cytaty z książki "Kot, który czytał wspak"
katalog cytatów
To tylko kot - wyjaśnił Mountclemens - lubi chować się za książkami. (…). Najwyraźniej właśnie obudził się z popołudniowej drzemki za biografiami. Wyraźnie woli biografów od innych pozycji.
Zza oszklonych drzwi dobiegały go dobrze znajome odgłosy - stukot maszyn do pisania, terkot dalekopisów i przeraźliwe dzwonki telefonów. Dźwięki te sprawiły, że jego sumiaste, szpakowate wąsy najeżyły się, przygładził je więc knykciami.
Zawodowo zajmuje się reklamą i prowadzi cieszącą się powodzeniem agencję, natomiast w wolnych chwilach uprawia malarstwo olejne. Maluje mianowicie dzieci. Jego obrazy robią furorę. Wiesz, dzieci z kręconymi lokami i różowiutkimi policzkami. Wyglądają, jakby miały dostać apopleksji, ale ludzie to kupują...
W barze panował półmrok i gwar hałaśliwych rozmów, czasem tylko zniżano głos do konfidencjonalnego szeptu.
Kiedy objąłem dział kulturalny, żywiłem proste przekonanie, że sztuka jest czymś drogocennym, pokarmem dla pięknoduchów o pięknych myślach. Jednak szybko musiałem pożegnać się z ta wizją! Sztuka stała się demokratyczna.
Ta praca zaczyna mi się podobać. Szef mówił, że otrę się o wyższe sfery, i już zacząłem się bać, że będę miał do czynienia z jakimiś aniołkami.
Nie daj się zwieść pozorom. Wszyscy artyści w tym mieście nienawidzą się wzajemnie, a miłośnicy sztuki opowiadają się po tej czy po tamtej stronie... a następnie rozpoczynają się ostre rozgrywki. To coś jak futbol, tylko gra jest brutalniejsza. Wyzwiska, kopanie dołków, podchody i podstępy...
Ściany pracowni pokryte były oprawionymi w ramy płótnami przedstawiającymi chłopców oraz dziewczynki o kręconych włoskach i policzkach niczym czerwone jabłuszka.
Wychwalał małe, podmiejskie galerie za to, że spełniają szczytną rolę popołudniowych ośrodków życia towarzyskiego, zastępując kluby brydżowe i kółka hafciarskie, choć podawał w wątpliwość ich sens istnienia jako placówek artystycznych.
Dwumetrowy skok to nic niezwykłego u syjamczyka.
Koty posiadają wiele umiejętności, które nie są nam dane, a pomimo tego usiłujemy je oceniać według ludzkich standardów. Nie potrafią mówić, ale nie czyni to z nich istot niższych. Po co miałyby używać słów, skoro są w stanie porozumieć się bez ich użycia?
Jim Qwilleran, którego nazwisko już od dwóch dziesięcioleci wprowadzało w błąd zecerów i korektorów, przybył na spotkanie z redaktorem naczelnym "Daily Fluxion" o piętnaście minut za wcześnie.
Ze szczytu szafy rozległo się niskie burknięcie, kot wstał, wygiął grzbiet w łuk, ziewnął rozdzierająco, a następnie zeskoczył na podłogę z cichym miauknięciem i aksamitnym stukotem.
Wie pan, wszyscy nienawidzą krytyków, mogę sobie wyobrazić, jakie opowieści już pan o mnie słyszał. Przypuszczam, że przedstawiono mnie w nich jako kogoś w rodzaju Belzebuba z artystycznymi pretensjami.
Nigdy nie byłem w stanie pojąć kogoś, kto morduje z zemsty. Co innego dla zysku, to jak najbardziej zrozumiałe.
Nie wywieszał cen. Nie drukował katalogów - poza dużymi wystawami indywidualnymi. Ponoć miało to być elementem prestiżowego wizerunku galerii. Natomiast jeśli komuś coś się spodobało, Lambreth rzucał taką cenę, jaka wydawała mu się stosowna.
Koty z natury są strasznie wścibskie. Moje dzieciaki mają kota, który wszędzie pakuje nos. Byłby z niego niezły gliniarz... albo niezły dziennikarz.
Różowy języczek śmigał po białej piersi, brązowych łapach i beżowozłotych bokach. Aksamitne brązowe uszy zostały przetarte zwilżonymi łapami. Następnie Koko uchwycił swój wspaniały długi ogon przednimi łapami i wylizał go niezwykle starannie.
Wścibstwo dziennikarzy bywa niezwykle uciążliwe, a nasze muzeum już miało okazję się o tym przekonać.
Kiedy kot, który jest uosobieniem wdzięku i piękna, nagle przybiera groteskową pozycję, marszczy pyszczek i drapie się w ucho - wówczas mówi nam, drogi panie, żebyśmy szli do wszystkich diabłów!
Uprzejmość nic nie kosztuje.
[...] w dzisiejszych czasach artystów jest więcej niż psów czy kotów.
Koko na niego czekał. Koko beształ go. Koko był głodny. Koko był wściekły.