cytaty z książki "Piętno"
katalog cytatów
Po raz pierwszy wstydziłem się ojca, gdy miałem dziesięć lat. A potem nie potrafiłem się już z tego otrząsnąć, bo wstyd ciągnął się za mną przez całe życie. Prześladował, poniżał, upokarzał. I wiedziałem, w głębi serca czułem, że nigdy mnie nie opuści.
Lokalny klub grający w czwartej lidze rozgrywał swój mecz wczesnym popołudniem, co sprzyjało miejscowym pijaczkom chłonąć morze alkoholu od wczesnych godzin porannych. Jednym z nich był mój ojciec, którego wybłagałem, żeby zabrał mnie na mecz.
Nienawidził piłki nożnej, w ogóle sport, nieważne jaka dyscyplina, dla niego mógłby nie istnieć. Uważał, że jedenastu idiotów biegających za skórzanym flakiem to nieporozumienie.
W miasteczku, w którym każdy znał każdego, nie miało nawet sensu sprawdzanie, czy ktoś nie wnosi alkoholu na teren stadionu. Dziurawe ogrodzenie sprzyjało przemycaniu procentów. Senne życie, smutni ludzie, brak perspektyw.
Kątem oka zauważyłem, że tata jest już pijany. Pod łóżkiem, na którym spał, stała butelka taniego wina o wszystko mówiącej nazwie "Bizon". Nie do wypicia - siarka pomieszana z owocami. Smak bez znaczenia, byle kopał. Koszt: dwa pięćdziesiąt. Do ogarnięcia nawet dla ekipy żuli, których w moim mieście akurat nie brakowało.
Mama zawsze na posterunku, czujna i uważna. Pracowała na trzy zmiany w jedynej fabryce w ośmiotysięcznym mieście. Tata nie pracował nigdzie. I wszędzie zarazem.
Alkoholowy ciąg znaczył dla niego więcej niż spędzanie czasu z synem. Jeszcze wtedy uważałem go za autorytet, , ale szybko pozbyłem się tego złudzenia.
Bardziej niż biedę wytykano mi pijanego bez przerwy tatę. Zupełnie jakby to była moja wina, że pił. Czy wybrałem go na swojego rodzica? To mnie najbardziej bolało.
Byłem miejscowym popychadłem, z którym nikt się nie liczył. Ani w szkole, ani przed blokiem. Miałem kilku nic nieznaczących kolegów, ale nikogo, kto tak naprawdę mógłby obronić mnie przed całym złem tego świata.
Tata usiadł z kumplami od kieliszka, choć bardziej wypadałoby powiedzieć od butelki, bo z kieliszka nikt tu nie pił. W tej kwestii kultury nie było.
Najmłodsza siostra miała roczek, a starsza była dwa lata młodsza ode mnie. Tak, byłem sześciolatkiem, który opiekował się młodszym rodzeństwem, gdy mama pracowała w fabryce do rana, a ojciec był gdzieś. I miał wszystko gdzieś. Przez niego musiałem stać się dorosłym, wciąż pozostając dzieckiem.
Konsekwencje picia mojego taty ciągną się za mną od lat i ciągnąć się będą zapewne do końca życia. Nie da się tego wyplenić z serca.
Trzeba iść dalej.
Nie miałem dobrych wzorców, nie potrafiłem okazywać miłości. Do tej pory nie potrafię.
Przeżyłem, odcierpiałem, ale nie zapomniałem.
Tata był człowiekiem bez honoru i wstydu. Nieprzystosowanym do życie w rodzinie.
Babcia była oszczędna w słowach, ale zawsze mówiła to, co myślała. I nigdy niczego nie żałowała.
Czasem lepiej nic nie mówić, bo ludzie nie chcą usłyszeć prawdy. Nie podoba im się, gdy ktoś jest szczery. Wolą usłyszeć półprawdy i kłamstwa, tak jest najwygodniej, bo łatwiej je przyswoić.
Nie ruszałem się. Łzy same płynęły z oczu, choć nikt ich nie zapraszał. Czułem się fatalnie. Poniżony fizycznie i mentalnie.
Bo w małym mieście nie musisz być kimś, by o tobie plotkowali. Wystarczy, że będziesz w pobliżu kogoś, kto jest na językach. I masz przechlapane.
Nigdy nie byłem dobry w biciu. Ani wtedy, ani teraz, ale mam w sobie taką siłę, która czeka na uwolnienie w odpowiednim momencie. Jak kobiety podnoszące samochód, pod który wpadło ich dziecko.
Odejście cioci zmieniło mnie na zawsze. Przestawiłem się na takie tory, które miały mnie doprowadzić do sukcesu.
To był mój pierwszy raz. Miałem dwadzieścia jeden lat, niektórzy z moich pseudokolegów inicjację seksualną mieli już dawno za sobą. Ja byłem ze wszystkim spóźniony. Nawet z życiem.
Nie byłem sobą. Byłem sobą i nią jednocześnie. Takie połączenie dusz nie zdarza się zwykłym śmiertelnikom. Licznie przeczytane przeze mnie książki opisywały takie przypadki, ale zazwyczaj była to czysta fikcja literacka.
Byłem wszędzie i nigdzie zarazem. Różowe okulary przesłoniły mi oczy. Zapomniałem praktycznie o wszystkich, bo tylko ona się liczyła. Wszyscy się za nami oglądali, a ja byłem taki dumny, że wreszcie wypłynąłem na powierzchnię, gdzie syf i bieda sięgały mi tylko do kostek.
Nagle pieniądze, których zawsze brakowało, przestały mieć znaczenie. Tu coś było w kieszeni, tu wpadła premia, to znowu los na loterii. Tych kilka bardzo intensywnych tygodni mego życia było faktycznie jak los na loterii. Do momentu, aż nie wsadzono mnie na rollercoaster, który wywrócił wszystko do góry nogami.
Wszystkie porażki, upokorzenia, prześladowania i niezręczne momenty ulepiły ze mnie kogoś, kto nie chce mieć z ludźmi nic wspólnego, bo jedyną realną cechą człowieka jest zadawanie bólu. Celowo bądź nie, ale zawsze boli.
Nie chciałem się ponownie zakochać, bo nie chciałem, by ktoś mnie znowu zranił. Nie zamierzałem przechodzić przez to wszystko raz jeszcze.
A przede wszystkim nie chciałem już płakać.
Po zdaniu licencjatu z dziennikarstwa, przeniosłem się na studia uzupełniające, czyli zaoczne. Studia dla ludzi, którzy nie mają pieniędzy na studia dzienne, dlatego pracują w tygodniu, żeby zarobić na czesne za studia weekendowe.
Brzmi jak absurd, ale dla biednych ma sens.
Coraz bardziej się buntowałem i ta cecha miała ze mną zostać na całe życie. Antysystemowiec. Taki byłem. Taki nadal jestem.