cytaty z książki "Fałszywy Pieśniarz"
katalog cytatów
Czasem nierealne marzenie może stać się bardzo realnym koszmarem.
- Teraz ty, Kostek. - Nekromanta szarpnął za klamkę od strony kierowcy. - Tylko bez sztuczek. Obaj wiemy, że nie masz przy sobie broni, więc bardzo cię proszę, nie rób nic, czego moglibyśmy potem żałować. Moja kula będzie szybsza od twoich więzów. Czy wyraziłem się jasno?
- Jak słoneczko w maju.
- Ostrzegałam ją, że życzenia są niebezpieczne - przypomniała ze smutkiem. - Szczególnie wtedy, gdy się spełniają.
Sen to brat śmierci – dokończyła sentencjonalnie.
Czy kogoś, kto czyni dobrze tylko dlatego, że ma nóż na gardle można nazwać dobrym człowiekiem?
- Obawiam się, że zaczęliśmy filozofować.
- I to- o zgrozo- bez alkoholu.
- No co? - burknęła podejrzliwie. - Co cię tak bawi?
- A to - odparła Tekla, nie kryjąc zadowolenia - że Ida wcale nie wścieka się, bo nie może wyrzec się swoich talentów, tylko dlatego, że chciałaby coś tymi talentami udowodnić. Sobie i innym. Można to chyba uznać za pewien progres. Wolałabym co prawda, żeby przy okazji robienia postępów nie popadała z jednej skrajności w drugą, ale cóż… najwyraźniej jej umysł działa wybitnie jedno-kierunkowo i nie uznaje półśrodków.
Ostatnio coraz częściej nachodzi mnie taka okropna myśl, że to nie śmierć zsyła mi sny, tylko moje sny zsyłają śmierć, a ja próbuję ścigać się z własnym umysłem.
(...) Całe moje życie to jedna wielka ucieczka od życia, byle dalej i szybciej. Byle więcej nie cierpieć - zamilkła, odwróciła się bokiem i wyjrzała za okno.
- I jak ci idzie? - odważył się spytać.
- Uciekanie? Fantastycznie. Nie cierpienie? Chujowo.
Wyprostował się, zerknął na pieczęć i zmarszczył brwi na widok nieznanych mu symboli.
- A co to takiego?
- Olej z ziaren maku i sok z wilczej jagody. Cholernie silna mieszanka. Mak pozwoli mi przekroczyć granicę oddzielającą świat żywych od zaświatów, a belladonna pomoże... - Się przekręcić - dokończył sucho łowca i zgromił Ide wzrokiem. - Szaleju też się opiłaś, zanim tu przyszedłem, czy może spadłaś do tego grobu na głowę? Przecież to śmiertelna trucizna...
Zalecam pośpiech. Nie żebym wywierał jakąś presję czy coś...
Obawiam się, że nadal nie rozumie, o czym ty do mnie rozmawiasz.
- Oj, rozczarowany? - Dziewczyna skrzyżowała ramiona na piersi. - Weź numerek i stań w kolejce.
- Aha. Nie żebym coś sugerował, ale twój głos przez telefon brzmiał tak, jakbyś miała plan.
- Bo miałam. Bardzo prosty: dostać się do twojego samochodu.
- I tyle?
- I tyle.
- Aha. To super.
(...) a my chyba nie chcemy ryzykować, że nam się nieodwracalnie zwarzywi, prawda?
(...) a skulona w fotelu obok szamanka wpatrywała się w swoje zapiski tak intensywnie, jakby oczekiwała, że lada moment do niej przemówią.
- No jasne, że nie miałaś. - dziewczyna omiotła wzrokiem sufit. - Powinnam się już pewnie przyzwyczaić, że robię za wyjątek od reguły bez względu na okoliczności, ale jakoś, cholera, nie potrafię.
- Owszem - zgodziła się natychmiast, lecz z taką miną, jakby rozgryzła coś cierpkiego i gorzkiego zarazem. - Ale nie z własnej woli. Miałam to szczęście, że nie miałam wyboru. Ruszyłam Mikołajowi na ratunek, bo w przeciwnym wypadku trafiłby mnie szlag. Nie zrobiłam tego dla niego. Zrobiłam to dla siebie. I gdyby istniała wtedy jakaś alternatywa, wiem doskonale, co bym wybrała. Bo ja po prostu bałam się zniknąć. Nadal się boję. Strzegę Praw Śmierci i wypełniam obowiązki szamanki od umarlaków nie z powołania, tylko ze strachu. Jestem zakładnikiem własnego daru, którego wyparłabym się bez mrugnięcia okiem przy pierwszej lepszej okazji. Żadna ze mnie bohaterka, Kruchy, tylko zwykły tchórz.
Tyle że szczerość ma swoją cenę i ty również będziesz musiał ją zapłacić.
- Dokąd?
- Donikąd. Porozchodzimy to trochę. Albowiem nieważny jest cel - rzucił sentencjonalnie z ledwo wyczuwalną domieszką sarkazmu. - Ani nawet nie sama podróż.
- A co?
Stalowe tęczówki błysnęły w słońcu jak topniejący lód.
- Towarzystwo.
(...) Ktoś mi kiedyś powiedział, że czas leczy i kaleczy.-
I miał rację. - Zgodził się łowca z powagą. - Czas potrafi być lekiem na całe zło, albo największą trucizną jaką można zażyć. Coś o tym wiem… W każdym razie nadzieja, że sam jego upływ przyniesie poprawę to tylko złudzenie. To trochę jak siedzieć i czekać na inną przeszłość, żeby przyszłość przestała tak bardzo przerażać. Czas, sam z siebie, niczego nie polepszy. Trzeba mu w tym trochę pomóc.
Bez imienia jesteś nikim. Nie istniejesz. To, co nienazwane, wypierasz. To, co poznajesz, nazywasz. Imię to klucz - skwitowała dobitnie.