cytaty z książki "Dzikie miejsca"
katalog cytatów
Spodziewałem się, że odnajdę świadectwo współczesnych zniszczeń, współczesnych zagrożeń, ale nie myślałem, że napotkam te starsze mroki. Przemierzałem krainy nasycone niewidzialnymi ludźmi, życiami przeżytymi i utraconymi, śmierciami szczęśliwymi i nieszczęśliwymi, a widmowe oddziaływanie tych dzikich miejsc coraz mniej i mniej dawało się ignorować. Moja koncepcja dziczy jako czegoś nieludzkiego, czegoś poza historią, zaczęła wydawać się nonsensowna, wręcz nieodpowiedzialna.
Powietrze nad wodą wypełniały chmary ptaków: petrele szybowały na wietrze białymi łukami, krępe nurzyki jak uskrzydlone cygara furkotały tuż nad falami, mewy kreśliły ulotne esy- floresy.
W pewnym sensie całą dysydencką Wielką Brytanię można wyobrazić sobie jako coś w rodzaju labiryntu holwegów: zapadniętego, prawie niezauważalnie w krajobraz kulturalny.
Stojąc w takim świetle, czujesz wdzięczność za jego naturalność. Jest w tym poczucie czegoś, co zostało nam szczodrze dane, a mimo to zasoby nie zostały uszczuplone.
Pobyt w Burren przypomniał, że fizyczna materia jest jednocześnie niezniszczalna i całkowicie przeobrażalna – to znaczy, że potrafi radykalnie zmienić stan: od warzywa do minerału, od cieczy do ciała stałego.
Nie możemy nawigować i określać położenia, kierując się tylko mapami, które sprawiają, że krajobraz staje się odporny na marzenia, nieprzenikalny dla wyobraźni.
Hope to Góra, która doświadcza sprzeczności przesilenia na północy: zna zarówno chwałę nigdy nie znikającego słońca, i jak i nieczułość 18-godzinnej nocy.
Inuici są również znani z tego, że rzeźbią trójwymiarowe mapy wybrzeża w drewnie. W ten sposób mapy są przenośne, odporne na mróz, A jeśli wpadną do wody, nie zatoną i da się je odzyskać.
.
Ptaki znienacka wypadały z niewidocznych szpar w skale: słonka toczyła się nisko w powietrzu, bekas wystrzeliwał z krzaczastej niecki. (...) Nad wodą krążył krogulec – pokonywał wiele mil w parę minut.
Wiele co dzikszych obszarów Wielkiej Brytanii i Irlandii zapełniają groby, oznaczone i nieoznaczone. Tak wielu ludzi przez tyle stuleci czuło potrzebę chowania zmarłych z widokiem na przestrzeń.
Wyglądają jak mapy tras różnych linii lotniczych. Ale zamiast łączyć miasta i lotniska, trasy na mapach migracji ptaków łączą dzikie miejsca.
Nocujące ptaki, nierozróżnialne w ciemności, podnosiły się z ziemi z rozpostartymi skrzydłami i oczami jak klejnoty.
Żeby udać się na nocną wędrówkę po górach zimą, musisz mieć rzadkie połączenie następujących okoliczności: pełnia, silny mróz, czyste niebo i gotowość, by przemarznąć do kości.
Spada liczba robaczków świętojańskich, ponieważ ich światła pozycyjne, którymi przyciągają partnerów, nie są już dość jasne, by być widoczne nocą.
Ogniska skłaniają do dzielenia się historiami, a Roger, którego nie trzeba było nigdy o to prosić, opowiedział mi, jak został kiedyś postrzelony w polskim lesie, ponieważ myśliwy wziął go za niedźwiedzia. Puentą historii, jak się okazało, nie była złość Rogera, że został ranny, tylko jego zachwyt, że ktoś pomylił go ze zwierzęciem.
Żywopłoty stały się linearnymi lasami, nachylającymi się ku sobie i splatającymi nad starą zagłębioną drogą, aby utworzyć zazębiający się baldachim lub dach, przez co droga zmieniała się w tunel.
Ludzie zwykle nie spodziewają się innych ludzi na drzewach A jeśli wytrwam w bezruchu dłużej, wrócą ptaki. Ptaki też zwykle nie spodziewają się ludzi na drzewach.
Każdy, kto mieszka w mieście prędzej czy później dozna uczucia, że jest w nim już za długo. Wąskie pole widzenia, jakie wymuszają ulice, wrażenie duszności, tęsknota za powierzchnią inną niż szkło, cegła, beton i asfalt.
Trudno mi teraz powiedzieć, kiedy po raz pierwszy zakochałem się w dziczy. Wiem tylko, że tak się stało i że silna potrzeba przebywania w niej pozostanie we mnie na zawsze.
Przebywanie w dzikich miejscach oznaczało dla mnie wyjście poza historię ludzkości.
Tworzące się przez tysiąclecia torfowiska osuszono lub wyeksploatowano. Dziesiątki gatunków wyginęły, a setki znalazły się na skraju unicestwienia.
Szliśmy, a myszołowy krążyły nad nami jak samoloty zwiadowcze. Raz sarna poderwała się nerwowo na środku pola, aż coś ją wystraszyło i uciekła w popłochu, w gwałtownych sprężystych susach.
Ptaki opadały z nieba nade mną, krzyczały przy tym wniebogłosy i zostawiały za sobą podczas tego opadania zakrzywioną trajektorię dźwięku.
Z całą pewnością wyspy mają dzikie miejsca na wielką skalę – masyw Cairngorms ma powierzchnię większą niż Luksemburg, a jego pogoda może być polarna w swojej surowości.
Równolegle jednak do tej historii znienawidzonej dziczy rozgrywa się też historia alternatywna: która opowiada o dziczy jako energii, wzorowej i znakomitej i dzikich miejscach, królestwach różnorodności i obfitości.
Zanurkowałem. Błękitny szok. Zimno wlało się we mnie jak barwnik.
Przy samej wodzie brodziły trzy ptaki, przemieszczały się w równej linii i machały dziobami z boku na bok, jak ekipa z wykrywaczami metali (szablodzioby - przyp. ŁS).
Ułożyliśmy sobie siedziska z kamieni i przysiedliśmy na chwilę, żeby popatrzeć jak słońce dogasa w morzu na zachodzie.
Ponad 2 miliony migrujących ptaków korzysta z miękkich brzegów Wielkiej Brytanii i Irlandii jako miejsc wypoczynku każdej jesieni i zimy. Można sporządzić mapy – powstały takie – pokazujące trasy ich przelotu.
W moim buku nie ma nic wyjątkowego, wspinaczka na niego nie jest trudna, na szczycie nie ma biologicznych rewelacji ani nawet miodu. Ale stał się moją świątynią dumania. Grzędą. Bardzo go lubię, a on cóż, on nie ma o mnie pojęcia. (...) Wspinanie na drzewo pozwala zmienić perspektywę, choćby nieznacznie; spojrzeć na miasto z góry, podczas gdy zwykle patrzy się z boku. Ukojenie w wyniesieniu. A poza tym w ten sposób mogłem odrzucić roszczenia, jakie wysuwało wobec mnie miasto.