cytaty z książki "Kochane córeczki"
katalog cytatów
Norah skinęła na kelnera, który czaił się w pobliżu.
– Czego pani sobie życzy?
– Lobotomii – odparła Norah. – Niech będzie podwójna.
Kelner uśmiechnął się złośliwie.
Żyjesz sobie swoim życiem, pochłonięta trywialnymi, codziennymi stresami, gdy nagle dopada cię potężny, pełnowymiarowy kryzys.
Najgorszą częścią każdej randki, jak powiedziała Neilowi na ostatniej sesji – znacznie gorszą niż seks, jeśli do niego doszło – była rozmowa. Wydawała się nie tylko nudna, ale też bezcelowa, zważywszy na fakt, że gdyby kiedyś mieli zostać partnerami życiowymi, to najprawdopodobniej spędziliby następne trzydzieści lub czterdzieści lat na gapieniu się w ekran telewizora albo komórki w przyjacielskim milczeniu.
Mam wrażenie, jakbym znalazła się w alternatywnym wszechświecie.
Chcę czuć, że jestem warta miłości, i nie bać się pokochać kogoś w zamian.
Adopcja osoby dorosłej jest niezwykła, ale się zdarza.
– Wiemy, że się starałaś – powiedziała Norah, występując naprzód. – Próbowałaś nas izolować, upokarzać, straszyć… .
Taka dziewczyna jak ty zasługuje co najmniej na Toblerone.
– Ten dom to chlew – powiedziała. – Nikt nie pójdzie spać, dopóki nie będzie wypucowany na błysk.
– Lubisz dzieci? – zapytał ją Kevin z wyraźnym ożywieniem.
– Nie – odparła. – Lubię psy.
Dorastając w atmosferze niedostatku, nabrała skłonności do, nazwijmy to, oszczędnego operowania środkami.
Myśl o fizycznej manifestacji jej cierpienia miała w sobie coś perwersyjnie pociągającego.
W realu nie stosuje się przemocy, żeby radzić sobie z uczuciami.
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Media uwielbiają zestawienie bajkowej wiejskiej posiadłości z okropnościami, które się tam wydarzyły. Uwielbiają też wszystko, co dotyczy dzieci z rodzin zastępczych.
Nie poszła się bawić, rzecz jasna. Jessica była dzieckiem grzecznym i ułożonym, ale podsłuchiwać umiała równie dobrze jak każde inne.
Jedyną zaletą przeżycia koszmarnego dzieciństwa jest to, że łatwo wskazać szczęśliwe chwile.
Nie uważała tego za przykry obowiązek. Rutyna sprzątania dawała jej poczucie celu, które trudno było opisać.
Nie ukarała Norah za jej interwencję – a w każdym razie nie tego dnia. Jeśli chodziło o zemstę, pani Fairchild wolała smakować ją powoli.
– Uznałyśmy, że ty nie umiesz się wyluzować – wyjaśniła Norah. – Tak jak pingwin nie umie latać. Założę się, że też byś zaczęła świrować, gdyby pingwiny nagle wzbiły się w powietrze.
– Nie cierpię matrioszek – powiedziała. – Na pierwszy rzut oka wydają się miłe, ale masz wrażenie, że coś w nich siedzi.
Jeszcze nigdy nie byłam na terapii, ale chyba nie tak to zazwyczaj wygląda. Może to jeden z tych terapeutów, którzy stosują metody niekonwencjonalne, aby wywołać określony rezultat – na przykład
nie proponuje pacjentowi krzesła, bo uważa, że kiedy człowiekowi jest niewygodnie, to szybciej przechodzi do rzeczy?
– Czy rozmawiam z panią Alicią Connelly?
– Jeśli jest pani windykatorem, to nie – odparła Alicia. – A jeśli wygrałam na loterii, to tak.
– Zawsze każecie mi się wyluzować – powiedziała, uruchamiając samochód. – A kiedy w końcu to robię, obie świrujecie.
- W realu nie stosuje się przemocy, żeby radzić sobie z uczuciami.
- A co się z nimi robi w realu? - spytała Norah.
- Tłumi się je - odparła Jessica. - Ze wszystkich sił.
Każdy kogoś potrzebuje, prawda, doktorze Warren? Jednej osoby po swojej stronie. Kogoś, na kim może się oprzeć?
Jessice nigdy nie przyszło do głowy, żeby zadać sobie pytanie, czy ona też go lubi. To wydawało się nieistotne. Być kochaną - taki był cel jej życia. Kochanie kogoś z wzajemnością... było zwykłym popisywaniem się.
Nawet po tych wszystkich latach pragnienie miłości i uwagi ze strony kogoś, kto nie mógł ich jej dać, zadowalało ją bardziej niż faktyczne zaspokojenie tych potrzeb.
Czuła, jak osuwa się na nią ciężar życia. Czasami jej się to zdarzało. Wszystko szło dobrze, kiedy nagle... bam! - ogarniała ją ciemność, a wraz z nią przekonanie, że życie nie jest warte życia. Że ona nie jest nic warta.