrosnąć. W oczach świata nie mogę być nikim innym.
Odnoszę wrażenie, że świat dzieli się na dwa rodzaje ludzi: którzy znają pojęcie straty i tych, którzy go nie znają.
Kochanie kogoś jest bezbronne. Wrażliwe. Czułe. Zatracam się w ukochanej osobie. Kochając, sama zaczynam znikać.
Ponieważ mama nie pochwala moich scenariuszy, dałam sobie z nimi spokój na czas nieokreślony, zachęca mnie jednak do tworzenia krótkich wierszyków o tym, jak bardzo ją kocham, więc przynajmniej mogę dalej pisać w ten sposób.
Telewizja dziecięca to dla większości jednak wyrok śmierci. Ten jednowymiarowy, przesłodzony wizerunek i jego odbiór w zbiorowej świadomości jest niemal nie do wymazania. Z chwilą, gdy dziecięca gwiazda dorasta i próbuje zerwać z tym, jak jest postrzegana, staje się łakomym kąskiem dla mediów i dostaje łatkę zbuntowanej i udręczonej, chociaż pragnie jedynie dorosnąć.
Chcę robić coś wartościowego. Coś, czym mogę się szczycić. Mam taką silną, wewnętrzną potrzebę. Chcę, aby to, co robię miało znaczenie, a przynajmniej potrzebuję poczucia, że ma znaczenie. Bez tego praca jest jałowa i pozbawiona sensu.
Telewizja dziecięca to dla większości jednak wyrok śmierci. Ten jednowymiarowy, przesłodzony wizerunek i jego odbiór w zbiorowej świadomości jest niemal nie do wymazania. Z chwilą, gdy dziecięca gwiazda dorasta i próbuje zerwać z tym, jak jest postrzegana, staje się łakomym kąskiem dla mediów i dostaje łatkę zbuntowanej i udręczonej, chociaż pragnie jedynie dorosnąć. Dorastanie bywa trudne i najeżone błędami, zwłaszcza gdy jest się nastolatkiem - błędami, których nie chce się popełniać na forum publicznym i z których nie chce się słynąć do końca życia. Ale tak się dzieje, gdy jest się dziecięcą gwiazdą. Bycie dziecięcą gwiazdą to pułapka.
Odkłada wąż na trawnik, gdzie woda wsiąka w ziemię, i mnie przytula. Zatapiam się w jego objęciach, chociaż zalatuje wędliną.
Znormalizowanie odżywiania i zneutralizowanie żywności to ciężka praca emocjonalna. Zanoszę się płaczem. Jestem wściekła, że ryczę.
Potknięcia są całkowicie normalne. Potykasz się i tyle. To cię nie określa. Nie sprawia, że jesteś do niczego. Padłaś, powstań.
Udawałam kogoś całe życie, przez całe dzieciństwo, okres dojrzewania i wczesną dorosłość. W latach, gdy człowiek ma odnaleźć siebie, ja udawałam kogoś innego. Zamiast kształtować charakter, budowałam postacie.
To coś, co nie chce płakać na zawołanie, nie jest przekonane. Krzyczy, że nie jestem Emily, jestem Jennette i ja, Jennette, zasługuję na uwagę. Moje pragnienia i potrzeby również.
Od początku bulimii, kiedy osiągnęłam idealną według mamy wagę, przytyłam pięć kilogramów. Owe pięć kilogramów to pierwsze, co widzę po przebudzeniu, ostatnie, kiedy się kładę, i właśnie one najbardziej absorbują mnie w ciągu dnia. Mam obsesję na punkcie tych pięciu kilogramów. Jestem nimi udręczona.