cytaty z książek autora "Bogdan de Barbaro"
Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy zmienić znaczenie, jakie jej nadajemy.
Dobre życie zakłada, że godzę się na siebie i sama się ze sobą dobrze czuję.
(...) przejawem dojrzałości jest odpowiedzialność za bliskich i zdolność utrzymania tajemnic tak, by nasza otwartość lub pseudootwartość nie raniła ich.
Więź nie przetrwa bez czasu, który powinien być na nią przeznaczony (...). Poprzez czas, jaki oddajemy na rzecz więzi, przekazujemy sobie ważną wiadomość. Jeden z partnerów, ten, który daje czas mówi: "Jesteś dla mnie ważny/Jesteś dla mnie ważna." Drugi dostaje wiadomość, że osoba, z którą chce być blisko, pragnie tej wspólnoty czasu. Ceni ją ponad inne smaki życia, albo przynajmniej nie mniej niż inne.
Ważne jest poczucie, że niezależnie od tego, co nas spotkało i co się teraz dzieje, jest w nas autor naszego życia.
Moim zdaniem udane życie ma ten, kto uważa, że ma udane życie. Nie można tego ująć w kategoriach obiektywnych. Można mieć dużo cierpień, trosk, brak pieniędzy, wykształcenia, wiele przeczytać książek, i mieć udane życie. A bywa odwrotnie, możemy mieć wszystkiego dużo i uważać, że nasze życie jest nieudane.
Odpowiedzialność za własne życie jest jedną z tych nielicznych rzeczy, z których się zwolnić nie możemy.
Uczucia nie są słabością. To sfera, w której dzieją się rzeczy najwyższego kalibru.
Myślę, że wielu ludzi ulega presji na przekraczanie granic. Ulegają złudzeniu, że jeśli obnażą się publicznie - pokażą ciało lub zwierzą się z chorób, doświadczeń seksualnych lub innych przeżyć intymnych - to pokażą, że są prawdziwie wolni. Tak naprawdę wpadają w niewolę mody: to, co było ich intymnąścią, staje się materiałem do zaspokajania tych, których ekscytuje "zdzieranie zasłon". A przecież intymność jest przywilejem i prawem do posiadania granic. Ci, co się obnażają, dają się oszukać i dobrowolnie to prawo oddają.
Trzeba włożyć wkład, by mieć udane życie. Pracować nad nim, pielęgnować jak ogród. Nie ma tak, że zasadzisz roślinkę i zostawisz ją na pastwę losu. Musisz ją podlewać, plewić.
Szklanka, wiadomo, jest do połowy pusta, do połowy pełna. Nie chodzi o to, by mierzyć słup wody, ale by sprawdzać, czy się cieszę, że jest do połowy pełna, czy martwię się tym, że do połowy pusta. Jeśli uważam, że mam się dobrze i tak będzie w przyszłości, to łatwiej mi żyć. A jak u mnie stara bieda, to stara bieda żyje, a ja się nią opiekuję...
(...) autoportret w dużym stopniu tworzony jest przez lustra społeczne, nasze portrety tworzą inni ludzie.
Jesteśmy autorami i uczestnikami zarówno zwycięstw, jak i porażek.
(...) związek - sformalizowany czy nie - ma szanse powodzenia, gdy jest przeżywany przez partnerów jako swego rodzaju zadanie (a nie danie do konsumpcji).
Mam wrażenie, że większość ludzi tak się przyzwyczaiła do kontaktów z innymi za pośrednictwem różnych mediów, że gdyby im je zabrać, to nie wiedzieliby, co ze sobą zrobić.
Dzisiaj już wiemy, że warto „posiadać siebie w dawaniu siebie", jak mówił ksiądz Franciszek Blachnicki. Bo jeśli siebie nie masz - to nie możesz siebie dać. Żebym naprawdę mógł się darować drugiemu człowiekowi, najpierw muszę siebie ogarnąć.
To kwestia pewnej czujności, żeby nam świat nie ułożył umysłu jednostronnie. Dla mnie to pytanie natury egzystencjalnej. Czego szukam: pogłębionych, zróżnicowanych poglądów czy świata zerojedynkowego?
...ponowoczesna skłonność do wychowania bez porażek zawiera dużo niebezpieczeństw. To swego rodzaju przyzwolenie na wychowanie ku narcyzmowi.
Paradoksalnie, gdy jesteśmy bardzo podobni do tych, którzy przychodzą po pomoc, to może pojawić się niebezpieczeństwo, że będziemy patrzyli na nich przez pryzmat własnego doświadczenia i nie będziemy dość uważni na ich inność. Skoro ja mam żonę i dzieci, to na rodzinę, która do mnie przychodzi, będę patrzył przez mój osobisty pryzmat, a więc przez to, jak wyobrażam sobie normę czy antynormę. A to byłaby pułapka.
Pamiętam, gdy wiele lat temu szkoliłem się w terapii rodzin w Rochesterze, mój superwizor zachęcał mnie, żebym nie bał się powiedzieć, że jestem z innego kraju, z Europy i mogę nie znać zwyczajów, jakie tam panują. „Więc mi, państwo, opowiedzcie, jak to jest między wami". A ja powinienem być niewiedzącym, „myśleć słabo" i podążać za ich opowieścią. Chodzi o to, żebym swoje niewiedzenie traktował jako energię życzliwego zaciekawienia. Bo jestem Inny i domyślam się, że mój świat jest inny niż ich świat.