cytaty z książki "Kiedy płaczą świerszcze"
katalog cytatów
Tego, co najlepsze i najpiękniejsze na świecie, nie można zobaczyć, a nawet dotknąć; trzeba to poczuć sercem.
,,Każde serce składa się z dwóch części- jednej, która pompuje, i drugiej, która kocha. Jeśli zamierzasz poświęcić życie na składanie złamanych serc, musisz poznać obie części. Nie możesz po prostu uleczyć jednej, nie troszcząc się o drugą.
Serce nie tylko jest jednym z najbardziej bezinteresownych narządów, jest także najbardziej odważnym i wiernym z nich.
Wszystkie serc przestają bić. Ważne jest to, co z nim zrobisz, gdy będzie wciąż żyło.
,,Chcę żyć" w każdym języku oznacza: ,,chcę żyć". Oczy mówią to równie wyraźnie jak usta.
O brzasku cienie padają przed nami, wyciągając się, aby dosięgnąć nadchodzącego dnia. W południe stajemy na naszych cieniach, pochwyceni gdzieś między tym, co było, i tym, co będzie. O zmierzchu cienie padają za nami i zakrywają nasze ślady. ... Ci, którzy wybierają zmierzch, zazwyczaj mają coś do ukrycia.
Emma powiedziała mi kiedyś, że są ludzie, którzy spędzają całe swoje życie, próbując Go wyprzedzić, dotrzeć być może gdzieś, gdzie Go jeszcze nie było. Problem polega na tym, mówiła, że przez całe życie poszukują i spieszą się, ale gdziekolwiek zdołają dotrzeć okazuje się, że On już tam był.
,,Czymże jest kłamstwo? Prawdą, jeno podczas maskarady.
Życie nic nie znaczy kiedy nie jest wielką przygodą.
Życie jest tam, gdzie płynie krew.
Ale w życiu nie ma powtórek.
Serce ma swoje racje, których rozum nie zna.
Było to jak piosenka, którą można usłyszeć tylko wtedy, gdy jej nie słuchasz,lub jak odległa gwiazda, którą można zobaczyć tylko pod warunkiem, że nie będziesz się na niej koncentrował, ale i wówczas tylko kątem oka.
Jestem tylko jeden, ale ciągle jestem. Nie mogę wszystkiego, ale coś jednak mogę. Nie cofnę się przed zrobieniem czegoś, na co mnie stać.
Piękno jest tajemnicze, tak jak i straszne. Bóg i diabeł prowadzą tam wojnę, a polem bitwy jest serce mężczyzny.
Niedźwiedź może być pluszowym misiem, ale i grizlly, w zależności od potrzeby
...uderzyło mnie to, że lekarze potrafią pomóc ludziom poczuć się lepiej, a nawet przedłużyć ich życie, ale nie potrafią ich uzdrowić ani połączyć w jedną całość. A to coś zupełnie innego.
-Chyba musi zaboleć, aby było lepiej.
Pokiwałem głową:
-Z sercami już tak jest.
O brzasku cienie padają przed nami, wyciągając się, aby dosięgnąć nadchodzącego dnia. W południe stajemy na naszych cieniach,
pochwyceni gdzieś pomiędzy tym, co było, i tym, co będzie. O zmierzchu cienie padają za nami i zakrywają nasze ślady. Moje doświadczenie mówi mi, że ci, którzy wybierają zmierzch, zazwyczaj mają coś do ukrycia.
Nawet pod powierzchnią najbardziej złowieszczych rokowań żyje nadzieja.
Nie, nie zapłaczę. Me serce prędzej mi pęknie na sto tysięcy drzazg, niż ja zapłaczę.
Nadzieja nie jest efektem oddziaływań medycznych lub czymś, co tylko nauka może zapewnić. To jest kwiat, który zakwita i rośnie, gdy inni go podlewają. Myślę czasami, że spędziłem tak wiele czasu, martwiąc się, jak chronić i wzmacniać ten kwiat - posuwając się nawet do przeszczepienia mu odnóg lub elementów systemu korzeniowego - że zapomniałem po prostu do podlewać.
Akademia medyczna nauczyła mnie wiele, ale jedno powracało stale na nowo: niezwykle trudno zabić ludzkie ciało".
Reese, nigdy nie zapominaj, że urodziłeś się i zostałeś posłany... by opatrywać rany serc złamanych. Wiem o tym. Zawsze o tym wiedziałam.
Dowiedziałem się czegoś, czego wszystkie moje lektury, studia i wszyscy moi profesorowie nigdy by mnie nie nauczyli. Nadzieja nie jest efektem oddziaływań medycznych lub czymś, co tylko nauka może zapewnić. To jest kwiat, który zakwita i rośnie, gdy inni go podlewają. Myślę czasami, że spędziłem tak wiele czasu, martwiąc się, jak chronić i wzmacniać ten kwiat - posuwając się nawet do przeszczepiania mu odnóg lub elementów systemu korzeniowego - że zapomniałem po prostu go podlewać.
Ludzie zachwycają się geniuszem Mozarta, ponieważ Twinkle, Twinkk Little Star napisał przypuszczalnie w wieku lat trzech, a pierwszą symfonię, jak miał lat dwanaście. Owszem, był geniuszem, ale można na to spojrzeć również z innej strony i stwierdzić, że on jedynie odkrył wcześnie to, do czego stworzył go Bóg. I tyle. Z jakichś powodów Bóg ofiarował mu nieco więcej albo coś wyjątkowego, a Mozart dowiedział się, co to jest, i zaczął koncentrować swój umysł na korzystaniu z tego. Oczywiście, że był wspaniały, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że wiedział, a następnie zabrał się do pracy.
Znałem kiedyś pewnego farmera - powiedział [dr Trainer], wpatrując się w punkt nad ogrodzeniem - miał chyba na imię James. Hodował drzewko pomarańczowe, bardzo podobne do tego. Przez wiele lat nie kwitło i nie wyglądało zbyt dobrze. Miało liście, ale też nie za dużo. Pewnego ranka zauważyłem go stojącego obok drzewka, mierzącego je wzrokiem i mruczącego coś pod nosem,. W jednym ręku trzymał młotek, a w drugim trzy dwunastocalowe szpikulce. Gdy go spytałem, co robi, kazał mi się cofnąć, a potem wbił jeden ze szpikulców w pień, mniej więcej na wysokości kolan. Gwóźdź przebił cienką korę drzewa, a im głębiej go wbijał, tym więcej białej posoki gromadziło się wokół trzpienia. Wbił drugi na wysokości pasa i trzeci, mniej więcej tak... - podniósł rękę na wysokość swojego kołnierzyka.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Zadałem mu dokładnie takie samo pytanie. Wiesz, co powiedział?
- Co? - zainteresowałem się.
- Powiedział: "Czasami drzewa zapominają, że są po to, żeby kwitnąć, i trzeba im o tym po prostu przypomnieć". Spojrzałem na te trzy szpikulce i zapytałem: "A dlaczego nie dziesięć?". Potrząsnął głową i przyjrzał się drzewku. "Nie, taka dawka wystarczy. Nie chcę zabić, tylko przypomnieć".
Nigdy nie zapominajcie, że lepsze jest wrogiem dobrego.
- Skończyłam już książkę - skinęła w kierunku leżaka, a następnie zapatrzyła się z powrotem na jezioro. - Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to było być kimś takim jak on. - Potrząsnęła głową i skierowała swój duży palec na mrówkę, która maszerowała wokół jej stóp.
Nie zrozumiałem.
- Słucham?
- Crusoe. W jednej chwili żegluje sobie, nie troszcząc się o nic, a zaraz potem jego okręt tonie, miotany niczym biblijny Jonasz, a potem... wyspa... - objęła się mocniej ramionami.
Podniosłem się z mojego wiadra i odwiesiłem je na ścianie za plecami.
Był to mój znak, że rozmowa miała się już ku końcowi. Nie wiem, dlaczego powiedziałem to, co powiedziałem, poza tym, że miałem dużo czasu, aby to sobie przemyśleć, i że zacząłem sobie przypominać.
- Cindy?
Spojrzała na mnie.
- Wszyscy jesteśmy rozbitkami. Wszyscy na bezludnej wyspie.
- Mogę być niewidomy, ale nadal widzę - obrócił się w moim kierunku. - Czasami widzę lepiej niż ci, którzy jeszcze mają oczy.