cytaty z książek autora "Agnieszka Front"
Poza tą jedną, upartą dziewczyną, która od kwadransa szła obok niego i zadawała bardzo niebezpieczne pytania. Pytania, które powodowały, że miał ochotę zrobić coś szokującego dla niego samego. Opuścić mur, który wokół siebie zbudował, zrezygnować z fasady i wyznać jej prawdę. Ale w jakim celu? Gdyby jej powiedział, przeraziłaby się i uciekła. Gdyby tylko znała nawet cal jego pełnego mroku świata.
Jego bólu.
Jego samotności.
Jestem jak wiatr, Emily. Powiew, który na chwilę wpadł w kaptur twojej kurtki, może trochę ruszył materiałem i zniknął, jakby nigdy go nie było.
- Chcę zatrzymać ten wiatr… - wyszeptała, nie mogąc znieść rezygnacji w oczach przyjaciela.
- On już odleciał, Em. Ty go jeszcze widzisz, widzisz jak drżą po nim liście. Ale już nie czujesz na skórze. Tak samo będzie ze mną. Dziś rozmawiamy, trzymasz mnie za rękę. Z czasem będę tylko wspomnieniem, a ty nawet nie będziesz pamiętać, jak miałem na imię. Spojrzysz na album szkolny i zaczniesz się zastanawiać, co ten obcy facet robi na zdjęciu klasowym.
Emily jadła właśnie jajecznicę, zrobioną na szybko, na przymus, gdy jej telefon zawibrował, podskakując na blacie. Coś jeść musiała, chociaż żołądek wiązał jej się na supeł. Chwyciła komórkę tak szybko, że ta prawie wylądowała na talerzu i odczytała wiadomość.
“Nic mi nie zrobił. Tylko wrzeszczał. Jest dobrze. Nie martw się”.
Krótko. Jasno.
I tak bardzo kłamliwie.
~ Serce mi wali. Zaraz mi gardłem wyskoczy. To koniec. Emily, przepraszam...~
Za moment osunął się na podłogę, plecami szorując po pudełkach płatków owsianych, które spadły obok niego i otworzyły, zraszając podłoże gęstym śniegiem.
- Hej! Hej! - Sprzedawca nachylił się nad nim i przez mgnienie oka wyglądał, jakby chciał Marka spoliczkować, ale nie z gniewu, lecz by ocucić. - Żyjesz, chłopcze?
~ Tak, ale to chwilowe. ~
- Jeszcze tak...- wyszeptał zamiast tego. Kręciło mu się w głowie, z głodu i strachu.
- Nie wyglądasz za dobrze. I nos masz rozwalony. Zgubiłeś się, czy uciekłeś z domu?
~ Ja nie mam domu. ~
- Nie, po prostu... Przyszedłem na zakupy i...
- Na zakupy? - właściciel zmrużył oczy. - Na stację benzynową? Pieszo? Od kiedy w Pittsburgh zabrakło innych sklepów? Blady jesteś. Czy ty aby nie masz czasem cukrzycy?
- Nie wiem. - Doughney'owi było już wszystko jedno. I tak wiedział, jak - i gdzie - to się skończy. - Dzwonił pan już? Po policję? - Mark zamknął oczy i skulił się, jakby odruchowo czekając na cios.