Często myślałam sobie o tym, że człowieka powinno się traktować jak człowieka, a nie jak zwierzę; to znaczy, stworzyć mu takie warunki, by był czysty, miał dach nad głową, okazać mu zrozumienie i sympatię, a przede wszystkim dać nadzieję na przyszłość.Gdy się tego nie zrobi, człowiek jest do wszystkiego zdolny, staje się zwierzęciem i zachowuje się jak zwierzę i wtedy jest już za późno, aby przemawiać do jego człowieczeństwa.
Taka jest wojna, pomyślałam, wszystko wydaje się normalne, a tymczasem wojna sieje spustoszenie, ludzie boją się i uciekają, a obojętna natura dalej rodzi owoce, zboża, zioła, jak gdyby nigdy nic.
Tak więc nie było wątpliwości: ten samolot celował w nas, bo my tylko byłyśmy na drodze. Pomyślałam: "A żebyś sczezł!" i nagle ogarnął mnie bunt przeciwko wojnie: ten lotnik nie znał nas, był może dzielnym chłopcem w wieku Rosetty, i tyko dlatego, że była wojna, próbował nas zabić, ot tak sobie, dla zabawy, jak myśliwy, który idąc z psem przez las, strzela na chybił trafił w gęstwinę drzew, myśląc sobie: Na pewno coś upoluję, choćby wróbla. Tak, byłyśmy jak dwa wróble, do których mierzy znudzony myśliwy, i jeśli nawet trafi, zostawia je tam, gdzie padną, bo nie warto mu się nawet po nie schylać. - Mamo - powiedziała Rosetta, kiedy już ruszyłyśmy w dalszą drogę - mówiłaś, że na wsi można zapomnieć o wojnie, a tymczasem ten lotnik chciał nas zabić. - Odpowiedziałam jej: - Pomyliłam się córuchno. Wojna jest wszędzie, zarówno na wsi, jak i w mieście.
Trudno opisać, jak wesoło było przy stole: wszyscy jedli i pili, mówili tylko o jedzeniu i piciu, czyli o tym, co jedli i pili teraz właśnie, co jedli i pili dawniej, co chcieliby zjeść i wypić. Dla tych ludzi z Fondi, jak zresztą i dla moich ziomków jedzenie i picie było równie ważne jak dla rzymian posiadanie samochodu i mieszkania w dzielnicy Parioli. Według nich, kto mało je i pije, jest nędzarzem, tak więc każdy, kto chce uchodzić za pana, stara się jeść i pić jak najwięcej, wiedząc, że to jedyny sposób zdobycia ogólnego szacunku i podziwu. [...] Jednym słowem byli to prości ludzie ze wsi, którzy nie wiedzieli o tym, że prawdziwi panowie, ci z miasta, jadają mało, a nawet bardzo mało, zwłaszcza kobiety; pieniądze wkładają w dom, stroje i biżuterię. Ci ludzie natomiast obdarci byli jak żebracy, ale chełpili się swoją słoniną i szynką jak rzymskie damy toaletami balowymi.
O tak, jesteśmy roślinami, nie ludźmi, a raczej podobniejsi jesteśmy do roślin niż do ludzi, bo z ziemi, na której narodziliśmy się, płynie cała nasza siła i kiedy ją opuszczamy, nie jesteśmy już ani roślinami, ani ludźmi tylko strzępkami łachmanów, którymi wiatr może miotać na wszystkie strony, zależnie od okoliczności.
Ten, kto nie znajdował się nigdy w podobnych jak my warunkach, z pieniędzmi, które w praktyce nie mały żadnej wartości, obcy wśród obcych ludzi, na górskim szczycie, i nie doświadczył nigdy na sobie, co to jest brak żywności w okresie wojny, nigdy nie zrozumie radości, z jaką powitałyśmy Tommasina. Są to rzeczy trudne do wytłumaczenia; na ogół ludzie żyją w mieście, gdzie sklepy przepełnione są towarami, nikt więc nie myśli o robieniu zapasów, bo w każdej chwili może się zaopatrzyć we wszystko. Tak więc człowiek ulega złudzeniu, że pełny sklep jest czymś równie naturalnym jak zmiana pór roku, słońce i deszcz, dzień i noc. Bajki! Towarów może nagle zabraknąć, jak istotnie zabrakło tego roku, i wtedy nawet miliony nie wystarczą, żeby kupić bochenek chleba, a brak chleba równa się śmierci.
[...] wojna naprawdę zmieniła wszystko i najlepszym tego dowodem była moja rodzona córka, która z anioła dobroci przekształciła się w apatyczną kurwę.
Czym bowiem mogła być prawda, jeśli nie tym, co jest oczywiste dla wszystkich, w co wszyscy wierzą i co wszyscy uważają za bezsporne?
Ludzie normalni nie są dobrzy - pomyślał jeszcze - bo stale muszą płacić za normalność, świadomie lub nieświadomie, wysoką cenę, przykładając rękę do różnych spraw, zawsze niskich, nacechowanych głupotą, podłością, cynizmem, jeśli nie wręcz zbrodniczych.
... the mystery of all things, from the greatest to the least: everything can be explained, except their existence.
Wierność, panie Molteni, nie miłość. Penelopa jest wierna Ulissesowi, ale nie wiemy, do jakiego stopnia jest w nim zakochana ... a jak pan wie, można być najwierniejszym, a przy tym nie kochać.... A nawet w pewnych wypadkach wierność jest formą zemsty, szantażu, odzyskania poczucia własnej wartości. Wierność, nie miłość.
Życie dalej czyhało na mnie i kazało mi się zachowywać po prostu śmiesznie: bałem się śmierci pod kołami samochodu w chwili, gdy szedłem rzucić się do rzeki”.
Moja zona jakby odgadła, że zajęła w moim życiu miejsce dyrektora banku, począwszy bowiem od tego dnia zasypywała mnie gradem rozkazów. (…) I wcale nie zdawała sobie sprawy, że robi mi tym przyjemność.
Owe informacje charakteryzowały się dwiema – mało powiedzieć zaskakującymi – cechami: pomimo że wypowiadane z wielka emfazą, nie wnosiły nic nowego na żaden temat; i co więcej, nikt ich nie słuchał.
Niestety, najłatwiej jest udawać uczucia. Popatrz na aktorów: wyciskają ci łzy z oczu, a nie czują nic. Natomiast nie można udawać rozumowania.
Odnoszę wrażenie, że świat jest wulgarnym i nieudolnym zarysem czegoś, co potem, nie wiadomo dlaczego, nie zostało zrobione; próbą, po której nastąpić powinny dalsze, lecz z niewytłumaczonych powodów nie nastąpiły.
Wprawdzie ta dzikość była skierowana przeciwko mnie, ale musiałem pamiętać, że dzikość zawsze i wszędzie jest skierowana przeciwko wszystkiemu i przeciwko wszystkim.
- Z Rzymu do Mediolanu jedzie się autostradą tylko sześć godzin.
- A nawet cztery godziny szybkim autem.
- Ja przejechałem odcinek Rzym-Florencja w dwie godziny.
- Trzeba zwalniać od czasu do czasu, zwłaszcza jadąc małym samochodem.
Być komunikatywnym to niekoniecznie znaczy, że ma się coś do powiedzenia.
Gdyby wszyscy widzieli wszystko, nie byłoby już tylu ludzi roszczących sobie pretensje do sądzenia świata; mnogość skłania do bezstronności.
Tego ranka poczułem, że znów nastał dzień mojego buntu przeciwko niedoskonałości świata. Poznałem to po tym, że nie chciało mi się wstać z łóżka.
Moja głowa przypomina kieszenie mojego płaszcza: mieści się w niej po trosze wszystko, ale wszystko jest zniszczone, nieużyteczne i często tajemnicze.
Ach, poznać siebie - niełatwe to zadanie nawet dla kogoś, kto tak jak ja, nie ma właściwie nic do roboty (…) W przeciwnym razie może się zdarzyć, że człowiek sam stanie się obcy.
Podczas gdy u niektórych ludzi brak pamięci wypływa z tego, że jak to się mówi, mają co innego w głowie, ja nie mam w głowie nic.
Władza jako zajęcie polega na przekształcaniu wszystkich czynności, z pracą łącznie, w objawy władzy. (…) W miarę wznoszenia się na wyższe szczeble praca staje się w coraz to większym stopniu pretekstem, okazją do władzy; i wreszcie, na najwyższych szczeblach, ulatnia się, znika; istnieje już tylko władza, cel sam w sobie.
Powiem ci wobec tego(...) co się robi, kiedy sytuacja staje się nie do wytrzymania. Zmienia się życie.
Uderzyło mnie przede wszystkim, że nie chce mi się robić absolutnie nic, mimo iż gorąco coś robić pragnę. Czułem więc, że nie mam ochoty spotykać ludzi, ale nie chcę też przebywać w samotności; że nie ciągnie mnie do podróży, ale nie chcę dalej mieszkać w Rzymie; nie chcę malować i nie chcę przestać malować; nie chcę ani spać ani czuwać; i tak dalej (…)
Niekiedy poddając się majakom nudy, zadawałem sobie pytanie, czy nie chcę czasem umrzeć; było to pytanie najzupełniej uzasadnione, zważywszy na fakt, że tak bardzo nie podobało mi się życie. Wtedy jednak stwierdziłem ze zdumieniem, że chociaż nie lubię żyć, nie chcę także umrzeć”.