cytaty z książki "Pisma pozostałe 1876-1889"
katalog cytatów
Świadomość typu '„ja" jest ostatnią, jaka dochodzi, gdy organizm funkcjonuje już jako gotowy, jest n i e m a l zbędna: świadomość j e d n o ś c i, w każdym razie coś w najwyższym stopniu niedoskonałego i często się mylącego w porównaniu do rzeczywiście wrodzonej, wrosłej, pracującej jedności wszystkich funkcji. Nieświadomość to wielka, główna aktywność. Świadomość z j a w i a s i ę zwykle dopiero wtedy, gdy całość chce się podporządkować jakiejś wyższej całości - jako świado mość najpierw tej wyższej całości, tego poza-sobą.
Świadomość powstaje w relacji do istoty, d l a k t ó r e j m o g l i b y ś m y s t a n o w i ć fu n k c j ę - jest środkiem anektowania nas: Dopóki chodzi o samozachowanie, świadomość ja nie jest konieczna. Tak już u najniższego organizmu. To, co obce, większe, silniejsze, zostaje jako takie najpierw w y o b r a ż o n e. Nasze sądy na temat na szego „ja" nadchodzą potem i są formułowane po wprowadzeniu poza-nami, panującej nad nami władzy. D l a s a m y c h s i e b i e z n a c z y m y t o, z a c o u c h o d z i m y w wyższym o r g a n i z m i e - powszechne prawo.
Doznania i uczucia istoty organiczej są już dawno w pełni rozwinięte, nim powstaje poczucie jedności świadomości.
Najstarsze organizmy: powolne procesy chemiczne, spowite w o wiele jeszcze powolniejsze, eksplodują co pewien czas i wówczas sięgają poza siebie, ściągając sobie przy tym nowe pożywienie.
(...) słowami „środek i cel" uchwytujemy znikomą część te go, co się dzieje - a nawet ją t ł u m a c z y m y s o b i e
o d r a z u j a k o ś r o d e k i c e l.
Mówimy tak, jak gdyby uczucia były
p r zy c z y n a m i, a przyczyny mogły istnieć w królestwie nie-czującego.
O b r a z y i o d b i c i a pewnego procesu rozumiemy i tłumaczymy sobie jako sam ten proces.
Największy to nasz błąd mniemać, że przyjemność i ból dowodzą
r z e c z y w i s t o ś c i jakiegoś procesu, że jest to najbardziej realne.
Uczucia jako zjawiska towarzyszące mogą nas wprawdzie pouczyć o k o I ej n o ś c i
p r o c e s ó w, których są obrazami, ale nie o przyczynowym związku tego ciągu.
257.
Gdy myślę o swej filozoficznej genealogii, to czuję pewien związek z antyteleologicznym, tj. spinozjańskim ruchem naszej epoki, przy tej jednak różnicy, że również „cel" i „wolę" w n a s uważam za złudzenie; podobnie z ruchem mechanistycznym (redukcja wszelkich kwestii moralnych i estetycznych do kwestii fizjologicznych, wszelkich fizjologicznych do chemicznych, wszelkich chemicznych do mechanicznych), ale z tą różnicą, że nie wierzę w „materię" i uważam Boscovicha za jeden z wielkich punktów zwrotnych, jak Kopernika, i że wszelkie wychodzenie od samoodbicia ducha uważam za bezowocne; nie wierzę w porządne badanie bez przewodnictwa ciała. Filozofia nie jako d o g m a t, lecz jako prowizoryczna regulacja b a d a n i a.
262.
Jeśli j a mam w sobie coś z jedności, to nie tkwi ona na pewno w świadomym ja i w czuciu-woli-myśleniu, lecz gdzie indziej: w zachowawczej, przyswajającej sobie, wykluczającej, obserwującej przebiegłości całego mojego organizmu, którego moje świadome ja jest tylko narzędziem.
Czucie-wola-myślenie ukazuje wszędzie tylko zjawiska fi nalne, których przyczyny są mi zupełnie nieznane: następstwo tych finalnych zjawisk, jak gdyby jedno wynikało z drugiego, jest prawdopodobnie t y l k o pozorem: w rzeczywistości przyczyny mogą być powiązane ze sobą w taki sposób, że przyczyny końcowe zrobią na mnie
w r a ż e n i e logicznego lub psychologicznego związku.
Z a p r z e c z a m temu, jakoby zjawisko duchowe lub psychiczne było bezpośrednią p r z y c z y n ą innego zja wiska duchowego lub psychicznego - nawet jeśli tak
się wydaje. P r a w d z i w y ś w i a t
p r z y c z y n j e s t p r z e d n a m i
u k r y t y : jest niewypowiedzianie bardziej skomplikowany. Intelekt i zmysły są aparatem głównie u p r a s z c z aj ą c y m . Nasz f a ł s z y w y , pomniejszony,
z I o g i c y z o w a n y świat przyczyn jest jednak światem, w którym możemy żyć. O tyle jesteśmy „poznającymi", że możemy zaspokajać swoje potrzeby.
Badanie ciała daje pojęcie o niewymownej złożoności.
Gdyby nasz intelekt nie miał pewnych
t r w a ł y c h form, nie można by żyć. To jednak niczego nie dowodzi w kwestii prawdy wszelkich faktów logicznych.
264.
Ł a ń c u c h p r z y c z y n j e s t p r z e d
n a m i z a k r y t y, a związek i następstwo oddziaływań daje tylko pewną kolejność: nawet jeśli jest ona regularna, n i e
p oj m u j e m y t e g o j a k o
k o n i e c z n o ś c i. Możemy konstruować różne ciągi takiego następowania po sobie, np. przy grze na fortepianie następstwo uderzanych klawiszy, następstwo potrącanych strun, następstwo rozbrzmiewających tonów.
Punkt widzenia „wartości" to punkt widzenia w a r u n k ó w p r z e t r w a n i a i w z r o s t u w kontekście złożonych tworów względnego trwania życia na łonie stawania się:
- nie ma żadnych trwałych ostatecznych elementów, atomów czy monad; także tu „byt" jest dopiero w p r o w a d z a n y przez nas (z praktycznych, użytkowych, perspektywicznych powodów) - „wytwory panowania"; sfera opanowującego ciągle rośnie lub okresowo się kurczy i rozszerza, lub [jest] na łasce i niełasce okoliczności (pożywienia) - „wartość" jest z istoty punktem widzenia na przyrost lub ubytek tych ośrodków dominacji („wielości" w każdym razie, ale ,jedność" w ogóle nie występuje w naturze stawania się) -
k w a n t u m m o c y, stawanie się, jako że nic nie ma w nim charakteru „bytu"; o tyle
- środki wyrazu języka są bezużyteczne do wyraże nia stawania się: do naszej
n i e u s u w a I n e j p o t r z e b y
p r z e t r w a n i a należy ciągłe ustanawianie bardziej pospolitego świata tego, co pozostało, „rzeczy" itd.
Względnie, możemy mówić o atomach i monadach; pewne jest, że
n a j m n i e j s z y ś w i a t j e s t w
d ł u g i m
p r z e d z i a l e c z a s u
n aj t r w a l s z y . . . w o l i n i e m a : istnieją punktacje woli, które ciągle zwiększają lub tracą swą moc.
231 . „Chcę iść", ale 1 . m u s z ę iść, a
c h c e n i e jest tylko czymś ubocznym, co nie wywołuje żadnego ruchu, jest tylko wcześniejszym obrazem. 2. Obraz ten jest niewiarygodnie surowy i nieokreślony w porównaniu do tego, co się dzieje, jest pojęciowy i zupełnie ogólny, i w efekcie kryją się pod nim niezliczone rzeczywistości. Nie może on więc być przyczyną tego, co się dzieje.
- W y e l i m i n o w a ć c e l e .
153.
Że we wszelkich „wrażeniach zmysłowych" jesteśmy nie tylko bierni, ale b a r d z o a k t y w n i, wybierając, wiążąc, wypełniając, wykładając - chodzi o pożywienie jak w przypadku k o m ó r k i: o przyswojenie sobie i transpozycję rzeczy niejednorodnych.
89.
Gdybyś patrzył uważniej, widziałbyś wszystko w r u c h u: jak zwija się płonący papier, tak przemija wszystko nieustannie i zwija się przy tym.
284. „Wola prawdy !" Przestańmy mówić tak jednostronnie i chełpliwie! Chcemy uczynić sobie świat możliwym Io przemyślenia, ewentualnie nawet do zobaczenia - ale u c z y n i ć ! Wszelka fizyka dąży do tego uczynienia-widocznym.
123.
Poczucie władzy, rywalizacja wszystkich ja, by znaleźć ideę, która stanęłaby ponad ludzkością jako jej gwiazda - ja, primum mobile.
40.
Za twymi myślami i uczuciami stoi twe ciało i twa jaźń w ciele: terra incognita. D l a c z e g o masz t a k i e myśli i takie uczucia? Twa jaźń w ciele c h c e coś przez to u z y s k a ć.
286.
przeciw słowu „ zj a w i s k a "
NB. P o z ó r , tak jak j a go rozumiem, jest rzeczywistą i jedyną realnością rzeczy - czymś, czemu przysługują wszystkie istniejące orzeczniki i co najlepiej oznaczyć wszystkimi, a więc też przeciwstawnymi orzecznikami.
Słowem tym nie zostaje wyrażone nic więcej niż jego n i e d o s t ę p n o ś ć dla logicznych procedur i dystynkcji:
a więc „pozór" w stosunku do „prawdy logicznej" - która jednak możliwa jest tylko w świecie wyobrażonym. „Pozoru" nie przeciwstawiam więc „realności", lecz, odwrotnie, traktuję pozór jako realność, która opiera się przekształceniu w wyobrażeniowy „świat prawdy". Określonym mianem dla tej realności byłaby „wola mocy", mianowicie zarysowana od wewnętrznej strony, a nie od strony swej nieuchwytnej, płynnej,
proteuszowej natury.
37. Kto w jakimś stopniu wyrobił sobie jakieś wyobrażenie na temat ciała - ile systemów równocześnie tu pracuje, ile dla siebie i ile przeciw sobie nawzajem, jak precyzyjne są to relacje itd. ten uzna, że w przeciwieństwie do tego świadomość jest czymś ubogim i ciasnym, że żaden umysł ani w przybliżeniu nie wystarczy do tego, czego umysł miałby tu dokonać, a może też że najmędrszy nauczyciel obyczajów musiałby czuć się niezręcznie i jak żółtodziób pośród tego zamętu wojny praw z obowiązkami. Jakże niewiele sobie uświadamiamy! Jak bardzo to niewiele prowadzi do błędu i zamieszania! Świadomość bowiem jest narzędziem z uwagi zaś na to, jak wiele i jak wielkie rzeczy osiąga się bez niej, nie jest ona ani najbardziej konieczna, ani najbardziej godna podziwu. Przeciwnie: nie ma chyba organu tak źle rozwiniętego, pod tak wieloma względami wadliwego, wadliwie pracującego; jest to organ powstały najpóźniej, a więc jeszcze dziecko wybaczmy mu jego dziecinady! Należy do nich prócz wielu innych rzeczy moralność jako suma dotychczasowych ocen wartości ludzkich działań i postaw.
Musimy więc odwrócić porządek: wszystko, co świadome, jest tylko drugorzędne, a to, że jest nam to bliższe i bardziej znajome, nie stanowi powodu, przynajmniej moralnego, do innej oceny tego, co świadome. Branie czegoś najbliższego za najważniejsze jest starym przesądem. A więc nauczyć się innego podejścia! Właściwej oceny ważności! Sferę duchową utrzymać jako symboliczny język ciała!
Już przeprowadzona przez Hegla krytyka „czułostkowości" i idealizmu romantycznego swe powodzenie zawdzięcza fatalistycznemu sposobowi myślenia Hegla, jego wierze w wyższość rozumu po zwycięskiej stronie, jego uprawomocnieniu realnego „państwa" (w miejsce „ludzkości" itd.). (...)
He g l o w s k i sposób myślenia nie jest zbyt odległy od sposobu myślenia G o e t h e g o : wystarczy posłuchać, co Goethe mówi o Spinozie. Pragnienie ubóstwienia wszechświata i życia, by dzięki oglądaniu go i zgłębia niu znaleźć s p o k ój i s z c z ę ś c i e ; Hegel widzi rozum wszędzie - przed rozumem można się
u k o r z y ć i o g r a n i c z y ć . U Goethego swego rodzaju niemal
r a d o s n y i u f n y f a t a l i z m , który się nie buntuje, nie słabnie i usiłuje ukształtować z siebie jakąś całość, przekonanie, że dopiero w całości wszystko znajduje zbawienie, że jawi się dobre i usprawiedliwione.
Goethe popierał w sobie i z w a l c z a ł swój wiek osiemnasty: uczuciowość, sentymentalizm natury,
ahistoryczność, idealizm, niepraktyczność i nierealność
rewolucjonisty; przywołuje on na pomoc historię, przyrodoznawstwo, starożytność, a podobnie Spinozę (jako największego realistę); przede wszystkim praktyczna działalność o wyraźnie zakreślonych horyzontach; nie usuwa się od życia, nie jest lękliwy i bierze możliwie najwięcej na siebie, nad siebie, w siebie - pragnie
c a ł o ś c i , zwalcza rozdział na rozum, zmysłowość, uczucie, wolę, narzuca sobie dyscyplinę, k s z t a ł t u j e
siebie ... afirmuje wszystkich wielkich realistów (Napoleon - największe przeżycie Goethego).
266.
O d w r ó c o n y p o r z ą d e k
c z a s u „Świat zewnętrzny" działa na nas; skutek zostaje przetelegrafowany do mózgu, tam uporządkowany i
sprowadzony do swej przyczyny: przyczyna jest potem
p r oj e k t o w a n a i d o p i e r o
w t e d y f a k t w c h o d z i w
o b r ę b n a s z e j świadomości. Tzn. świat zjawiskowy z j a w i a nam się jako przyczyna dopiero po tym, jak zadziałał, a skutek został opracowany. T z n.
n i e u s t a n n i e o d w r a c a m y
p o r z ą d e k z d a r z e ń .
G d y „ j a " widzę, widzi t o już coś innego.
Wszyscy wierzymy niezłomnie w przyczynę i skutek, wielu zaś filozofów nazywa tę wiarę z racji jej niezłomności „poznaniem a priori" - (...) Gdy człowiek coś czyni, na przykład uderza coś, mniema, iż
t o o n jest tym, który uderza, i że uderzył, bo c h c i a ł uderzyć, że, krótko mówiąc, przyczyną jest jego wola. Nie zauważa tu w ogóle problemu, poczucie w o l i wystarcza mu, by wyjaśnić sobie związek przyczyny i skutku. Nic nie wie o mechanizmie procesu, o złożonej, subtelnej pracy, jaka musi zostać wykonana, aby doszło do uderzenia, ani też o
niezdolności woli samej w sobie do wykonania choćby najdrobniejszej części tej pracy. Wola jest dlań magicznie działającą siłą: przekonanie o woli jako przyczynie dzia łań jest wiarą w magicznie działające siły, w bezpośredni wpływ idei na niemobilny lub mobilny materiał. Pierwotnie człowiek uważał wolę za przyczynę wszędzie tam, gdzie dostrzegał jakiś proces, krótko mówiąc, był
przekonany, że w tle działa osobiście chcąca istota - pojęcie mechaniki było mu zupełnie obce. Ponieważ zaś człowiek niezmiernie długo wierzył
t y l k o w
o s o b y (a nie w materiały, siły, rzeczy itd.), więc wiara w przyczynę i skutek stała się dlań podstawowa, stosuje się ona bowiem wszędzie tam, gdzie coś się dzieje - jeszcze i dziś, instynktownie i jako pozostałość atawizmu
najstarszego pochodzenia.
Twierdzenie: „nie ma skutku bez przyczyny", „każdy skutek jakąś nową przy czyną", jawią się jako uogólnienia znacznie węższych twierdzeń: „tam, gdzie jest jakiś skutek, wystąpiła wola", „oddziaływać można tylko na istotę przejawiającą wolę", „nie ma bezskutkowego doznania jakiegoś dzia łania, wszelkie doznanie pobudza wolę" (do czynu, obrony, zemsty, odwetu) - ale w pradziejach ludzkości te i tamte twierdzenia były tożsame, pierwsze nie były uogólnieniami drugich, te drugie były raczej eksplikacjami pierwszych, wszystkie na podłożu idei: „natura jest sumą osób". Gdyby natomiast ludzkości cała natura od początku jawiła się jako coś nieosobowego, w konsekwencji
nie-wolicjonalnego, wówczas ukształtowałaby się odwrotna wiara - fieri e nihilo, w skutek bez przy czyny - i może to o n a zyskałaby sobie opinię nad ludzkiej mądrości. Owo „poznanie a priori" nie jest więc żadnym poznaniem, lecz ucieleśnioną
p r a m i t o l o g i ą z czasów najgłębszej niewiedzy!
73.
Czyż istnienie j a k i e g o k o l w i e k zróżnicowania, nie zaś pełnej kolistości w otacza jącym nas świecie nie jest już w y s t a r c z aj ą c y m
d o w o d e m przeciw równomiernej kolistej formie wszystkiego, co istnieje? Skąd różnice w obrębie koła? Skąd trwanie tych przemijających różnic? Czy wszystko nie jest o
w i e l e z a r o z m a i t e, by powstać z czegoś j e d n e g o? I czyż wielość praw c h e m i c z n y c h
i o r g a n i c z n y c h rodzajów i postaci nie jest niewyjaśnialna na podstawie czegoś jednego? Albo dwoistego? Zakładając, że we wszystkich ośrodkach siły wszechświata istnieje równomierna „energia kontrakcji", powstaje pytanie, skąd może się wziąć najmniejsze choćby zróżnicowanie? Musiałby się wtedy wszechświat rozpaść na niezliczone, c a ł k o w i c i e
j e d n a k o w e pierścienie i kule bytu, a my mielibyśmy nie zliczone,
c a ł k o w i c i e j e d n a k o w e
ś w i a t y jeden obok drugiego. Czy muszę to przyjmować? Do wiecznego następstwa jednakowych światów wieczne sąsiedztwo? W i e l o ś ć jednakże i n i e p o r z ą d e k
w z n a n y m n a m d o t ą d
ś w i e c i e temu przeczy, nie m o ż e być t a k i e j powszechnej jednakowości rozwoju, musiałaby też dla naszego świata istnieć jakaś równomierna kulista istota! Czy powstawaniem jakości nie rządzi
ż a d n e p r a w o? Czy różnice mogą powstawać z „siły"?
Dowolność? Czy p r a w i d ł o w o ś c i, jakie m y widzimy, nas łudzą? Nie ma praprawa? Czy rozmaitość jakości ma być także w naszym świecie konsekwencją absolutnego powstania dowolnych własności? Tyle tylko, że w naszym zakątku świata już nie występującego? Lub: przyjęto prawidło, zwane przez nas
p r z y c z y n ą i s k u t k i e m, choć ono tym nie jest (dowolność, która stała się prawidłem, np_ chemicznie tlen i wodór)??? Czy to „prawidło" miałoby być tylko dłuższym kaprysem? [---].
49.
Dla dowodu, że sceptykowi potrzeba nader zuchwa łych rojeń, by potem ukojony wrócił do krainy „może-a -może-nie", chciałbym opowiedzieć, co mi ostatnio przyniosły z chmur moje bujające w obłokach gołębie.
Po pierwsze: najbardziej typowa forma wiedzy jest wiedzą bez świadomości. Świadomość jest wiedzą o wiedzy. Wrażenie i świadomość mają wspólne wszystko, co istotne, i mogą być tym samym. Pierwsze powstanie wrażenia jest powstaniem wiedzy o wiedzy: proces, który nie zawiera niczego trudnego ani ta jemniczego, bo wywołuje u wiedzy tylko zmianę kierunku - do tego zaś wystarczą przypadkowe bodźce, które można być może odgadnąć. Nim pojawiło się wrażenie, istniała dawno - mianowicie zawsze - wiedza: rozpoznawanie i wnioskowanie jako jej funkcje. Wiedza jest własnością wszelkich sił napędowych - na jedno wyjdzie, gdy po wiemy, że jest własnością materii zakładając, że wie się, czym jest materia: siłą napędową pomyślaną jako przesłanka naszych zmysłów - siła i materia zatem byłyby tym samym, oznaczone albo jako w-sobie, albo, stosownie do relacji z naszymi zmysłami, jako granica naszego odczuwania siły. Napędowe siły nie są czymś ostatecznym i opierającym się analizie, jak mniemał Schopenhauer, który rozumiał je jako „wolę": my możemy w nich wyodrębnić jeszcze pojęciowo wiedzę jako ich własność; bez rozpoznania i wnioskowania nie ma popędu, napędzania ani woli. To rozsądek (a nie wrażenie) jest przyrodzony „istocie rzeczy"; wrażenie jest przypadkiem w dziejach jego ukierunkowań, nie zaś czymś w sobie nowym. Aby zrozumieć pierwsze zasady mechaniki, trzeba pozwolić napędowym siłom na rozpoznanie i wnioskowanie - ale jeszcze bez świadomości tego, bez wrażenia. Rozpoznawanie zaś i wnioskowanie zakładają wielość, ale jednorodność sił, co najmniej dwoistość. Błąd w rozpoznawaniu i wnioskowaniu staje się możliwy dopiero po zaistnieniu wrażenia.
279.
Najbardziej dzieli mnie od metafizyków to, że nie zgadzam się z nimi, iż „ja" jest tym, co myśli; uważam raczej j a
z a k o n s t r u k cj ę m y ś l e n i a , podobnie jak „materię", „rzecz'', „substancję", ,jednostkę", „cel", „liczbę": a więc tylko za
r e g u l at y w n ą f i k cj ę , z której pomocą wprowadzona, w m y ś l o n a zostaje w świat stawania się swego rodzaju stałość, a w konsekwencji
„poznawalność". Wiara w gramatykę, w podmiot językowy, przedmiot, czasowniki panowała dotąd nad metafizyka mi - ja uczę wyrzekać się tej wiary. To dopiero myślenie ustanawia ja, ale dotychczas wierzono, tak jak ,,lud", że w „j a myślę" tkwi coś bezpośrednio-znanego, a to „ja" miało być z góry daną przyczyną myślenia, w analogii do której mielibyśmy „rozumieć" wszelkie inne relacje przyczynowe. Mimo że owa fikcja jest dziś rozpowszechniona i niezbędna, to nie przeczy to jej wy myślonemu charakterowi: coś może być warunkiem życia, a
m i m o t o być b ł ę d n e .
280.
Jest nieprawdopodobne, by nasze „poznawanie" mogło sięgać poza to, co wystarcza do podtrzymania życia.
Morfologia pokazuje nam, jak zmysły, nerwy i mózg rozwijają się w związku z trudnościami w zdobyciu pożywienia.
281 . N a t r o p a c h c i a ł a
Może i była „ d u s z a " ideą powabną i tajemniczą, od której się filozofowie słusznie, choć z trudem oderwali - może jednak to, na co teraz uczą się ją zamieniać, jest jeszcze bardziej powabne, jeszcze bardziej tajemnicze. Ludzkie ciało, w związku z którym ożywia się znów cała najdalsza i najbliższa przeszłość wszelkiego organicznego stawania się, przez które, jak się zdaje, przepływa potężny, niesłyszalny strumień: to ciało jest ideą bardziej zdumiewającą niż dawna „dusza".
1 69.
Jak komórka fizjologicznie przy komórce tak popęd przy popędzie. Najogólniejszy obraz naszej istoty to s o c j a l i z a c j a
p o p ę d ó w przy ciągłej rywalizacji i wzajemnych ich powiązaniach. Intelekt obiektem współzawodnictwa.
A więc: szczęście, „le plaisir" jako cel działania jest tylko środkiem wzmagania napięcia; nie należy go mieszać ze
s z c z ę ś c i e m , j a k i e t k w i w s a m ej a k c j i. Finalne szczęście jest nader określone; szczęście dzięki akcji trzeba by było ukazać setką takich określonych obrazów szczęścia.
A więc: „aby" jest złudą: „czynię to, a b y zebrać dzięki temu żniwo szczęścia". Tak nie jest. Działający z a p o m i n a o rzeczywistej s i I e n a p ę d o w e j i
w i d z i tylko „motyw".
„Szczęście dzięki osiągnięciu celu" jest tylko w y t w o r e m n a p i ę c i a s i ł y : obrazową antycypacją i samowzmożeniem. E u d aj m o n i z m jest więc skutkiem n i e d o k ł a d n e j
o b s e r w a c j i. N i e działa się dla przyjemności.
t a k i e j e s t j e d n a k z ł u d z e n i e
d z i a ł aj ą c e g o .
295.
Wiara w c i a ł o jest bardziej podstawowa niż wiara w duszę: tę ostatnią wiarę zrodziły aporie nienaukowego podejścia do ciała (coś, co je opuszcza. Wiara
w p r a w d z i w o ś ć s n u ) .
35. W samotności samotny zżera się sam, wśród wielu pożera go wielu. A teraz wybieraj.
Zazdrościłem roślinom - zazdrościłem też widmom.