rozwiń zwiń

Weronika Tomala o książce „Il professore. Włoska miłość”

LubimyCzytać LubimyCzytać
09.09.2021

Pod patronatem lubimyczytać.plDlaczego akcję swojej najnowszej książki postanowiła umieścić we Florencji i w Krakowie? Dlaczego sięgnęła po literacki motyw romansu pomiędzy wykładowcą a studentką? Czy kibicowała rozwojowi miłości swoich bohaterów i jakie powieści sama czyta najchętniej w wolnym czasie? M.in. te pytania zadaliśmy Weronice Tomali, autorce „Il professore. Włoskiej miłości”. Zapraszamy do lektury wywiadu!

Weronika Tomala o książce „Il professore. Włoska miłość”

Il professore Włoska miłość Weronika Tomala[OPIS WYDAWCY]  We florenckim Palazzo Grifoni jest jedno takie okno, które choć na pozór nie wyróżnia się spośród wielu innych, niesie ze sobą romantyczną, poruszającą historię niezwykłej miłości. Podobnie jak my, ginąc w wielkim tłumie pozostajemy niezauważalni. A jednak skrywamy w sercach opowieść, która zmieniła nas na zawsze. Czas, by ujrzała światło dzienne…

Kiedy profesor sztuki włoskiej Matteo Bartollini zawitał na naszej uczelni, był niczym wyczekiwany bóg. Inteligentny, szanowany, obyty, a do tego piekielnie przystojny. Miał wszystko, wiedzę, respekt studentów, ambicje i piękną żonę. Jedna wyprawa do Florencji zmieniła wszystko. To właśnie tam udało mi się dotrzeć do głębokich zakamarków jego duszy. To właśnie tam odkryłam, że jego życie nie jest idealne. I choć nigdy tego nie planowałam, przepadłam, boleśnie przekonana o tym, że moje dość poszarpane już serce będzie krwawić jeszcze mocniej. Nie miałam pojęcia, że profesor Matteo poczuł to samo.

Życie nie jest jednak piękną bajką. Pewnego dnia wydarzyło się coś, co zatrząsnęło posadami naszego świata i zmieniło perspektywę całej przyszłości.

„Il professore” - historia zakazanej miłości z włoską sztuką i urzekającą Florencją w tle.

Anna Sierant: Akcja wielu pani powieści rozgrywała się w Gdańsku, a wraz z nową książką „Il professore. Włoska miłość” pojawia się i nowe miejsce akcji – Florencja. Jako że dwoje głównych bohaterów książki to miłośnicy (i – w mniejszym lub większym stopniu – znawcy) sztuki, trudno było chyba o lepszy wybór tej nowej książkowej lokalizacji?

Weronika Tomala: Słuszna uwaga. Od lat jestem zakochana w kraju, jakim są Włochy. Co roku odwiedzam jakiś ciekawy zakątek słonecznej Italii, ale kiedy tylko zobaczyłam Florencję wiedziałam, że tego miasta już chyba nigdy niczemu nie uda się przebić. Tam wciąż czuć ducha wielkich włoskich artystów. Każdy budynek, każda uliczka - pobudzają wyobraźnię. Wcale nie trzeba przemierzać popularnych galerii, by móc przenieść się w czasie. Wystarczy zamknąć oczy, posłuchać, poczuć. Tam Michał Anioł mówi „dzień dobry”, a Botticelli „dobranoc”. Kiedy po raz pierwszy zwiedzałam to miasto nie miałam jeszcze pojęcia o tym, że w mojej głowie zawita „Il professore”. Drugi raz wybrałam się tam między innymi właśnie dla tej książki. I choć w wielu swoich powieściach starałam się zawrzeć jakiś niewielki procent mojej miłości do Włoch, właśnie ta jest takim pokłonem w stronę niniejszego kraju.

„Wiem, że do niej wrócił. Dobitnie uświadamia mi to obrączka widniejąca na jego palcu.
A może po prostu nigdy od niej nie odszedł?
— Nie wiem, co ma z tym wspólnego pańska żona, il professore — wbijam mu kolejną
szpilkę. — Ale ja jestem w ciąży. I pan wie, kto jest ojcem tego dziecka”

– „Il professore. Włoska miłość”, Weronika Tomala

Magda i Matteo poznają się jednak w Krakowie. Czy zależało pani na tym, by ten polski wątek umieścić również w miejscu o bogatej historii, pełnym dzieł sztuki?

Oczywiście. Wybór miejsca rozegranej akcji nie był przypadkowy. Myślę, że Kraków jest takim naszym polskim odpowiednikiem Florencji, z resztą w dziedzictwie tego miasta pojawiają się także i nazwiska włoskich artystów. Chciałam w ten sposób zwrócić uwagę polskich czytelników na to, że i w naszym kraju, tak bardzo dotkniętym przecież przez rozliczne rozbiory i wojny, wciąż pozostaje tak wiele pięknych pamiątek przeszłości. Być może po przeczytaniu tej książki spacer po Krakowie już nigdy nie będzie taki sam, jak przedtem.

Weronika Tomala wśród kwiatów

Czy przygotowania do napisania książki zajęły pani dużo czasu i jak przebiegał research?

Z pomysłem stworzenia powieści „Il professore. Włoska miłość” wiąże się pewna historia. Wszyscy pamiętamy czas, kiedy to po raz pierwszy w polskich telewizjach padło słowo pandemia. Coś, co było tak odległe i surrealistyczne nagle stało się namacalne, nieodkryte i przerażające. Jak wielu innych ludzi, musiałam odwołać swoje zagraniczne wakacje zaplanowane na maj. Włoskie wakacje, bo jak wspominałam to właśnie w tym kraju ładuję swoje baterie na cały rok. Byłam zrozpaczona. Czułam się tak, jakby ktoś nagle wpakował mnie do jakieś więziennej celi. Właśnie wtedy zaczęłam zaczytywać się w informacjach o włoskich artystach. Skoro nie mogłam podróżować osobiście, uruchomiłam wyobraźnię. A z tej podróży zrodził się pomysł na napisanie książki. Odkryłam całe morze ciekawostek o włoskiej sztuce, wyselekcjonowanych i na swój sposób „smakowitych”. Nie chciałam być samolubna więc postanowiłam się tym podzielić. A żeby dopracować szczegóły, latem – kiedy tylko pojawiło się okienko i ilość zakażeń spadła – wybrałam się do Florencji. Przemierzyłam tamtejsze uliczki, galerie - na tyle, na ile tylko pozwolił mi mój spory już, ciążowy brzuszek – ale udało się. Chciałam być pewna, że to, o czym piszę, faktycznie takie jest. Tym sposobem czytelnicy otrzymają historię o zakazanej miłości zbudowanej w moim sercu, ale z tłem, które kryje w sobie nie tylko źdźbło prawdy, ale o wiele więcej.

Niewinna studentka i jej nauczyciel-przewodnik, który niejedno w życiu przeszedł to motyw, który nierzadko pojawiał się już na kartach książek. Czy dużym wyzwaniem było dla pani napisanie na ten temat czegoś nowego, zaskakującego dla czytelników i czytelniczek?

Faktycznie pojawiają się książki z podobnym schematem, z resztą w dzisiejszych czasach, kiedy już na rynku mamy historie miłosne rozegrane we wszelakich środowiskach i z całym przekrojem postaci, ciężko o coś zupełnie nowego. Zawsze coś będzie podobne do czegoś innego. Starałam się zatem coś pozornie banalnego połączyć z czymś wartościowym. I choć początek książki może przypominać historię o miłości jakich wiele, z czasem czytelnik będzie miał okazję przekonać się o tym, że choć sporo tutaj magii serwowanej przez cudowne miasta, pojawia się także proza życia i jego gorzki posmak. Czy książka będzie zaskakiwać? Czy okaże się czymś nowym? Zobaczymy. Mam nadzieję, że wzbudzi emocje, te pozytywne. I otworzy nie tylko serca, ale także umysły zafascynowane urokami włoskiej sztuki.

Wspomniany motyw jest też dość tradycyjny: kobieta jest młodsza, a mężczyzna pełni rolę jej przewodnika, za którym ta chętnie podąża. Czy zależało pani na tym, by choć trochę go przełamać?

Zdecydowanie. Stworzyłam doskonałego profesora, wzór do naśladowania. Przystojnego, szanowanego, człowieka z renomą i pozornie szczęśliwym małżeńskim życiem. Mężczyznę, za którym chciałoby podążać wielu. A jednak nie taki doskonały profesor, jakby się mogło wydawać. Popełni wiele błędów, za które być może przyjdzie mu odpokutować. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, by nie odbierać czytelnikom przyjemności odkrywania tej historii. Ale starałam się pokazać, że w życiu nic nie jest takie czarno –białe, a zamiana ról jest możliwa w każdym przypadku.

Weronika Tomala w półcieniu

To, że Matteo i Magda pozostawali w relacji wykładowca-studentka nie było jedyną przeszkodą na drodze ich miłości. Przystojny Włoch ma bowiem piękną polską żonę, a ta – jak się przekonujemy w trakcie lektury – nie należy do osób, które łatwo odpuszczają, gdy na czymś (a raczej na kimś) im zależy. Jak tworzyło się pani postać Pauliny?

Lubię kreować postaci z charakterkiem. Takie, które potrafią sporo namieszać. W bardzo pierwotnej wersji żona profesora miała być ofiarą, z czasem jednak Paulina zaczęła żyć swoim życiem i wymykać mi się spod kontroli. Książka przybrała nieco inny tor, aniżeli wstępnie zakładałam. W jednym momencie miałam wrażenie, że tworzę jakichś psychologiczny thriller, choć całej książce oczywiście do niego daleko. Chciałabym kiedyś napisać powieść, w której taki czarny charakter będzie stał na pierwszym planie. Czy mi się to uda? Czas pokaże.

A dla której z postaci: Magdy, Matteo czy Pauliny sama autorka „Il professore” ma najwięcej zrozumienia? Kibicowała pani rozwojowi uczucia Matteo i Magdy?

Zdecydowanie kibicowałam, choć w pierwotnej wersji Matteo miał być bohaterem budzącym bardzo sprzeczne uczucia. Ostatecznie jego postać wyszła mi o wiele łagodniej, aniżeli planowałam. Największym zrozumieniem darzę Magdę. Młoda dziewczyna nie planowała się zakochać. Choć owszem, Matteo ma żonę, dlatego też z drugiej strony żadna z moich postaci nie jest taka krystalicznie czysta i bez winy. Myślę, że zachowanie poszczególnych bohaterów mogłoby być całkiem ciekawym materiałem do dyskusji, bo w każdym przypadku znajdzie się jakieś „za i przeciw”.

Czy gdyby Matteo i Paulina na co dzień czynili więcej starań o swój związek, istniałaby szansa, że Włoch nie zauroczyłby się Magdą? Czy raczej studentka i profesor „byli sobie przeznaczeni”?

Myślę, że gdyby Matteo i Paulina zaczęliby ze sobą rozmawiać, zaczęliby siebie dostrzegać i spędzać ze sobą czas, profesor nigdy nie zauważyłby Magdy. Byłaby dla niego jedną z wielu studentek, wszak darzyłby swoją żonę taką miłością, jak przed laty. W końcu to piękna kobieta, dla której sporo niegdyś poświęcił. Nawet gdyby w jego głowie pojawiła się jakaś niewłaściwa myśl, nazwałby ją bezsensownym zauroczeniem. Nic nie wartym ryzykiem. W domu przecież czekałaby na niego kobieta jego życia. Tymczasem…

3. "Próbuje wyczytać coś z mojej twarzy. Wpatruje się, szukając tej kropki nad „i". Podchodzę do niej bliżej i niech mi Bóg świadkiem, że szukam w głowie rozsądnego

wyjścia. Ale to jest silniejsze ode mnie. Nie jestem w stanie dłużej z tym walczyć. Próbowałem wpajać sobie do głowy, że to wszystko jest tylko iluzją, że to chwilowy
stan, który przejdzie. Niewarta ryzyka emocja. Teraz to wszystko powraca ze zdwojoną siłą.
— Niech szlag trafi tę całą samotność!
Ujmuję w dłonie jej twarz i przyciskam swoje usta do jej rozchylonych warg"

– „Il professore. Włoska miłość”, Weronika Tomala

W powieści dochodzi do niejednego zwrotu akcji – czy zasiadając do pisania ma pani już w głowie gotowy plan powieści, czy niektóre wydarzenia rodzą się w pani głowie już w trakcie pracy nad samym tekstem?

Zasiadając do pisania mam w głowie początek i słabo zarysowany finał. Mam obraz postaci, a właściwie ich głównych cech i na tym koniec. Nie mam przygotowanego konspektu, planu – nic. Wszystko rodzi się w trakcie pisania. Wyciszam się, wczuwam w moich bohaterów i wtedy, pochłonięta ich emocjami, zastanawiam się jak mogliby postąpić w danym momencie, co powiedzieć, co poczuć. Przenoszę to na przysłowiowy papier i właśnie z tego rodzą się takie, a nie inne sytuacje. Kiedy zaczynam pisanie rozdziału, mało kiedy wiem, jak się zakończy. Pisanie jest dla mnie odkrywcze i elastyczne. To dlatego nazywam je przygodą przez wielkie „P”.

Weronika Tomala w zielonej sukience

A po jakiego rodzaju literaturę sama pani najchętniej sięga w wolnym czasie? Jest pani nie tylko pisarką, ale recenzentką – na swoim blogu umieszcza pani swoje opinie o książkach innych autorów. Czy najbardziej kusi panią lektura utworów podobnych do tych, które sama pani pisze: romansów, książek z gatunku literatury obyczajowej?

Rzeczywiście sama najczęściej sięgam po romanse, ale przejadły mi się już takie typowe erotyki, w których poza mocno akcentowaną fizyczną relacją nie dzieje się nic ciekawego. Fajnie, kiedy pojawiają się jakieś wątki poboczne, życiowe dylematy czy tajemnice. Sięgam po polską literaturę obyczajową, od czasu do czasu także po kryminały czy książki podróżnicze. Najdalej mi do horrorów i science-fiction.

Serdecznie dziękuję za bardzo odkrywcze pytania i możliwość udzielenia wywiadu.

Przeczytaj fragment książki „Il professore. Włoska miłość”

Il professore. Włoska miłość

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Książka jest już dostępna w sprzedaży.

Materiał na podstawie książki „Il professore. Włoska miłość” we współpracy z wydawnictwem Zysk i S-ka


komentarze [3]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Patrycja - awatar
Patrycja 09.09.2021 21:03
Czytelniczka

Florencja - moje marzenie. Fajnie móc się tam wybrać chociażby na kartach książki. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
mimbla - awatar
mimbla 14.09.2021 14:38
Czytelnik

Też mam takie ciche marzenie :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
LubimyCzytać - awatar
LubimyCzytać 09.09.2021 15:31
Administrator

Zapraszamy do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam