cytaty z książki "Camgirl"
katalog cytatów
– No dawaj. Pokaż mi to środowisko, które jest wolne od toksyczności. Korporacje? Świat mody? A może twoja własna branża, policja? – Słowo „policja” wypadło z jej ust z pewnym napięciem, które Marcel zauważył. – Patologia jest wszędzie. Ludzie demonizują branżę erotyczną, bo to temat tabu. Wszyscy święci, nikt nie ogląda. A potem przychodzi taki, w niedzielę prosto po kościele, na pokaz erotyczny. Byle szybko, bo żona w kuchni już smaży kotleta na obiad. Hipokryzja.
Pilnuj się. Twoja mniejsza głowa myślała poprzedniego wieczoru za ciebie.
Gosia to przeciwieństwo Marceliny. To taka prosta dziewucha, która używa wulgaryzmów zamiast przecinka i lubi sobie wypić. Taka, której do szczęścia potrzeba chleba i igrzysk.
Przegryw. To było zdecydowania jej ulubione określenie dla mężczyzn, z którymi miała kontakt na co dzień. Z założenia nie szanowała swoich klientów, choć nie było tak od początku...
Zrozumiałam, że to jest ich fetysz, że to coś, czego oni naprawdę chcą. Jeśli nie mi, to zapłacą innej dziewczynie, a uwierz, że i tak tego dokonają. To jest silniejsze od nich. Więc tak jak w każdej innej pracy, klient... tfu, przepraszam, pieniądz jest najważniejszy.
Przyzwyczaiłam się do tego, że normalność to bardzo względne pojęcie. Każdy ma swoją własną normalność. I tak długo, jak nikt nie jest krzywdzony, wszystko jest w porządku.
Płacił za jej pokazy. Kontaktował się z nią prywatnie. Wszystko w pizdu, cała praca nad śledztwem może okazać nic niewarta, bo Łebski myślał kutasem.
W skrócie, Sebastian chciał iść do wojska. Zamiast munduru, dostał pieczątkę niezdolny do służby ze względu na otyłość i problemy z sercem. Potem gość, co prawda, zrzucił kilka kilogramów, ale zamiast munduru zobaczył jedynie białe fartuchy lekarzy, którzy stwierdzili, że ma serce jak zegarek dziadka, który zacina się co dziesięć minut. Co za pech.
Przypadek sprawił, że niecały rok wcześniej zamieszkałam z jedną z najciekawszych osób, jakie było mi dane w życiu poznać.
Jej biodra poruszały się hipnotyzująco, kiedy zmierzała w stronę wejścia na wysokich obcasach. Niepokój, który czułem od rana, nagle zniknął, zastąpiony czymś, co można chyba określić jako ekscytacja.
Mieszanka kwiatu wiśni, pieprzu, tytoniu i gorzkich migdałów sprawiały, że obok tych perfum nie dało się przejść obojętnie.
Marcelina, dziwaczka z fantazyjnym poczuciem humoru i duszą bohemy, najpierw moja współlokatorka, potem przyjaciółka.
Kobiety zawsze lgnęły do mnie. Zwykle to ja wyznaczałem tempo relacji, dyktowałem reguły gry. Teraz jednak czułem się inaczej. Marcelina, w swoim niesamowicie intrygującym, wirtualnym świecie, zmusiła mnie do zaakceptowania innych reguł.
Patrzyłem na kobietę, która strasznie mi się podobała, która swobodnie rozmawiała o seksualności i dodatkowo siedziała przede mną w przezroczystej bluzce, więc mogłem cały czas bezkarnie gapić się na jej piersi... A dla niej to było normalne, że zdawała się nie pamiętać o tym fakcie.
Ślady w domu Sebastiana, kolejne odkrycia, pytania kłębiące się w głowie, niewiadome związane z zaginięciem Małgorzaty, wszystko to szeleściło jak papier w głowie Łebskiego, nie dając mu spokoju. A jednak, w tym wszystkim, musiał odnaleźć drogę do prawdy.
Jego ulubiony przywódca zawsze wydawał się skazany na osąd innych, a mimo to zachowywał zimną krew. Sebastian wiedział, że jest teraz poddany ocenie i musi zachować stoicki spokój, aby obronić swoje stanowisko, tak jak czyni to zwykle jego idol... Putin.
Nadal starała się opanować buzujące w niej emocje. Czuła w kościach, że coś w tej historii jest mocno nie tak. Nie mogła przestać myśleć o jednym - Gosia od dawna coś przed nią ukrywała.
Na początku było to dla mnie dziwne. Czułam się niewygodnie, kiedy im rozkazywałam, kiedy grałam tę złą kobietę...
- W takim jakby garażu - zaczęła konkretyzować -trzyma cały arsenał, zarówno broń białą, jak i palną, a w domu ma specjalny pokój poświęcony Władimirowi Putinowi. On ma obsesję na punkcie rosyjskiego prezydenta, nosi koszulki z jego wizerunkiem, ma książki, plakaty, cytaty powieszone w tym specjalnym pomieszczeniu. To jest dość dziwaczne, nie sądzisz?
Za dużym, stalowym biurkiem siedziała kobieta w średnim wieku, o surowej twarzy i krótko ściętych włosach. Miała na sobie mundur, a pojedyncze szewrony na pagonach informowały o jej randze.
Nowoczesne rezydencje niemal kłóciły się ze starą duszą wsi. Wyglądały jak intruzi w tym wiejskim pejzażu.
Ściany szopy wypełniały różne rodzaje broni, której liczba i różnorodność przyprawiły Łebskiego o zawrót głowy. Starannie poukładane w rzędy noże, niektóre rzeźbione, inne gładkie, a jeszcze inne zdobione dzikimi wzorami, błyszczały w cieniu.
Po otwarciu ciężkich dębowych drzwi, ekipa techniczna stanęła jak wryta. Przed nimi rozciągał się pokój, który wydawał się być zaskakująco przerażającym hołdem dla jednego człowieka - Władimira Putina.
Mieli do czynienia z fanatykiem Putina, co było dla całej ekipy zjawiskiem nie tylko niezrozumiałym, lecz także wywołującym uczucie niesmaku i obrzydzenia zarazem.
Pracował w urzędzie miejskim, na recepcji. Trudno przyjąć, że to wymarzone miejsce pracy, ale dla Kamila było wystarczające.
Wiedział, że w lodówce chłodzi głównie światło, a poza tym nie miał już ani czasu, ani siły, aby cokolwiek sobie przyrządzać.
Pokój poświęcony Putinowi, z portretami i pamiątkami, zdawał się z kolei miejscem kultu, pełnym niepokojącego uwielbienia dla zbrodniarza, z jakim afiszował się człowiek, któremu ewidentnie coś w życiu nie wyszło.
Sebastian, z troską wyrytą na swoim permanentnie czerwonym obliczu, kroczył powoli po szarym betonie chodnika, w kierunku solidnego budynku policji w Wielkim Mieście.
Postać prawie dwumetrowego blondyna z lekko rozczochraną czupryną i grzywka zachodzącą na oczy, siedzącego wygodnie na drewnianym krześle, była trudna do przeoczenia.
Młody, przystojny policjant, z wyrazem nieukrywanej ambicji na twarzy, od razu rzucił się Sebastianowi w oczy. Czuł, że funkcjonariusz spogląda na niego tak, jakby chciał od razu wydać wyrok.