cytaty z książki "Antologia z dreszczykiem"
katalog cytatów
Mam nadzieję, że szaleństwo nie jest zaraźliwe.
Nawet najsurowsze wychowanie nie jest w stanie powstrzymać potęgi dziecięcej chęci poznania świata.
Naoglądałem się wystarczająco dużo niegodziwości i okrucieństwa. I nauczyłem się jednego: jeśli nie zdusi się zła w zarodku, to ono potem cię odnajdzie i ugryzie w dupę tak mocno, że będziesz przeklinał dzień swoich narodzin.
Ja lubię święty spokój i nie lubię mieć przejebane. Konflikty zbrojne i inne takie to nie dla mnie.
Rzucałem się w oczy jak ksiądz w burdelu. Nie podobało mi się to, ale czasami trzeba znosić niedogodności. Życie.
- Czy zanim zniknął, ten mężczyzna zachowywał się dziwnie?
- Owszem. Książki czytał.
Pokręciłem głową. W tym kraju, jak ktoś robi coś poza oglądaniem telewizji i piciem piwa, automatycznie dostaje etykietkę z napisem "wariat".
Na studiach nauczyłam się nie odmawiać darmowego alkoholu, więc takiej propozycji po prostu nie mogę odrzucić.
Zawsze uważałam, że w lecie było coś niesamowicie nostalgicznego. Tak jakby cały świat miał przerwe, zwolnił, a upał pomagał tworzyć wspomnienia, które jesień i zima uznają za sekret.
Gdy opuszczą cię rodzice, zostajesz sierotą. Tak, ludzie uwielbiają nazywać. Jak jednak nazwać rodzica, który stracił swoje dzieci? Jak? No właśnie, nikt tego nie wie. Nikt nie nazywa.
Bezimienni cierpią w ciszy, ale smutne myśli muszą gdzieś znaleźć swoje miejsce. Jak wszystko.
Zapominamy tylko o jednym. Martwa glina powinna taką pozostać. Udajemy, że nie wiemy, co może się wydarzyć, gdy rościmy sobie prawo do obcych nam mocy. Może nie pamiętamy? Nieważne. Martwa glina musi taką pozostać.
Kiedy masz dwanaście lat, nie boisz się prawie niczego, a już na pewno nie poślizgu i upadku na chodnik. W tym wieku upadki, sińce skaleczenia dostaje się w życiowym pakiecie.
Lubimy personifikować. Może nie zawsze i może nie każdy, ale gdzieś tam głęboko w nas drzemie ta boska żądza. Ożywić coś, co zazwyczaj jest martwe. Tchnąć duszę tam, gdzie miejsca na nią nie ma. Dać imię czemuś, co winno być bezimienne Pycha? A może reakcja na ból, którego ni ukoić nie może.
Nie mógł się obawiać, wątpić czy poddawać. Miał zwyciężyć – takie było jego postanowienie, a on zawsze osiągał swoje cele.
Jestem rozdarty pomiędzy tym, co miałem, tym, co mam, i tym, co jeszcze mogę mieć. Miałem rodzinę, dom, pracę, trochę oszczędności w banku. Mam kota, pudła z chipsami i napojami, ciasne schronienie oraz ten, pożal się Boże, dziennik. A co jeszcze mogę mieć?
Czytanie jest ucieczką od myśli, pisanie stanowi zaś próbę sprostania im.
Poza tym łatwiej chyba będzie mi umierać, wiedząc, że zostawiam coś po sobie, jakieś świadectwo przeżyć, nawet jeśli nie mam talentu do pisania i na świecie znajdzie się tysiące ciekawszych tego typu wyznań.
W pudłach leży dużo starych książek, z których o kilku słyszałem, że są znakomite, ale nie chcąc od razu przeczytać wszystkich najlepszych, biorę się najpierw za te mniej znane. Nawet w takich ekstremalnych warunkach dobra książka wciąga na tyle, że człowiek zapomina o Bożym świecie, więc każda z nich jest na wagę złota. Nadejdą chwile, kiedy potrzebować ich będę bardziej niż na przykład teraz.
Dzisiaj obudziłem się, czując jakąś dziwną nadzieję: że kiedyś jeszcze będę miał okazję opowiedzieć światu swoją historię. Że jest szansa na przyszłość dla mnie. Że nawet po tym wszystkim, co się stało, będę potrafił dalej radzić sobie z czasem, ze sobą. Nie wiem, czy jest to tylko chwilowy przypływ lepszego nastroju, czy też coś trwałego.
Wczoraj wieczorem przeszedłem krótkie załamanie: płakałem, wyłem, rzucałem książkami. Gdy zasnąłem, spałem jak zabity. Rankiem obudziła mnie zaś nadzieja na życie.
Zapachniało dzieciństwem tak, jak muszą nim pachnieć krótkie chwile przed śmiercią człowieka, kiedy życie przelatuje mu przed oczami.
Chwilę potem stwierdziłem, że skoro coś takiego przyszło mi w ogóle do głowy, to znaczy, że tracę zdolność racjonalnego myślenia. Czy powinienem bać się samego siebie? Jeszcze tego mi brakowało!
Nie wiem, na ile siedząc tutaj, jestem więźniem własnego strachu, a na ile rzeczywistego zagrożenia..
Pierwszy raz jest zawsze szczególny, nieważne, co robisz. Pierwsza dziewczyna, pierwsza jazda samochodem, pierwsza praca i tak dalej. Tego się nie zapomina.
Życie to nie film. I chociaż czasami mocno go przypomina, to nie daje taryfy ulgowej. A ona często miała pod górkę.