Przemysław Semczuk jest autorem wielu książek o PRL u, ta porusza temat katastrof przemilczanych i zatajonych od 1951 roku do 1980. Powiedzieć że książka jest fajna to duży nietakt ze względu na tematykę, na pewno jest ciekawa . Semczuk opowiedział o kilkunastu katastrofach morskich, lotniczych, kolejowych i innych . Niektóre z nich były bardzo wstrząsające, ale w każdym przypadku zginęli ludzie i każda z nich była tragedią przede wszystkim dla rodzin ofiar . Znamienne jest, że władze komunistyczne ukrywały masowe wypadki , w państwie socjalistycznym nie mogło dochodzić do takich zdarzeń. Często przyczyną wypadków były awarie sprzętu, a że samoloty , lokomotywy i różnego rodzaju podzespoły urządzeń pochodziły z zaprzyjaźnionego ZSRR nie można było nagłaśniać takich katastrof. Irytujace,że zawsze obwiniano kapitana, pilota , kierowcę czy pracownika, kiedy informacje wyciekły do prasy z reguły winą obciążano ludzi, którzy w tych katastrofach stracili życie. Bulwersujące, ale tak właśnie było, nikomu nie zależało na dociekaniu prawdy , zamiecione pod dywan i koniec tematu. Interesująca książka szkoda tylko że taka krótka, ale warto przeczytać.Polecam.
Przemysław Semczuk jest autorem wielu książek o PRL u, ta porusza temat katastrof przemilczanych i zatajonych od 1951 roku do 1980. Powiedzieć że książka jest fajna to duży nietakt ze względu na tematykę, na pewno jest ciekawa . Semczuk opowiedział o kilkunastu katastrofach morskich, lotniczych, kolejowych i innych . Niektóre z nich były bardzo wstrząsające, ale w każdym...
Zatajone katastrofy PRL to zbiór siedemnastu różnych historii z okresu 1951-1980 roku. Już we wstępie autor pisze, że z ponad stu reportaży o zapomnianych katastrofach sprzed lat, które były prezentowane na łamach "Newsweeka" wybranych do książki zostało kilkanaście. Dlaczego akurat te, a nie inne autor nie wyjaśnia. Jest jedynie wzmianka o ty, że są wzbogacone o dodatkowe informacje i unikalne zdjęcia, które cudem ocalały. Prasa w PRL o katastrofach i wypadkach pisała niemal codziennie, ale nie o tych w Polsce tylko o tych na świecie. Było to jednak celowe działanie, aby ludzie żyli w przeświadczeniu, że żyją w bezpiecznym kraju i nic im nie grozi. Jedynie informacji o katastrofie kolejowej pod Otłoczynem nikt nie ukrywał. Prawdopodobnie pierwszy raz w historii PRL nikt nie ukrywał tragicznych wiadomości. Tak też tylko ta jedna historia z całej siedemnastki była mi dotychczas znana.
Zatajone katastrofy PRL to zbiór siedemnastu różnych historii z okresu 1951-1980 roku. Już we wstępie autor pisze, że z ponad stu reportaży o zapomnianych katastrofach sprzed lat, które były prezentowane na łamach "Newsweeka" wybranych do książki zostało kilkanaście. Dlaczego akurat te, a nie inne autor nie wyjaśnia. Jest jedynie wzmianka o ty, że są wzbogacone o dodatkowe...
Bardzo ciekawa książka. Dla mnie to druga książka Pana Semczuka. Autor wybrał kilkanaście katastrof, które wydarzyły się w latach 1951-1980. Niestety nie podzielił się z czytelnikiem co było kluczem jego wyboru. Rozdziały są krótkie i drobiazgowo opisane. Przyznaję że o większości zdarzeń nie wiedziałem. Pada sporo ciekawostek (jest np wzmianka o aktorze Zbigniewie Buczkowskim). Jest jeszcze jedna rzecz która rzuca się w oczy, jest to podejście władzy komunistycznej do ludzi. Nikt sie z ich życiem nie liczy. Władza i partia są najważniejsze. Książka jest krótka i jak już ktoś napisał są to przedruki artykułów z newsweeka ale i tak dobrze się to czyta. Ta książka to świetny wstęp do rozwinięcia wiedzy o tym co się wydarzyło w innej, bardziej szczegółowej literaturze. Polecam
Bardzo ciekawa książka. Dla mnie to druga książka Pana Semczuka. Autor wybrał kilkanaście katastrof, które wydarzyły się w latach 1951-1980. Niestety nie podzielił się z czytelnikiem co było kluczem jego wyboru. Rozdziały są krótkie i drobiazgowo opisane. Przyznaję że o większości zdarzeń nie wiedziałem. Pada sporo ciekawostek (jest np wzmianka o aktorze Zbigniewie...
No cóż, wolałabym przeczytać "pełnowymiarową" książkę o katastrofach w okresie PRL.
Tutaj bardzo wyraźnie widać, że jest to zlepek reportaży jakie ukazały się kiedyś w czasopiśmie, do których po prostu dodano okładkę.
We wstępie czytamy, że z około stu zatajonych PRL-owskich wypadków i katastrof wybrano do tej konkretnej publikacji kilkanaście. Dlaczego właśnie te? Ciężko stwierdzić. Nie znajduję tu bowiem jakiegoś sensownego klucza do takiego właśnie a nie innego wyboru.
Sama narracja jest w porządku, autor zasługuje na uznanie jako reporter. Poza sytuacją z reportażu o błotnej fali gdzie myli nazwiska ofiar :/ Raz ten sam człowiek nazywa się Piwowarczyk,raz Piwowarski. Prawie tak samo ale nie tak samo... :( Ok, można się machnąć w jakimś mało znaczącym szczególe ale pomylenie nazwiska, i to jeszcze ofiary śmiertelnej? hmm, jest słabe. To obniża moją ocenę o co najmniej jedną gwiazdkę.
Mimo niewielkiej objętości i sensacyjnej treści (która najczęściej wchodzi dość szybko) nie czytało mi się tej książki łatwo.
I niezależnie od tego jak ciężkie są niektóre fragmenty, niezależnie od ilości ofiar, rodzaju katastrofy uderza w treści totalne zakłamanie ówczesnej władzy, farsa i marazm. Pamiętam co nieco z tamtych czasów i uważam, że jakkolwiek nie narzekalibyśmy na obecny stan rzeczy to powrót do przeszłości byłby prawdziwą katastrofą. Oby nigdy nie!!!
No cóż, wolałabym przeczytać "pełnowymiarową" książkę o katastrofach w okresie PRL.
Tutaj bardzo wyraźnie widać, że jest to zlepek reportaży jakie ukazały się kiedyś w czasopiśmie, do których po prostu dodano okładkę.
We wstępie czytamy, że z około stu zatajonych PRL-owskich wypadków i katastrof wybrano do tej konkretnej publikacji kilkanaście. Dlaczego właśnie te? Ciężko...
Objętościowo do połknięcia w jedno popołudnie, szczególnie, że reportaże ukazywały się kiedyś w Newsweeku i na pewno je czytałam, jak wszystkie dodatki historyczne. Ale zawartość małej książki dawkowałam. Nie jest lekko czytać ani o takich katastrofach, ani o ich przyczynach, ani o skutkach.
Ale kapitan musiał polecieć, mimo awarii silnika, bo spieszyło się ważnemu towarzyszowi. Ubek poparł polecenie odbezpieczonym pistoletem przystawionym do głowy kapitana. Kapitanem był ojciec aktora Zbigniewa Buczkowskiego.
Trzeba też było szybko budować, żeby było widać, że mury pną się do góry. Murów nie było, był szkielet bez ścian, a „budowlańcy, poganiani przez władze partyjne, tak się spieszyli, że nie betonowali nawet połączeń płyt stropowych”.
Tamę zbudowano na aktywnym uskoku tektonicznym, o którym "wiedzieli już Niemcy, którzy w latach 30. budowali kopalnię. To dlatego zrezygnowali z usypania tamy w tym miejscu. Zamiast tego cały urobek transportowali kolejką linową (…). Kolejkę w 1945 roku zdemontowali i wywieźli Rosjanie.”
Większość tych katastrof była wynikiem bezmyślnych rozkazów, nieprawidłowych decyzji, błędów projektowych, zaniedbań technologicznych i niedoróbek jakościowych.
Ale zwykle jako pierwszą wersję śledczą przyjmowano sabotaż.
Nawet gdy turyści radzieccy i enerdowscy poszli w góry mimo zagrożenia lawinowego i zginęli, konsul generalny ZSRR oskarżył Polaków o celowe wywołanie lawiny.
Życie ludzkie było tanie, a czasem w ogóle bezwartościowe. Jak na przykład żołnierzy Wojskowych Batalionów Pracy.
Dochodziło też do katastrof, których przyczyną był czynnik ludzki, bez związku z ówczesnym systemem. Lekkomyślność, przemęczenie, brak kwalifikacji.
Te również należało w miarę możliwości utajnić, "żeby ludzie mieli wrażenie, że żyją w bezpiecznym kraju".
Były też akty celowe. Jak zestrzelenie polskiego samolotu nad Libanem z broni, którą najprawdopodobniej przetransportował którymś z poprzednich kursów. I dlatego akta śledztwa miały klauzulę „ściśle tajne do zniszczenia”. Okoliczności ich ujawnienia są ciekawsze niż fabuła niejednego thrillera.
Jak zresztą wiele zdarzeń opisanych w tym małym zbiorze.
Objętościowo do połknięcia w jedno popołudnie, szczególnie, że reportaże ukazywały się kiedyś w Newsweeku i na pewno je czytałam, jak wszystkie dodatki historyczne. Ale zawartość małej książki dawkowałam. Nie jest lekko czytać ani o takich katastrofach, ani o ich przyczynach, ani o skutkach.
Ale kapitan musiał polecieć, mimo awarii silnika, bo spieszyło się ważnemu...
Brutalna prawda jest taka, że wszelkie katastrofy są rzeczą całkowicie normalną. Dochodziło do nich od zawsze, w każdym zakątku świata i dochodzić będzie nadal. Tak już jest. Dziwnie robi się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna z jakichś powodów te katastrofy zatajać. Wtedy narasta wokół nich aura tajemniczości, która ze zwykłych zdarzeń czyni historie pełne niesamowitości i grozy. W doskonałej rzeczywistości PRL żadne katastrofy oczywiście występować nie mogły, więc praktyka ich ukrywania była zjawiskiem normalnym. Fakty odkrywane po latach, informacje wygrzebywane gdzieś w archiwach mają więc posmak owej groźnej tajemnicy. Dlatego tak bardzo lubię wszystko, co napisano na temat katastrof w komunistycznej Polsce.
Brutalna prawda jest taka, że wszelkie katastrofy są rzeczą całkowicie normalną. Dochodziło do nich od zawsze, w każdym zakątku świata i dochodzić będzie nadal. Tak już jest. Dziwnie robi się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna z jakichś powodów te katastrofy zatajać. Wtedy narasta wokół nich aura tajemniczości, która ze zwykłych zdarzeń czyni historie pełne niesamowitości i...
Przerażające są opisane tu wypadki. Jednak równie przerażające jest to, jak traktowani byli wtedy ludzie, którym się one zdarzyły. Ich śmierć wykorzystywano do propagandy politycznej a "winnych" spektakularnie sądzono. Wiele wypadków ukrywano, bo nie licowały z ideą szczęśliwego i bezpiecznego państwa socjalistycznego. Nikt nie widział dramatu konkretnych ludzi i ich rodzin. O tym jest ta niewielka książeczka.
Przerażające są opisane tu wypadki. Jednak równie przerażające jest to, jak traktowani byli wtedy ludzie, którym się one zdarzyły. Ich śmierć wykorzystywano do propagandy politycznej a "winnych" spektakularnie sądzono. Wiele wypadków ukrywano, bo nie licowały z ideą szczęśliwego i bezpiecznego państwa socjalistycznego. Nikt nie widział dramatu konkretnych ludzi i ich...
Czasami fajnie wrócić do tych szarych czasów. Szarych dla nas- bo przecież wtedy miały swój koloryt. Kilka historii- luźno przeplatających się z ludzkimi tragediami. Książka pokazuje- jak kiedyś wszystko było podporządkowane pod to, żeby wyglądało.
I o ile jeszcze katastrofy z lat 70-80 były jakoś nagłośnione...o tyle czytając o wypadkach z lat 50 można się było przerazić...
Czasami fajnie wrócić do tych szarych czasów. Szarych dla nas- bo przecież wtedy miały swój koloryt. Kilka historii- luźno przeplatających się z ludzkimi tragediami. Książka pokazuje- jak kiedyś wszystko było podporządkowane pod to, żeby wyglądało.
I o ile jeszcze katastrofy z lat 70-80 były jakoś nagłośnione...o tyle czytając o wypadkach z lat 50 można się było przerazić...
Jest to zbiór artykułów prasowych, wydanych w formie książki, które wcześniej ukazywały się w czasopiśmie Newsweek.
Jak każdy z nas wie, czasy Polski Ludowej, były latami propagandy sukcesu.
W tej sztucznej rzeczywistości, nie było miejsca dla jakichkolwiek wypadków czy katastrof. Wszystko było zatajane, by nie burzyć w społeczeństwie, poczucia bezpieczeństwa. O ile oczywiście w tamtych czasach takie poczucie można było mieć.
Niemniej jednak, tam gdzie jest obecny czynnik ludzki, tam zdarzają się wypadki.
Przez cały okres panowania PZPR, na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat, zdarzyło się ponad sto takich katastrof w których zginęło ponad 2500 osób.
Wszystkie, na ile to możliwe, były zatajane.
W książeczce o której piszę, jest ich kilkanaście.
Są podane chronologicznie a tam gdzie to możliwe, autor przedstawia także zdjęcia.
Co więcej można powiedzieć?
Nic.
Jedyna myśl, która nasuwa mi się po przeczytaniu tej pozycji, to zdziwienie, że mogliśmy żyć tyle lat w takiej obłudzie.
Jest to zbiór artykułów prasowych, wydanych w formie książki, które wcześniej ukazywały się w czasopiśmie Newsweek.
Jak każdy z nas wie, czasy Polski Ludowej, były latami propagandy sukcesu.
W tej sztucznej rzeczywistości, nie było miejsca dla jakichkolwiek wypadków czy katastrof. Wszystko było zatajane, by nie burzyć w społeczeństwie, poczucia bezpieczeństwa. O ile...
O śmierci 19 turystów w Karkonoszach to ja czytałem już dobrych kilka lat temu w książkach redaktor Joanny Lamparskiej ("Słowo Polskie") oraz redaktora Leszka Adamczewskiego ("Głos Wielkopolski"). Ci turyści zginęli w Białym Jarze na (jeśli dobrze pamiętam) początku lat 60. podczas nieoficjalnych rzecz jasna poszukiwań skarbów ukrytych w sztolniach w Białym Jarze. Była to mieszana radziecko-niemiecka grupa. Po ich śmierci po Rosjan przyjechała delegacja i wywiozła ciała do ZSRR, natomiast Niemcy zostali pochowani na miejscowym cmentarzu, ponieważ władze niemieckie nie przyznały się do nich (dziwne nieprawdaż?).
O śmierci 19 turystów w Karkonoszach to ja czytałem już dobrych kilka lat temu w książkach redaktor Joanny Lamparskiej ("Słowo Polskie") oraz redaktora Leszka Adamczewskiego ("Głos Wielkopolski"). Ci turyści zginęli w Białym Jarze na (jeśli dobrze pamiętam) początku lat 60. podczas nieoficjalnych rzecz jasna poszukiwań skarbów ukrytych w sztolniach w Białym Jarze. Była to...
Ostatni mój zakup podczas wizyty w empiku i wstyd się przyznać, ale książkę kupiłam, bo było tanio i ... sensacyjnie. Prawda, że książki dotyczące czasów PRL czytam chętnie i wciąż nadziwić się nie mogę, że żyło się w takich czasach, nawet specjalnie się sytuacji nie dziwiąc.
Autorem książki jest współpracownik Newsweeka Przemysław Semczuk.Książka zawiera zapis siedemnastu tragedii, katastrof, w których ginęli ludzie, a katastrofy te zostały przemilczane.
Ze wstępu:
"Władze celowo nie chciały nagłaśniać katastrof - wyjaśnia gen. Czesław Kiszczak. - Po co denerwować ludzi? I tak mieli dosyć problemów. Chcieliśmy, aby mieli wrażenie, że żyją w bezpiecznym kraju. Że nic im nie grozi."
To była przyczyna, dla której o katastrofach się oficjalnie nie mówiło. Celem nadrzędnym była propaganda sukcesu, stwarzanie ułudy, że żyjemy w szczęśliwym kraju, a wszystko złe, co nas spotyka, to wina sabotażystów, imperialistów z zachodu.
Zza obrazu przedstawionych katastrof przedziera się los szarego, małego skrzywdzonego człowieka, którego władza, mając na uwadze wyższe cele, pozostawia samemu sobie, bez pomocy, zaszczutego, milczącego z nakazu. Liczby osób, które zginęły w katastrofach, okoliczności śmierci porażają, ale jeszcze bardziej tragiczniejszy w wymowie jest los rodzin ofiar.
Dziś, ci co wspominają tamte lata, opowiadają o marnym sprzęcie, przestarzałych parkach maszynowych, niedoszkoleniu pilotów, siermiężności peerelowskiej technologii, przestarzałych maszynach otrzymanych w darze od "wielkiego brata", które to najczęściej były przyczyną tych tragedii. Ale są też i tacy, którzy i dziś mówić nie chcą.
Nie bez powodu zatem dziś mówi się o czasach PRLu, jako o "czasach słusznie minionych".
Ale katastrofy dalej nam się przydarzają. Czy przyczyna jest wciąż ta sama? Mam nadzieję, że nie. Czy wiemy o nich to, co powinniśmy wiedzieć? Mam nadzieję, że tak.
Ostatni mój zakup podczas wizyty w empiku i wstyd się przyznać, ale książkę kupiłam, bo było tanio i ... sensacyjnie. Prawda, że książki dotyczące czasów PRL czytam chętnie i wciąż nadziwić się nie mogę, że żyło się w takich czasach, nawet specjalnie się sytuacji nie dziwiąc.
Autorem książki jest współpracownik Newsweeka Przemysław Semczuk.Książka zawiera zapis siedemnastu...
Przemysław Semczuk jest autorem wielu książek o PRL u, ta porusza temat katastrof przemilczanych i zatajonych od 1951 roku do 1980. Powiedzieć że książka jest fajna to duży nietakt ze względu na tematykę, na pewno jest ciekawa . Semczuk opowiedział o kilkunastu katastrofach morskich, lotniczych, kolejowych i innych . Niektóre z nich były bardzo wstrząsające, ale w każdym przypadku zginęli ludzie i każda z nich była tragedią przede wszystkim dla rodzin ofiar . Znamienne jest, że władze komunistyczne ukrywały masowe wypadki , w państwie socjalistycznym nie mogło dochodzić do takich zdarzeń. Często przyczyną wypadków były awarie sprzętu, a że samoloty , lokomotywy i różnego rodzaju podzespoły urządzeń pochodziły z zaprzyjaźnionego ZSRR nie można było nagłaśniać takich katastrof. Irytujace,że zawsze obwiniano kapitana, pilota , kierowcę czy pracownika, kiedy informacje wyciekły do prasy z reguły winą obciążano ludzi, którzy w tych katastrofach stracili życie. Bulwersujące, ale tak właśnie było, nikomu nie zależało na dociekaniu prawdy , zamiecione pod dywan i koniec tematu. Interesująca książka szkoda tylko że taka krótka, ale warto przeczytać.Polecam.
Przemysław Semczuk jest autorem wielu książek o PRL u, ta porusza temat katastrof przemilczanych i zatajonych od 1951 roku do 1980. Powiedzieć że książka jest fajna to duży nietakt ze względu na tematykę, na pewno jest ciekawa . Semczuk opowiedział o kilkunastu katastrofach morskich, lotniczych, kolejowych i innych . Niektóre z nich były bardzo wstrząsające, ale w każdym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpory zbiór mało znanych incydentów, w mojej ocenie jednak autor postawił na ilość nie jakość co niestety wychodzi na minus.
Spory zbiór mało znanych incydentów, w mojej ocenie jednak autor postawił na ilość nie jakość co niestety wychodzi na minus.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZatajone katastrofy PRL to zbiór siedemnastu różnych historii z okresu 1951-1980 roku. Już we wstępie autor pisze, że z ponad stu reportaży o zapomnianych katastrofach sprzed lat, które były prezentowane na łamach "Newsweeka" wybranych do książki zostało kilkanaście. Dlaczego akurat te, a nie inne autor nie wyjaśnia. Jest jedynie wzmianka o ty, że są wzbogacone o dodatkowe informacje i unikalne zdjęcia, które cudem ocalały. Prasa w PRL o katastrofach i wypadkach pisała niemal codziennie, ale nie o tych w Polsce tylko o tych na świecie. Było to jednak celowe działanie, aby ludzie żyli w przeświadczeniu, że żyją w bezpiecznym kraju i nic im nie grozi. Jedynie informacji o katastrofie kolejowej pod Otłoczynem nikt nie ukrywał. Prawdopodobnie pierwszy raz w historii PRL nikt nie ukrywał tragicznych wiadomości. Tak też tylko ta jedna historia z całej siedemnastki była mi dotychczas znana.
Zatajone katastrofy PRL to zbiór siedemnastu różnych historii z okresu 1951-1980 roku. Już we wstępie autor pisze, że z ponad stu reportaży o zapomnianych katastrofach sprzed lat, które były prezentowane na łamach "Newsweeka" wybranych do książki zostało kilkanaście. Dlaczego akurat te, a nie inne autor nie wyjaśnia. Jest jedynie wzmianka o ty, że są wzbogacone o dodatkowe...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawa książka. Dla mnie to druga książka Pana Semczuka. Autor wybrał kilkanaście katastrof, które wydarzyły się w latach 1951-1980. Niestety nie podzielił się z czytelnikiem co było kluczem jego wyboru. Rozdziały są krótkie i drobiazgowo opisane. Przyznaję że o większości zdarzeń nie wiedziałem. Pada sporo ciekawostek (jest np wzmianka o aktorze Zbigniewie Buczkowskim). Jest jeszcze jedna rzecz która rzuca się w oczy, jest to podejście władzy komunistycznej do ludzi. Nikt sie z ich życiem nie liczy. Władza i partia są najważniejsze. Książka jest krótka i jak już ktoś napisał są to przedruki artykułów z newsweeka ale i tak dobrze się to czyta. Ta książka to świetny wstęp do rozwinięcia wiedzy o tym co się wydarzyło w innej, bardziej szczegółowej literaturze. Polecam
Bardzo ciekawa książka. Dla mnie to druga książka Pana Semczuka. Autor wybrał kilkanaście katastrof, które wydarzyły się w latach 1951-1980. Niestety nie podzielił się z czytelnikiem co było kluczem jego wyboru. Rozdziały są krótkie i drobiazgowo opisane. Przyznaję że o większości zdarzeń nie wiedziałem. Pada sporo ciekawostek (jest np wzmianka o aktorze Zbigniewie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo cóż, wolałabym przeczytać "pełnowymiarową" książkę o katastrofach w okresie PRL.
Tutaj bardzo wyraźnie widać, że jest to zlepek reportaży jakie ukazały się kiedyś w czasopiśmie, do których po prostu dodano okładkę.
We wstępie czytamy, że z około stu zatajonych PRL-owskich wypadków i katastrof wybrano do tej konkretnej publikacji kilkanaście. Dlaczego właśnie te? Ciężko stwierdzić. Nie znajduję tu bowiem jakiegoś sensownego klucza do takiego właśnie a nie innego wyboru.
Sama narracja jest w porządku, autor zasługuje na uznanie jako reporter. Poza sytuacją z reportażu o błotnej fali gdzie myli nazwiska ofiar :/ Raz ten sam człowiek nazywa się Piwowarczyk,raz Piwowarski. Prawie tak samo ale nie tak samo... :( Ok, można się machnąć w jakimś mało znaczącym szczególe ale pomylenie nazwiska, i to jeszcze ofiary śmiertelnej? hmm, jest słabe. To obniża moją ocenę o co najmniej jedną gwiazdkę.
Mimo niewielkiej objętości i sensacyjnej treści (która najczęściej wchodzi dość szybko) nie czytało mi się tej książki łatwo.
I niezależnie od tego jak ciężkie są niektóre fragmenty, niezależnie od ilości ofiar, rodzaju katastrofy uderza w treści totalne zakłamanie ówczesnej władzy, farsa i marazm. Pamiętam co nieco z tamtych czasów i uważam, że jakkolwiek nie narzekalibyśmy na obecny stan rzeczy to powrót do przeszłości byłby prawdziwą katastrofą. Oby nigdy nie!!!
No cóż, wolałabym przeczytać "pełnowymiarową" książkę o katastrofach w okresie PRL.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTutaj bardzo wyraźnie widać, że jest to zlepek reportaży jakie ukazały się kiedyś w czasopiśmie, do których po prostu dodano okładkę.
We wstępie czytamy, że z około stu zatajonych PRL-owskich wypadków i katastrof wybrano do tej konkretnej publikacji kilkanaście. Dlaczego właśnie te? Ciężko...
Objętościowo do połknięcia w jedno popołudnie, szczególnie, że reportaże ukazywały się kiedyś w Newsweeku i na pewno je czytałam, jak wszystkie dodatki historyczne. Ale zawartość małej książki dawkowałam. Nie jest lekko czytać ani o takich katastrofach, ani o ich przyczynach, ani o skutkach.
Ale kapitan musiał polecieć, mimo awarii silnika, bo spieszyło się ważnemu towarzyszowi. Ubek poparł polecenie odbezpieczonym pistoletem przystawionym do głowy kapitana. Kapitanem był ojciec aktora Zbigniewa Buczkowskiego.
Trzeba też było szybko budować, żeby było widać, że mury pną się do góry. Murów nie było, był szkielet bez ścian, a „budowlańcy, poganiani przez władze partyjne, tak się spieszyli, że nie betonowali nawet połączeń płyt stropowych”.
Tamę zbudowano na aktywnym uskoku tektonicznym, o którym "wiedzieli już Niemcy, którzy w latach 30. budowali kopalnię. To dlatego zrezygnowali z usypania tamy w tym miejscu. Zamiast tego cały urobek transportowali kolejką linową (…). Kolejkę w 1945 roku zdemontowali i wywieźli Rosjanie.”
Większość tych katastrof była wynikiem bezmyślnych rozkazów, nieprawidłowych decyzji, błędów projektowych, zaniedbań technologicznych i niedoróbek jakościowych.
Ale zwykle jako pierwszą wersję śledczą przyjmowano sabotaż.
Nawet gdy turyści radzieccy i enerdowscy poszli w góry mimo zagrożenia lawinowego i zginęli, konsul generalny ZSRR oskarżył Polaków o celowe wywołanie lawiny.
Życie ludzkie było tanie, a czasem w ogóle bezwartościowe. Jak na przykład żołnierzy Wojskowych Batalionów Pracy.
Dochodziło też do katastrof, których przyczyną był czynnik ludzki, bez związku z ówczesnym systemem. Lekkomyślność, przemęczenie, brak kwalifikacji.
Te również należało w miarę możliwości utajnić, "żeby ludzie mieli wrażenie, że żyją w bezpiecznym kraju".
Były też akty celowe. Jak zestrzelenie polskiego samolotu nad Libanem z broni, którą najprawdopodobniej przetransportował którymś z poprzednich kursów. I dlatego akta śledztwa miały klauzulę „ściśle tajne do zniszczenia”. Okoliczności ich ujawnienia są ciekawsze niż fabuła niejednego thrillera.
Jak zresztą wiele zdarzeń opisanych w tym małym zbiorze.
Objętościowo do połknięcia w jedno popołudnie, szczególnie, że reportaże ukazywały się kiedyś w Newsweeku i na pewno je czytałam, jak wszystkie dodatki historyczne. Ale zawartość małej książki dawkowałam. Nie jest lekko czytać ani o takich katastrofach, ani o ich przyczynach, ani o skutkach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle kapitan musiał polecieć, mimo awarii silnika, bo spieszyło się ważnemu...
Rzeczowy, obiektywny, intrygujący reportaż.
Rzeczowy, obiektywny, intrygujący reportaż.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa krótka dla mnie:)
Za krótka dla mnie:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBrutalna prawda jest taka, że wszelkie katastrofy są rzeczą całkowicie normalną. Dochodziło do nich od zawsze, w każdym zakątku świata i dochodzić będzie nadal. Tak już jest. Dziwnie robi się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna z jakichś powodów te katastrofy zatajać. Wtedy narasta wokół nich aura tajemniczości, która ze zwykłych zdarzeń czyni historie pełne niesamowitości i grozy. W doskonałej rzeczywistości PRL żadne katastrofy oczywiście występować nie mogły, więc praktyka ich ukrywania była zjawiskiem normalnym. Fakty odkrywane po latach, informacje wygrzebywane gdzieś w archiwach mają więc posmak owej groźnej tajemnicy. Dlatego tak bardzo lubię wszystko, co napisano na temat katastrof w komunistycznej Polsce.
Brutalna prawda jest taka, że wszelkie katastrofy są rzeczą całkowicie normalną. Dochodziło do nich od zawsze, w każdym zakątku świata i dochodzić będzie nadal. Tak już jest. Dziwnie robi się dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna z jakichś powodów te katastrofy zatajać. Wtedy narasta wokół nich aura tajemniczości, która ze zwykłych zdarzeń czyni historie pełne niesamowitości i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzerażające są opisane tu wypadki. Jednak równie przerażające jest to, jak traktowani byli wtedy ludzie, którym się one zdarzyły. Ich śmierć wykorzystywano do propagandy politycznej a "winnych" spektakularnie sądzono. Wiele wypadków ukrywano, bo nie licowały z ideą szczęśliwego i bezpiecznego państwa socjalistycznego. Nikt nie widział dramatu konkretnych ludzi i ich rodzin. O tym jest ta niewielka książeczka.
Przerażające są opisane tu wypadki. Jednak równie przerażające jest to, jak traktowani byli wtedy ludzie, którym się one zdarzyły. Ich śmierć wykorzystywano do propagandy politycznej a "winnych" spektakularnie sądzono. Wiele wypadków ukrywano, bo nie licowały z ideą szczęśliwego i bezpiecznego państwa socjalistycznego. Nikt nie widział dramatu konkretnych ludzi i ich...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami fajnie wrócić do tych szarych czasów. Szarych dla nas- bo przecież wtedy miały swój koloryt. Kilka historii- luźno przeplatających się z ludzkimi tragediami. Książka pokazuje- jak kiedyś wszystko było podporządkowane pod to, żeby wyglądało.
I o ile jeszcze katastrofy z lat 70-80 były jakoś nagłośnione...o tyle czytając o wypadkach z lat 50 można się było przerazić...
Czasami fajnie wrócić do tych szarych czasów. Szarych dla nas- bo przecież wtedy miały swój koloryt. Kilka historii- luźno przeplatających się z ludzkimi tragediami. Książka pokazuje- jak kiedyś wszystko było podporządkowane pod to, żeby wyglądało.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI o ile jeszcze katastrofy z lat 70-80 były jakoś nagłośnione...o tyle czytając o wypadkach z lat 50 można się było przerazić...
Ciekawy zbiór artykułów.
Ciekawy zbiór artykułów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to zbiór artykułów prasowych, wydanych w formie książki, które wcześniej ukazywały się w czasopiśmie Newsweek.
Jak każdy z nas wie, czasy Polski Ludowej, były latami propagandy sukcesu.
W tej sztucznej rzeczywistości, nie było miejsca dla jakichkolwiek wypadków czy katastrof. Wszystko było zatajane, by nie burzyć w społeczeństwie, poczucia bezpieczeństwa. O ile oczywiście w tamtych czasach takie poczucie można było mieć.
Niemniej jednak, tam gdzie jest obecny czynnik ludzki, tam zdarzają się wypadki.
Przez cały okres panowania PZPR, na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat, zdarzyło się ponad sto takich katastrof w których zginęło ponad 2500 osób.
Wszystkie, na ile to możliwe, były zatajane.
W książeczce o której piszę, jest ich kilkanaście.
Są podane chronologicznie a tam gdzie to możliwe, autor przedstawia także zdjęcia.
Co więcej można powiedzieć?
Nic.
Jedyna myśl, która nasuwa mi się po przeczytaniu tej pozycji, to zdziwienie, że mogliśmy żyć tyle lat w takiej obłudzie.
Jest to zbiór artykułów prasowych, wydanych w formie książki, które wcześniej ukazywały się w czasopiśmie Newsweek.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak każdy z nas wie, czasy Polski Ludowej, były latami propagandy sukcesu.
W tej sztucznej rzeczywistości, nie było miejsca dla jakichkolwiek wypadków czy katastrof. Wszystko było zatajane, by nie burzyć w społeczeństwie, poczucia bezpieczeństwa. O ile...
O śmierci 19 turystów w Karkonoszach to ja czytałem już dobrych kilka lat temu w książkach redaktor Joanny Lamparskiej ("Słowo Polskie") oraz redaktora Leszka Adamczewskiego ("Głos Wielkopolski"). Ci turyści zginęli w Białym Jarze na (jeśli dobrze pamiętam) początku lat 60. podczas nieoficjalnych rzecz jasna poszukiwań skarbów ukrytych w sztolniach w Białym Jarze. Była to mieszana radziecko-niemiecka grupa. Po ich śmierci po Rosjan przyjechała delegacja i wywiozła ciała do ZSRR, natomiast Niemcy zostali pochowani na miejscowym cmentarzu, ponieważ władze niemieckie nie przyznały się do nich (dziwne nieprawdaż?).
O śmierci 19 turystów w Karkonoszach to ja czytałem już dobrych kilka lat temu w książkach redaktor Joanny Lamparskiej ("Słowo Polskie") oraz redaktora Leszka Adamczewskiego ("Głos Wielkopolski"). Ci turyści zginęli w Białym Jarze na (jeśli dobrze pamiętam) początku lat 60. podczas nieoficjalnych rzecz jasna poszukiwań skarbów ukrytych w sztolniach w Białym Jarze. Była to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatni mój zakup podczas wizyty w empiku i wstyd się przyznać, ale książkę kupiłam, bo było tanio i ... sensacyjnie. Prawda, że książki dotyczące czasów PRL czytam chętnie i wciąż nadziwić się nie mogę, że żyło się w takich czasach, nawet specjalnie się sytuacji nie dziwiąc.
Autorem książki jest współpracownik Newsweeka Przemysław Semczuk.Książka zawiera zapis siedemnastu tragedii, katastrof, w których ginęli ludzie, a katastrofy te zostały przemilczane.
Ze wstępu:
"Władze celowo nie chciały nagłaśniać katastrof - wyjaśnia gen. Czesław Kiszczak. - Po co denerwować ludzi? I tak mieli dosyć problemów. Chcieliśmy, aby mieli wrażenie, że żyją w bezpiecznym kraju. Że nic im nie grozi."
To była przyczyna, dla której o katastrofach się oficjalnie nie mówiło. Celem nadrzędnym była propaganda sukcesu, stwarzanie ułudy, że żyjemy w szczęśliwym kraju, a wszystko złe, co nas spotyka, to wina sabotażystów, imperialistów z zachodu.
Zza obrazu przedstawionych katastrof przedziera się los szarego, małego skrzywdzonego człowieka, którego władza, mając na uwadze wyższe cele, pozostawia samemu sobie, bez pomocy, zaszczutego, milczącego z nakazu. Liczby osób, które zginęły w katastrofach, okoliczności śmierci porażają, ale jeszcze bardziej tragiczniejszy w wymowie jest los rodzin ofiar.
Dziś, ci co wspominają tamte lata, opowiadają o marnym sprzęcie, przestarzałych parkach maszynowych, niedoszkoleniu pilotów, siermiężności peerelowskiej technologii, przestarzałych maszynach otrzymanych w darze od "wielkiego brata", które to najczęściej były przyczyną tych tragedii. Ale są też i tacy, którzy i dziś mówić nie chcą.
Nie bez powodu zatem dziś mówi się o czasach PRLu, jako o "czasach słusznie minionych".
Ale katastrofy dalej nam się przydarzają. Czy przyczyna jest wciąż ta sama? Mam nadzieję, że nie. Czy wiemy o nich to, co powinniśmy wiedzieć? Mam nadzieję, że tak.
Ostatni mój zakup podczas wizyty w empiku i wstyd się przyznać, ale książkę kupiłam, bo było tanio i ... sensacyjnie. Prawda, że książki dotyczące czasów PRL czytam chętnie i wciąż nadziwić się nie mogę, że żyło się w takich czasach, nawet specjalnie się sytuacji nie dziwiąc.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorem książki jest współpracownik Newsweeka Przemysław Semczuk.Książka zawiera zapis siedemnastu...