Wróć na stronę książki

Oceny książki Tant mieux

Średnia ocen
6,5 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


Sortuj:
avatar
383
31

Na półkach: ,

Amélie Nothomb znów serwuje nam danie ze sprawdzonego przepisu. Bierze garść rodzinnej traumy, doprawia ją charakterystycznym dla siebie mrokiem i opakowuje w zgrabną, autofikcyjną formę. "Tant Mieux" to, zgodnie z konfesją poczynioną przez narratorkę w epilogu, historia jej matki, Adrienne. Problem w tym, że przepis, niegdyś ekscytujący, dziś smakuje już głównie odgrzewaną manierą. I to już naprawdę śmierdzi kilkunastotygodniowym olejem, którego bracia McDonald by się nie powstydzili.

Trzeba oddać autorce, że otwarcie powieści udało jej się. To jest Nothomb, za którą jej fani tęsknią – precyzyjna, brutalnie sugestywna i psychologicznie błyskotliwa. Obserwujemy czteroletnią Adrienne, zesłaną podczas wojny do domu okrutnej babki (Bonne-maman de Gand). W tej mrocznej baśni dziecko zmuszane jest do jedzenia odrażających potraw , a nawet własnych wymiocin. To właśnie w akcie ostatecznego upokorzenia rodzi się jej filozofia przetrwania, zaklęta w formule "tant mieux" ("tym lepiej") – świadomy, dziecięcy mechanizm obronny, który pozwala jej przetrwać koszmar.

Niestety, Nothomb zbyt szybko zużywa całą amunicję. Gdy tylko opuszczamy klaustrofobiczny domek babki, narracja traci impet i rozmywa się w nużącą kronikę rodzinnych patologii. Nihil novi. Déjà vu. Opowieść o psychologicznym przetrwaniu stacza się do poziomu sagi o dysfunkcji: obserwujemy zdrady i kłótnie rodziców , a wreszcie – clou programu – odkrywamy, że matka Adrienne, Astrid, w akcie zemsty za własne traumy, seryjnie i z zimną krwią morduje koty.

Tu właśnie objawia się największa słabość Tant Mieux i być może całej późnej twórczości Nothomb. Szokujące obrazy, niegdyś stanowiące o sile jej prozy, sprawiają wrażenie chwytów cokolwiek już zużytych. Starość- nie radość, pomysłowość - nie wieczność. Jedzenie wymiocin , szczegółowe opisy zabijania kotów – to elementy, które u Nothomb z uniwersalnej metafory degradują się do rangi manierycznej prowokacji. Forma zaczyna dominować nad treścią, a autorka wydaje się bardziej zainteresowana epatowaniem niż pogłębioną analizą.

To, co miało być hołdem dla matki, pozostaje hermetyczną, rodzinną anegdotą, która nie rezonuje z czytelnikiem. Owszem, historia jest "ważna dla autorki", ale dla postronnego odbiorcy okazuje się lekturą najzwyczajniej obojętną. Brakuje tu uniwersalnej myśli, która wynosiłaby tę opowieść ponad prywatne rozliczenia. Może to dowód na to, że nasze prywatne demony nie są wystarczające, by utkać z ich cieni dobrą prozę?

Kto zatem powinien sięgnąć po "Tant Mieux"? Przede wszystkim wyznawcy. Fani pisarki dostaną dokładnie to, czego oczekują: ten sam wycyzelowany styl, te same kontrowersje i ten sam autobiograficzny ekshibicjonizm. Tym lepiej! "Tant Mieux" to Nothomb w pigułce – niestety, tej o dobrze już znanym i lekko zwietrzałym smaku odgrzewanych frytek.

Amélie Nothomb znów serwuje nam danie ze sprawdzonego przepisu. Bierze garść rodzinnej traumy, doprawia ją charakterystycznym dla siebie mrokiem i opakowuje w zgrabną, autofikcyjną formę. "Tant Mieux" to, zgodnie z konfesją poczynioną przez narratorkę w epilogu, historia jej matki, Adrienne. Problem w tym, że przepis, niegdyś ekscytujący, dziś smakuje już głównie odgrzewaną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to