-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać406 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska12
Cytaty z tagiem "historia rosji" [23]
Rosyjska historia jest łańcuchem nieudanych reform.Wszyscy siedzimy na tym łańcuchu. Nowa reforma - stary skandal. Chwilowe nadzieje, trójkolorowe wstążki, mała wiara we własne możliwości, napalmowa pieczęć, od zdemaskowania do wyszydzenia.Objawienie się chuja w chwale. Najlepiej na czymś wojennym: na rydwanie, czołgu, wozie pancernym. Kompromitacja idei reformy przez niekompetencję nowej wierchuszki. Szybka deprawacja reformatorów. Gołe baby w łaźni są słodsze od marzenia o szczęściu Rosji. Kolejne rozczarowanie wierchuszki do mas i ludzi przyzwoitych do wierchuszki. Wstręt do władzy. Strzelanie do chuja u władzy. Rany, choroby, niewładna ręka, zwątpienie w przyjaciół, podejrzliwość, alkoholizm i byle jaki makiawelizm chuja u władzy. Informacje o jego zdrowiu. Jebani wybrańcy narodu.
Powszechne pragnienie porządku. Mutacja. Chuj u władzy jako człowiek porządku. Terror. Krótka ekstaza masochizmu. Masowa eksterminacja ludności. Omdlenie.
Podziemne szemranie inteligencji. Wracanie do wartości ludzkich po omdleniu. Przesłanki liberalizacji. Chuj u władzy jako wyzwoliciel. Palba w wyzwoliciela. Są też uzupełnienia. Od reformy do reformy wyczerp[uje się potencjał ludzki. Ludność traci siły.
Pałac cesarski, zwłaszcza za panowania pierwszych kobiet – Katarzyny, Anny oraz Elżbiety – przypominał duży dwór ziemski. Zwyczaje, które w nim panowały, niewiele różniły się od zwyczajów przyjętych w przeciętnym majątku szlacheckim tamtych czasów. Tylko w rolach służących występowali „szlachetnie urodzeni”, a koronowane głowy traktowały ich bez zbędnych ceregieli. Na dworze było mnóstwo „głupców”, „głuptasek” i błaznów, do których należeli książęta Wołkońscy, Golicyn, hrabia Apraksin czy księżna Golicyna. Do ich zadań należały: rozweselanie carowej, urządzanie bójek dla zabawy, upijanie się na umór, opowiadanie bajek przed snem czy masowanie stóp władczyni. Anna Iwanowna, gdy się nudziła, otwierała drzwi do przyległego pokoju, w którym siedziały damy dworu, i bez ogródek rozkazywała: „Dalej, dziewczęta, śpiewajcie!”. I panny z wysokich rodów posłusznie zaczynały jakąś pieśń i nie ważyły się umilknąć, póki nie padło następne polecenie. Elżbieta zaś potrafiła podejść na balu dworskim do damy z wyższych sfer, jak to było, na przykład, z E. Łopuchiną, i na oczach wszystkich wymierzyć jej policzek tylko za to, że ta ośmieliła się włożyć zbyt ładną suknię i wyglądać efektowniej niż sama carowa.
Sama szlachta nie narzucała sobie żadnych ograniczeń moralnych. Aleksander Nikitienko, dawny chłop pańszczyźniany, któremu udało się zdobyć wolność i zrobić wspaniałą karierę urzędniczą, bardzo celnie scharakteryzował tę osobliwość życia ziemian, mówiąc, że rosyjscy „szlachetni” panowie, władając setkami posłusznych niewolników, stawali się niewolnikami swoich nałogów. Inny świadek epoki potwierdził to spostrzeżenie: „Co miał do roboty dziedzic – niewykształcony, dobrze sytuowany, wyniesiony przez prawo ponad inne stany, któremu wszyscy ulegali, którego każdy ruch uprzedzano, a każde życzenie – spełniano? Teatr, klub, karty, muzyka, psiarnia, libacje i samowola powinny być jego naturalną – i rzeczywiście były – jedyną rozrywką”.
Szlachcic na Rusi był początkowo służącym księcia albo bojara, nierzadko wywodził się z chłopstwa, to znaczy nie cieszył się wolnością osobistą. Jego prawa powoli się rozszerzały, obraz nabierał cech „szlachectwa”, a jego obowiązki niemal całkowicie skupiły się na służbie wojskowej. Mimo to rosyjski szlachcic różnił się zasadniczo od swego europejskiego współbratymcy. Nigdy nie miał ani krztyny niezależności – osobistej czy majątkowej; służył i walczył nie dla siebie i nie za siebie, jak europejski rycerz, ale będąc poddanym monarchy. I wszystkie jego przywileje były jedynie wynagrodzeniem za pełnioną służbę.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w przeszłości niemal każdej rodziny ziemiańskiej można znaleźć przykłady despotyzmu dziedzica, który z okrucieństwem traktował bliskich. Jego czyny nierzadko osiągały wymiar prawdziwych przestępstw karnych. W tym kontekście wyznanie Aleksandra Puszkina o podobnych przypadkach w biografii jego przodków tylko potwierdza, że były one nagminne w środowisku szlacheckim.
Wbrew powszechnie panującej opinii poziom wykształcenia szlachty rosyjskiej był raczej niewysoki. Większość posiadaczy ziemskich XVIII wieku, nawet jeśli uczyła się w dzieciństwie, to – jak mówiono – „za miedziaki”. Wiejski diaczek uczył szlacheckie dziecię alfabetu, czytania i pisania z psałterza – i tymi skromnymi wynikami kończyła się edukacja wielu wysoko urodzonych latorośli. Młodzi ludzie uważali, że
to im wystarczy. Zdobyta wiedza pozwalała się przecież ożenić, a później, pod koniec życia, złożyć podpis pod testamentem.
Większość szlachty właściwie niczego nie czytała i, zgodnie z relacjami wielu współczesnych, niekiedy w całym dworze nie można było znaleźć nawet jednej cienkiej książeczki. Część badaczy obyczajowości szlacheckiej, natrafiając na wyraźne świadectwa takiego intelektualnego i duchowego ubóstwa, nieraz stawiała sobie pytanie: czym żyli, o czym myśleli i czy w ogóle o czymś myśleli owi mieszkańcy gniazd rodowych?
Pamiętnikarz, który miał okazję gościć u takiej rodziny, opowiadał, jak rodzice stroili sobie żarty z pijanych paniczów, widząc, że się zataczają, przewracają albo rzucają do bitki. Ojciec, matka i goście pokładali się ze śmiechu i zachęcali: „No dalej, Apołłosza, przewróć Paszę! Ech, Miszka upadł, ma siano w głowie, wstawaj, bracie, wstawaj!”. Takie zabawy były popularne zarówno w odległych majątkach, jak i w stolicy. Baron Nikołaj Wrangel wspominał, że starszy brat, wtedy już oficer gwardii, upił jego i siostrę szampanem, po czym zaśmiewał się z wybryków odurzonych dzieci.
Nikołaj Wrangel wspominał, że jego ojciec, bogaty i doskonale wykształcony ziemianin, obracający się na dworze Mikołaja I, na pamiątkę zmarłej żony podarował jej siostrze jedną z pokojówek nieboszczki. Syna owej służącej, dziesięcioletniego Waśkę, zostawił u siebie. Niedługo potem krewna poprosiła, żeby zabrał kobietę z powrotem, bo nie mogła patrzeć na to, jak matka przeżywała rozłąkę z dzieckiem. Ten przypadek najpierw niesłychanie zdumiał barona, dopiero potem, może po raz pierwszy, skłonił go do myśli, że chłopi pańszczyźniani również mogą mieć ludzkie uczucia. Jego syn notuje w swoim pamiętniku: „Ojciec się zamyślił. »Kto by mógł przypuszczać? Tak, bądź co bądź, to też ludzie«. I oddał chłopca matce”.
W połowie XIX wieku kraj był wyczerpany niewolnictwem. Liczba urodzin w rodzinach chłopów pańszczyźnianych znacznie spadła i w ciągu dwudziestu pięciu lat, które minęły od czasu ósmego spisu, zgodnie z danymi za rok 1857, stan ludności pozostającej w poddaństwie zmniejszył się o 10% i wciąż się kurczył. Gospodarka pańszczyźniana upadała. Właściciele ziemscy próbowali zrekompensować swoje straty, rozszerzając chłopskie powinności, zwiększając pańszczyznę i kwotę czynszu, ale to tylko przyśpieszało ostateczną ruinę zarówno chłopów, jak i ziemian. Majątki ubożały, ulegały rozdrobnieniu, a nawet traciły właścicieli – wciąż rosła grupa drobnej szlachty i szlachty bez ziemi, w chwili reformy chłopskiej stanowiła już ponad połowę całego stanu.