Basza smaku

Okładka książki Basza smaku
Saygın Ersin Wydawnictwo: Sine Qua Non literatura piękna
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Pir-i Lezzet
Data wydania:
2018-05-23
Data 1. wyd. pol.:
2018-05-23
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365836410
Tłumacz:
Izabella Mazurek
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Basza smaku w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Basza smaku



książek na półce przeczytane 1312 napisanych opinii 1115

Oceny książki Basza smaku

Średnia ocen
7,0 / 10
105 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3637
2393

Na półkach: , ,

Dobra, podsumujmy to tak: mamy tu jedzenie, a przede wszystkim jego smak, jako narzędzie do manipulacji emocjami, co jest naprawdę fantastycznym pomysłem i najlepszą częścią książki. Nasz główny bohater jest tytułowym Baszą Smaku i poznaje tajemne sekrety bycia nim i wykorzystuje do własnych celów. Jakich - to tak naprawdę dowiadujemy się po przeczytaniu całości (albo ja nie ogarnęłam, bo chyba jednak były jakieś poszlaki...).

Generalnie ja mam taki problem z tą książką, że jest piękna okładka, fascynująca treść, ale ja do samego końca nie wiedziałam, o czym ona w sumie jest i po przeczytaniu zakończenia wcale to się nie wyklarowało... Byłam jednocześnie strasznie ciekawa, jak to się potoczy, ale i ta książka w ogóle do mnie nie trafiła, poza tym, że ciągle myślałam o jedzeniu i byłam głodna... :). Zdecydowanie ma w sobie coś magicznego, ale nie udało mi się dowiedzieć, co to dokładnie za magia. Mimo to na pewno będę miło wspominać, bo nie jest to coś, z czym mam styczność na co dzień.

Dobra, podsumujmy to tak: mamy tu jedzenie, a przede wszystkim jego smak, jako narzędzie do manipulacji emocjami, co jest naprawdę fantastycznym pomysłem i najlepszą częścią książki. Nasz główny bohater jest tytułowym Baszą Smaku i poznaje tajemne sekrety bycia nim i wykorzystuje do własnych celów. Jakich - to tak naprawdę dowiadujemy się po przeczytaniu całości (albo ja...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

233 użytkowników ma tytuł Basza smaku na półkach głównych
  • 121
  • 112
70 użytkowników ma tytuł Basza smaku na półkach dodatkowych
  • 54
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Śpiew kukułki Frances Hardinge
Śpiew kukułki
Frances Hardinge
Utwór jest hybrydą gatunkową. Znajdziemy w nim elementy mrocznej baśni, horroru, fantastyki, trillera psychologicznego i powieści obyczajowej. Narracja tu bardzo specyficzna, wprost barokowa (przerost formy nad treścią), nie lubię takiej. Atmosfera panująca w utworze kojarzy mi się z klimatem "Opowieści tajemniczych i szalonych" Edgara Allana Poe. Sposób opisywania świata przedstawionego jest podobny - mroczny, oniryczny, osaczający, groźny i zły. Wydarzenia dzieją się w Anglii po I wojnie światowej. Od pierwszych słów tej powieści, bez żadnego przygotowania, zostajemy od razu wrzuceni w środek toczącej się fabuły. Każdej informacji trzeba się doszukiwać, narrator nie pomaga ani trochę. Taki zabieg bywa skuteczny i szybko pozwala czytelnikowi zaangażować się w wydarzenia. Ale w tej powieści efekt został zniweczony przez zbyt barokowy i poetycki język narratora. Niektóre sformułowania są tak kwieciste, że aż głowa boli. Np. "(...) czuwała, przyglądając się pełgającym światełkom przygaszonych lamp i czekoladowobrązowym pajączkom pojawiającym się na krawędzi sufitu." Może to i ładne, i poetyckie, ale jeśli coś takiego wypełnia 70% tekstu na każdej stronie, przestaje się podobać i wywołuje zniecierpliwienie. Przyznam, że po przeczytaniu 120. stron, chciałam z niej zrezygnować, co rzadko mi się zdarza. Ostatecznie postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i przeczytać jeszcze 2-3 rozdziały. Od strony 160. coś w końcu zaczęło się dziać. Mamy tu rodzinę z dwiema nastolatkami, które zwalczają się z nienawiścią budzącą niesmak. Są też toksyczni rodzice, którzy je osaczają, niszcząc ich wszelkie przyjaźnie i znajomości. Starszą córkę dosłownie "zagłaskują", wmawiają jej chorobę i nie posyłają do szkoły. Natomiast młodszą wciąż besztają podkreślając, że jest problemem dla całej rodziny. Gdy dziewczynki wpadają w tarapaty, okazuje się że rodzice nie chcą/ nie mogą/nie potrafią im pomóc. Wsparcie przychodzi od kogoś znajomego, kogoś wykluczonego przez ojca i matkę Triss i Pen. Świat fantastyczny, w tym utworze, pełen jest bardzo oryginalnych istot i wydarzeń. Zadziwia, intryguje i zaskakuje. To niewątpliwa zaleta powieści. Jednak jest to świat przerażający, groźny, obcy, osaczający i napastliwy. Dlatego nie zgadzam się z opinią wydawcy, że to powieść dla młodzieży, może takiej 15+. Młodszym przyniesie więcej szkody niż pożytku.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 2 lata temu
Przeklęci święci Maggie Stiefvater
Przeklęci święci
Maggie Stiefvater
Nie wiem, czego spodziewałam się, gdy osiem lat temu wrzuciłam tę książkę do koszyka, ale na pewno nie tego, co ostatecznie dostałam. I wiecie co? Dobrze, że tyle u mnie przeleżała, bo wtedy chyba nie odnalazłabym w niej tego wszystkiego, co teraz zrobiło na mnie takie wrażenie. "Przeklęci Święci" to zdecydowanie nie jest typowa młodzieżówka z elementami fantasy. Ba! To nawet nie do końca fantasy, jakiego możecie się spodziewać. Powiedziałabym, że to nawet bardziej przypowieść niż klasyczna opowieść. Mamy tutaj prostą historię, ale naładowaną symboliką i metaforami, które robią robotę. O ile ktoś lubi takie klimaty. Bo jeśli szukacie akcji i szybkiego tempa, to możecie się odbić. Ale jeśli lubicie grzebać głębiej i wyciągać z tekstu więcej niż tylko fabułę to myślę, że warto. Akcja dzieje się w latach 60. w Kolorado, co samo w sobie nadaje całości ciekawy klimat. Ale najważniejsza jest jednak rodzina Soria, posiadająca dar (a może przekleństwo?), który zmusza ludzi do konfrontacji z własnym mrokiem. I dopiero gdy to zrobią, mogą dokonać cudu – przebaczenia i uzdrowienia. Brzmi dziwnie? Trochę tak. Ale im dalej w las, tym bardziej zaczyna to mieć sens. Postacie? Barwne i wyraziste. Każda inna, każda zapada w pamięć. I choć nie każdą da się od razu polubić, to nie sposób ich pomylić, a to ogromny plus. Mam jednak wrażenie, że to jedna z tych książek, które trzeba przeczytać w odpowiednim momencie, bo nie każdy czas będzie dla niej odpowiedni. Ja trafiłam idealnie – i dlatego mnie kupiła. Ale spokojnie mogę sobie wyobrazić, że kilka lat temu uznałabym ją za dziwną, może nawet nudną. To historia, którą można pokochać albo kompletnie znienawidzić. Nie dla każdego, ale zdecydowanie dla tych, którzy chcą czegoś mniej oczywistego. Dla mnie dość spore zaskoczenie.
Paulina - awatar Paulina
oceniła na 7 10 miesięcy temu
Strażnik rzeczy zagubionych Ruth Hogan
Strażnik rzeczy zagubionych
Ruth Hogan
Magia tej powieści jest dosłownie i w przenośni ukryta w drobiazgach. I chociaż do tych dwóch kwestii wrócę nieco później, to od razu zdradzę Wam, że po pierwsze to jest taka historia, którą odbiera się nie tylko głową, ale równie mocno sercem, a po drugie to jest debiut autorki - Ruth Hogan – i udało jej się osiągnąć coś niezwykłego, czyli lekką, ale bardzo głęboką opowieść, która dosłownie błyszczy subtelną magią codzienności. Główny bohater - Anthony Peardew – przez prawie całe swoje dorosłe życie przygarniał przedmioty, które znalazł na ulicy, od przepięknej filiżanki, przez oderwane guziki, pojedyncze rękawiczki, kolorowe spinki do włosów czy… pudełko po herbatnikach, w którym są ludzkie prochy (przynajmniej tak mu się wydaje). I nie, Anthony nie jest przypadkiem chorobowym, nie jest zbieraczem, który nie ma gdzie spać, bo cały dom jest zapchany „śmieciami”. On stara się zadośćuczynić błędowi, jaki sam popełnił, gubiąc coś dla niego cennego. I chyba trochę ma nadzieję, że jeśli on będzie próbował zwracać zagubione rzeczy, to jego zguba też znajdzie drogę z powrotem. Dom Anthony’ego, przepiękna willa Padwa, jest zadbany, bo o to dba Laura, która dla pana domu jest nie tylko gospodynią, ale też sekretarką czy asystentką, a okaże się szybko, że również spadkobierczynią. Bo wbrew pozorom bohaterem tej powieści nie jest „Strażnik”, jest nim kobieta, która dziedziczy po Anthonym wszystko, również polecenie, żeby zrobiła co może, by te znalezione rzeczy miały szansę wrócić do swoich poprzednich właścicieli. I to właśnie Laura jest sercem tej opowieści. Ruth Hogan maluje skomplikowany portret kobiety, która po toksycznym związku i bolesnym rozwodzie próbuje odnaleźć siebie, odzyskać poczucie własnej wartości i sprawczość. To, co mnie zauroczyło w tej powieści, to decyzja autorki, żeby wprowadzić do tekstu elementy realizmu magicznego. Po pierwsze te znalezione przedmioty wręcz pulsują własną energią, a Anthony pisywał o nich opowiadania, które nadawały im „osobowość”. Do tego mamy Sunshine, czyli młodą kobietę z zespołem Downa, która umie „czytać energię” tych rzeczy, po prostu ich dotykając, jakby słyszała te opowieści i czuła emocje. A jeśli tego byłoby mało, to sam dom nadal wibruje energią Therese, czyli narzeczonej Anthony’ego, która zmarła nagle, a której straty Anthony nie potrafi przeboleć. Duch Therese ciągle wpływa na to, co się w domu dzieje. I nie, nie mamy do czynienia z opowieściami o duchach i nawiedzonych domach. Hogan wszystkie te elementy wprowadza tak subtelnie i naturalnie, że nie ma się wrażenia, że całość staje się nierealna. To właśnie tutaj głowa mówi, że to wymyślone, a serce, że przecież słyszy się taki historie, że to się może zdarzyć. I teraz wracamy do tego wspominanego uroku. Książka w zasadzie od początku do końca dotyka tematu straty, żałoby, zmarnowanych szans i smutku, a mimo to ma wielki, nieodparty urok i chyba nawet ważniejsze, że daje nadzieję. I chociaż może się wydawać, że nie da się połączyć humoru i melancholii, to Hogan się to udaje i to w debiucie. Duża tutaj zasługa postaci drugoplanowych, między innymi wspomnianej Sunshine, jej rodziców, czy bohaterów równoległej historii o Eunice i Bomberze. Chyba warto wiedzieć, że historia powstawania „Strażnika rzeczy zagubionych” jest równie melancholijna i poruszająca jak sama powieść. Ruth Hogan pracowała w lokalnej administracji, ale uległa wypadkowi. Zmusiło ją to do rezygnacji z pełnego etatu, ale w zamian dało szanse na zajęcie się pisaniem nieco aktywniej. Jednak to rok 2012 okazał się „annus horribilis”, cytując Królową Elżbietę – Ruth usłyszała diagnozę raka i zaczęła własną, niełatwą podróż ku wyzdrowieniu. „Strażnik” powstawał między innymi w czasie bezsennych nocy, kiedy skutki chemioterapii nie dawały szans na odpoczynek. Ta powieść nie tylko ratuje czytelników, ona uratowała autorkę i jej też dała nadzieję, że może być lepiej. W ramach ciekawostki – warto wiedzieć, że postać Anthony’ego została zainspirowana dawnym sąsiadem autorki. Mężczyzna był samotnikiem, który nie potrafił się otrząsnąć ze smutku po stracie narzeczonej i zbieractwo było dla niego sposobem na ucieczkę od traumy. Wybór imienia bohatera pewnie nie dziwi wielu czytających – święty Antoni, od rzeczy zagubionych. A że święty Antonii pochodził z Padwy, to stąd nazwa willi. I nawet nazwisko Peardew nie jest przypadkiem – nawiązuje do francuskiego „perdu”, czyli zgubiony. Wróćmy do fabuły i tego, że ta opowieść miała ratować zasoby nadziei nie tylko czytających, ale i samej autorki. To typowy przykład, że trudne doświadczenia można przekuć w coś dobrego, pięknego – przykład literatury określanej jako „up lit” – „uplifting literature”, czyli literatura podnosząca na duchu, gdzie mamy bolesny temat opowieści, ale cała treść niesie wielkie pokłady optymizmu, nadziei i wiary w ludzką dobroć. JEŚLI MACIE OCHOTĘ POCZYTAĆ WIĘCEJ O "UP LIT" LUB PRZEJRZEĆ INNE RECENZJE, TO ZAJRZYJCIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na 9 4 dni temu
Moja Jane Eyre Cynthia Hand
Moja Jane Eyre
Cynthia Hand Jodi Meadows Brodi Ashton
ᴍʏ ᴊᴀɴᴇ ᴇʏʀᴇ ★★★★★★★★☆☆ Q: Chcielibyście widzieć i rozmawiać z duchami? [recenzja] Jane, dziewczyna, która w świecie pełnym duchów ma dar widzenia ich i komunikowania się z nimi. Przez niektórych uznawana za dziwaczke, dla innych jest wyjątkowa. Charlotte uwielbia opisywać wszystko co ją otacza i tworzyć własne historię. Dzięki swojej zdolności obserwacji niejednokrotnie robi wrażenie na przystojnym młodzieńcu, który wpadł jej w oko. Alexander to "zaklinacz" duchów, który jest oddany towarzystwu. Choć w swoim życiu spotkał już od groma zjaw, po ciuchu liczy, że w końcu uda mu się spotkać tego, od którego wszystko się zaczęło. "Śmierć nie pokona prawdziwej miłości: tej platonicznie, tej romantycznej, a także tej synowksiej. Bo miłość sięga poza granice życia i śmierci." ... Jak ja się świetnie bawiłam podczas lektury tej książki! Spisek, duchy, morderstwo, romans. I to jeszcze osadzony w czasach historycznych. Ciężko określić co działo się naprawdę, a co zostało dodane na potrzeby fabuły (oprócz duchów), bo ta historia jest genialna i żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Bardzo wciągająca i przyjemna, idealna na wieczór jeśli ktoś szuka odmóżdżacza z dawką humoru i historii. Choć chciałabym doczekać ekranizacji nie zapowiada się, aby ona powstała, więc tym bardziej zachęcam do sięgniecia po lekturę, a jeśli lubisz takie motywy jak 👻 duchy 👻 grumpy x sunshine 👻 age gap 👻 aranżowane małżeństwo 👻 historyczne fakty To ta książka odnajdzie swoje miejsce w twoim sercu.
bookishwor1d - awatar bookishwor1d
ocenił na 8 1 rok temu
Jak upolować pisarza? Sally Franson
Jak upolować pisarza?
Sally Franson
#154 - Jak upolować pisarza ? - Sally Franson - Wydawnictwo Znak #15/52/2019 Książka ta trafiła do mnie, jako świąteczny prezent od Wydawnictwo Znak, za co serdecznie dziękuję :) Dzisiejszą recenzję zacznę od cytatu: "Nigdy nie miałam, jak by to określił psycholog "świetnych" relacji z mężczyznami. Naturalnie obwiniałam za to mężczyzn, zwłaszcza mojego ojca." Zaciekawiło mnie też jedno spostrzeżenie autorki: "Pisarze zazwyczaj rodzą się smutni, prowadzą smutne życie, a potem w smutku umierają, co jednak nie znaczy, że nie są zdolni do innych emocji." Jest to książka, która opowiada nie tylko o miłości głównej bohaterki - Casey, ale także o przyjaźni. "Ale przyjaźń, jak nauczyłam się w ciągu ostatnich kilku miesięcy jest bardzo krucha. To coś jak miliony cieniusieńkich nitek łączących jedno serce z drugim - z daleka wygląda jak gruba lina, ale z bliska to pajęcza przędza. Wystarczy jeden niezręczny ruch, żeby ją zerwać." Przesłanie, które zabieram z tej książki dla siebie: "Nawet kiedy twoje życie staje w płomieniach, spróbuj się cieszyć, że nie marzniesz. A przynajmniej to sobie wmawiaj." Co możesz zrobić gdy stracisz pracę, przyjaciółkę, chłopaka i reputację ? Co Ci wtedy pozostaje ? - Odpowiedź znalazłam na przykładzie życia głównej bohaterki - gdy nie masz już nic, możesz znaleźć swoją pasję i w końcu z radością się jej oddać. Mam z Casey taką samą, czyli czytanie książek. Poniżej jeszcze kilka słów z książki, gdyż jest to powieść, która dała mi dużo do myślenia: "Bo to takie żenujące prosić o pomoc." "Naprawdę sądziłam, że mogę naprawić te niemożliwe do zagłuszenia problemy poprzez skupienie się na powierzchowności." "A mimo to wraz z upływem czasu zaczęłam myśleć o wszystkich rzeczach, które mi się przytrafiły, jak o mojej skale. Mojej opoce, ciężkiej, niemożliwej do ruszenia części mojego życia...... jeśli mam zamiar być sobą to będę musiała, jeśli nie pokochać tą skałę, to przynajmniej się z nią dogadać." Czy Casey upolowała pisarza ? Choć książka ma niecałe 380 stron czytałam ją prawie 1,5 miesiąca i dzięki niej mam wiele cennych refleksji. Bardzo ją polecam <3 https://www.facebook.com/zaczytanaeliza/photos/a.1656801191286441/2058101331156423/?type=3&theater
Eliza Żywicka - awatar Eliza Żywicka
oceniła na 10 7 lat temu
Golden Hill Francis Spufford
Golden Hill
Francis Spufford
BRYTYJCZYK W NOWYM JORKU Richard Smith po kilkutygodniowej, wyczerpującej podróży przybywa do Nowego Jorku. Młody londyńczyk jest właścicielem weksla, który ma zamiar spieniężyć – w tym celu udaje się do kantoru przy ulicy Golden Hill. Podczas kilkumiesięcznego oczekiwania na realizację weksla Smith staje się tematem prawie wszystkich miejskich plotek – rozkochuje w sobie piękne Amerykanki, wdaje się w niejedną awanturę, od czasu do czasu ryzykuje własnym życiem. Ale czy właśnie nie na tym polega jego urok? Spufford w bardzo zdawkowy sposób przedstawia swojego bohatera – do ostatniej strony otacza go atmosferą tajemnicy i niepewności, żeby na końcu wprawić czytelnika w osłupienie! Nowy Jork – drugi bohater „Golden Hill„. Zaskakujące, prawda? Autor w mistrzowski sposób nadaje temu niespełna siedmiotysięcznemu miastu duszę. Podczas pochłaniania kolejnych stron wręcz czułam zapach tych małych, ciasnych uliczek – pełnych domowych piekarni, szwalni, rozmaitych targów. Wszędzie musi istnieć balans – w 1746 roku Nowy Jork jest był pełen ponurych, śmierdzących i podejrzanych zakamarków, do których lepiej się nie zapuszczać (oczywiście nie dotyczy to Richarda!). To była uczta! Udało mi się poznać mieszkańców, ich zwyczaje, problemy i ogromne ambicje. Nowy Jork – dzisiejsze Złote Jabłko – był kiedyś małym miastem portowym, które w kilkadziesiąt lat przeistoczyło się w tętniącą życiem metropolię. PODSUMOWANIE „Golden Hill” nie jest powieścią dla każdego. Odstraszać może językowe i groteskowe nawiązanie do dawno minionej epoki, które aż kipi na każdej stronie. Tę książkę się kocha lub nienawidzi. Do tego wniosku można dojść już po przeczytaniu pierwszego zdania. Brzmi nierealnie? Czytam sporo, nawet dużo – nigdy nie widziałam zdania tak bardzo wielokrotnie (wielokrotnie wielokrotnie!) złożonego. Nie dość, że jest to pierwsze zdanie powieści, to autor dał absolutnego czadu i rozpisał się na ponad pół (!) strony. Przyznaję, dopiero przy piątym podejściu wiedziałam mniej więcej o co chodzi. Styl jest mocno nachalny, w pierwszej chwili może odstraszać! Mnie się bardzo spodobał, jednak dla niektórych będzie on denerwujący.Chwilami było ciężko, ale udało się! Książkę połknęłam, rozkoszowałam się każdą stroną i z żalem odłożyłam ją na półkę. Do XVIII wieku raczej się nie przeniosę! No może poza chwilami, w których będę wracać do „Golden Hill” : ) Po cichu liczę, że za jakiś czas pojawi się kolejna powieść Francisa Spufforda!!
pierwszyrozdzial - awatar pierwszyrozdzial
ocenił na 9 5 lat temu

Cytaty z książki Basza smaku

Więcej
Saygın Ersin Basza smaku Zobacz więcej
Saygın Ersin Basza smaku Zobacz więcej
Saygın Ersin Basza smaku Zobacz więcej
Więcej