cytaty z książek autora "Zofia Milska-Wrzosińska"
Symbioza uniemożliwia dojrzały związek, gdyż wymaga zatracenia siebie w imię utrzymania wspólnoty. A cóż mamy do zaoferowania drugiej osobie, jeśli nie siebie, swoje bogactwo, swoją odrębność? Gdy z tego zrezygnujemy, możemy dać - i wziąć - jedynie pozorną bliskość.
Macierzyństwo jest zadaniem trudnym, czasem wyczerpującym do granic możliwości, dlatego też każdej matce zdarzyło się poczuć przy dziecku wściekłość, niechęć, zazdrość, bezradność, lęk, a nawet nienawiść. Mamy prawo do tych uczuć - pod pewnymi warunkami. Uczucia pozytywne powinny przeważać nad negatywnymi. Dobrze, jeśli matka czuje, że ponad doraźną irytacją albo rozczarowaniem wciąż jest w niej potencjał miłości i troski.
To nie uczucia, a czyny rodziców mogą uczynić z dzieciństwa koszmar, ważne zatem, aby nad naszymi uczuciami panować i nie wylewać ich na dziecko bez opamiętania.
Jeśli chcemy mieć więcej dzieci, nie budujmy z tymczasowym jedynakiem więzi na wyłączność. Warto od początku tworzyć sieć dobrych związków z innymi członkami bliższej lub dalszej rodziny.
Brzmi to absurdalnie, ale po urodzeniu młodszego w centrum uwagi powinno być starsze dziecko. Bo im mniej zmieni się w jego życiu, tym łatwiej przyjmie ono domową rewolucję.
Zauważamy - z mieszanką paniki i złości - że nasza wybrana idealna osoba robi coś absolutnie nie do zaakceptowania. Oczywiście im dłużej ze sobą jesteśmy, im bardziej codzienny staje się nasz związek, tym łatwiej o dostrzeżenie czegoś strasznego. Co to może być? Wszystko.
My, współczesne kobiety, chcemy mieć wszystko natychmiast, bez wysiłku i poświęceń. Zastawiamy więc na naszych mężczyzn liczne pułapki, tyle że w ostatecznym rozrachunku same w nie wpadamy.
Żadna liczba dzieci w rodzinie nie zapewnia szczęścia ani rodzicom, ani dziecku. Nie można arbitralnie ustalić, czy lepiej mieć przeinwestowanego jedynaka, czy puszczoną samopas gromadkę.
Praca psychoterapeuty to trudne wyzwanie kwestionowania swoich poglądów, postaw, wszystkiego, co wie, czyli w pewnym sensie samego siebie, przez całe życie. (Ewa Kołacz).
Od ciężaru roli dobrej matki, żony i gospodyni uciekać można na różne sposoby, ale wspólne jest to, że kobieta nie decyduje się, by innym - a nawet sobie samej - powiedzieć wyraźnie, że chce coś zmienić w życiu.
Stereotyp wszechmogącej i masochistycznej Matki Polki wciąż tkwi głęboko w zbiorowej psychice i nie każda kobieta ma dość odwagi, by stawić mu czoło. (...) Warto zrobić mały krok i powiedzieć przynajmniej sobie samej: "Mam prawo chcieć innego życia, mam prawo czuć się obciążona i nie muszę szukać dla siebie żadnych dodatkowych usprawiedliwień.
Choć opieka nad małym dzieckiem bywa bardzo wyczerpująca, zwłaszcza jeśli godzi się ją z pracą, nie powinno być to przecież zmęczenie nieprzerwane, odbierające ochotę do życia. Zwykle po kilku tygodniach odróżniamy już rzeczywiste priorytety od nieistotnych drobiazgów, porzucamy niszczący perfekcjonizm - i odnajdujemy się jako całkiem niezłe matki, skuteczne pracownice, a nawet zdarza nam się czuć zadowolenie z życia.
Rzetelniej byłoby przyjąć, że pośród wielu decyzji, które człowiek musi podjąć, jedną z najważniejszych jest decyzja o trwałym związaniu się z drugim człowiekiem i posiadaniu dzieci - lub o życiu w pojedynkę. Ten drugi wybór (bo należy uznać, że jest to wybór, choćby nieświadomy) pojawia się w większości kultur rzadziej, ale nic nie uprawnia do tego, żeby uznać go za moralnie, społecznie czy psychologicznie mniej wartościowy.
Partner przez nas samych stworzony jest dla nas znacznie mniej wiarygodny i satysfakcjonujący emocjonalnie, niż ktoś niedoskonały ale niebędący naszym dziełem. Rzadko kto ma ochotę pożywić się wspaniałym daniem, które przygotowywał przez pół dnia, natomiast ta sama osoba może mieć apetyt na niewyszukany posiłek, tyle że przygotowany przez kogoś innego.
Przede wszystkim nie zapominajmy, że dzieci nie potrzebują matki idealnej - wystarczy im matka "dość dobra", czyli taka, która przeżywa nieraz bardzo skomplikowane uczucia, wahania i niepewność, ale przy tym cierpliwie, krok po kroku, uczy się samej siebie i swojego dziecka.
Samotność matek ma wiele odcieni. Kluczowe jest pytanie, jak doszło w życiu konkretnej kobiety do tej specyficznej sytuacji macierzyńskiej, a także zagadnienie, dlaczego samotność nadal trwa.
Jeśli ktoś chce uprawiać seks bez miłości i gotowości do związku, to niech się przynajmniej zabezpieczy stuprocentowo - nieprawda, że nie można.
(...) kandydatki na żony wymagają dużo, a nie dają znów tak wiele. Chcą dla siebie jednocześnie przywilejów tradycyjnie męskich (wolność, autonomia, samorealizacja), ale również tych uznawanych za raczej kobiece (bezpieczeństwo materialne i społeczne oraz oparcie). W dodatku trudno im się zgodzić na koszty związku: konieczność dostosowania się do drugiej osoby, obowiązki, odpowiedzialność. Nie muszą i nie chcą prasować koszul, gotować codziennych obiadków czy mieć wyłączności na reprezentację rodziny na wwywiadówkach i być dyspozycyjne seksualnie na żądanie. Ale z drugiej strony oczekują, że mąż wypełni PIT, naprawi pralkę, da w prezencie najnowszy krem odmładzający za 700 zł i zawsze obiegnie samochód dookoła, aby otworzyć drzwi.
W doświadczeniu rodzicielstwa tkwi potencjał wspaniałych i unikalnych przeżyć. Ale zdarza się, że nawet ich nie zauważamy, zajęci przeżywaniem chronicznej żałoby po utraconej wolności.
Decyzje o rodzicielstwie, choć często rozważane w sposób dorosły i racjonalny, mają swoje drugie dno. Małżeństwo bez dzieci może być udane, ale tylko wtedy, kiedy obie strony rozumieją, dlaczego podjęły taką decyzję. Bezdzietność rzadko jest wspólnym dobrowolnym postanowieniem; na ogół jeden z partnerów dostosowuje się do drugiego w przekonaniu, że inaczej związek nie przetrwa. Często rodzi to utajoną gorycz, która po wielu latach może zatruć związek.
Niestety od jakiegoś czasu mężczyźni są w matrymonialnym odwrocie. Wprawdzie nie wszyscy - życie pokazuje, że tradycjonaliści, którzy w razie czego posłuch w łóżku i w domu wymuszą pięścią, żenią się akurat chętnie i bez obaw. Ociągają się raczej mili chłopcy, za których chętnie byśmy wychodziły, czyli ci, którzy szanują i lubią kobiety i zostali wyedukowani w kulturze związku partnerskiego. Co ich powstrzymuje? W dzisiejszych czasach seks jest dostępny bez ślubu, dzieci przestały się dzielić na małżeńskie i inne, a legalna żona nie jest gwarantowanym, bezpłatnym robotnikiem do obsługi wspólnego gospodarstwa. Mężczyzna może mieć więc pewne wątpliwości, czy małżeństwo jest mu do czegokolwiek potrzebne.