cytaty z książki "Listy 1956-1978"
katalog cytatów
Może to i prawda, że Pan Bóg stworzył człowieka, ale jeżeli tak, to na pewno nasrał mu przy tym do głowy, bo patrząc na siebie i na bliźnich, już innego wytłumaczenia tej agresywnej głupoty nie widzę
Czy nigdy nie uderzyło Cię, że po jednych ludziach zostaje Ci nuda i właśnie jakby zakalec w głowie, a po innych Ci żwawiej i świat jakiś ciekawszy i godzien uwagi?
Śmieszne, ale pocieszyła mnie Twoja rada: "bądź dobrej myśli, bo po co być złej". Rzeczywiście, przy tak wielkim braku jakiegokolwiek wpływu na los nasza myśl i jej rodzaj nie ma większego znaczenia. Ba, ale trudno o tym wciąż pamiętać.
Marzenia mają dwie złe strony, że się nie spełniają albo się spełniają, tylko okazuje się wtedy, że szło o coś całkiem innego.
Dlaczego jeżeli spotka mnie przykrość, to mogę być prawie pewien, że spotka mnie wkrótce co najmniej jeszcze jedna?
Żyjemy, żyjemy, a końca nie widać.
Teatr jest praniem sumienia.
Tyle, bo piszę w pośpiechu, pocztylion trąbką mnie przynagla, rysaki kopytem o grunt przymarzły biją, w drogę mglistą im czas, na trakt, na trakt...
On bardzo miał ochotę tę małą dziewczynkę pogwałcić. Ale nie mógł, nie chciał, nie potrafił sam z siebie tego zrobić. Więc wymyślił Stawrogina, czy jak było temu jemu, pomyliło mi się teraz. I został Dostojewskim pisarzem. Ja tak samo. I chodzi o rekompensatę. Myślałem, myśli mam złe i skłonności, ale cóż, kiedy jednocześnie mam i dobre, za poczciwy jestem, a może za słaby, a może coś wrodzonego, że wolę, żeby ludziom było lepiej niż gorzej, bo "gorzej" w życiu i tak jest immanentne i nie ma potrzeby go powiększać, i tak porcja jego będzie dostateczna, ono w czas do drzwi zapuka, więc lepiej ludzi cieszyć niż ich krzywdzić.
Chcę być dobrze zrozumiany:od Niemców jesteśmy jakże różni, ale kultura nasza materialna raczej od ich stron pochodzi, częściowo, bo z drugiej strony zmieszaliśmy ją z rosyjskością. Nie ma się co łudzić, poza pewnym specyficznym stylem warszawskim, bo zresztą każde większe miasto, a zwłaszcza każda stolica, wytwarza swoją pewną specyficzną odrębność, nie swtworzyliśmy w materii stylu własnego, który by tylko naszym był
Zdaje się, że niewiele osób przejmuje się przyrostem naturalnym, mnie stale przeraża myśl, że z każdą sekundą rośnie ilość idiotów. A nawet jeżeli trafi się już teraz w klinice jakiś geniusz, to co z tego, bo geniusz musi mieć trochę miejsca, a idioci się przecież nie posuną [29 kwiecień 1963 Sławomir Mrożek].
W sprawie Iredyńskiego miałem takie wieści: na balu sylwestrowym spotkałem mojego przyjaciela, jednego z młodych poetów, ale prosto z ludu. (...) Miał prawą rączkę obrzękłą i czerwoną, więc zapytałem, co się stało. "Przypierdoliłem Iredyńskiemu" - powiedział łagodnie. - "Dla jego dobra" - dodał smutnie.
Kłopot w tym, że człowiek nie tylko chce, żeby było mu dobrze, ale przede wszystkim, żeby mu było lepiej od innych.
Ryszardzie,
wiem, że Ci Stanisław, ale postanowiłem odnowić Ci imię, czy nigdy Ci się nie nudzi to samo imię przez wieki? [12 grudnia 1962 Sławomir Mrożek].
Nie do wiary, jaki świat jest duży i jak z tego nic nie wynika, również w Anglii. Xmas tu się zaczął jeszcze w listopadzie [26 grudnia 1961 Sławomir Mrożek].
Już, niestety, tak jest, że w literaturze nawet powiesić się nie wystarczy, żeby zyszczeć nieśmiertelność: w końcu lipę czas sam zawsze odcedzi, a choćby i po wiekach [12 grudnia 1962 Stanisław Lem].
W sielskość się zapadłem jak w piernaty. A to pospać, a to w okno popatrzeć, przejść się, pochrząkać, gazetkę poczytać, jak Rej istny. Czasem tylko w drzwiach jakaś postać ogromna, niekształtna. Postoi groźnie, pomilczy. To Byt. Z małżonką swoją, tajemnicą, panią Bytową z Eternulskich [02 stycznia 1963 Sławomir Mrożek].
Mamy tu takie góry śniegu, że nie wiadomo, co z tym robić. Napisz okazyonalnie, czy NIE TRZEBA Ci czasem nieco śniegu?? Poślę paczką, nie rozpuści się, bo mróz trzymie [5 luty 1963 Stanisław Lem].
Pośpiech rosnący pociąga też za sobą i niechlujność niejaką, i bylejakość dość paskudną w sferze rozeznań [18 sierpień 1965 Stanisław Lem].
Każdy dzień to właściwie zwycięstwo mojego zadu. Tyle mojego, co uda mi się spod niego urwać, wyszarpać. [17 kwiecień 1967 Sławomir Mrożek].
St. LEM: […] List Twój przyszedł w okresie, kiedy gromadzę potworną literaturę quasi-naukową, aby frontalnie zaatakować problemy Sztuki, Literatury Pięknej metodami ścisłymi; więc lingwistyka matematyczna, teoretyczna, strukturalna, więc lingwistyka matematyczna, teoretyczna, strukturalna, więc teorie modelowania cybernetyczne, więc pewne entia zasadnicze, jak problem ducha ludzkiego, kultury, cywilizacji, mitów, empirii, świadomości, systemów społecznych – okropność to wszystko razem, oceany, i każdego ranka, zabierając się do lektury kolejnej partii tomów opasłych, odczuwam ową straszliwą niemożność, daremność, jałowość i samego zamierzenia, i wysiłków moich, które dążą do wytłoczenia ze zwałów materiału pewnych dyrektyw zasadniczych; a to także przy świadomości nieustającej, że świat zalewany jest w każdej minucie masami informacji fikcyjnej i naukowej i że jedynym godnym człowieka zajęciem byłoby nie tyle pomnażanie istniejącej już, a wciąż lawinowo rosnącej liczby książek, ale, na odwrót, redukowanie, pomniejszanie, ograniczanie, uszczuplanie, ponieważ w tych pustyniach bezkresnych, w tych składach, w tych bibliotekach pod niebiosa puchnących czort się nie może wyznać już, owe Wezuwiusze, tryskające informacjami coraz bardziej specjalistycznymi, rozsadzają wszelką integrację człowieczeństwa, ta symultatywna naraz-mnogość hipotez, eksplikacji, wyjaśnień, systemów, propozycji, ujęć, koncepcje koncepcji jest stygmatem wieku. Myśl, jaka mnie nie opuszcza, dałaby się sformułować tak, że wszystko zapewne już zostało, i to też najgenialniej powiedziane, wynalezione, sformułowane, odkryte, ale owe rewelacje objawiające utonęły dawno w oceanach zagwazdranego farbą drukarską papieru i należałoby przede wszystkim palić, niszczyć, deptać i tłamsić zbędne warstwy i pokłady jałowizny, aby z niej wydobyć ukryte, nieliczne, ale przecież istniejące, perły.
Niemniej, wiedziony irracjonalnym szałem duszy mojej, pcham się w tę przepaść ze swoim francowatym manuskrypcikiem.