„Nie wyobrażam sobie życia bez pisania”: rozmowa z Igorem Adamczykiem

Sonia  Miniewicz Sonia Miniewicz
09.10.2024

Miał zaledwie siedemnaście lat, gdy po wygranym konkursie literackim zrobiło się o nim głośniej w mediach. Teraz Igor Adamczyk wydał drugą w swoim dorobku powieść – ale zapewnia, że to dopiero początek jego pisarskiej drogi. Nam opowiada o swoich literackich wzorcach i trudnościach, z jakimi muszą mierzyć się debiutanci. Mówi też o „Żerowisku”, w którym opisuje mało optymistyczną wizję niedalekiej przyszłości. Dlaczego uważa, że akcje powieści warto osadzać w rodzimych realiach, oraz dlaczego tak bardzo fascynuje go mrok i – przede wszystkim – ludzka psychika?

„Nie wyobrażam sobie życia bez pisania”: rozmowa z Igorem Adamczykiem

Rok 2035. Edward Emler, emerytowany policjant, budzi się po dwunastu latach śpiączki. Gdy okazuje się, że został sam, przeprowadza się do Poronina. Powoli odkrywa, jakie zło czyha w jego pobliżu, i wkracza w nowy, ogarnięty cyfryzacją świat, w którym nie potrafi się odnaleźć.

W jego życiu istotną rolę zaczyna odgrywać małe miasteczko, stające się miejscem zamieszkiwanym przez złodziei, narkomanów i morderców… W szczególności tego najbrutalniejszego, polującego na dzieci. Kiedy zabójca znów atakuje, w Edwardzie ożywają stare instynkty.

Poczucie obowiązku pcha go do konfrontacji ze złem skrywanym za ludzką twarzą. Czarę goryczy przelewa odkrycie, że śmierć jego żony nie była przypadkowa. Do jakich czynów się posunie, aby poznać prawdę o niej i o tajemniczym zbrodniarzu, walczącym z nowym porządkiem świata?

Wywiad z Igorem Adamczykiem

Sonia Miniewicz: Jesteś młodym autorem, ale już możesz się pochwalić między innymi wygraną na Biesiadzie Literackiej w Płocku – a teraz na rynku pojawiła się twoja druga powieść. Od zawsze chciałeś zostać pisarzem? Jak wyglądała twoja droga do debiutu?

Igor Adamczyk: Definitywnie nie była to droga łatwa, podobnie zresztą jak u innych autorów. Biesiada z pewnością dodała mi pewności siebie przy pisaniu, uświadomiła, że jestem w stanie wywoływać emocje za pomocą słowa. To dodało mi wiatru w skrzydła. Stałem się bardziej medialny, gazety zaczęły pisać o wówczas siedemnastoletnim chłopaku, który stara się dłubać w świecie nierzeczywistym. Zawsze powtarzałem sobie, że to początek jest najgorszy – moment, kiedy jako debiutujący autor przepycham się między konkurentami będącymi w tym samym miejscu. Wydawnictwa codziennie otrzymują mnóstwo propozycji wydawniczych, spośród których zwycięzca jest tylko jeden. I myślę, że udało mi się tylko dzięki upartości wyniesionej z lat dzieciństwa. Wtedy to, już jako małolat, sięgałem po książki, czytałem zawzięcie i z podobną upartością brnąłem do ostatniej strony, nawet wtedy, kiedy lektura absolutnie mnie nie porywała. 

Kariera pisarza wymarzyła mi się w dniu zetknięcia z literaturą Stephena Kinga. Wówczas, w wieku piętnastu lat, czytając „Bastion”, czułem podziw wobec tak rozległego świata, jaki można wykreować. I to z niczego! Pragnąłem pisać, tak samo jak King budować stronę po stronie, bohatera po bohaterze. Z pozoru niewinne hobby pochłonęło mnie na tyle, że teraz nie wyobrażam sobie życia bez pisania i dzielenia się swoimi myślami oraz podejściem do świata.

Twój wiek okazał się w branży zaletą czy też może przeszkodą? Co dla ciebie, jako młodego autora, było największym wyzwaniem? Jakich rad mógłbyś udzielić innym debiutantom?

Niewielu pisarzy debiutuje w tak młodym wieku i uważam, że miałem ogrom szczęścia. W tej kwestii są dwie strony medalu – pierwsza z nich każe sądzić, iż większość czytelników woli sięgnąć po starszego autora, gdyż z ich perspektywy ktoś starszy ma więcej do zaoferowania. Chociażby nabyte w trakcie życia doświadczenie. Z drugiej strony młodzi niekiedy posiadają szersze horyzonty. Między Bogiem a prawdą zarówno młodszy, jak i starszy autor jest w stanie pisać dobrze lub źle, wszystko jest kwestią wypracowanego warsztatu, odpowiedniego researchu i nabytych umiejętności. Największym wyzwaniem w trakcie debiutowania było dla mnie przekonanie innych do faktu, że młodzi też potrafią i drzemią w nich nietuzinkowe, ciekawe historie. Osoby debiutujące chciałbym przestrzec, że wydanie książki w wydawnictwie tradycyjnym jest procesem niezwykle długim i wymaga uzbrojenia się w cierpliwość. Mimo to nie zniechęcajcie się, jeśli odpowiedź nie nadejdzie lub jeśli okaże się negatywna. Piszcie dalej, czerpcie ze źródła swojej wyobraźni, kreujcie i bawcie się dobrze przy tworzeniu. Bo na tym właśnie polega cała magia.

Wśród swoich ulubionych twórców wymieniasz między innymi Stephena Kinga i Jacka Ketchuma. Czy to dlatego sam również zdecydowałeś się pisać mroczniejszą literaturę? Co tak bardzo pociąga cię w ich książkach? 

Stephen King to pisarz, który wywarł na mnie największy wpływ i zapoczątkował moją przygodę z pisarstwem. Jack Ketchum poprowadził mnie do czeluści ludzkiej psychiki, pokazał to, czego nie pokazał King. Obydwaj jednak tworzyli wyraziste postacie, ujawniali ich mroczne strony i przekonywali, że należy bać się nie umarłych, ale żywych. Żywi są niebezpieczni. Z takim przekazem wkroczyłem w świat literatury i na bazie własnych doświadczeń zapragnąłem tworzyć historie o ludziach. Przede wszystkim o ich skrywanych tajemnicach, lękach i pragnieniach. To pociąga mnie najbardziej, wywołuje niezwykłą ekscytację, nakazuje się domyślać. Człowiek jest istotą pełną tajemnic i świadomość, że nigdy nie jesteśmy w stanie wkroczyć w głąb czyjegoś umysłu, jest fascynująca.

Nie da się ukryć, że twoja twórczość pełna jest grozy i makabry. Fascynuje cię ciemna strona ludzkiej psychiki? Lubisz zaglądać do głów szaleńców, psychopatów i seryjnych morderców?

Prawdę mówiąc, człowiek od zawsze był i będzie tajemnicą. Nieistotne, jak bardzo technologia go przeskanuje, wciąż będzie wiele aspektów, o których się nie dowiemy. Swego czasu bardzo dużo energii poświęciłem mordercom. Brutalnym, bezlitosnym. Wtedy zrozumiałem, że to właśnie pod czaszką jest w stanie zrodzić się największe zło. Zastanawiałem się, jak daleko szaleniec jest w stanie się posunąć, jak wiele dokona, zanim w pełni zaspokoi swoje potrzeby. A może wcale nie będzie w stanie? Może będzie tkwił w zawieszeniu i czynił zło do swoich ostatnich dni? Właśnie takie myśli dręczyły mnie, kiedy późnymi wieczorami siadałem do pisania „Żerowiska”.

Jesteś autorem, który pracuje według planu czy też może wierzysz, że historię trzeba prowadzić spontanicznie? Czytasz jakieś poradniki pisarskie? A może uważasz, że w procesie twórczym trzeba zdać się na intuicję?

Zdecydowanie należę do autorów, których ponosi spontaniczność, bo to właśnie ona jest symbolem wszelkiej kreatywnej twórczości. Jestem człowiekiem rozpoczynającym historię i po czasie dającym bohaterom wolną rękę. Tak dzieje się przez większość pracy, bo przy każdej książce nadchodzi jednak ten moment, kiedy należy coś przemyśleć, przetrawić. Wtedy zdarza się, że owszem, chwytam długopis i bazgrzę po kartce papieru w celu posegregowania myśli. Jeśli ktoś pragnie zacząć pisać, szczególnie polecam książkę Stephena Kinga pod tytułem „Jak pisać? Poradnik rzemieślnika”

Akcja twojej najnowszej powieści, „Żerowiska”, toczy się w niedalekiej przyszłości, w 2035 roku. Twój bohater budzi się ze śpiączki w nowej rzeczywistości i próbuje odnaleźć się w niełatwej sytuacji. Co stało się bezpośrednią inspiracją do napisania tej książki – i skąd wziął się jej tytuł? Gdzie zwykle szukasz natchnienia?

Jest wiele kwestii, które dręczyły mnie przez długi czas. Wszystkie wiązały się z zasadniczymi pytaniami: co będzie później? Kim staniemy się jako ludzie? Do jakich czynów zdołamy się posunąć, aby zaspokoić wszelkie potrzeby? Poza tym wszystkim, tchnięty pięknym słowem Wiesława Myśliwskiego, zapragnąłem napisać poniekąd apokaliptyczną, pełną refleksji powieść o człowieku, który samotnie przemierza nieznane mu czasy. Nie może odnaleźć się w nowym, pełnym technologii świecie. To skłoniło mnie do napisania powieści, do której zaszczepię nieco futuryzmu i w której pokażę, co tak naprawdę mnie dręczy. Dręczy mnie nieznane, tak samo jak głównego bohatera, Edwarda. 

Wszyscy, którzy czytali powieść, wiedzą, że „Żerowisko” to nieformalna nazwa niewielkiej miejscowości, w której upadła władza. Nie ma tam porządku. Większość mieszkańców powyjeżdżała, zostali tylko narkomani, złodzieje i mordercy. Żerowisko samo w sobie to miejsce przeznaczone dla zwierząt, nietrudno zatem powiązać z tym faktu, iż to właśnie okoliczni mieszkańcy nadali nazwę temu małemu miasteczku.

Edward Emler jest emerytowanym policjantem, który jednak nie może zaznać spokoju. Próbuje odkryć, co tak naprawdę stało się z jego żoną, i rozpracować grasującego w okolicy niebezpiecznego mordercę. Jak zrodził się pomysł na tę postać?

Edward Emler narodził się ze świadomości o tym, jak wiele osób u kresu swojego życia czuje trwogę, żal i beznadzieję. Wszyscy wiemy, że nie możemy cofnąć czasu, swoich błędów, niemądrych decyzji, które w konsekwencji potrafią wyrządzić trwałe szkody. Wyobraziłem sobie, że to właśnie taki bohater zostanie zasilony motywacją, aby po wybudzeniu się ze śpiączki odpokutować, stać się kimś lepszym, niejako poprowadzić swoje życie na nowo. Poza tym niezwykle mnie nurtowało, jak zachowa się facet w już podeszłym wieku, kiedy nagle obudzi się w świecie opanowanym przez zaawansowaną technologię. O czym pomyśli, obserwując ludzi włóczących się po chodnikach?

W ostatnim czasie wielu polskich autorów młodego pokolenia ulega pokusie, by akcję swych powieści umieszczać poza granicami naszego kraju, w obcych realiach. Często – jakże niesłusznie – uważając je za bardziej atrakcyjne dla czytelnika. Ty osadziłeś fabułę w przyszłości, ale w Polsce, w Poroninie. Nie miałeś podobnych myśli?

Swego czasu miałem okres, w którym żadna z moich historii nie rozgrywała się w Polsce, i zazwyczaj były to historie mało udane lub takie, w których czułem się obco. Ciężko jest jednak umieścić powieść w realiach Stanów Zjednoczonych, kiedy nigdy się tam nie było. Uznałem, że książki nabiorą realizmu, jeśli bohaterowie będą Polakami, a sama akcja potoczy się w naszym kraju. Polska jest krajem niebywale pięknym pod kątem kulturowym i przyrodniczym. Nie widzę zatem wskazań, aby przenosić się w inne części świata, jeśli nie wymaga tego opowieść.

Bez wątpienia lubisz zaskakiwać czytelników. Mylisz tropy, bawisz się z nimi w kotka i myszkę, by na końcu porządnie nimi wstrząsnąć. Jaki jest twój przepis na udaną powieść, by nie zdradzić się wcześniej z rozwiązaniem fabuły?

Zdaje mi się, że najtrudniejszym elementem każdej książki z gatunku thriller/kryminał jest właśnie poprowadzenie akcji w taki sposób, aby czytelnik nie domyślił się jej finału. To finał stanowi katharsis. Udana powieść to stwierdzenie względne, uzależnione od wymagań danego czytelnika. Są tacy, których nie zaspokoi finał „Żerowiska”, i tacy, którzy będą się po nim zbierać dobrych kilka dni. Z pewnością jednak należy pamiętać o takich kwestiach jak zwrot akcji, wartkość akcji oraz budowa odpowiednio mrocznej otoczki. Czasem pisanie zawiłej historii przyrównuję do częstowania przystawkami, których smaku czytelnik wcześniej nie znał, by na samym końcu zaserwować mu danie główne.

W „Żerowisku” dowiadujemy się, że w przyszłości świat rozwinął się pod względem technologicznym, ale równocześnie więzi międzyludzkie uległy destrukcji. Myślisz, że to dość prawdopodobna wizja?

Obserwując to, co poczyniła technologia z człowiekiem, nie widzę optymistycznych scenariuszy. Teraz wszystko odbywa się online. Rozmowy, biznesy, rozrywka. Szczególnie niebezpieczne jest to wśród dzieci, które zbyt długo trzymane w sidłach nowoczesnej technologii mogą wejść w dorosłe życie z pewnymi defektami. Zaskakująca jest obserwacja stopniowego przenoszenia naszych żyć w świat cyfrowy. W końcu to tam wgrywamy nasze dane wrażliwe, pokazujemy zdjęcia, prowadzimy rozmowy. W „Żerowisku” szczególny nacisk położyłem na to, aby przestrzec, dokąd mogą doprowadzić nas takie działania. I nie sądzę, że są to wizje zbyt odległe, patrząc na to, w jak zatrważającym tempie rozwija się choćby sztuczna inteligencja.

Nie zwalniasz pisarskiego tempa. Działasz w social mediach, bierzesz udział w konkursach literackich, w internecie publikujesz swoje opowiadania w wersji audio. Jakie są twoje plany zawodowe na najbliższą przyszłość?

Na ten moment nie wyobrażam sobie życia bez pisania i wydawania książek. Liczę, że w przyszłości będę mógł rozwinąć się na tyle, aby regularnie dostarczać czytelnikom porcję mojej prozy i zarazem w niewielkiej części zostać zapamiętanym w literackim świecie. Kreatywne tworzenie w samotności to coś, co najwidoczniej jest moją potrzebą. Otrzymałem ogromną szansę, żeby się pokazać, i zamierzam wykorzystać ją na tyle, na ile będę w stanie.

O autorze

Igor Adamczyk (ur. 05.01.2005) – pisarz, miłośnik literatury. Urodził się w Gostyninie, gdzie ukończył Liceum im. Tadeusza Kościuszki o profilu humanistyczno-dziennikarskim. Z zamiłowania do słowa pisanego tworzy historie pełne intryg i angażujące czytelnika. Pisanie traktuje jako wodopój, bez którego nie funkcjonuje w sposób harmonijny. Pisze thrillery psychologiczne, nierzadko jednak kryminały i horrory. W 2021 roku zdobył tytuł „Mistrza XXVI Biesiady Literackiej w Płocku”, dwa lata później wydał swoją debiutancką powieść pt. „Ostatnie życzenie”. Czyta dużo, w szczególności literaturę Stephena Kinga, Jacka Ketchuma, Jozefa Kariki oraz Cormaca McCarthy’ego.

Chcesz kupić tę książkę w cenie, którą sam/-a wybierzesz? Ustaw dla niej alert LC.

Książka „Żerowisko” jest już dostępna w sprzedaży online

Artykuł sponsorowany


komentarze [3]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Sonia  Miniewicz - awatar
Sonia 09.10.2024 08:30
Redaktorka

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam