Kurs rysowania postaci z kreskówek

Okładka książki Kurs rysowania postaci z kreskówek
Christopher Hart Wydawnictwo: Wydawnictwo RM hobby
223 str. 3 godz. 43 min.
Kategoria:
hobby
Format:
papier
Tytuł oryginału:
HUMONGOUS BOOK OF CARTOONING
Data wydania:
2010-08-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-08-01
Liczba stron:
223
Czas czytania
3 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7243-825-6
Tłumacz:
Agnieszka Chodkowska-Gyurics
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kurs rysowania postaci z kreskówek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kurs rysowania postaci z kreskówek

Średnia ocen
7,0 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3324
1934

Na półkach: , ,

Lubię bardziej kolorować gotowe już rysunki, niż je samodzielnie wykonywać, ale czego się nie robi dla wnucząt...
W tej książce Christopher Hart w bardzo przystępny sposób opisuje jak samemu stworzyć za pomocą ołówka czy kredki, postać z kreskówki. Chociaż wydaje się to bardzo trudnym zadaniem, to jednak za pomocą kilku linii oraz instrukcji autora robi się to dość łatwo i nawet szybko. Szczegółowo opisane techniki rysowania i unikalne porady dają wiele radości nie tylko młodszym, ale ja również świetnie się bawiłam. Porównywaliśmy swoje rysunki i było w tym wiele radości i śmiechu, a przecież właśnie chodziło nam o dobrą zabawę.
Czasem oglądając w telewizji jakąś bajkę, wydaje się nam, że to prosta konstrukcja postaci tam występującej, lecz gdy sami byśmy chcieli ją odtworzyć, to nie jest już to takie oczywiste. Często zamiast lwa czy innego kota może nam wyjść na przykład... słoń czy też niedźwiedź. Podobnie jest z innymi postaciami, nie zawsze nasz rysunek będzie niemal idealny. Tu autor zaczyna kurs rysunku od kształtu głowy, bo od tego powinniśmy zaczynać. Później wchodzimy w coraz bardziej skomplikowane szczegóły, które pozwalają na dopracowanie całej postaci.
Ja już wcześniej nauczyłam się, że łatwiej rysuje się większe zwierzęta czy twarze, bo wtedy mamy większą swobodę i można rysować bez ograniczeń, a maleńką postać trudno się początkowo tworzy.
Zresztą najważniejsze jest, żeby się nie poddawać i ćwiczyć jak najczęściej. Próbować, próbować i jeszcze raz próbować, bo przecież nie o to chodzi, żeby od razu zostać mistrzem rysunku, ale żeby się nauczyć, pracować nad sobą, nad swoją ręką i rysować dla zabawy.
Książkę podrzuciła mi kiedyś przyjaciółka, myśląc, że jest to kolorowanka dla dzieci. Gdy zajrzałam do środka, to owszem, są czarno-białe rysunki, które da się pokolorować, ale nie na tym polega cała zabawa.
Szczegółowe wskazówki nawet jak rysować postać w ruchu czy z profilu albo gdy nasza postać ma wyglądać agresywnie. To nie tylko kurs rysunku, czy też poradnik, książka także przybliża nam i pokazuje, że praca rysownika wcale nie jest tak prosta i łatwa.

Super! Dla mnie wręcz idealna, świetna zabawa gwarantowana.
Nie pozostaje nic innego jak ołówki w dłoń i do dzieła.

Lubię bardziej kolorować gotowe już rysunki, niż je samodzielnie wykonywać, ale czego się nie robi dla wnucząt...
W tej książce Christopher Hart w bardzo przystępny sposób opisuje jak samemu stworzyć za pomocą ołówka czy kredki, postać z kreskówki. Chociaż wydaje się to bardzo trudnym zadaniem, to jednak za pomocą kilku linii oraz instrukcji autora robi się to dość łatwo i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

61 użytkowników ma tytuł Kurs rysowania postaci z kreskówek na półkach głównych
  • 31
  • 28
  • 2
30 użytkowników ma tytuł Kurs rysowania postaci z kreskówek na półkach dodatkowych
  • 22
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Kurs rysowania postaci z kreskówek

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nowa Fantastyka 353 (2/2012)  Redakcja miesięcznika Fantastyka
Nowa Fantastyka 353 (2/2012)
Redakcja miesięcznika Fantastyka Karol Mitka
Proza polska „Konfrontacja Elaine Housemann” Istvan Vizvary Opowiadanie zaczyna się jak typowy kryminał noir z piękną damą wynajmującą detektywa, aby odnalazł jej dzieci. Wraz z rozwojem akcji robi się coraz dziwniej. Początkowo byłem bardzo zainteresowany w jaką stronę to poprowadzi. Niestety zakończenie jest bardzo oklepane i trochę psuje pozytywne wrażenie. „Eustachy Soplica kontra półdemon” Karol Mitka W okolicy współczesnego Soplicowa pojawia się demon, więc anioł wzywa potomka Jacka Soplicy z „Pana Tadeusza”, aby ten zabił potwora. Punkt wyjściowy jest bardzo obiecujący, ale najwyraźniej nie miał pomysłu na rozwinięcie i wyszło dosyć błaho. „Zapisane w snach” Jarosław Sopiński Odległa przyszłość. Ludzie w poszukiwaniu życia we wszechświecie natrafiają na planetę, której mieszkańcy zahibernowali się i żyją w wirtualnej rzeczywistości. Zaczynają się próby kontaktu. Bardzo fajny pomysł, chociaż fabuła dosyć przewidywalna. Jednakże udało się zbudować tu pewien klimat i pokazać zagrożenie wynikające z zatracenia się w świecie snów. Proza zagraniczna „Dzień niepodległości” Sarah Langan Obchody dnie niepodległości w ponurej dystopii. Świat przedstawiony jedynie w niewielkim stopniu wykorzystuje motywy fantastyczne, równie dobrze mogłaby to być dowolna współczesna dyktatura. Dosyć smutna opowieść. „Ambasador” Peter Watts Historia o pierwszym kontakcie w przestrzeni kosmicznej. Można tutaj zauważyć pewien autoplagiat w stosunku do „Ślepowidzenia”, chociaż tutaj nacisk położony jest na bardzo ludzkie cechy obcych. „Bogowie co drugiej środowej nocy” S.L. Farrell Życie postaci z gier fabularnych poza sesjami. Pomysł i rozwój fabuły jest całkiem fajny i przejmujący. Jednakże historię psują zbyt często osobiste wstawki autora, który na siłę chce być ironiczny. Publicystyka „Ekran pełen baśni” Jerzy Rzymowski Przegląd motywów baśniowych w filmach i serialach. Autor porusza tutaj bardzo duży zakres tytułów od początku kina aż do współczesności. Można się sporo dowiedzieć i nie jest to wyłącznie wyliczanka. „Smoki niebanalne” Artur Szrejter Smoki to jest bardzo obszerny temat i napisanie na o nich zwięzłego artykułu to karkołomne zadanie. Tutaj niestety czuć, że temat został zaledwie liźnięty i przydałoby się to rozbić na serię artykułów. „Azyl dla kiepskich filmów” Mateusz Albin Prezentacja specyficznego studia filmowego Asylum zajmującego się produkcją tzw. „mockbusterów”. Bardzo ciekawy artykuł pozwalający poznać historię kuriozalnego studia i ich produkcji. Z chęcią poczytałbym więcej na ten temat. „Doktor Jekyll i Mister Joker” Michał Hernes Omówienie kilku polskich sztuk teatralnych adaptujących klasyczne historie grozy. Z perspektywy czasu warte odnotowania, bo niestety już te spektakle nie są wystawiane. „Głównonurtowy Coming Out” Jakub Winiarski Wbrew temu co sugeruje tytułu nie chodzi tutaj o ujawnianie swojej orientacji seksualnej, ale o niechęć pisarzy głównego nurtu do uznawania swojej prozy za fantastykę. Ciekawe zjawisko, chociaż dla mnie brzmi to trochę jak narzekanie fantastów na snobizm osób z głównego nurtu.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 1 rok temu
Nowa Fantastyka 355 (4/2012)  Redakcja miesięcznika Fantastyka
Nowa Fantastyka 355 (4/2012)
Redakcja miesięcznika Fantastyka
To już kolejny miesiąc i kolejny numer ”Nowej Fantastyki”. Niesamowite jest to, że niedawno świętowaliśmy nadejście nowego roku, nieprawdaż? Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że było to ok. dwóch tygodni temu. Aż trudno zauważyć mijający czas w tym codziennym zgiełku i natłoku spraw. No, ale przynajmniej w kwietniu nie braknie dla wielbicieli fantasty (w tym i mnie) tytułów, dzięki którym będą mogli uciec rzeczywistości. Twórcy kwietniowego numeru ”Nowej Fantastyki” przygotowali dla nas m.in. ”Niebezpieczne zabawy z Lokim”, ”Fani na ratunek serialom”, "Wawrzyniec Podrzucki o życiu pozaziemskim”, Michael J. Sullivan "Rady dla piszących" odc.5 oraz wywiad z Terrym Prathettem, który został dodany przeze mnie do tej recenzji, oczywiście za zgodą wydawcy. Ok. Zacznijmy od tego, co redaktorzy ”Nowej Fantastyki” przygotowali dla nas na start. A w tym miesiącu artykuły gazety rozpoczyna ”Gra o tron: Starcie królów”. Nie wiem czy lubiany przez wszystkich fantastów serial, ale na pewno lepszy od takich prób wykonania dobrej ekranizacji jak ”Miecz prawdy”, czy choćby nasz polski ”Wiedźmin” – to już było dno całkowite! Ja obejrzałam całą pierwszą serię i jestem już po dwóch pierwszych odcinkach drugiej, więc cóż mogę powiedzieć oprócz tego, że druga odsłona zapowiada się jeszcze lepiej niż pierwsza? Chyba nic więcej dodawać nie muszę. Artykuł rozwiewający mgiełkę tajemnicy, szczególnie dla tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z książką, to cenna rzecz. W tym dość wyczerpującym materiale znajdziemy ogólne omówienia o tym co się będzie działo na ekranie, jacy bohaterowie zostaną znowu wznowieni, jakich nie było wcześniej, a będą teraz, również przeczytamy o miejscach, które postacie odwiedzą. Do tego sporego wywodu nad drugim sezonem ”Gry o tron” został dołączony opis postaci, które tym, razem będą miały ważniejsze role do odegrania niż uprzednio, więc naprawdę warto to przeczytać. Następny do omówienia jest wywiad Neila Gaimana z Terrym Pratchettem z okazji ukazania się najnowszego tomu z ”Świata dysku”, który został nam udostępniony również w kopii do publikacji w Internecie. To pierwsza recenzja ”NF”, gdzie umieszczam wywiad w niej umieszczony, więc wiedzcie, że załoga redakcyjna gazetki umieszcza w każdym numerze taką rozmowę. Czasami nawet dwie. Neil Gaiman: Jaka jest geneza pomysłu na „Niuch”? Terry Pratchett: Nie mam pojęcia. Sądzę, że zaczęło się od rozważań nad postacią sir Samuela Vimesa, nad tym, kim teraz jest. A ponieważ uważałem, że jego wewnętrzny monolog jest interesujący, postanowiłem użyć sprawdzonego schematu fabularnego,w którym policjant wybiera się na wakacje, by się odprężyć. Wszyscy wiemy, jak kończą się tego typu historie. Wtedy uświadomiłem sobie, że przeniesienie Vimesa z miasta, poza znaną mu strefę, będzie niezwykle przyjemne do opisania. NG: Straż mnie fascynuje.Opisujesz bezwzględnych policyjnych formalistów, jednocześnie jednak wciąż są to zabawne, mądre książki, których akcja rozgrywa się w fantastycznym świecie. TP: Tak naprawdę, panie Gaiman, świat, do którego trafia Sam Vimes trudno określić mianem fantastycznego. Tak, są tam gobliny, ale ogólny klimat przywodzi na myśl hrabstwa w środkowej Anglii. To kwestia pospolitości ludzi. Postaw Vimesa w sytuacji, która rozwinie się w zły sposób, a zacznie działać realistycznie jak każdy inny policjant, rozumując w ten sam sposób. Pozostając jednocześnie Samem Vimesem, który podaje w wątpliwości swoje motywy i policyjne procedury. NG: Co było inspiracją dla Sama Vimesa? Jak prawdziwi policjanci zareagowali na tę postać i na Straż? TP:W gabinecie mam trzy policyjne hełmy – prezenty od funkcjonariuszy, którzy są fanami Vimesa. Gdy jeździłem w trasy promujące książki, w księgarniach pojawiali się policjanci. Nigdy nie wchodzili przez główne wejście, zawsze przez to dla personelu,skinąwszy głową w stronę kierownika, po tym, jak kolejka po autografy się kończyła. I to, co do mnie mówili było tak przewidywalne, że mógłbym mówić to za nich. Rzucali uwagi typu: Och, tak,[zjadliwy śmiech] zdecydowanie znalazłby się u nas Nobby Nobbs, a każdy posterunek ma swojego sierżanta Colona. Policjant, który mi to powiedział, sam wyraźnie był takim sierżantem Colonem. Znam wielu gliniarzy,miałem z nimi do czynienia, gdy pracowałem jako dziennikarz. Łatwo się o nich pisze; zachowują się zgodnie z utartymi schematami. NG: To prawda, że w poprzednim wywiadzie powiedziałeś, że chciałbyś być jak Sam Vimes? Dlaczego? TP: Nie wydaje mi się, żebym powiedział coś takiego. Ale wiesz, jak jest, a „jak jest” zmienia się, gdy się starzejemy.Autor zawsze może zagłębić się we własną osobowość i znaleźć aspekty siebie, w które może następnie ubrać wykreowane postacie. Odkąd zacząłem mówić o moim Alzheimerze, stałem się osobą publiczną; dwukrotnie byłem gościem na Downing Street, pisałem gniewne listy do „Timesa”, debatowałem w Izbie Gmin i do tego stopnia stałem się starym prykiem, że czasami siedzę skonsternowany i myślę: Tak naprawdę twoja praca polega na pisaniu kolejnej książki. Zmieniane świata jest zadaniem dla innych…Ale potem dochodzę do wniosku: Nie, nie jest!Tak więc, mając w pamięci fakt, że do dzieciaka z domu komunalnego ludzie obecnie zwracają się per „sir”, mogę wykreować obraz mentalny Vimesa. NG: Gdy na czas pisania wcielasz się w Vimesa, widzisz jakąś różnicę w postrzeganiu świata, w porównaniu do tego, jak on wygląda, gdy piszesz z perspektywy Rincewinda czy Babci Weatherwax? TP: Och tak, na pewno wiesz, jak to jest. Gdy już dana postać siedzi w twojej głowie, wystarczy, że pozwolisz jej żyć własnym życiem i zaczniesz opisywać, co robi, mówi czy myśli. To naprawdę tak działa.To balansowanie na granicy dziwactwa: wiesz, że to ty myślisz, ale myślenie jest napędzane przez moduł Sama Vimesa. Istnieje także w pełni funkcjonalny moduł Tiffany Obolałej, co jest dość dziwne. NG: Na pewno masz wśród swoich książek jakichś dziwnych faworytów – pozycje, dla których twoja sympatia mogłaby wydać się innym niezrozumiała. Mógłbyś wybrać takich ulubieńców? Czy chciałbyś wskazać ludziom jakieś swoje książki, które bez tego mogliby przegapić? TP: To dobre pytanie, ale odpowiedź jest trudna.Bardzo przyjemnie pisało mi się „Potworny regiment”, który pod pewnym względem jest bardzo bliski głównemu nurtowi. Po minimalnych zmianach akcja mogłaby się rozgrywać w czasie wojen o niepodległość Hiszpanii na początku XIX wieku. Obaj wiemy, że czasami, zbierając materiały do jednego projektu, nieświadomie robimy research do innego. Na przykład w trakcie zwykłego czytania książek na interesujący nas temat. To niesamowite, jak te wszystkie drobiazgi, o których czytasz w książkach z drugiej ręki, nagle przychodzą ci do głowy i składają się na fabułę. W gruncie rzeczy, pracując nad „Potwornym regimentem” sporo czasu spędziłem w księgarniach dla lesbijek. NG: Czy są jakieś postacie ze Świata Dysku, do których planowałeś powrócić, ale jeszcze tego nie zrobiłeś? TP: Gdzieś w mojej głowie siedzi pomysł na fabułę, której bohaterem jest Złowrogi Harry Lęk, niekoniecznie będący współczesną wersją Saurona… Ale powiedzenie tego uświadomiło mi, że powinienem jeszcze nad tym popracować. NG: W artykule o pisaniu z„The New York Timesa” Carl Hiaasen – autor, którego poleciłeś mi w czasie promocji „Dobrego omenu” – stwierdził:Każdy pisarz gdzie indziej szuka inspiracji i nie ma niczego wstydliwego w czytaniu nagłówków gazet. De facto jest to niezbędne, gdy tworzy się współczesną satyrę. Cięty humor opiera się na odniesieniach do aktualnych tematów… Niestety dla pisarzy, realne życie staje się zdecydowanie zbyt zabawne i nieprawdopodobne. Czy Świat Dysku, jako sceneria, pomaga ci od tego uciec? Czy jest narzędziem, które pozwala ci wykorzystywać nagłówki w sposób, jakiego nikt się nie spodziewa? TP: Sądzę, że to znowu kwestia pospolitości ludzi. Mam nadzieję, że wszystkie postacie ze Świata Dysku są rozpoznawalne i zrozumiałe i dlatego od czasu do czasu mogę postawić którąś z nich przed współczesnym problemem, jak na przykład Mustrum Ridcully i homoseksualizm. Po prawdzie, nigdy nie musiałem specjalnie szukać tego typu inspiracji; zazwyczaj to one podchodzą i kopią mnie w tyłek. Byłem bardzo szczęśliwy, gdy „Świat finansjery” ukazał się zaraz przed kryzysem i wszyscy zaczęli mówić, że go przewidziałem. To nie było takie trudne. NG: Jakie największe zmiany w postrzeganiu przez szeroką publiczność gatunków, w których tworzyłeś – głównie w prozie humorystycznej, science fiction i fantasy – obserwowałeś w ciągu minionych trzydziestu lat? A może tak naprawdę nic się nie zmieniło? TP:To przyczynek do debaty. Moim zdaniem, obecnie fantasy i SF to tak naprawdę główny nurt. Ty na pewno widzisz to samo. Gdy ruszałem w pierwsze trasy promocyjne, ludzie przychodzący na spotkania byli – dla nas, którzy potrafili to określić – typowymi fanami fantastyki. Obecnie powieści ze Świata Dysku, jak większość moich innych książek, przeznaczone są dla tak zwanej „szerokiej publiczności”. Oczywiście, gdy niedawno razem z Robem byliśmy w Australii, zdawało nam się, że latamy na skrzydłach fandomu. Wchodzimy do sklepu, żeby kupić buty RM Williamsa– sprzedawczyni jest fanką. Weszliśmy do Davida Jonesa, by kupić parę spodni Calvina Kleina i pierwsza kobieta, na którą się natknęliśmy okazała się fanką –skończyło się na tym, że przez cały poranek pomagała nam przy zakupach.Następny był mężczyzna przy kasie i tak to się ciągnęło. Pracownicy lotniska byli fanami, a już na pokładzie samolotu, w połowie lunchu członek obsługi postawił przede mną bardzo ładną butelkę wina i powiedział: Żona kapitana jest pana największą fanką.Jest to trochę nerdowskie. Głęboko zakorzeniony obraz czytelników moich książek jest taki, że wszyscy mają czternaście lat i nazywają się Kevin. Ale wiesz, ten nastolatek zdążył już dorosnąć, i wciąż czyta, podobnie jak jego dzieci. NG: Odkryłeś może ostatnio jakieś cudowne książki nawiązujące do ery wiktoriańskiej? TP: Wierzę, że posiadam prawie wszystkie wydane pozycje tego typu. Zabawne, że pytasz, ponieważ w czasie wolnym od kończenia powieści „The Long Earth” pracuję nad książką osadzoną we wczesnej erze wiktoriańskiej, w której chcę wykorzystać wszystkie te cudowne rzeczy, na które razem ze mną natrafiłeś, gdy odwiedzaliśmy księgarnie na Tottenham Court Road w Londynie. Mimo to wciąż kolekcjonuję tego typu rzeczy. Nie wspominałem ci, że w Hy-on-Wye natrafiłem na kolekcję bardzo dużych książek z serii „Londyn wtedy i dziś” i uświadomiłem sobie, że „dziś” było rokiem 1880. Znalazł się tam nawet uroczy drzeworyt z Pierwiosnkowym Wzgórzem, gdy jeszcze rosły na nim pierwiosnki. To naprawdę cudowne rzeczy. Drobiazgi, których ludzie mogą nawet nie zauważać, a które dla mnie są jak mucha dla dorastającego pstrąga. NG: Jak Świat Dysku zmieniał się na przestrzeni lat? TP: Chyba najprościej powiedzieć, że wciąż jest w nim humor, ale gagi nie są już ustawiane; wynikają z charakterów postaci i z sytuacji. Obecnie humor wydaje się pojawiać samoistnie. NG: Jak pisanie powieści ze Świata Dysku wpłynęło na to, jak widzisz otaczającą cię rzeczywistość? TP: Myślę, że bliższe prawdy jest to, iż starzenie zmienia sposób, w jaki patrzymy na świat. Na przykład w „Niuchu” znajdą się elementy, o których nie mógłbym pisać mając dwadzieścia pięć lat. Chociaż pisaniem zająłem się jeszcze przed powstaniem Świata Dysku, naprawdę nauczyłem się pisać, na ile to możliwe, właśnie przy pracy nad tym cyklem. Obecnie w moich książkach – jeżeli nie uznać ich za poważne – mierzę się z poważniejszymi tematami. Nie chodzi już tylko o rozśmieszanie. Mój obraz świata się zmienił; czasami czuję, że świat jest pełen rozsądnych ludzi, którzy rozumieją ten wątek i cholernych idiotów, którzy tego nie łapią. Oczywiście,wszyscy miłośnicy Świata Dysku rozumieją to doskonale. NG: Jak pisanie powieści ze Świata Dysku zmieniło to, jak świat widzi ciebie? TP: Zmieniło? Mój agent zwrócił mi kiedyś uwagę, że byłem cytowany przez felietonistę amerykańskiej gazety i zauważył z zadowoleniem, że identyfikowano mnie jedynie poprzez nazwisko, bez objaśniania, kim jestem. Najwyraźniej spodziewano się, że czytelnicy będą to wiedzieć. Mam sporo doktoratów honoris causa; jestem między innymi profesorem angielskiego na Trinity College w Dublinie i członkiem King’s College London, a do tego mam tytuł szlachecki. Poza tym, chociaż dla zastępców redaktorów wciąż pozostaję autorem zakręconego fantasy, muszę przyznać, że moje teksty są odrzucane coraz rzadziej. NG: Jesteś szanowany? TP: Czy to podchwytliwe pytanie? Jeżeli tak,odpowiem twierdząco. Zasadniczo staram się postępować zgodnie z prawem, płace podatki (które są strasznie wysokie), przekazuję pieniądze na cele dobroczynne i pisuję listy do „Timesa”, które są drukowane. To dziwne określenie:szanowany. Czy „szacun” nie jest tym, co chciałby mieć każdy dzieciak i liczy,że uzyska to za pomocą noża? Na pewno angażuję się w wiele rzeczy i zaraz po zakończeniu tego wywiadu będę wkurzał lokalnego przedstawiciela parlamentu.Sprawia mi to frajdę. Świat Dysku i Alzheimer sprawiły, że mój głos się liczy. Tłumaczenie Marcin Zwierzchowski ”Samotność wielokomórkowca” – Wawrzyniec Podrzuckiego to następny materiał do omówienia. Autorstwo jego artykułu nie omawia ile jeszcze planet nie odkryliśmy, czy są w kosmosie inne formy życia, czy nie, ale kiedy się do nas odezwą. Muszę przyznać, że przez tekst przeleciałam wzrokiem pobieżnie, gdyż nie jest to moja bajka. Akapit zatytułowany ”Bez obcych nie ma SF” zaciekawił mnie najbardziej, ale ogólnie to nie ma tam żadnych rewelacji. Obcy, ataki na ziemię i tym podobne już mi się przejadły. A wy? Jesteście już dość tym nasyceni, czy nadal głodni? Wiecie co się dzieje z serialami, które nie wyrabiają normy w oglądających ich widzach? Najpierw schodzą na czas, w którym oglądalność jest mniejsza, a potem… znikają. Jeżeli serial podoba się choćby grupie osób, rozpoczyna się o niego ostra walka. Artykuł ”Fani na ratunek!” pokazuje jak taka wojna wygląda i czym narażają się wytwórnie. Dalej możemy przeczytać o bohaterze z dawnych wierzeń, który nader często pojawia się w dzisiejszych powieściach fantasty. Loki – istota z germańskich mitów, będzie miała swoją rolę główną w nadchodzącej ekranizacji ”Avengers 3D”. W ”Nowej Fantastyce” na kwiecień oprócz ciekawych artykułów czekają na nas jeszcze recenzje książek, filmów oraz wcześniej nie publikowane opowiadania, czyli jak zawsze. Z recenzji książek m.in. warte uwagi są: ”Smok Griaule –Luciusa Sheparda, ”Dziewicy Mag” – A.R. Reystone, ”Widmo” – Łukasza Orbisowskiego, ”Tunele: Spirala” – Rodericka Gordona, Briana Williamsa i ”Łowcy złodziei” – Stephena Dessa, który był już recenzowany przeze mnie. Z filmów zrecenzowane zostały ”Jon Carter”, ”Ghost Rider 2”, ”Gra o tron. Sezon 1”. Swoimi opowiadaniami zachwycą nas tacy autorzy jak: Jakub Ćwiek, Bartosz Działoszyński, Ewelina Kozik, Zbigniew Wojnarowski, Ian McDonald i inni. Moja recenzja ”Nowej Fantastyki 04/2012” jest pobieżna, gdyż i tak umieszczony w niej materiał zajmuje wiele czasu czytającemu go. Taka krótsza recenzja nie oznacza jednak, że ten numer jest uboższy od swoich poprzedników. W kwietniowym wydaniu znajdziecie jeszcze więcej artykułów i nowinek, niż ja tu opisałam.
Łędina - awatar Łędina
oceniła na 7 13 lat temu
Wicca. Religia czarownic Thea Sabin
Wicca. Religia czarownic
Thea Sabin
Słowa takie jak: pentagram, magia, rytuał czy czarownica budzą wśród ludzi niezbyt pozytywne odczucia. Przynajmniej u takich ludzi, którzy tak naprawdę nie wiedzą, co owe słowa oznaczają. Ludzie nauczyli się negować i odrzucać coś, czego nie znają. Jakież byłoby zdziwienie niektórych, gdyby się okazało, że pentagram oznacza coś bardzo dobrego, magia i rytuały nie polegają na zabijaniu zwierząt i piciu ich krwi, a czarownica wcale nie jest opętana i nie kontaktuje się z szatanem. „Wicca dla początkujących. Religia czarownic” to taka pozycja, która zdecydowanie uświadomiłaby wielu osobom, czym magia nie jest. A właściwie mówiąc dokładniej, czym nie jest Wicca, ponieważ to tylko jeden z odłamów magii, a nawet można to pojęcie rozszerzyć – to filozofia i droga życiowa. W tej dziedzinie już co nieco wiem, bowiem od małego byłam wychowywana w podobnych klimatach, jednak postanowiłam skusić się na tę pozycję. Dlaczego? Przyczyn pewnie jest wiele, ale główną jest chyba to, że chciałam sobie ugruntować wiedzę, a liczyłam także na to, że autorka zamieści w tej książce rzeczy, które dopiero poznam. W końcu ta droga charakteryzuje się tym, że im dłużej na niej jesteśmy, tym bardziej uświadamiamy sobie, jak mało jeszcze wiemy… A zawsze jakaś ciekawostka może się przydać. Publikacja ta jest naprawdę bardzo rzetelna i dobrze napisana. Autorka nie owija w bawełnę, jasno przedstawia wszystkie fakty i informacje. Myślę, że nie znajdzie się osoba, która miałaby jakiekolwiek problem w odnalezieniu się podczas czytania poszczególnych rozdziałów – wszystko jest klarowne i zrozumiałe. To naprawdę ważna rzecz, ponieważ osoba, która być może dopiero zapoznaje się z tym tematem, musi poznać wszystko od podstaw i nie może sobie pozwolić na złe rozumowanie. Biorąc pod uwagę, że jest to kolejna książka z serii „dla początkujących”, styl autorki i informacje w niej zawarte idealnie się do tych słów dopasowują. Sam początek to oczywiście przedstawienie owej religii – jej zasad, poglądów, etyki i pewnych przekonań. Później autorka zabiera nas nieco dalej. Możemy przeczytać o najważniejszych narzędziach wiccańskich, świętej przestrzeni, czterech żywiołach, bóstwach, świętach obchodzonych przez wiccan. Jednym słowem taka kwintesencja najważniejszej wiedzy w tym temacie. Wydawałoby się, że ta książka to jedynie sucha teoria. A jednak nie! Znaleźć tutaj można kilka podstawowych rytuałów, ale nie liczcie na to, że będą tutaj zaklęcia na wszystko. To nie tego typu książka. Ona ma na celu wprowadzenie nas na drogę wiccańską, a książek z rytuałami jest naprawdę sporo. Ta książka uczy nas czegoś ważniejszego – przygotowania do odprawiania magii, tworzenia własnych zaklęć i zasad, których musimy przestrzegać. Czyli tych najważniejszych podstaw, bez których obejść się nie da. Powinien o nich pamiętać każdy – zarówno początkujący wiccanin, jak i ten bardziej zapoznany z tematem. Nie dość, że świetnie poznajemy poruszaną tutaj tematykę, to dostajemy od autorki wskazówki na przyszłość. Podsumowuje ona to, czego nauczyliśmy się przez wszystkie rozdziały, a także odsyła nas do wielu innych ciekawych źródeł, za co mogę poręczyć, ponieważ kilka z nich czytałam. Daje nam również wskazówki, ale do niczego nas nie zmusza. To właśnie mi się bardzo spodobało w pani Sabin, ponieważ nie lubię, gdy autorzy takich książek karzą mi iść jedną utartą ścieżką, która jest dobra dla nich. Pani Sabin przekonuje nas do ćwiczenia i wypróbowania kilku opcji, aby znaleźć tę najbardziej dla nas odpowiednią. Przyznaję, że „Wicca dla początkujących. Religia czarownic” była bardzo przyjemną lekturą. Ja, jako osoba nieco bardziej zaawansowana, ugruntowałam sobie wiedzę, ale nauczyłam się też kilku nowych rzeczy. Poza tym naprawdę miło było na nowo poczytać o takim wstępie na drogę magii – przypomniały mi się moje początki. Pozycja ta będzie na pewno idealna dla osób, które o Wicce wiedzą jeszcze niewiele i szukają dobrego źródła wiedzy. Konkretna i na temat, dobrze napisana, prosta w odbiorze i przyjemna lektura. Na sam początek – idealna. Zdecydowanie polecam, warto się z nią zapoznać – choćby z czystej ciekawości i rozwiania swoich stereotypowych myśli odnośnie czarownic ;).
Shetani - awatar Shetani
ocenił na 8 12 lat temu
Avatar Jamesa Camerona. Tajny Raport o Świecie Pandory Dirk Mathison
Avatar Jamesa Camerona. Tajny Raport o Świecie Pandory
Dirk Mathison Maria Wilhelm
Książka "Tajny raport o świecie Pandory. Avatar Jamesa Camerona" jest gratką dla fanów filmów, i zdecydowanie jest tu trochę ciekawostek! Całość napisana jest jakby w formie przewodnika bądź podręcznika pisanego przez osobę żyjącą w świecie z filmu. Książka składa się z sekcji o astronomii u geologii Pandory, życiu Na'vi, faunie, florze, a kończy się spisem technologii używanej przez ludzi. Początek był ciekawy. Chociaż mocno naukowy, rozjaśnił wiele rzeczy. Wyjaśnili trochę kwestię Unobtanium i jego dość kiczowatej nazwy, a do tego dowiedziałam się w końcu po tylu latach, że Pandora znajduje się przy Alfa Centuri. Wiem też teraz, że ta rajska kraina jest jednym z księżyców Polifema. Część o faunie bardzo mi się podobała, w końcu poznałam nazwy różnych stworzeń z filmu a do tego różne interesujące ciekawostki 😁💫 Mam też wrażenie, że niektóre z omawianych zwierząt pojawiły się w filmie na bardzo krótko, a tu tyle można o nich powiedzieć. Jeśli chodzi o florę, te rozdziały pokazują, jak przemyślana jest roślinność Pandory i że za tym wszystkim kryje się coś więcej niż ładne liście i oczarowująca na ekranie bioluminescencja. Sekcja o technologii i broni była dla mnie akurat nudna, ale na pewno wiele osób zainteresuje jak przystosowana jest ludzka technologia do rzeczywistości z Pandory, gdzie jest mniejsza grawitacja i większy magnetyzm. Podsumowując, choć może niektóre sekcje są ciekawsze od innych, nie żałuję że przeczytałam tę książkę i jeśli ktoś bardzo lubi świat Pandory warto ją chociażby przejrzeć, by zobaczyć ile myśli zostało włożone w starzenie tego świata i dowiedzieć się różnych drobnych rzeczy, o których w filmie nie mówią ^^
Bookedparadise - awatar Bookedparadise
ocenił na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Kurs rysowania postaci z kreskówek

Więcej
Christopher Hart Kurs rysowania postaci z kreskówek Zobacz więcej
Więcej