cytaty z książek autora "Antti Tuomainen"
Wierzyłem raczej, że w tym życiu nie musimy starać się szukać kłopotów, bo same nas szybko znajdą.
Gdy porównywałem wiarygodność matematyki i poezji w skutecznym realizowaniu dowolnego projektu – od budowania drapacza chmur do projektowania krajalnicy do sera – wiedziałem, że dla matematyki nie istnieje żadna naturalna alternatywa.
Moje wczesne doświadczenia wzmocniły fundamentalną prawdę, że im więcej jest ludzi, tym więcej kłopotów - i tym kłopoty większe.
Próbuję przeszkodzić w kradzieży meteorytu, ale zamiast tego staję się świadkiem niewytłumaczalnego ciągu zdarzeń, które kończą się tym, że jakaś nieszczęśliwa dusza wysadza się w powietrze, a jej szczątki lądują na suficie chaty położonej na odludziu. I nawet nie udaje mi się odzyskać meteorytu. Co zrobiłem nie tak?
Otaczało mnie za dużo hałasu, za dużo szczegółów rozpraszających uwagę, za dużo banałów.
Beztroskie i nieracjonalne podejście do zasad prawdopodobieństwa ośmiela ludzi do próbowania szczęścia w sytuacjach, które nie mają ze szczęściem nic wspólnego, takich jak związki uczuciowe czy liczenie na szybki zarobek.
Właśnie dlatego nigdy nie uprawiałem hazardu w żadnej postaci. Moim zdaniem hazard można porównać z pływaniem w basenie wypełnionym w połowie rekinami, bo mimo że rekiny zajmowały tylko połowę basenu, i tak cały należał do nich.
- To tylko złamanie.
- Jak pan może tak mówić? - obrusza się piskliwie matka.
- Bo to fakt - mówię z całkowitą szczerością. - Nie grozi mu żadne śmiertelne niebezpieczeństwo.
- Śmiertelne niebezpieczeństwo?! - ryczy ojciec. - Twierdzi pan, że Julius mógł umrzeć?
- Julius, pan, ja - odpowiadam, odnosząc się do swoich niedawnych doświadczeń i opierając się na zasadach matematyki aktuarialnej. - Każdy może w dowolnej chwili umrzeć. W pewnych okolicznościach to bardziej prawdopodobne, w innych mniej, ale fakt pozostaje faktem, że może to spotkać każdego w dowolnym miejscu i czasie.
Czas upływa.
Zresztą czas nigdy nie robi nic innego. To ulica jednokierunkowa. W jednej z definicji czasu, które gdzieś czytałem - "ciągły i w zasadzie nieodwołalny postęp egzystencji i zdarzeń od przeszłości ku przyszłości, poprzez chwilę obecną" - moją uwage przykuło słowo "nieodwołalny". Choćby z tego powodu powinno się oznaczyć czas tabliczką ostrzegawczą.
Pomyśl, jakich dokonujemy wyborów. Jeżeli jesteśmy zdrowi, wpędzamy się w choroby, paląc papierosy, pijąc alkohol i przejadając się. Jeżeli chcemy dokonać zmian społecznych, głosujemy na rozwiązania, które pogarszają naszą sytuację. Kiedy powinniśmy myśleć racjonalnie, zaczynamy mówić o tym, co czujemy. Najważniejsza rzecz to zadbać o to, żeby przypadkiem nie zdarzyło się coś racjonalnego. Największe sukcesy odnoszą ludzie, którzy mówią od rzeczy i zarzucają to wszystkim innym. Jeden plus jeden nie równa się dwa [..].
Nowy Jork pachniał hot dogami i spalinami; Londyn kanałami; Paryż - świeżym pieczywem; Berlin - olejem opałowym.
A Helsinki...
Ten niewinny zapach był jak zostawiony na mrozie wełniany sweter, na który ktoś nachlapał słonej morskiej wody i posypał go świeżymi świerkowymi igłami.
To oczywiście tymczasowe, ale - teraz to wiem - takie jest też życie. Dziwne, że długo żyłem tak, jakbym nigdy nie miał umrzeć, jakby po minionym lecie obiecano mi kolejne, z jakiegoś powodu lepsze. A jednak do dyspozycji jest tylko okamgnienie: chwila słońca, jasność, której nie pojmujesz, czas, który tylko znika.
Najpierw mnie zabijasz, a potem krytykujesz moje nawyki żywieniowe!
Tutaj jest jak na Syberii. Nic nie działa tak, jak powinno. Nic nigdy nie wiadomo. To jest jak… miniaturowa Kamczatka, śmierć i izolacja… Mała Syberia. To właśnie to.
Gdyby Beethoven, Henry Ford i Josephine Cochrane spędzali czas na zastanawianiu się nad swoimi odczuciami, nie mielibyśmy dzisiaj symfonii, samochodów ani zmywarek do naczyń.
I w ułamku sekundy widzi, że przez świat przebiega wielka smuga światła, za którą podąża równie wielki cień. Zarówno światło, jak i cień poruszają się pionowo, z góry na dół. Serce mężczyzny zatrzymuje się, a potem znów zaczyna bić, łomocze potężnymi, gorącymi uderzeniami, jakby ktoś kuł żelazo. Zmysły, wszystkie pięć, wyostrzają się i zachowują w taki sposób, w jaki wcześniej tego nie doświadczył. Widzi, że dach samochodu się rozrywa, w ustach ma dziwny smak elastycznego materiału wypełniającego fotele, czuje falę uderzeniową rozrywającą dłonie. Początkowo słyszy wszystkie dźwięki, a gdy uszy mu się zatykają, eksplozja rozlega się w jego głowie.
W półmroku królik wydaje się rosnąć. Pęcznieje mu głowa, wytrzeszczają się oczy, końce uszu uciekają w górę i nikną w mroku, przednie zęby krzywią się jak ciosy słonia.
- Dokładność wymaga dokładności.
Ucho królika.
Znowu odpadło.
Chwytam gigantyczne ucho i walę nim na oślep, mierząc w stronę napastnika. Broń w coś trafia.
Jestem inżynierem i matematyka to moje hobby. Ja nie
śnię na jawie. Nie wyobrażam sobie niczego. Nie potrafię.
Robię wyliczenia. I każde z nich udowadnia, że świat się
kończy.
Wśród ludzi, którzy nigdy nikogo nie zabili, panują różne błędne opinie na temat łatwości bądź trudności mordowania. Jedni twierdzą, że nigdy by się do tego nie posunęli, inni uważają, że to dla nich jak splunąć. Niektórzy wierzą, że gdyby chodziło o wyjątkowo wrogą społeczeństwu postać, gwałciciela dzieci albo dyktatora, nie wahaliby się ani sekundy. Zaskakująco wielu myśli, że uszanowaliby życie człowieka, nawet gdyby chodziło o zabójcę ich córki. Prawda jest taka, że nie można tego z góry przewidzieć. Dopiero gdy przychodzi co do czego, kształtuje się własna postawa.
Ostatnie zdarzenia nauczyły mnie jednak, że to, co kiedyś według zasad rachunku prawdopodobieństwa wydawało się przypuszczalne, najczęściej nie mieści się w granicach możliwości. I odwrotnie: to, co kiedyś mogłem wykluczyć za pomocą prostego obliczenia współczynników prawdopodobieństwa i analizy ryzyka, dziś jest częścią mojego życia.
Życie to nie pożyczka; to oszustwo przy płatnościach. Projekt przewidziany na przeciętnie siedemdziesiąt pięć lat, którego jedynym celem jest spotęgowanie naszej głupoty. Mimo to właśnie tego najbardziej pragniemy.
- Informujemy klientów o regulaminie parku - wyjaśniam. - I kategorycznie zabraniamy wspinania się na konstrukcje. - Julius to wolny duch, prawda, kochanie? - odzywa się matka zdławionym od płaczu głosem.
- Nikt nie musi mówić mnie ani mojemu synowi, co nam wolno, a czego nie wolno - dorzuca ojciec. W tym momencie już niemal dotyka mnie brzuchem.
- Wygląda na to, że jednak muszę - odpowiadam. - Regulamin obowiązuje wszystkich bez wyjątku. To jego podstawowa zasada. W przeciwnym razie mielibyśmy anarchię, a to w oczywisty sposób gorsza możliwość.
Czas się tu rozmywa i tylko piwo ma znaczenie.
Odwraca się, spogląda na samochód, a potem na niebo.
Co tam jest?