Po debiucie, opartym na losach własnej, żydowskiej rodziny*, w swej drugiej książce zajmuje się Georgia Hunter wojennymi przeżyciami Żydów we Włoszech. Historyczne fakty są w niej wiernie oddane, ale jest to powieść, czyli wytwór fikcji literackiej. Fikcyjni bohaterowie, często o cechach przypominających realne, znane autorce postaci - o czym można przeczytać w posłowiu - wchodzą w rozmaite interakcje z autentycznymi osobami, których działania decydowały wówczas - w latach 1938-1945 - o losach żydowskich mieszkańców.
Na uniwersytecie w Ferrarze Lili, urodzona w Bolonii, zaprzyjaźniła się z Esti, przybyłą na studia do Włoch z Grecji. Wygląda na to, że jest to przyjaźń na śmierć i życie. Małżeństwo Esti z Nikiem i urodzenie ich synka, Theo, jeszcze ją umocniły, szczególnie gdy Niko musi wyjechać do Salonik, aby pomóc rodzicom. W Grecji, okupowanej już wtedy przez państwa Osi, sytuacja żydowskich rodzin staje się coraz bardziej dramatyczna. Ale również, po tzw. ustawach rasowych Mussoliniego (Racial Laws) z 1938 roku, włoscy faszyści wdrażają coraz więcej nowych antyżydowskich regulacji u siebie w kraju. Już nie tylko na kontynuację studiów czy nalezienie pracy nie ma szans, ale aby zapobiec denuncjacji trzeba posiadać aryjskie papiery.
Starsza od Lili Esti zawsze była bardziej energiczna i przedsiębiorcza. To ona nie dość, że załatwia dla całej trójki, czyli dla obu przyjaciółek i małego Theo, podrabiane aryjskie dokumenty, ale odkrywa w sobie zdolności fałszerskie i robi to też dla innych osób pochodzenia żydowskiego. Ponadto wciąga Lili w pomoc w pobliskiej Nonantolii żydowskim dzieciom przemyconym z okupowanych państw Europy Wschodniej. Jednak dłuższy pobyt gdziekolwiek staje się dla Żydów coraz bardziej niebezpieczny, nasilają się - szczególnie po wkroczeniu do Włoch Niemców - donosy, łapanki i deportacje do obozów koncentracyjnych. Tymczasem ciężko chora Esti wymusza na Lili, aby wraz z Theo spróbowała się przedostać do Rzymu.
Ponad dwustukilometrowa droga Lili i Theo z Asyżu do Rzymu stanowi trzon fabuły. Bez pomocy życzliwych duchownych i cywilów związanych z podziemiem, także ludzi z lasu - pokonanie całego szlaku z pewnością nie byłoby możliwe. Zwłaszcza że dopiero na ostatnim odcinku, z Todi do stolicy, może dwójka uciekinierów liczyć na podwózkę, wcześniej idą pieszo. Jednocześnie właśnie w tym umbryjskim miasteczku natrafiają na jedynego duchownego, który nie tylko odmawia pomocy, lecz wyraźnie daje do zrozumienia, że powiadomi o nich lokalne władze.
Wśród życzliwych Żydom duchownych wymieniany jest arcybiskup Florencji kardynał Elia Dalla Costa, ojciec Rufino Niccacci z klasztoru franciszkańskiego w Asyżu, siostra Lotte i wiele innych zakonnic w różnych miejscach. To oni sugerują zbiegom lokalizacje, gdzie mogą liczyć na przyjazne powitanie i nocleg. Prawdziwą niespodzianką jest poznanie podziemnego drukarza, Luigi Braziego oraz słynnego kolarza szosowego Gino Bartaliego**. Konsternację Lili i wielu jej znajomych wywołuje milczenie papieża na temat sytuacji Żydów.
Powieściowy opis przeżyć Ocalonych często wydaje się mało wiarygodny. Ale przecież gdyby nie graniczące z cudem zbiegi okoliczności i przypadki - czy udałoby się im ocaleć?! W historii Lili i Theo takim szczęśliwym trafem było, na przykład, spotkanie w Rzymie zbiegłego z jenieckiego obozu amerykańskiego komandosa, Thomasa, który zresztą po wojnie ponownie ich odnajduje. Natomiast w odporność psychofizyczną trzyletniego Theo, w rozwój jego przymiotów umysłowych dość trudno mi było uwierzyć.
Jednak najsłabszą stroną powieści jest, moim zdaniem, jej styl językowy, ocierający się miejscami o infantylną bezradność. Czytałam książkę w oryginale. Co ciekawe, przy lekturze poprzedniej, w polskim przekładzie, takiego wrażenia nie odniosłam. Albo była to zasługa polskiej tłumaczki, albo Georgii Hunter, dobrze radzącej sobie z opisem losów własnej rodziny, znalezienie optymalnego kodu językowego przy tworzeniu powieści typu historical fiction nie całkiem się udało.
Co powiedziawszy, i tak trudno nie przyznać, że „One Good Thing” jest nie tylko ciekawym pomocnikiem historycznym - obejmującym szczególnie mi bliskie regiony - ale również dostarcza sporo wzruszeń.
* „We Were the Lucky Ones” (2017). Polski przekład, w tłumaczeniu Barbary Szelewy, został wydany w tym samym roku pt. „My mieliśmy szczęście”.
** Bartali został uhonorowany przez Yad Vashem godnością Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. O innych autentycznych znajomych Lili i Theo - można przeczytać w posłowiu
Po debiucie, opartym na losach własnej, żydowskiej rodziny*, w swej drugiej książce zajmuje się Georgia Hunter wojennymi przeżyciami Żydów we Włoszech. Historyczne fakty są w niej wiernie oddane, ale jest to powieść, czyli wytwór fikcji literackiej. Fikcyjni bohaterowie, często o cechach przypominających realne, znane autorce postaci - o czym można przeczytać w posłowiu -...
Po debiucie, opartym na losach własnej, żydowskiej rodziny*, w swej drugiej książce zajmuje się Georgia Hunter wojennymi przeżyciami Żydów we Włoszech. Historyczne fakty są w niej wiernie oddane, ale jest to powieść, czyli wytwór fikcji literackiej. Fikcyjni bohaterowie, często o cechach przypominających realne, znane autorce postaci - o czym można przeczytać w posłowiu - wchodzą w rozmaite interakcje z autentycznymi osobami, których działania decydowały wówczas - w latach 1938-1945 - o losach żydowskich mieszkańców.
Na uniwersytecie w Ferrarze Lili, urodzona w Bolonii, zaprzyjaźniła się z Esti, przybyłą na studia do Włoch z Grecji. Wygląda na to, że jest to przyjaźń na śmierć i życie. Małżeństwo Esti z Nikiem i urodzenie ich synka, Theo, jeszcze ją umocniły, szczególnie gdy Niko musi wyjechać do Salonik, aby pomóc rodzicom. W Grecji, okupowanej już wtedy przez państwa Osi, sytuacja żydowskich rodzin staje się coraz bardziej dramatyczna. Ale również, po tzw. ustawach rasowych Mussoliniego (Racial Laws) z 1938 roku, włoscy faszyści wdrażają coraz więcej nowych antyżydowskich regulacji u siebie w kraju. Już nie tylko na kontynuację studiów czy nalezienie pracy nie ma szans, ale aby zapobiec denuncjacji trzeba posiadać aryjskie papiery.
Starsza od Lili Esti zawsze była bardziej energiczna i przedsiębiorcza. To ona nie dość, że załatwia dla całej trójki, czyli dla obu przyjaciółek i małego Theo, podrabiane aryjskie dokumenty, ale odkrywa w sobie zdolności fałszerskie i robi to też dla innych osób pochodzenia żydowskiego. Ponadto wciąga Lili w pomoc w pobliskiej Nonantolii żydowskim dzieciom przemyconym z okupowanych państw Europy Wschodniej. Jednak dłuższy pobyt gdziekolwiek staje się dla Żydów coraz bardziej niebezpieczny, nasilają się - szczególnie po wkroczeniu do Włoch Niemców - donosy, łapanki i deportacje do obozów koncentracyjnych. Tymczasem ciężko chora Esti wymusza na Lili, aby wraz z Theo spróbowała się przedostać do Rzymu.
Ponad dwustukilometrowa droga Lili i Theo z Asyżu do Rzymu stanowi trzon fabuły. Bez pomocy życzliwych duchownych i cywilów związanych z podziemiem, także ludzi z lasu - pokonanie całego szlaku z pewnością nie byłoby możliwe. Zwłaszcza że dopiero na ostatnim odcinku, z Todi do stolicy, może dwójka uciekinierów liczyć na podwózkę, wcześniej idą pieszo. Jednocześnie właśnie w tym umbryjskim miasteczku natrafiają na jedynego duchownego, który nie tylko odmawia pomocy, lecz wyraźnie daje do zrozumienia, że powiadomi o nich lokalne władze.
Wśród życzliwych Żydom duchownych wymieniany jest arcybiskup Florencji kardynał Elia Dalla Costa, ojciec Rufino Niccacci z klasztoru franciszkańskiego w Asyżu, siostra Lotte i wiele innych zakonnic w różnych miejscach. To oni sugerują zbiegom lokalizacje, gdzie mogą liczyć na przyjazne powitanie i nocleg. Prawdziwą niespodzianką jest poznanie podziemnego drukarza, Luigi Braziego oraz słynnego kolarza szosowego Gino Bartaliego**. Konsternację Lili i wielu jej znajomych wywołuje milczenie papieża na temat sytuacji Żydów.
Powieściowy opis przeżyć Ocalonych często wydaje się mało wiarygodny. Ale przecież gdyby nie graniczące z cudem zbiegi okoliczności i przypadki - czy udałoby się im ocaleć?! W historii Lili i Theo takim szczęśliwym trafem było, na przykład, spotkanie w Rzymie zbiegłego z jenieckiego obozu amerykańskiego komandosa, Thomasa, który zresztą po wojnie ponownie ich odnajduje. Natomiast w odporność psychofizyczną trzyletniego Theo, w rozwój jego przymiotów umysłowych dość trudno mi było uwierzyć.
Jednak najsłabszą stroną powieści jest, moim zdaniem, jej styl językowy, ocierający się miejscami o infantylną bezradność. Czytałam książkę w oryginale. Co ciekawe, przy lekturze poprzedniej, w polskim przekładzie, takiego wrażenia nie odniosłam. Albo była to zasługa polskiej tłumaczki, albo Georgii Hunter, dobrze radzącej sobie z opisem losów własnej rodziny, znalezienie optymalnego kodu językowego przy tworzeniu powieści typu historical fiction nie całkiem się udało.
Co powiedziawszy, i tak trudno nie przyznać, że „One Good Thing” jest nie tylko ciekawym pomocnikiem historycznym - obejmującym szczególnie mi bliskie regiony - ale również dostarcza sporo wzruszeń.
* „We Were the Lucky Ones” (2017). Polski przekład, w tłumaczeniu Barbary Szelewy, został wydany w tym samym roku pt. „My mieliśmy szczęście”.
** Bartali został uhonorowany przez Yad Vashem godnością Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. O innych autentycznych znajomych Lili i Theo - można przeczytać w posłowiu
Po debiucie, opartym na losach własnej, żydowskiej rodziny*, w swej drugiej książce zajmuje się Georgia Hunter wojennymi przeżyciami Żydów we Włoszech. Historyczne fakty są w niej wiernie oddane, ale jest to powieść, czyli wytwór fikcji literackiej. Fikcyjni bohaterowie, często o cechach przypominających realne, znane autorce postaci - o czym można przeczytać w posłowiu -...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to