cytaty z książki "Sor"
katalog cytatów
Miłość jest tym, co należy stwarzać i odtwarzać każdego dnia, o każdej porze na nowo i od podstaw otaczać niesłabnącą troską i uwagą.
... za nicnierobieniem kryje się ważna umiejętność bycia ze samym sobą. I chodzi w niej o obcowanie nie tylko z celami i zadaniami, które musimy wykonać, wypracować i osiągnąć, ale o spotkanie z własnymi przeżyciami i emocjami, naszym ciałem, refleksjami i myślami.
Bo przecież w szkole chodzi o to, aby obudzić Olbrzyma nie w sobie, ale w uczniach(...) To uczniowie mają być gwiazdami, nie nauczyciel. Mają uwierzyć, że sami są w stanie wymyślać, a potem realizować rzeczy piękne i mądre.
Jeśli będziesz zmęczony - mówił - to naucz się rozmawiać ze swoim Zmęczeniem.
Było mi też niewyobrażalnie gorąco i ciągle chciało mi się pić. Porozmawiać ze swoim Zmęczeniem? Wrócę do kraju, o ile przeżyję, jeszcze większym świrem. Będę toczył zawzięte dyskusje nie tylko z własnym Zmęczeniem, ale i Lenistwem, Irytacją, Głodem, Zniechęceniem i całą resztą. Nie wiedziałem nawet, że tylu nas jest.
Mam nieodparte wrażenie, że zatracamy z pola widzenia nasz główny cel, jakim jest dobro ucznia. Bo szkoła ma służyć uczniowi. A rozbudowane procedury sprawiają, że to one stają się dla nauczycieli celem. A nie uczeń.
A autorytet nauczyciela? Wydaje się Wam ,że istnieje? Moim zdaniem już nie. Autorytetu nauczyciela nie ma, choć udajemy, że jest. Biurka, podesty, ustawienie ławek, przypominają raczej XIX -wieczny brytyjski model szkoły, w której nie było miejsca na pytania, wątpliwości, a uczeń miał siedzieć grzecznie na pośladach i słuchać mędrca. Krytyczne myslenie- nie w szkole.
W podstawówce podczas lekcji chciało mi się pierdzieć, ale nie chciałem, żeby to ktoś usłyszał. Pomyślałem, że zrzucę na podłogę książki, aby narobić hałasu, i jednocześnie pierdnę. Zrzuciłem książki, wszyscy się na mnie spojrzeli, i wtedy pierdnąłem.
(...) jeśli się przewrócę, to się podniosę. A jeśli się nie podniosę? To sobie poleżę.
A potem Tobiasz kazał mi zejść pod wodę na dziesięć metrów, a tam zdjąć i założyć maskę. Kurwa, wciągnąłem wodę nosem, raz i drugi, zacząłem charczeć, kasłać w aparat tlenowy i w zasadzie żegnałem się z życiem, wybałuszając gały na klęczącego metr ode mnie kolegę. Po minucie opanowałem panikę i uspokoiłem oddech. Tobiasz był cały czas przy mnie pod tą cholerną wodą i stwierdził wtedy, patrząc na mnie, że powiedzenie "strach ma wielkie oczy" ma sens. Ponoć podczas walki o oddech moje ślepia stały się gigantyczne.
Człowiek rodzi się, wyznacza sobie lub, co bardziej prawdopodobne - jemu wyznaczają cele do osiągnięcia, a ten, no cóż, przystawia drabinę do muru i zdobywa szczebel po szczeblu. Kończy szkoły gwarantujące sukces, pracuje lub pozostaje ekskluzywnym bezrobotnym, a kiedy włazi na ten iluzoryczny mur, widzi, że nie ma za nim nic ciekawego. Nagle brakuje mu celu, nawet nie wie, czy wlazł tam, gdzie powinien. Ma do wyboru dreptać po murku, wrócić, skakać, zostać mistrzem zen, któremu jest w skrócie wszystko jedno, ewentualnie usiąść i zapłakać z rozrzewnieniem, wspominając dziecięce marzenia.