„Prohibicja stworzyła mafię”. Dlaczego Nowy Jork nie chciał być trzeźwy? – wywiad
Prohibicję wprowadzono w momencie, kiedy przestępczość, którą znamy z filmu i książki „Gangi Nowego Jorku”, stanęła wobec pewnego kryzysu. Prohibicja i – będący jej pokłosiem – nielegalny handel alkoholem okazały się dla niej ratunkiem. W ten sposób ci wielce moralni ludzie, którzy chcieli otrzeźwić Amerykę, doprowadzili do wzrostu przestępczości zorganizowanej, rozwoju kontrabandy i mafii – przekonuje Ewa Winnicka, autorka książki „Zbuntowany Nowy Jork”.
Prohibicja miała ocalić konserwatywną Amerykę i otrzeźwić obywateli. Nowy Jork odpowiedział po swojemu i pokazał, że nic nie inspiruje bardziej niż zakaz. W przeddzień wprowadzenia prohibicji mieszkańcy Nowego Jorku pili na umór do północy. Już następnego dnia życie zaczęło toczyć się w tajnych barach, a wkrótce picie stało się obowiązkowym punktem wieczoru, podobnie jak obecność na Broadwayu. Dziewczęta z dobrych domów sączyły martini z buteleczek chowanych za podwiązką, a wściekli katolicy nie chcieli zastąpić wina mszalnego sokiem winogronowym. Gangsterzy brylowali na wytwornych przyjęciach. Nawet burmistrz spędzał więcej czasu w kasynie niż w ratuszu.
Świetnie napisany reportaż o Nowym Jorku w czasach Wielkiego Gatsby’ego, gangstera Luciano i szalonych wieczorów w Cotton Clubie. I o tym, że to, co nielegalne, pociąga najbardziej, a zakazy wcale nie zmieniają świata na lepsze.
Małgorzata Gołota*: Prohibicja tworzyła chyba najbardziej magiczny okres w dziejach Nowego Jorku.
Ewa Winnicka: Zdecydowanie! Prohibicja zainspirowała setki artystów: przede wszystkim filmowców i pisarzy. Bez prohibicji w Nowym Jorku nie mielibyśmy klasyków: ani „Ojca chrzestnego”, ani „Wielkiego Gatsby’ego”.
Kiedy pisałam tę książkę, wybrałam się między innymi na miejską wycieczkę śladami dawnych melin – było ich 30 tysięcy – i mafijnych pojedynków. Przewodnik oprowadzał nas po Dolnym Manhattanie, pokazywał dawne bary, zaprowadził do Muzeum Prohibicji. Niewiarygodne, jak ten czas działa na wyobraźnię. Na takie wycieczki codziennie zgłaszają się tłumy turystów.
Dzieje prohibicji w Nowym Jorku to też bardzo współczesna opowieść o tym, że dopóki ludzie nie zrozumieją, czemu ma służyć wprowadzone prawo, oraz jeśli władza nie będzie w stanie go egzekwować, nigdy nie zacznie ono obowiązywać.
To właśnie niezrozumienie doprowadziło do tytułowego buntu?
Jego mieszkańcy takie prawo uznali za przejaw dyskryminacji, ograniczenia ich obywatelskiej wolności. W Nowym Jorku ten zakaz dotykał bowiem przede wszystkim imigrantów z Europy – Żydów, Irlandczyków, Włochów, Polaków. Dla nich alkohol był przecież częścią kultury i religii. Prohibicję uznawali więc za formę ucisku i presji, jaką wywierało na nich antyimigranckie lobby. Choć de facto początek prohibicji nie miał wiele wspólnego z migrantami. Tylko z tym, że Amerykanie w XIX wieku zwyczajnie zachlewali się na śmierć.
A potem, dzięki prohibicji, przestali?
Nie przestali, bo władza nie była w stanie upilnować obywateli, chociaż za łamanie prawa groziły surowe kary. Powstało gigantyczne podziemie bimbrownicze. Czytałam na ten temat artykuł w „New York Timesie”. W 1921 roku korespondent z Luizjany donosił, że zakaz picia nie pociąga za sobą zmian społecznych, zwłaszcza wśród wyemancypowanej grupy Afroamerykanów, o którą martwili się prohibicyjni aktywiści. Suma nałogów pozostawała taka sama. Obywatele zaczęli po prostu zamiast alkoholu używać kokainy. To okazało się jeszcze gorsze, bo po spożyciu stawali się bardziej agresywni.
Zakaz to ponoć najlepszy impuls do zmiany.
Oczywiście, im bardziej coś jest niedostępne i zakazane, tym bardziej bywa pociągające. Zwłaszcza jeżeli kojarzy się z zabawą, to wiąże się z nieodwracalnymi procesami społecznymi. Trzeźwościowcy trafili na zły moment w Ameryce. „Szlachetny eksperyment”, jak z uporem nazywał go kolejny prezydent Warren Harding, zbiegł się w czasie z rewolucją obyczajową i wzrostem gospodarczym. Maszyny usprawniły i umasowiły produkcję. Oderwały człowieka od życia na farmie i wysłały do miasta, do fabryk. Człowiek miejski tracił kontakt z religią i tradycją, zyskiwał czas i pieniądze. Zaczął słuchać radia, mógł sobie kupić samochód i podążać za modą. Jeśli zechciał – mógł tańczyć do rana, palić papierosy i pić alkohol, nawet jeśli był kobietą. I ani myślał rezygnować z prawa do drinka.

Ta zmiana i ten bunt dla Nowego Jorku okazały się więc korzystne czy niekorzystne?
Stworzyły silny obywatelski ruch oporu. Grupy migranckie, do tej pory rywalizujące między sobą, zjednoczyły się przeciwko władzy. Ekstremalnym przykładem jest zawiązanie syndykatu mafijnego. Sprzedawany pokątnie alkohol zrodził też artystyczną podkulturę – bywanie w „zahasłowanych” knajpach świadczyło o przynależności do odpowiedniego towarzystwa. John Dos Passos pisał w 1920 roku do Johna Howarda Lawsona: „Słodki Jezu, prohibicja doprowadzi to miasto do całkowitej zguby. Idziesz do restauracji i zamawiasz czysty bulion. Zanim się zorientujesz, połykasz łyżkami procentowy koktajl wprost z głębokiego talerza. Zamawiasz niewinną kawę, a w filiżance masz jakiś czerwony sikacz. Zamawiasz herbatę, a przynoszą ci gin. Nie ma szansy uniknąć alkoholu”. Swoją drogą najwięksi pisarze tamtych czasów – Fitzgerald i Dorothy Parker – to pijacy i alkoholicy.
Czy to naprawdę również prohibicja sprawiła, że mafia urosła w siłę?
Prohibicję wprowadzono w momencie, w którym przestępczość, którą znamy chociażby z filmu i książki „Gangi Nowego Jorku”, stanęła wobec pewnego kryzysu. W USA trwała koniunktura gospodarcza, ludzie z dołów społecznych nie musieli działać w grupach przestępczych, żeby mieć za co żyć. Gangi przestały być dla nich jedyną drogą awansu społecznego. Siłą rzeczy te gangi zaczynały być więc mniej liczne, przestępcy bankrutowali. Prohibicja okazała się dla nich ratunkiem. Teraz przestępcy mieli wielki cel: zdobycie alkoholu. Szefowie gangów, którzy ze sobą walczyli – irlandzkich, żydowskich i włoskich – podpisali syndykat. Podzielili się wpływami i czerpali zyski z przemytu i sprzedaży nielegalnie pędzonego lub sprowadzanego do USA alkoholu. Linia brzegowa Ameryki jest przecież taka, że nie było ludzkich możliwości, by im ten przemyt uniemożliwić. W ten sposób ci wielce moralni ludzie, którzy chcieli otrzeźwić Amerykę, doprowadzili do wzrostu przestępczości zorganizowanej, rozwoju kontrabandy i mafii.
To, co się stało z Nowym Jorkiem w czasach prohibicji, to także współczesna lekcja polityki – pisze pani na początku książki. My w Polsce już tę lekcję odrobiliśmy?
Możemy obserwować wciąż te same mechanizmy. Przykładów nie trzeba szukać daleko, weźmy choćby ten sprzed kilku dni, gdy ograniczono dostęp do obrazów Natalii LL, artystki niszowej, która wskutek tego zakazu stała się chyba najbardziej rozpoznawalną polską artystką na świecie. Weźmy kwestię aborcji, wciąż obecną w naszej debacie publicznej. Im bardziej restrykcyjne prawo, tym silniejsze nielegalne podziemie.
Podsumowując – „Zbuntowany Nowy Jork” to książka o historii miasta, o jego kulturze, o polityce czy o ludziach?
O wszystkim po trochu, ale przy tym jeszcze o jednym – o tym, że ludzie władzy zwykle są ponad prawem. Bo ówczesna elita polityczna, wszyscy ci ważni, biali, anglosascy ludzie, w ogóle się prohibicją nie przejmowali. W samym klubie zrzeszającym absolwentów Uniwersytetu Yale był zapas alkoholu na kilkanaście lat, z którego zresztą skrzętnie korzystano. Prohibicja upadła, bo ważni politycy, którzy szli z umoralniającymi sztandarami, mieli w nosie prawo, które uchwalili. Walka z zakazem picia, z pewnością wbrew pomysłodawcom, stała się symbolem walki o swobodę obyczajów i wolność wyboru, o Amerykę wolną i nowoczesną. Nowy Jork był absolutnym centrum tej walki, ponieważ był już stolicą nowoczesnego świata.
* Małgorzata Gołota – dziennikarka radiowa i prasowa. Współpracowała m. in. z Radiem ZET Gold, Radiem Plus, Rock Radiem i Radiem Złote Przeboje, publikowała w „Gazecie Wyborczej”, „Polska the Times”, naTemat.pl, Wirtualnej Polsce i Weekend Gazeta.pl. Lektorka wielu audiobooków. Pracuje nad własną książką o jednej z ostatnich kolonii dla trędowatych w Europie.
komentarze [5]
To był świetny eksperyment społeczny. Używki są wpisane w kulturę ludzką i czy tego chcemy czy nie, ludzie je lubią i będą z nich korzystać. Oczywiście to dana społeczność ustala zasady społeczne co jest akceptowalne a co nie. Jednak społeczeństwo się zmienia i zmienia się jego percepcja a co za tym idzie i społeczne zasady. Prawodawstwo powinno reagować na nie.
...