cytaty z książek autora "Anna Szumacher"
Boże, daj mi cierpliwość, bo jak dasz mi siłę, to na jednym morderstwie się nie skończy.
Arcana sięgnęła po broń ostateczną. Narzędzie zagłady. Empatię.
- W sumie mogło być o wiele gorzej. To mogły być szkielety. Banda rozbójników. Albo jakiś zirytowany mag. Ci są naprawdę okropni.
– Co samotna kobieta robi w takim miejscu? – Głos Jorda był pełen zgrozy. – A gdyby coś z tego, co wymieniłaś, pani, pojawiło się na twojej drodze?
– Och, pożałowałoby, że się kiedykolwiek urodziło. – Dale uśmiechnęła się czarująco i spuściła powieki o długich rzęsach. – Lub że wstało z grobu, zamiast spokojnie w nim leżeć.
Podniosła wzrok. Spojrzenie. jakim go obdarzyła, sprawiło, że Jordowi ciarki przebiegły po krzyżu.
– W końcu sama jestem magiem, którego szalenie łatwo zirytować, a odkąd spadła na mnie, ha, ha, klątwa spadających domów, mam wyjątkowo krótki lont. Wystarczy drobna iskra i…
Strzeliła palcami. W kominku za plecami Jorda buchnął ogień. Rycerz zerwał się gwałtownie, przewracając krzesło.
Kobieta zachichotała.
Chciała zapomnieć o wszystkim, co ją otacza. O problemach, które ją przerastają. O zagadkach, których nie umie rozwiązać.
Gdzieś z oddali dobiegał do niej śmiech i brzęk kieliszków, i muzyka.
Przez chwilę, przez bardzo krótką chwilę poczuła się normalnie.
– Nie znalazłeś przypadkiem mordercy?
– Nikt do mnie nie przyszedł i się nie przyznał, jeśli o to leide pyta.
– Ach czułam, że coś jest nie tak. Zrobił coś głupiego?
– Dał się zamordować.
- Ale jak już znajdziemy Aenaia, ty będziesz się przed nim tłumaczył, skąd ma żonę…
- Jak to skąd? Nie pamiętasz tej wielkiej uczty, podczas której spił się do nieprzytomności, oświadczył przy świadkach, zrzucił żyrandol na błazna, a potem zasnął w nogach łoża, pła- cząc jak dziecko? – zapytał poważnie rycerz.
- Nie… – zaczęła Cyan.
- No. On też nie pamięta i raczej będzie wolał, byśmy nie wdawali się w co bardziej wstydliwe szczegóły. – Jord wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Zaczynam poważnie się zastanawiać, kto w tym układzie wasalnym jest panem, a kto sługą – mruknęła dziewczyna, wracając do jedzenia.
– Czyżby zaniemógł? Ale w czym w takim razie mogę pomóc?
– W znalezieniu winnego, kapitanie. Sieur Ajin zaniemógł dosyć poważnie, ponieważ śmiertelnie.
Masz cały czas tę samą twarz i paskudny charakter, który jeszcze trudniej ukryć.
Oto i żywot arystokracji w jednym obrazku. Pozory, kłamstwa sztuczne uśmiechy, podchody. Dym i lustra, jak w tanich magicznych sztuczkach.
Poczuła, że miękną jej kolana. Usiadła na składanym krzesełku i wypuściła powietrze. A więc stało się. Oszalała. Dostała bzika. Pomieszały jej się zmysły. Ześwirowała. Sfiksowała. Popadła w obłęd. Postradała rozum. Upadła na głowę.
To wszystko tłumaczy.
- Erwonie Jord, to tylko wóz konny - zapewniała nadal dziewczyna. - Tylko że teraz konie są malutkie i wszystkie schowane tam z przodu. Poza tym niczym się nie różni od tego, co znasz.
- Rycerz na chrupko z pieczoną koniną - odpowiedział zgodnie z prawdą Hidra, podnosząc dłoń do ust. Zrobiło mu się trochę niedobrze. - Specjalność karczny "Pod Wielkim Paskudnym Czarnym Smoczyskiem".
- Nie mamy wyboru - zdecydował Jord. - Jeśli nie siła argumentu, to argument siły.
Gdybym wiedziała, że twórczość literacka jest tak diabelnie niebezpiecznym i ryzykownym zajęciem, nigdy nie napisałabym ani słowa.
Nic mi nie daje wiedza, gdzie ktoś był, o ile nie chcę wypytywać ludzi. Żeby kogoś zabić, potrzebuję wiedzieć, gdzie będzie. Zanim tam dotrze.
Utknąłem bez sensu i bez fabuły z dwoma irytującymi i przepoconymi facetami, których na dodatek wcale nie lubię!
Nadal nie mamy pojęcia, gdzie jest nasz dowódca ani co powinniśmy robić.
To będzie długa i pełna niebezpieczeństw droga.
Jesteśmy końcem wszystkiego. Gdy nadchodzi kataklizm, siedzimy w pierwszym rzędzie.
Czasami ważna jest nie odpowiedź, ale brzmienie pytania, które zadasz.
Tam, gdzie w nocy widziała dobroć, zagubienie i szczerość, tutaj emanowała śmierć, pycha i arogancja oraz całkiem sporo pogardy.
Nadal nie ogarniała życia w tym świecie i sama raczej by sobie nie poradziła.
Jestem śmiertelnie poważna, gdy ktoś napada mnie bez powodu.
Serio, nie ogarniam, jakim cudem pamiętam tak bezsensowne rzeczy, które okazują się nagle zadziwiająco przydatne.
Przy Niwie było gwałtownie, ale teraz mam wrażenie, że zostałem przeciągnięty przez trzy równoległe rzeczywistości jednocześnie. Coś musiało pójść poważnie nie tak.
Kto się myje, a bez mydła, ten podobny do straszydła.
Kręci się tu mnóstwo luźnych wątków. Oczy dookoła głowy i postarajmy się nie wypaść z właściwej fabuły, jeśli jeszcze jakąś mamy.
Zgadzamy się w kwestii braku zgody między nami.
Cóż jedni prali zasłony, inni radzili sobie z morderstwami. Albo raczej nie radzili. Ot, życie.