cytaty z książki "Choroba na śmierć"
katalog cytatów
Człowiek jest syntezą nieskończoności i skończoności, doczesności i wieczności, wolności i konieczności, jednym słowem syntezą.
[…] rozpacz jeszcze w innym sensie, bardziej określonym, jest chorobą na śmierć. W rzeczywistości wcale tak nie jest, aby się umierało z tej choroby, aby ta choroba kończyła się śmiercią cielesną. Przeciwnie, męką rozpaczy jest, że nie można umrzeć. Podobne to jest do stanu konającego, który męczy się, ale umrzeć nie może. Być chorym na śmierć, to znaczy nie być zdolnym do śmierci, ale nie chodzi tu o nadzieję życia – nie, beznadziejność polega na tym, że człowiek nie ma ostatniej nadziei na śmierć.
Gdy śmierć jest największym niebezpieczeństwem, człowiek ma nadzieję na życie, ale kiedy poznaje większe niebezpieczeństwo, ma nadzieję na śmierć. Kiedy niebezpieczeństwo tak się wzmaga, że śmierć się staje nadzieją, rozpacz jest beznadziejnością niemożliwej śmierci.
Tylko chrześcijanie wiedzą, co znaczy choroba na śmierć. Jako chrześcijanie zdobywają odwagę nie znaną człowiekowi pierwotnemu – nabywają jej, ucząc się lęku rzeczy najokropniejszych. W ten sposób każdy człowiek uczy się odwagi; jeżeli się lęka większego niebezpieczeństwa, łatwiej mu jest oswoić się z mniejszym; jeżeli lęk człowieka rośnie nieskończenie, to inne niebezpieczeństwa jak gdyby dlań już nie istnieją. To zaś, przed czym chrześcijanina ogarnia lęk nieskończony, to „choroba na śmierć”.
Aby stać się sobą (a przecież zadaniem osobowości wolnej jest stawanie się sobą), zarówno możliwość, jak i konieczność jednako są potrzebne. Tak samo jak jednostka jest syntezą nieskończoności i skończoności, tak samo jest połączeniem możliwości i konieczności. Jednostka, która nie ma możliwości, popada w rozpacz, tak samo jak jednostka, która nie zna konieczności.
Rozpacz to rozpad syntetycznego stosunku jaźni do samej siebie. Ale synteza nie jest rozpadem, jest tylko możliwością, czyli w samej syntezie zawiera się możliwość rozpadu. Gdyby synteza była rozpadem, rozpacz nie mogłaby powstać: w tym wypadku rozpacz byłaby właściwością natury ludzkiej jako takiej, a więc nie byłaby rozpaczą; byłaby czymś, co atakowałoby człowieka, czymś, co przychodziłoby z zewnątrz jak choroba, w którą człowiek popada, jak śmierć, która każdego czeka.
[...] Skądże się więc rodzi rozpacz? Ze związku, w którym synteza zwraca się ku sobie samej, podczas gdy Bóg, który uczynił człowieka syntezą, upuszcza go jak gdyby z ręki, gdy synteza zwraca się ku samej sobie.
Choroba się rozpoczyna i od tej chwili objawia się w umocnieniu siebie samej i staje się r z e c z y w i s t o ś c i ą, której pochodzenie coraz bardziej staje się p r z e s z ł o ś c i ą.
Byłoby to okrutne i nieludzkie, gdybyśmy bez przerwy powtarzali: „W tej chwili ty, chory, zarażasz się tą chorobą”. Byłoby to tak, jakbyśmy chcieli rzeczywistość tej choroby przemianować w jej możliwość. To prawda, że ten człowiek zaraził się chorobą, ale stało się to tylko raz, trwanie choroby jest zwykłym skutkiem tego, że raz jeden zaraził się nią, i rozwój choroby nie może być co chwila podawany choremu jako przyczyna; zaraził się nią, to prawda, ale nie zaraża się nią bez ustanku.
Inaczej jest z rozpaczą; każdy prawdziwy moment rozpaczy można sprowadzić do momentu możliwości, a każdej chwili zrozpaczony z a r a ż a s i ę rozpaczą; wszystko tu jest stale w czasie teraźniejszym i nie zmienia się tu nic w stosunku do przemijającej rzeczywistości; w każdym aktualnym momencie rozpaczy rozpaczający przyjmuje wszystkie doświadczenia przeszłych możliwości jako teraźniejszość. Stąd to pochodzi, że rozpacz jest określonością ducha i znajduje się w stałym odniesieniu do tego, co wieczne w człowieku.