cytaty z książek autora "Melka Kowal"
Potrzebowałam szczęśliwych zakończeń bohaterów, by móc naiwnie wierzyć we własne.
Ile może znieść jeden człowiek, zanim bezpowrotnie utraci siebie?
Krąg życia rządził się prostymi prawami: tam, gdzie padał jeden toksyczny facet, wyrastała najsilniejsza babska solidarność.
To tylko rzeczy, nie zabiorę ich przecież do grobu.
Paulina nie do końca wiedziała, co o tym myśleć. Słyszała o depresji poporodowej, ale nie sądziła, że mógł to być jej przypadek. Przecież codziennie się śmiała, wstawała z łóżka, zajmowała się sobą i dzieckiem. Po prostu odkąd wyszła ze szpitala, czuła się nieco przygaszona.
Biorąc pod uwagę, że Krystian nie potrafił nawet poprawnie wymówić słowa "biznes", można było się spodziewać, że cokolwiek robił, nie było to nic mądrego.
Krystianek jak to Krystianek - był prosty i ograniczony jak dziesięciocentymetrowa linijka, ale był dobrym człowiekiem i starał się odgrywać rolę ojca, a to już było coś.
Kasa miała ogromne znaczenie, bo zawsze jej u nas brakowało. Dlatego kiedy tylko poczułam, jak żyje się na wyższym poziomie, zamknęłam oczy na wszystko inne. Cóż, okazało się, że rozkład małżeństwa daje nieznośny fetor, którego nie rozwieje nawet najwyższa sterta pieniędzy.
Opłakała ten związek już dawno temu... Przebyła żałobę na długo przed tym, zanim do niej dotarło, że tego trupa to nawet doktor Frankenstein by nie ożywił.
Wiedziała, że nie jest sama, że jeśli będzie chciała, to może im o wszystkim powiedzieć i na pewno jej nie odrzucą. Ta wiedza była na wagę złota.
Od tego momentu jesteśmy partnerami w zbrodni.
Umawiając się na wizytę, miała nadzieję, że mimo chłodnego, pochmurnego grudnia w końcu zaświeci dla niej słońce.
Ben jakoś nigdy nie kontrolował, ile kasy Luiza wydaje "na waciki". I nawet gdyby kupowała waciki ze złota, zapewne nie powiedziałby słowa ani nie przykręciłby kurka. A teraz puf, amba fatima, było i ni ma.
Paula wyglądała jak urocza i delikatna porcelanowa laleczka. Luiza, choć nie mniej urodziwa, była jednak bardziej królową lodu.
Z szaleństwem Lali, dowcipem Klaudii, niewinnością Pauliny i opanowaniem Luizy były jak cztery żywioły. Idealny układ, w którym teraz ziała dziura przypominająca rozmiarem Wielki Kanion. A wszystko przez jej męża, który nie dość, że nie umiał utrzymać ptaka w spodniach, to jeszcze strzelił gola dwóm kobietom w podobnym czasie.
Rozwód, też mi coś. Ten związek już dawno zdechł i się rozłożył, a potem zżarły go robaki.
Paulinie zrobiło się żal przyjaciółki. Przecież tak jak ona dała się zwieść mężczyźnie, który mówił prawdę tylko wtedy, gdy się pomylił.
Klaudia nie mogła się nie roześmiać. Jadzia wiecznie rozkręcała jakieś dramy i afery koperkowe z udziałem leciwych sąsiadek, ale chociaż często darły koty, to było widać, że naprawdę się lubiły.
Wyglądało na to, że pieniądze, które Ben odebrał Luizie jednak wróciły do niej, a sprawiedliwości stało się zadość. Zabawne, okazuje się, że karma to suka i na złotym jaguarze jeździ. (PS To prawda).
Znów Los splątał tak ludzkie ścieżki, że jedno spotkanie na porodówce wiele miesięcy wcześniej całkowicie odmieniło życie obecnych na werandzie osób. I chociaż zdarzały się górki i dołki, ostatecznie wszystko to, co perfidne Losisko kryło dla nich w zanadrzu, miało wyjść im na dobre.
Życie to splot zbiegów okoliczności, dziwnych przypadków i zrządzeń losu. Na niewiele rzeczy mamy wpływ, ale jeśli fortuna jest dla nas łaskawa, rozda nam w swojej grze takie karty, które odpowiednio rozegrane zaprowadzą nas tam, gdzie powinniśmy się znaleźć.
By zabić czas, który niczym perfidny, złośliwy dziad wlókł się w nieskończoność, udała się do kuchni.
Jak to mawiają, co chatka to zagadka.
Odkąd zaczęły się pierwsze mdłości, i nie opuszczały posterunku nawet wtedy, gdy Luiza z uporem maniaczki nacierała skórę niebotycznie drogim kremem ze śluzu "z dupy ślimaka" - jak nazwała ekskluzywne specyfiki jej mama. Najwyraźniej nawet moc ślimaka ślimaczej dupy ma swoje ograniczenia.
Moja matka zawsze powtarza, że kiedy zaszła w ciążę ze mną, to była taka impreza, że powinnam się cieszyć, że nie szczekam.
Nie był zbyt bystry, za to kochankiem był niesamowitym, i choć na pierwszy rzut oka nadawał się na ojca jak świnia na astronautę, Lala uznała, że warto spróbować.
Niby pogoda dopisywała, ale wiał chłodny wiatr, a przecież wszyscy wiedzieli, że wiatr jest najgorszy, bo jak jest ciepło i wieje, to jest zimno. Proste i logiczne.
Nie pamiętała już, jak to jest czuć się zaopiekowaną, otoczoną miłością... W tej chwili równie dobrze mogłaby mieć na drugie imię "sama", tak bardzo przyzwyczaiła się do tej samodzielności.
Krystian rozwalił się na kanapie jak żaba na liściu, eksponując jedno jajko, które postanowiło zrobić sobie krótką wycieczkę przez dziurę w jego szarych bokserkach.
Bo od umysłu Krystiana wiedza odbijała się jak piłeczka kauczukowa od ściany. Cóż, pozostawało jej tylko się modlić, żeby inteligencję córka odziedziczyła po niej. Wygląd mogła mieć po tatusiu.