cytaty z książki "Ojciec"
katalog cytatów
Lubię groby i cmentarze, ale nie podczas pogrzebów.
Wyobraźnia zawsze zwrócona jest ku przeszłości, wielkie opowieści umieszcza się w czasach, które człowiek dobrze zna i w których czuje się pewnie, ponieważ te czasy minęły.
Matematycy, fizycy i astronomowie mają rację, niczego nie da się zmienić, ani w prywatnej, ani w społecznej historii, ale nie można zrobić nic innego, tylko przez całe życie, dopóki żywe są wspomnienia pokoleń - a w naszych czasach, kiedy przeszłość trwa dzięki taśmie filmowej i dokumentacji telewizyjnej, może po wsze czasy - trzeba próbować zmieniać wydarzenia z przeszłości. To jedyny sposób, żeby nie były fałszowane i żeby z tego fałszu nie powstały nowe, jeszcze potworniejsze przerzuty przeszłości.
Ta ludzka cecha, pełna ciężkiego jak ołów użalania się nad sobą, każdą rzecz, każdą pogodną i jasną chwilę w życiu zatruwa gorzkim przekonaniem, że ktoś wyrządza ci krzywdę, że nie jesteś nagradzany według zasług i że w zasięgu twojego wzroku nie ma nikogo bardziej niż ty nieszczęśliwegoi żałosnego. Tak człowiek psuje własne życie, dręczy i rozczarowuje bliźnich, tak zostaje sam, bo z ludźmi rozgoryczonymi trudno jest żyć.
Dobrze wiemy, że chorwackiego nazizmu, jak i zbrodniczego państwa wcale nie było, bo Chorwaci przez całą II wojnę światową modlili się do Boga i z błogosławionym abp. Alojzym Stepinacem na czele ratowali Żydów - choć właściwie nie wiadomo przed czym, przed jaka nieznaną katastrofą musieli ich ratować....
Powieść historyczna, nawet zła albo napisana bez ambicji uczynienia z niej wielkiej literatury, ma w sobie coś bliskiego i prywatnego, coś, co w wyobraźni, lub poza nią, jest przeżyte i odciśnięte w wyobraźni człowieka.
Wittgenstein może nie ma racji, istnieje i to coś, czego nie da się wypowiedzieć, a jednocześnie nie można o tym milczeć. Literatura między innymi temu właśnie służy, żeby przez całe życie od nowa próbować powiedzieć coś więcej niż to, czego nie da się wepchnąć w słowa, a pisarzowi zawsze wydaje się, że ma to na końcu języka.
Nie istnieje bezwyznaniowy ateista, taki, który nie ma swojej świątyni, choćby opuszczonej przez Boga. Przynajmniej u nas, i w Europie, takiego ateisty nie ma. Może gdzie indziej, gdzie jest wszystko, dałoby się znaleźć kogoś takiego. Dlatego życie bez Boga, albo wiary w niego, nadal oznacza życie w takim samym systemie wartości, zasad i obowiązków. Ateista zazwyczaj ma obowiązek robić to samo co wierzący, żyć tak jak on, ścigają go te same upiory, te same lęki, tylko nie ma na co mieć nadziei, nie ma w co wierzyć i nie wie, dlaczego jest taki, jaki jest. Nie jest to błaha sprawa, Bóg to nie papieros, żeby człowiek nie wiedział, co ma zrobić z rękami, kiedy przestanie palić; od Boga możemy się jakoś uwolnić i zamiast nieskończonego absolutu przyjąć nieskończoną pustkę, ale sposób, w jaki podchodzi się do Boga, trwać będzie potem, kiedy go już nie będzie. Droga zostaje, kiedy cel przestanie istnieć.